Reblog: Pani od polskiego

Była również moją panią od polskiego. Jakieś 40 lat po maturze przyjechałam do Gdańska na konferencję. Zobaczyłam ją wśród widzów. Gdy tylko zaczęła się przerwa, wstałam, żeby podejść do niej, przedstawić się i przywitać. Zobaczyła mnie z daleka i zawołała: O, Ewa!

Była wspaniałą nauczycielką. Już to TU na blogu napisałam. Uczyła nas w „Jedynce” czyli I Liceum Ogólnokształcącym im. Mikołaja Kopernika w Gdańsku. To takie liceum położone między gotyckim kościołem świętego Bartłomieja, neogotycką biblioteką Polskiej Akademii Nauk i bramą Stoczni Gdańskiej (im. Lenina). Trudno o lepsze koordynaty mojego życia.

Na fali. Blog Włodzimierza Machnikowskiego

Wspomnienie o Pani od polskiego z „Jedynki” (wt, 14 października 2014)

Śmierć Haliny Mierzwińskiej przywołała w mojej pamięci obrazek z Donaldem Tuskiem. Był rok 1995. Z Darkiem Podbereskim, czyli radiowym Łosiem, zaszliśmy do I LO, gdzie uroczyście świętowano 50-lecie powstania szkoły. Wychodząc natknęliśmy się na rozpędzonego przyszłego premiera RP, wówczas pracującego nad cyklem albumów „Był sobie Gdańsk”. „Jest Mierzwina?” – rzucił i popędził dalej na spotkanie ze swoją i naszą polonistką.

Niech się nie obrazi profesor Józef Bachórz, u którego pisałem pracę magisterską o Rosjanach w dziełach romantycznych wieszczów. Niech się nie gniewa profesor Małgorzata Czermińska, która próbowała natchnąć mnie poetyką i Stefan Chwin, który budził nasze sumienia krzykiem: „ludzie, dlaczego nie czytacie?” Niech nie boczą się inni wybitni nauczyciele, których miałem szczęście spotkać na swej drodze. Niektórzy żyją już tylko we wspomnieniach – jak Jan Drzeżdżon, który w ramach fakultetu z folklorystyki woził nas po swoich Kaszubach od Wąglikowic po Swarzewo, snując opowieści w języku ojców.

Najważniejszym nauczycielem w kilkunastoletniej edukacji była dla mnie i pewnie dla większości nas, którzy wyszliśmy spod jej ręki, Halina Mierzwińska.

Już pierwszy kontakt był wstrząsający i motywujący. Tytuł zeszytu do języka polskiego brzmiał ” Rękopis człowieka myślącego…” Naprawdę głupio było się nie uczyć. Do tego stresujące wezwania do odpowiedzi na fotel stojący na podeście przed całą klasą. Kółko filmowe, które sprawiało, że w poniedziałkowy wieczór drugi raz przychodziliśmy do szkoły. Przeglądy filmów Zanussiego i kino radzieckie z lat 20-tych – tematy, o których nie mielibyśmy pojęcia i seanse, na które nigdy byśmy nie trafili. To wszystko ze Stocznią w tle w gorącym czasie sierpnia 80 i z wielkimi oknami biblioteki PAN, które zdarzało nam się wybijać w czasie gry w piłkę. Za karę po latach już jako studenci spędzaliśmy w czytelni długie godziny, by spełnić uniwersyteckie wymogi.

„Halina” czy „Mierzwina” , jak zwykliśmy o niej mówić zaraziła nas słowem, poezją, filmem i ciekawością świata. Była osobą charyzmatyczną i budzącą respekt. Budowała relację mistrz – uczeń, której w tej chwili w polskiej szkole próżno szukać. Bez niej Magda Brząkała nie zostałaby słynnym psychologiem, Zbychu Kaźmierczyk doktorem na UG, Andrzej Gierczak księdzem, ja dziennikarzem, a być może także Donald Tusk – premierem.

Jedyne co możemy w ramach zobowiązania do pamięci o Niej, to bronić wrażliwości, którą nas zaraziła. Bronić przed jałowością treści panoszących się wokół i przed tymi, którzy o byle czymś, mówią, że to ważne.

Halinę Mierzwińską pożegnaliśmy w piątek 17 października 2014 roku na Cmentarzu Witomińskim. Tego samego dnia rano w Jej „Brygidzie” odbyła się msza żałobna.

***
Ewa Maria Slaska

Wszystko, co ten szczeniak (chodził do szkoły w latach 80!), Włodzimierz Machnikowski, tu napisał jest szczerą prawdą. Nie bylibyśmy tym, kim jesteśmy, gdyby nie Mierzwińska.

