Koty i naukowcy

Była już tu kiedyś dawno kotka Schrödingera. Dziś kot innego profesora. Lubię bardzo stosunek kotów do nauki!
Na zdjęciu kubek z kotami w domu autora tekstu.

kubekzkotamikozlowskiJan Kozłowski

KOT PROFESORA

Profesor je rogalik, popija go mlekiem. Patrzy na kota. Kot profesora jeży sierść. Przeciąga się. Ziewa. Spogląda na lewo. Spogląda na prawo. Robi krok przed siebie. Odwraca wzrok. Dostrzega swój ogon. Mruczy. Postanawia złapać ogon i zaczyna kręcić się wokół siebie. Okrążenia stają się coraz szybsze. Ogon ucieka przed zębami. Kot, obracając się wokół własnej osi, zaczyna jednocześnie biegać wokół stołu z profesorem. Profesor wlepia oczy w kota i stara się śledzić jego ruchy. Wpija się w niego wzrokiem. Wchodzi myślą w jego myśli, w jego nerwy, w jego mięśnie, w jego oddech i jego krew, w jego ruch, w jego pęd.

W pewnej chwili spostrzega, że ma przed sobą nie jednego, ale dwa koty. Kiedy stara się zrozumieć tę przemianę, liczba zwierząt podwaja się. Usiłuje policzyć koty, ale nie dąży, gdyż jest ich coraz więcej. Zrazu odróżnia je, ale po chwili ich obrazy zamazują się i wtedy dostrzega, że jest opasany przez wijącą się wokół niego kocią wstęgę.

Profesorowi zdaje się, że wraz z krzesłem i stolikiem unosi się do góry. Podłoga zapada się, ściany rozsuwają, a sufit cofa. Koty kołują wokół stołu po wszystkich możliwych i niemożliwych do przewidzenia orbitach, przy czym w pewnej chwili orbity te zaczynają drgać i odtąd same kręcą się wokół siebie we wszystkich możliwych i niemożliwych kierunkach.

Profesor miga kotom przed oczami. Zbliża się i oddala, wznosi i opada, kołysze, obraca, ukazuje znad głowy i spod stóp. W pewnym momencie wszystkie punkty widzenia nakładają się na siebie i koty widzą profesora jednocześnie ze wszystkich stron i w każdej możliwej pozycji na raz; w chwilę później obrazy profesora znoszą się wzajemnie i na ich miejscu pojawia się biała plama, która niebawem znika.

Koty samolubne wirują po bokach kuli, gdzie panuje rozrzedzenie, koty towarzyskie tłoczą się w środku. Przenikają się za sobą czas przeszły dokonany i czas przyszły niedokonany, czas teraźniejszy zaprzepaszczony i czas teraźniejszy do zaprzepaszczenia, czas ziszczony i czas nieziszczalny. Koty to kurczą się, to rozkurczają, miarowo i rytmicznie, a wraz z nimi kurczy się i rozkurcza kocia kula. Gdy kula się kurczy, rozlega się miauczenie długie i przeciągłe, gdy rozkurcza – krótkie i chrapliwe. Kurcząc się i rozkurczając – kula rośnie i pęcznieje. Świat koci rozwija się w sobie w niewiadomym kierunku.

Cienie rzucane przez koty tańczą po twarzy i ubraniu profesora, po stole, po rogaliku i po szklance z mlekiem. W pewnej chwili zdaje się profesorowi, że to on sam przemienił się w kręcącego się kota, później, że w dwa kręcące się koty, aż wreszcie, że we wszystkie możliwe i niemożliwe do pomyślenia koty, jeszcze nie urodzone i już nie żyjące. Wpada w wir i po chwili czuje, że jest jednocześnie wszystkimi kotami naraz, a jednocześnie jest i poza nimi, przenika poza koty i jest samym wirem, wirującym kotami.

Stara się odszukać w pamięci formułę, dzięki której mógłby ogarnąć sytuację i znaleźć rozwiązanie. Na próżno. Grunt usunął się profesorowi spod stóp.

Nie ma środka kociej rzeczywistości, bo środek jest wszędzie i w każdym miejscu, we wszystkich kotach i w każdym z osobna, nie istnieje „bliżej” ani „dalej”, nie ma „przedtem”, ani „potem”. Każdy kot krąży w kocim wszechświecie, a koci wszechświat krąży w każdym kocie. By zmienić położenie, koty muszą uchwycić własne ogony. Ich pyszczki muszą się wessać w ogony, ogony muszą wgryźć się w zęby, zęby muszą strawić żołądki.

Koty chwytają ogony.

Następuje przesilenie i profesor widzi znowu jednego, zapatrzonego weń kota. Kot mruży oczy, marszczy brwi, liże sobie łapki. Podchodząc do lustra, uśmiecha się przebiegle.

W profesorze wzbiera miłość do kota. Miłość do kota rośnie, przepełnia jego serce. Przemienia się w pożądanie. Profesor chwyta kota i odgryza jego uszy. Im bardziej wzbiera w nim miłość, tym bardziej rośnie jego żarłoczność. Profesor obdziera kota ze skóry, urywa duże kęsy to wątroby, to serca, to zadnich łapek. Mózg kota wybiera z czaszki łyżeczką, oczy wydłubuje i wyrzuca poza siebie, zęby wypluwa na talerzyk, ogon obraca w palcach, obgryza starannie.

Przeciąga się, ziewa, patrzy na lewo, patrzy na prawo, robi krok przed siebie, stroszy wąsy, jeży sierść. Wypluwa resztki profesora, po czym spokojnie zabiera się do rogalika.

Warszawa, styczeń 1982

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Jan Kozłowski i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Koty i naukowcy

  1. dee4di pisze:

    I jak tu nie lubić kotków!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s