A to Polska właśnie…

Wczoraj w wielkich bólach konwencja została przyjęta, na pytanie dlaczego w wielkich bólach, skoro chodzi o sprawę oczywistą odpowiedziała…

Aleksandra Puciłowska przy współudziale Kingi Chojnickiej

Dlaczego Polska miała problemy z ratyfikacją konwencji przeciwko przemocy domowej?

Długo proszono mnie o napisanie tekstu na temat konwencji. I szczerze mówiąc: nie wiedziałam za bardzo, co można by mądrego na ten temat napisać?
Sprawa jest w sumie jasna i prosta: czy z lewa, czy z prawa – każdy deklaruje się, iż jest przeciwny przemocy. Nie tylko zresztą wobec kobiet, ale i ogólnie. Sięgając po cytat z jednej z kultowych polskich komedii lat 80 chciałoby się więc powiedzieć: i nad czym tu deliberować…?

W Polsce jednak, jak to w Polsce, musieliśmy i z tego tak istotnego tematu zrobić swoje własne polskie piekiełko. Bo nie byliśmy sobą, gdyby tak nie było.
Okazało się bowiem w stosunkowo krótkim czasie, że w przemocy wcale nie o przemoc chodzi, a o wprowadzenie tylnią furtką jednego z głównych obecnie wrogów polskiego Kościoła, jakim jest bardziej chyba demoniczny od samego demona GENDER.
Że Kościół musi mieć wroga, bo bez niego nie będzie istniał jest już nawet nie tylko oczywiste, ale i filozoficznie poparte. Bo skoro istnieje dobro, to musi istnieć i zło, bo jak inaczej wiedzielibyśmy, czym jest samo dobro..?
To, że wróg ten dla Kościoła musi być namacalny wiemy już z Biblii, która mówi o diable. To, że diabeł ten musi być obecny w naszym życiu codziennym, byśmy jak zagubione owieczki lgnęli do Kościoła w lęku i nadziei na ocalenie, udowodniono nam już nadto. I tak się kręci ta zabawa od ponad 2 tysięcy lat.
Za wroga można sobie wziąć dowolnego przeciwnika – ważne by był, by się i żadna zębatka w tej dobrze już naoliwionej maszynie nie zacięła. Najnowszym jest gender – wciska się on nam drzwiami i oknami, by zniszczyć prawdziwą polską, katolicką rodzinę. Jak się zapieramy i nie chcemy go wpuścić frontem, to próbuje tylnym wejściem od kuchni. A w kuchni przygotowują między innymi różnego rodzaju podejrzane konwencje, co to pod przykrywką słusznych idei wpuszczają na naszą chrześcijańską enklawę w samym środku hedonistycznej Europy zepsucie, grzech i klęskę prawidłowego porządku świata.
A prawidłowy obraz świata jest taki, że jak Bóg coś złączy to człowiek tego nie powinien rozdzielać. I nieważne, co się dzieje za ścianą u sąsiada – czy mąż przyszedł tym razem z kwiatami czy z pięściami. Każdy musi dźwigać swój krzyż, jak dźwigał go Jezus. Więc i kobieta niech nosi swoje brzemię i ratuje splecione świętym węzłem małżeńskim własne piekiełko na tym ziemskim padole. Nieważna jest cena, jaką trzeba będzie za to zapłacić, istotny jest cel. A ból i cierpienie uszlachetnia, przecież tak mówili ostatnio na mszy w niedzielę. Przecież tak samo cierpiał biblijny Hiob, a Bóg mu to wszystko wynagrodził. Trzeba być silnym. Trzeba być cierpliwym.
A nie daj Boże zacząć jątrzyć i zawracać sobie głowę własnym szczęściem i poczuciem godności, ba! nawet indywidualności, a co gorzej samodzielności. Zaraz przyjdą do głowy jakieś szatańskie pomysły o niszczeniu rodziny w imię własnego egoizmu.