Przeglądam mój zeszyt do polskiego z drugiej klasy Liceum. Jedyny. Inne się nie zachowały. Jak ja ładnie i porządnie pisałam. Wypracowanie o znaczeniu języka w życiu człowieka. O architekturze gotyckiej na podstawie prelekcji w Muzeum Narodowym (była tam z nami!). O świecie pojęć człowieka średniowiecznego. Refleksyjny opis najpiękniejszego zabytku gotyckiego w Gdańsku (opisałam kościół św. Trójcy). Proces narodzin pisarza na podstawie Martina Edena.

(…) Lata wytężonej pracy, barwny, realistyczny, nieznany w dotychczasowej literaturze obraz świata, bogactwo stylu – wszystko to zapewniało książkom Martina Edena zasłużony sukces. Za sukcesem przyszła sława, pieniądze, popularność, mogła przyjść miłość i szczęście. Dlaczego odebrał sobie życie w chwili tryumfu? Co symbolizuje ten jedyny nie autobiograficzny moment książki? Sądzę, że jest to przede wszystkim wyraz pogardy dla otaczającego świata. Póki walczył, wyrażał tę pogardę po prostu samym faktem tworzenia. Uznany, ceniony, rozchwytywany, uwielbiany znalazł już tylko jedno, ostatnie wyjście, jedną ostatnią odpowiedź i odszedł na zawsze.

Pamiętam, pokłóciłam się z całą klasą o samobójstwo Martina. Wnioski klasy były oczywiste. Samobójstwo to zdrada społeczeństwa, zdrada samego siebie, czyn wbrew naturze, załamanie, którego Eden nie potrafił przezwyciężyć. A ja? No a ja, że miał prawo. Był wolnym człowiekiem i miał prawo.
Mierzwińska pozwoliła mi tak myśleć i to mówić, wbrew całej klasie i, jak sądzę, wbrew sobie.

W ogóle się nie zmieniłam.

Pod wypracowaniem informacja o tym, jakie tematy dostaniemy na klasówce. Przepisuję, bo się zdziwiłam, że tacy byliśmy inteligentni… Pierwszy temat jest normalny, ale drugi!

1/ Krytyczna ocena Ruth i jej środowiska (ta Ruth była ukochaną Martina Edena – dopisek dzisiejszy dla tych, którzy może nie pamiętają)

2/ Konflikt jednostki ze społeczeństwem na podstawie własnych obserwacji i doświadczeń.

!

***

Z rejestru grobów na cmentarzu witomińskim:

śp. HALINA MIERZWIŃSKA

ur. 1930-08-25
zm. 2014-10-12

sektor I, rząd 16, grób 19.

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ewa Maria Slaska, Włodzimierz Machnikowski i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Reblog: Pani od polskiego

  1. pharlap pisze:

    Martin Eden – przez długie lata była to moja ulubiona książka. Do dzisiaj, ilekroć coś prasuję, przypomina mi się praca Martina w pralni. Ogromne wrażenie robi na mnie do dziś scena jego samobójstwo – wyskakuje ze statku, ale nie może się utopic bo za dobrze pływa.
    I wreszcie końcowe słowa : I w chwili gdy pojął , pojmować przestał.
    Co pojął? – nie miałem tak dobrej polonistki, partnerką do refleksji literackich była dla mnie Matka.

  2. ewamaria2013 pisze:

    Pamiętasz książkę „Centaur” Johna Updike’a? Jest tam takie zdanie (cytuję z pamięci), zimą w Pensylwanii tylko matka i ja, wiedzieliśmy kto to był Vermeer van Delft.

  3. Lidia Gluchowska pisze:

    To ważne, ze takich Nauczycieli się pamięta. Warto im poświęcać uwagę. Nauczycielki języka polskiego, które w moim życiu odegrały szczególną rolę pojawiły się w połowie szkoły podstawowej. Były raczej krytyczne, ale i nasz wiek był taki. I czas: lata osiemdziesiąte. Ważni byli i Nauczycielka – ta ze szkoły podstawowej, i Nauczyciel historii – także przez cały czas nauki w liceum. I Pan od przyrody, i Pani od geografii) W tamtym czasie kontaktz Nimi nie był zawsze łatwy. Ale był ważny i pozostawił po sobie ważny ślad.
    Dobrze Ewo, że swojej Nauczycielce poświęciliście wpis.
    To cenne i wzruszające.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s