Wpis okolicznościowy

Zbigniew Milewicz

Wiosna

Osobiście uważam świętowanie Dnia Kobiet w XXI wieku, w Europie za anachronizm. Miłe Panie posiadają więcej praw od nas, mężczyzn, nie ma już niemal zawodu, w którym nie pokazałyby, że są lepsze, jesteśmy na każde ich skinienie, kto tu właściwie powinien obchodzić dzień dyskryminowanej mniejszości? Tak panowie, macie rację, to my, na Czterdziestu Męczenników można by było ustanowić takie święto. Póki co jest jednak 8 marca i mam od głównej animatorki naszego bloga zamówienie na okolicznościowy wpis z tej okazji. Ewa chciała, żeby był pikantny, ale skąd emeryt ma wziąć pieprz, albo chili? Wszystko zwietrzało. Poza tym najwybitniejsze słowa na temat kobiet już zostały w literaturze napisane i niczego nowego, choćby miało moc viagry nad viagrami, już nie wymyślę.

Dlatego oddam głos mojemu ulubionemu poecie, Julianowi Tuwimowi, który dokładnie sto lat temu napisał pikantny wiersz, p.t. Wiosna, zamieszczony w tomie Sokrates tańczący. Ponieważ właśnie nam się zaczyna ta pora roku, będzie na temat, do tego witalnie. W podtytule autor nazwał swój utwór dytyrambem, czyli pieśnią pochwalną, która ma swoje źródło w greckich obrzędach ku czci boga wina i sztuki, Dionizosa. Towarzyszyły im radosne libacje i orgie seksualne, które znajdziemy także w wierszu, tylko zamiast radości jest zwykła zwierzęcość ludzkich żądz. Rozpasany tłum daje im upust w wielkomiejskiej scenerii, może Łodzi, z której poeta pochodził. Tuwim nie oszczędza czytelnika, epatuje dosadnymi słowami, wulgaryzmami, więc współczesna mu krytyka literacka nazwała go pornografem. Czy słusznie? Faktycznie, człowiek we Wiośnie nie brzmi dumnie, kobieta nie ma subtelnych rysów, ale kto zabroni poecie takiej wizji świata.

Gromadę dziś się pochwali,
Pochwali się zbiegowisko
I miasto.
Na rynkach się stosy zapali
I buchnie wielkie ognisko,
I tłum na ulicę wylegnie
Z kątów wypełznie, z nor wybiegnie
Świętować wiosnę w mieście,
Świętować jurne święto.
I Ciebie się pochwali,
Brzuchu w biodrach szerokich,
Niewiasto!

Zachybotało! Buchnęło – i płynie –
Szurają nóżki, kołyszą się biodra,
Gwar, gwar, gwar, chichoty,
Gwar, gwar, gwar, piski,
Wyglancowane dowcipkują pyski,
Wyległo miliard pstrokatej hołoty,
Szurają nóżki, kołyszą się biodra,
Szur, szur, szur, gwar, gwar, gwar,
Suną tysiące rozwydrzonych par,
– A dalej! A dalej! A dalej!
W ciemne zieleńce, do alej,
Na ławce, psiekrwie, na trawce,
Naróbcie Polsce bachorów,
Wijcie się, psiekrwie, wijcie,
W szynkach narożnych pijcie,
Rozrzućcie więcej „kawalerskich chorób”!
A!! będą później ze wstydu się wiły
Dziewki fabryczne, brzuchate kobyły,
Krzywych pędraków sromne nosicielki!
Gwałćcie! Poleci każda na kolację!
Na kolorowe wasze kamizelki,
Na papierowe wasze kołnierzyki!
Tłumie, bądź dziki!
Tłumie! Ty masz RACJĘ!!!

O, ty zbrodniarzu cudowny i prosty,
Elementarny, pierwotnie wspaniały!
Ty gnoju miasta tytanicznej krosty,
Tłumie, o Tłumie, Tłumie rozszalały!
Faluj, straszliwa maso, po ulicach,
Wracaj od rogu, śmiej się, wariuj, szalej!
Ciasno ci w zwartych, twardych kamienicach,
Przyj! Może pękną – i pójdziecie dalej!

Powietrza! Z swych zatęchłych i nudnych facjatek
Wyległ potwór porubczy! Hej, czternastolatki,
Będzie dziś z was korowód zasromanych matek,
Kwiatki moje niewinne! Jasne moje dziatki!

Będzie dziś święto wasze i zabrzęczą szklanki,
Ze wstydem powrócicie, rodzice was skarcą!
Wyjdziecie dziś na rogi ulic, o kochanki,
Sprzedawać się obleśnym, trzęsącym się starcom!

Hej w dryndy! Do hotelów! Na wiedeński sznycel!
Na piwko, na koniaczek, na kanapkę miękką!
Uśmiechnie się, dziewczątka, kelner wasz, jak szpicel,
Niejedną taką widział, niejedną serdeńko…

A kiedy cię obejmą śliskie, drżące łapy
I młodej piersi chciwie, szybko szukać zaczną,
Gdy rozedmą się w żądzy nozdrza, tłuste chrapy,
Gdy ci kto pocznie szeptać pokusę łajdaczną –

– Pozwól!!! Przeraź go sobą, ty grzechu, kobieto!
Rodzicielko wspaniała! Samico nabrzękła!
Olśnij go wyuzdaniem jak złotą rakietą!
„Nie w stylu” będziesz – trwożna, wstydliwa, wylękła…

Wiosna!!! Patrz, co się dzieje! Toć jeszcze za chwilę
I rzuci się tłum cały w rui na ulicę!
Zośki ze szwalni i pralni, „Ignacze”, Kamile!
I poczną sobą samców częstować samice!

Wiosna!!! Hajda – pęczniejcie! Trujcie się ze sromu!
Do szpitali gromadnie, tłuszczo rozwydrzona!
Do kloak swe bastrzęta ciskaj po kryjomu,
I znowu na ulicę, w jej chwytne ramiona!!!

Jeszcze! Jeszcze! I jeszcze! Zachłannie! Bezkreśnie!
Rodźcie, a jak najwięcej! Trzeba miasto silić!
Wyrywajcie bachorom języki boleśnie,
By, gdy je w dół wrzucicie nie mogły już kwilić!

Wszystko – wasze! Biodrami śmigajcie, udami!
Niech idzie tan lubieżnych podnieceń! Nie szkodzi!
– Och, sławię ja cię, tłumie, wzniosłymi słowami
I ciebie, Wiosno, za to, że się zbrodniarz płodzi!

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Zbigniew Milewicz i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Wpis okolicznościowy

  1. Zbyszek pisze:

    Dziekuje Atramentowej Pani🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s