W górę rzeki (10)

Zbigniew Milewicz

Życie od nowa

Tak więc po 45 roku ludzie rozpoczynali swoje życie od nowa, a jak im się nie udawało, to jeszcze raz od nowa. Po rozwodzie mama zamieszkała ze mną w Chorzowie, u dziadków. Ociec zabrał Zdzicha i wyjechał z Katowic, wcześniej napisałem, że do Elbląga, ale faktycznie najpierw był Wałbrzych, gdzie ociec dostał pracę, jako kierowca w kopalni. Później Elbląg, z „przechowalnią” dla brata w Kętrzynie.

ojcieczesopemPóki ojciec nie znalazł oddzielnego lokum na Żuławach, Zdzich pozostawał pod troskliwą opieką babci Urszuli, w jej już ostatnim miejscu zamieszkania. Kiedy przywieziono go do Elbląga, najpierw było jakieś poddasze w domu, gdzie żyła prawdziwa ludzka zbieranina, tam też opiekowała się nim babcia. Nie opuszczała go na krok, żeby nie stało się mu nic złego, karmiła, pielęgnowała z całym oddaniem, kiedy był chory, wiele jej zawdzięcza. Później ojciec odprawił babcię i zabrał go do nowego, dwupokojowego mieszkania, gdzie brat poznał kobietę o imieniu Celina, do której od początku musiał mówić mamo. Ciężko mu to szło. Nowa partnerka ojca była pielęgniarką, pochodziła z niedalekiego Skórcza i ojciec się z nią ożenił. Na życie zarabiał pracą w miejscowej stoczni, po niespełna roku Elbląg mu obrzydł, wyjechali do Słupska. Tam starsza siostra ojca, Maria, która towarzyszyła im w exodusie z Katowic, powiedziała, że dalej już nie jedzie. Ze Słupska, po dwóch, albo trzech miesiącach, ojciec, jego nowa żona i Zdzich udali się bowiem do Szczecina i tam zapuścili korzenie. Na krótko ich adresem był dom w Niebuszewie, niedaleko gazowni, gdzie z klatki schodowej można było oglądać niebo, później już Goleniowska 76 w Dąbiu. Zdzich miał 5 lat, kiedy się tam wprowadzili.

Ciocia Irka i HeinzPo wojnie, rozłączeni bliscy ludzie starali się wzajemnie znowu odnaleźć. Moja babcia Jadzia łudziła się, że mimo wszystko gdzieś żyje jej brat Wili, rodzina dostała zawiadomienie, że zaginął pod Stalingradem, a więc w pojęciu Babci – nie zginął. Międzynarodowy Czerwony Krzyż, poprzez który wielu ludzi się odnalazło, nie potrafił jej jednak w niczym pomóc. Podobnie jak ojcu nie udało się później nawet usłyszeć w telefonie głosu młodszej siostry Stasi, którą sowieci wywieźli do Kazachstanu. Były narzeczony mojej mamy, Gerard służył w Wehrmachcie. Doczekał zakończenia wojny w Niemczech, nie wrócił do Polski, ukończył studia medyczne i został lekarzem. Poprzez moich dziadków nawiązał listowny kontakt z mamą i próbował ściągnąć ją do Niemiec, bezskutecznie, czuła się Polką i jej miejsce było w Polsce.

zbiorowemilewiczUdało się natomiast ponownie zejść cioci Marii i jej mężowi, Eugeniuszowi Bołtuciowi, choć było trudno. Przed wojną starsza siostra ojca wyszła w Wilnie za mąż za młodzieńca z dobrej, inteligenckiej rodziny. Byli w sobie zakochani, niestety ich związek trwał krótko; Marię wywieziono w głąb Rzeszy, on został na miejscu. Kiedy Rosjanie odebrali Niemcom Wilno i generał Sikorski rozpoczął formowanie polskiego wojska na terenie Związku Radzieckiego, Eugeniusz zaciągnął się. Przeszedł cały szlak bojowy z Armią Andersa, walczył pod Monte Cassino, na spocznij dał dopiero w Monachium. Jak i po co się tam znalazł, nie mam pojęcia. W Monachium w każdym bądź razie dowiedział się od kogoś, że jego ślubna jest znowu w Wilnie. Nad Isarą namierzyła jego ślady także ciocia Maria, ale nie zdążyła już skontaktować się z mężem. Załatwił sobie wizę wjazdową do ZSRR i ruszył fałszywym tropem. Trochę czasu minęło, zanim znalazła go z ojcem, w Poniewieżu pod Wilnem, jeszcze więcej zachodu kosztowało, żeby w ramach repatriacji i łączenia rodzin ściągnąć go do Polski. To już jednak nie był ten sam Gieniuś, co kiedyś – martwiła się Maria. Wojna wykrzywiła mu charakter, dużo pił, plecami odwróciła się od niego nawet najbliższa rodzina, która po wyjeździe z Wilna osiedliła się we Wrocławiu. Cioci Marii podobał się Słupsk, ale ostatecznie z rodzinnych powodów także zamieszkała na stałe w Szczecinie, tam też przyjechał jej mąż.

