Rok 1944 (1)

Opowieść Mirki o roku 1944 jest kontynuacją opowieści, którą opublikowałam w Sylwestra ubiegłego roku.

Mirka

Zima była mroźna i śnieżna, ale na początku marca śnieg zaczął topnieć i myśleliśmy już o rozpoczęciu prac w ogrodzie, o skopaniu grządek…, ale jak się okazało, grządki skopał… kto inny. Gestapo podjęło się tej pracy, ale nie po to żeby uprawiać ogród, ale po to, żeby odszukać ukryte w nim puszki z różnymi konspiracyjnymi pismami. Ale wybiegam zbytnio do przodu.

Pewnego cichego marcowego wieczoru skromną kolację przerwał nam dzwonek do drzwi, nie żadne walenie kolbami, tylko po prostu dzwonek, a za drzwiami stało kilku panów w cywilu i umundurowanych gestapowców. Spytali o Ojca, ale go nie było w domu, bo od kilku miesięcy nocował u przyjaciół, tak było bezpieczniej. Mundurowi zostali w sieni, do mieszkania weszli cywile. Rewizja ograniczyła się do kuchni, wąchali maszynkę do mięsa, coś bąkali, że handlujemy mięsem, pogadali i wyszli, bardzo to było dziwne. Obie z Mama nie spałyśmy całą noc. Dopiero rano okazało się, że czujki zobaczyły samochód przed domem i zawiadomiły kogo trzeba.

Specjalny odział został postawiony na nogi i kiedy odbywała się rewizja, w lasku dębowym naprzeciwko naszego domu leżeli już chłopcy z bronią pod dowództwem Ojca, z odbezpieczonym pistoletem w ręce. Odbijanie było gotowe do akcji, gdyby nas obie wyprowadzono z domu. Na szczęście nie wyprowadzono nas, ale chłopcy czekali do rana, czy najazd się nie powtórzy. Skóra cierpnie na myśl o tym, ile osób mogło w takiej walce zginąć.

Rozpętała się burza – już natychmiast się pakujcie, jest dla was miejsce w majątku gdzie możecie się schować, ale Ojciec stanowczo odmówił, to się już nie powtórzy, zobaczyli, że nie mieszkam w domu, a o kobiety im nie chodziło.

Cisza trwała tydzień, po tygodniu przyszli nieco wcześniej, Ojciec był w domu. Rewizja była tym razem bardzo szczegółowa. Staliśmy odwróceni twarzami do ściany z podniesionymi do góry rękami. Mama była bliska zemdlenia, nie mogłam nic do niej powiedzieć, bo wrzeszczeli, żeby nie rozmawiać.

Kiedy nas wyprowadzono, okazało się, że przed domem nie ma samochodu, ryzykowali przeprowadzenie nas przez całe osiedle. Widocznie wiedzieli, jak było tydzień temu. Samochody i reszta gestapowców były ukryte w lesie, tam wpakowano nas do budy, w której było pełno gestapowców z bronią gotową do strzału. Siedzieliśmy na ławce ciasno przytuleni do siebie, trzymając się za ręce. Mama siedziała w środku między mną a Ojcem, to jej dodawało otuchy i uspokojenia. Przywieźli nas na Szucha do głównej siedziby Gestapo i zaanonsowali „Szef organizacji na Marki, Zielonkę i Strugę”. Odbierający nas gestapowiec gwizdnął, pomyślał, że złapano dużą rybę. Na pytanie, co znaleźli w domu, pokazali mu album ze zdjęciami Ojca z ćwiczeń wojskowych, torbę sanitarną z bandażami, nic więcej, nie pokazali tego, co ukradli, a była to walizka pełna narzędzi Ojca i innych cennych drobiazgów. W tym momencie kamień spadł nam z serca – nie znaleźli nic z tego, co było sprytnie poukrywane w domu i bardzo nas kompromitujące.

Sprowadzono nas do podziemi, gdzie były tzw. tramwaje, czyli trzy cele, których ścianę od korytarza tworzyła krata i wejście przez nią. W celi były krzesełka ustawione w kilku rzędach i odwrócone tyłem do kraty. Każde z nas zostało wepchnięte do innej celi.

W głowie kłębiły się różne myśli i zupełnie ich nie mogłam uporządkować. Wiedziałam jedno – to jest koniec mojego życia. Co jeszcze przyjdzie przeżyć, zanim to życie się skończy, trudno było przewidzieć, ale nie wyglądało to optymistycznie. Końca życia się nie bałam, bałam się tylko jednego, żebym się nie załamała psychicznie. Wiedziałam dużo, aż za dużo jak na moje lata, i wiedziałam, że każde moje nierozważne słowo może kosztować życie kilku ludzi i to mnie przytłaczało, nie byłam psychicznie przygotowana na taką odpowiedzialność.

Na tych krzesłach przesiedzieliśmy do rana, zresztą nie my jedni, ludzi było dużo i ciągle przywożono nowych. Pilnie słuchałam wymawianych nazwisk, czy nie ma dalszych aresztowań z naszego rejonu, ale na szczęście żadnych znanych ludzi nie przywieziono. Rano wpakowano nas do budy, ale już każde osobno i gdzieś nas wieźli, sądziłam jednak, że nie rozstrzelają nas od razu, że czegoś od nas będą się chcieli dowiedzieć.

Okazało się, że zawieziono nas na Pawiak (stare, jeszcze carskie, wielkie więzienie z oddzielnym więzieniem kobiecym, zwanym Serbią). Staliśmy, dobrze pilnowani, na podwórku więzienia, czekając na coś. Był słoneczny zimny poranek, wokół pustka, bo więzienie stało w centrum zburzonego Getta, cisza i dziwny spokój, który mnie ogarnął. To, czego bałam się przez cały czas pracy konspiracyjnej, wpadka i uwięzienie, właśnie się stało, więc mogę przestać się bać i stąd ten spokój, który był tylko moim udziałem, widziałam na twarzach Rodziców wielki niepokój i troskę w oczach, kiedy patrzyli na mnie. Oczami dawałam im znać, że jestem spokojna i na wszystko gotowa. Powiedzieć im nic nie mogłam, bo rozdzielali nas strażnicy. Nie wiem, jak długo staliśmy tam, po jakimś czasie zabrali Ojca. Pożegnałyśmy go łzami, a nas odprowadzono w drugą stronę, za furtkę, do Serbii.

Po załatwieniu krótkich formalności otwarto drzwi celi, w której siedziało kilka kobiet na siennikach, ułożonych pod ścianą. Weszłyśmy, zatrzasnęły się za nami drzwi, usiadłyśmy na podłodze pod ścianą, bo na siennikach nie było miejsca.

Ciąg dalszy za tydzień

PS od redakcji: scena aresztowania została dokładniej opisana TU.

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Mirka (pseudonim) i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Rok 1944 (1)

  1. pharlap pisze:

    Wstrząsajace wspomnienia, dziekuję za podzielenie sie z nami tak dramatycznym doświadczeniem.
    Dociekliwego czytelnika może zastanowić jedna sprawa – GeStaPo to skrót od Geheime Staat Polizei czyli Tajna Policja Państwowa. Skoro tajna to jak mogła być umundurowana?
    Mundury dla gestapowców wprowadzano w 1940 roku na terytoriach okupowanych gdyż było wiele przypadków gdzie wojskowi zastrzelili gestapowców uwazając ich za partyzantów. Mundury Gestapo były szare, podobne do mundurów SS, lecz bez epoletów.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s