A właśnie temu służyć mają te europejskie pomysły pisane zapewne przez jakieś tajemnicze lobby LGBT w tajnym gabinecie w Brukseli. Bo i my – homo-, bi- i transseksualiści ponownie maczamy palce w tej rewolucji ogólnoświatowej, której głównym celem jest zagłada ludzkiego gatunku. A w obronie tego zagrożonego, znanego nam i jedynie słusznego katolickiego porządku świata, jak zwykle, dzielnie staje posłanka Beata Kempa. Zauważa ona w swoim liście otwartym do profesor Fuszary, że konwencja przeciwko przemocy wobec kobiet wcale w obronie tych kobiet nie staje. Na celu ma zaś degradację biologicznego pojęcia płci do pseudointelektualnego bełkotu o tym, iż na to jak postrzega się kobietę lub mężczyznę w danym społeczeństwie, wpływ ma kultura czy społeczne zachowania uznawane wedle tradycji za odpowiednie danej płci. Bo przecież wcale nie jest tak, że zgwałconej kobiecie ktoś wypomina, iż być może miała spódniczkę za krótką o te dwa centymetry, a faceci to przecież tacy wzrokowcy. I wcale nie jest tak, że w Afganistanie kobiety zakrywać muszą całe swoje ciało ze względu na to, że nie urodziły się mężczyznami. Choć przecież, przyznajmy szczerze, w czadorze też się jednak nie urodziły. I przecież wcale nie zdarza się tak, że od kobiety wchodzącej do polityki wymaga się jednak trochę więcej. Bo udowodnić musi ona podwójnie, że posiada kompetencje – nie posiada ich z zasady, jak niegdyś „nowa twarz” w polityce, Grzegorz Napieralski. Nikt jakoś dziwnym przypadkiem nie lustruje i nie prześwietla kandydata na prezydenta partii PSL, pana Jarubasa, tak jak to się czyni wobec kandydatki lewicy – pani Ogórek. Nikomu jakoś, dziwnym trafem nie przychodzi jako pierwsza myśl do głowy o tym, czy pan Jarubas, lub pan Duda, jest może ładny, a może jednak brzydki? Robi się to jednak wobec pani Ogórek właśnie, robiło się to niegdyś wobec pani Muchy. I robi się to również, niestety niezwykle brutalnymi i moralnie odpychającymi metodami, wobec pani Grodzkiej.
Pani Grodzkiej, która całą swoją postawą i życiową historią tak nadepnęła na odcisk sporej grupie prawej strony społeczeństwa polskiego, iż żyją nawet tym, czy chodzi ona w domu w dresie czy może piżamie. Trudno ją sprowokować osobiście, bo jest jedną z niewielu osób na polskiej scenie politycznej, która potrafi zachować niezwykle przyzwoity poziom dyskusji, więc próbuje się, pożal się Boże, pseudo-dziennikarskim śledztwem na poziomie, którego powstydziłby się chyba nawet sam portal internetowy Pudelek.
Bo to przecież o to chodzi w całej tej konwencji: nie o powiedzenie stanowczego NIE przeciwko przemocy różnej maści w imię utartych stereotypów i przekonań zagnieżdżonych gdzieś głęboko w naszych umysłach od lat. Tu chodzi o promocję hedonizmu, o degradację uszlachetniającego cierpienia i o, o zgrozo!, promocję wynaturzeń, jakimi są wszystkie te zjawiska, których nie uświęci sam Pan Bóg rękoma polskiego episkopatu. Niczego innego te przepisy wprowadzić nie zamierzają, poza społeczną degrengoladą i niszczeniem porządku świata ustalonym przy jego stworzeniu, a opisanym w Biblii. Niczego nie wnoszą poza zobowiązaniami państw je ratyfikujących do między innymi:
– stworzenia całodobowej, darmowej linii pomocy dla ofiar przemocy
– utworzenia wystarczającej ilości schronisk, które uchroniłyby te ofiary od pozostania sam na sam ze swoim oprawcą, gdy zamkną się drzwi za interweniującymi policjantami, którzy wezwani zostali do „domowe kłótni”
– przeszkolenia odpowiednich organów w ten sposób, by działać mogły szybciej i sprawniej przeciw przemocy domowej – przyjęcia ustawy penalizującej domową przemoc w różnych postaciach w tym: nękanie, przemoc fizyczną i psychiczną, genitalne okaleczenia kobiet, przymusową aborcję i przymusową sterylizację
– ścigania gwałtu z urzędu, a nie na podstawie formalnego wniosku osoby pokrzywdzonej jak praktykowane to było dotychczas.

Ale to przecież wszystko nie jest nam potrzebne, by walczyć o los pokrzywdzonych kobiet. Potrzebna jest nam silna wolna i solidny zapas różańców, by tak jak w 2013 roku walczyć w słusznej sprawie podczas całonocnej adoracji Najświętszego Sakramentu w intencji odrzucenia „Konwencji o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej”.