Ujek Jorg z ciocia Marysia, najstarsza Malgosia, Ewa, Heinzem i coreczka, ktora im pozniej zmarla.Również drugiej mojej cioci Marii, z domu Hampel, a po mężu Palluch (tak, tak ich nazwisko pisało się z niemiecka przez dwa „l”) udało się po wojnie zejść z mężem. Wszyscy w rodzinie mówili na nią zdrobniale Marysia, Marika, albo Marinchen. Była drobna, o pięknych, semickich rysach twarzy, dlatego też nosiła żartobliwy przydomek Żydek. Miała dwie córki – starszą Małgosię i młodszą Ewę oraz syna Hainca, nigdy nie słyszałem, żeby ktoś na niego powiedział Heniek. Mąż cioci, Jorg, który służył w SA, pod koniec wojny dostał się do niewoli amerykańskiej. Po denazyfikacji zamieszkał w bawarskim Glonn. Nie bardzo w związku z tym rozumiem, dlaczego ciocia Marysia w ramach łączenia rodzin wyjechała do Stadt Allendorf w Westfalii i tam mieszkała do końca życia, ale mam nadzieję, że kiedyś uda mi się to jeszcze wyjaśnić. Do tej miejscowości ściągnęła później Ewa ze swoim synem Januszkiem, później Małgosia z mężem, Jankiem Balonem, wreszcie ich córka Hania. W Polsce został tylko Hainc z dziećmi, stuprocentowy śląski górnik, który mówił piękną gwarą. W żartach często starałem się naśladować jego szorstką, szybką mowę, jednak daleki byłem od oryginału. Nie przeprowadził się również do Niemiec Jurek Balon, brat mojej kuzynki Hani. Myślę natomiast, że moja babcia odważyłaby się na taki ruch, ale na to dziadek nigdy by się nie zgodził. W sprawach zasadniczych był w domu twardy.

ModnisienabalkoniePóźniej, a może wcześniej wyjechała do RFN druga siostra mojej babci, Truda z wujkiem Alfredem oraz synami Erhardem i Karolem. Była to rodzina Hoffmannów, która mieszkała koło Opola. Erhard był ode mnie o kilka lat starszy, Karol młodszy, ale chciał, żebym do niego mówił wujku, co mnie oczywiście wtedy bardzo złościło. Wujka Alfreda pamiętam słabo, bo częściej odwiedzała nas na Wesołej siostra babci, ale była to ciekawa postać. Rdzenny Niemiec, postępowy i światły, do wybuchu wojny prowadził wspólnie ze swoim bratem drukarnię. Drukowali w niej m.in. książki autorów antyfaszystowskich i tłumaczenia z literatury polskiej. Język polski znał słabo, ale Pana Tadeusza w niemieckim tłumaczeniu – na pamięć. W czasie wojny poszedł służyć do Wehrmachtu. Kiedy wojna dobiegała końca, brat z żoną i córką Elinor wyjechali do Niemiec. Wujek Alfred wylądował natomiast w rosyjskiej niewoli, z której wrócił do domu w 1946 r., mocno zabiedzony. Ponieważ był Niemcem, skierowano go do ciężkiej pracy przy przenoszeniu worków z cementem, w cementowni Opole. Nie miał wyboru, chciał żyć i zapewnić byt żonie z Erhardem, więc targał te worki swoimi delikatnymi dłońmi. Później urodził się Karol.

W 1957 r., korzystając z odwilży w stosunkach polsko- niemieckich, rodzinie Hoffmannów udało się wyjechać do Niemiec, czym 16-letni Erhard wcale nie był zachwycony. Czuł się Polakiem i nawiał rodzicom z pociągu, nie pamiętam już szczegółów całej akcji, ale trudno go było namówić do zmiany decyzji. Początkowo kopał piłkę w jakimś niedużym, niemieckim klubie, później poszedł na studia politechniczne. Ciocia Irka, od której mam te wszystkie informacje, przypuszczała, że naukę finansował mu jego ojciec z odszkodowania, które dostał w Niemczech za zabraną mu przez Polaków drukarnię. Mieszkali w Trier, stamtąd i ze Stadt Allendorf przychodziły paczki do rodziny w Polsce, ze szczegółowym opisem, co jest dla kogo. Czasami cioteczki przyjeżdżały osobiście i zawsze wtedy było to wielkie święto. Gościłem w domu cioci Marysi i Ewy w Westfalii, byłem u Erharda, ale nie chciałbym popędzać czasu w swojej opowieści. Najpierw będzie Wigilia na Wesołej w Chorzowie.

***
Na zdjęciach po kolei z góry na dół:
* Ojciec już na północy Polski,  na zdjęciu ze swoim przyjacielem, Esopem
* Irka z Haincem jako dzieci
* Przed domem na Wesołej 5, od strony ogrodu, rok 1942. Z prawej, obok mojego dziadka, Alfred Hoffmann z żoną i Erhardem, w środku mama, babcia, ciocia Irka, z lewej ciocia Marysia. Z dzieci rozpoznaję tylko Hainca, stoi z tyłu
* Wujek Jorg z ciocią Marysią i dziećmi, najmłodsza dziewczynka im niestety zmarła w wieku kilku lat
* Modnisie na balkonie, na Wesołej 5, lata czterdzieste – mama, babcia i nieznajoma

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Zbigniew Milewicz i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s