***

I komentarz z Gazety Wyborczej:

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Aleksandra Puciłowska, Kinga Chojnicka i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „A to Polska właśnie…

  1. pharlap pisze:

    Konwencja zdecydowanie koncentruje się na przemocy wobec kobiet co na pewno odpowiada zapotrzebowaniu społecznemu, ale według mnie zapomina, że mężczyźni też moga byc ofiara przemocy.
    Oto jeden z punktów:
    Konwencja nakazuje wprowadzenie odpowiedzialności karnej dla sprawców szeregu
    rodzajów przemocy wobec kobiet, w tym:
    – przemocy domowej: fizycznej, seksualnej i psychologicznej,
    – napaści seksualnej i gwałtu,
    – nękania (stalking),
    – molestowania seksualnego,
    – zmuszenia do zawarcia małżeństwa,
    – okaleczania narządów płciowych kobiet,
    – przymusowej aborcji i sterylizacji.
    Według mnie,wszystkie powyższe punkty, poza aborcją, odnosza się również do mężczyzn. Czy bedzie dla nich osobna konwencja?

  2. asl pisze:

    Konwencja została przyjęta, więc późno na „głos rozsądku”, chciałbym jednak zdystansować się od bardzo stanowczo wyrażonych opinii autorki.
    Choć wystąpienia części środowisk katolickich w tej sprawie są histeryczne i łatwo z nich kpić, warto się jednak przyjrzeć, co właściwie wzbudziło ich niepokój. Choćby dlatego, że reprezentują stanowisko znacznej części opinii publicznej, zasługują na uważne wysłuchanie. Zacytuję list otwarty Forum Polskich Kobiet do Marszałka Sejmu (http://www.forumkobietpolskich.csc.pl/):
    • Dlaczego konwencja promuje rozwiązania o charakterze ideologicznym, wprowadza genderową definicję płci i jakie będą tego konsekwencje dla zmian w polskim prawie?
    • Jakie stereotypy nasze państwo zamierza „wykorzeniać” w kontekście zobowiązań zawartych w tej konwencji? Czy zamiast trwałych rodzin, społeczeństwo ma iść w kierunku rodzin niepełnych, samotnie wychowujących dzieci oraz upowszechniania związków jednopłciowych, jako niestereotypowych, a więc popieranych przez konwencję?
    • Dlaczego konwencja przyjmuje skrajne założenia feministyczne o „walce płci” i zmierza do podważenia struktur społecznych opartych na różnych rolach kobiet i mężczyzn?
    • Z jakich przyczyn konwencja wprowadza dyskryminację mężczyzn, co jest sprzeczne z konstytucyjną zasadą równego traktowania oraz równości płci?
    • Dlaczego w miejsce swobody wyboru pomiędzy wychowywaniem dzieci a pracą zawodową chce narzucić tylko to drugie rozwiązanie, które przedstawia jako przeciwdziałanie przemocy dzięki usamodzielnieniu się kobiet?
    • Z jakiego powodu chce ograniczenia prawa rodziców do wychowywania dzieci zgodnie z ich przekonaniami oraz promocji ideologicznych treści na wszystkich poziomach edukacji?
    • Dlaczego konwencja nie przeciwdziała autentycznym przyczynom przemocy, wynikającym z: rozluźnienia obyczajów, erotyzacji wizerunku kobiet, przemocy w środkach przekazu, nadużywania alkoholu i korzystania z narkotyków?

    —-

    Pytania te nie brzmią, jak rojenia nawiedzonych oszołomów, ale tak właśnie zostały potraktowane przez „postępową” część opinii publicznej. Nie słyszałem, by choćby prof. Fuszara odniosła się do nich na poważnie w swoich publicznych wystąpieniach.

    Prawico podnosi też kwestię względnie niskiego w Polsce poziomu przemocy domowej, szczególnie w porównaniu z krajami Europy zachodniej (http://gosc.pl/doc/1911449.W-Polsce-najmniej-przemocy-wobec-kobiet). Stąd wniosek, że przyjmowanie zachodnich rozwiązań w Polsce zupełnie mija się z celem. Ten argument w dyskusji zbijany bywa stwierdzeniem, że w Polsce wiele ofiar nie zgłasza się na policję. Może tak, ale należałoby to zbadać i wyjaśnić, bo sprawa jest poważna.

    —-

    Wreszcie odniosę się do koronnego argumentu, że konwencja w istocie nie wnosi niczego poza całodobową linią telefoniczną, szkoleniami dla policjantów itd. Co do tych postulatów panuje (jak mniemam) powszechna zgoda, można było więc przyjąć je w drodze ustawy, a kontrowersyjną konwencją w ogóle się nie zajmować, co oszczędziłoby nam niepotrzebnej wojny ideologicznej.

    Szkoda, że tak nie zrobiono. Niestety, strona „postępowa” jest równie mało pragmatyczna, co „reakcja”. Nie o przemoc tu chodzi, a o wojenkę lewicy z prawicą.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s