W górę rzeki (21) – odcinek ostatni

Zbigniew Milewicz

Zataczanie koła

Zdania na temat tego, co ja tutaj wypisuję, są wśród moich czytelników podzielone. Mój przyjaciel Edmund na przykład uważa, iż sporo dowiaduje się o mnie z tych tekstów, ale że nadmierną szczerością mogę sobie i innym zaszkodzić. Cóż, na papieża nie będę już kandydował, do polityki też mnie nie ciągnie, a wiele osób, o których piszę już nie żyje, więc ani im nie pomogę, ani tym bardziej zaszkodzę. Zdecydowanie więc bliższy jest mi brat Zdzich, jako czytelnik, ponieważ umie się posługiwać zarówno batem, jak i marchewką. Przyjmuję więc od niego do wiadomości, że ojciec faktycznie miał problemy z kręgosłupem (o czym wspominałem w 18 odcinku), po tym, jak próbował bosakiem wyrwać kawał drewna ze strawionego pożarem komina fabrycznego, niedaleko ich domu na Goleniowskiej. Runęło to na ojca i uszkodziło mu dwa kręgi, chodził później kilka miesięcy w gipsowym gorsecie.

Rodzina Hamplów-rok 1914To ostatni wpis, tym razem zatem Autor podsuwa nam zdjęcia najróżniejsze, nadesłane przez rodzinnych Czytelników,  przypominające różne wpisy z ostatnich kilku miesięcy.
Tu: rodzina Hamplów, rok 1914. W pierwszym rzędzie od lewej prababcia Anna, dzieci: Emilia, Truda, Marika, Teo, Greta i pradziadek Tomasz. W drugim moja babcia Jadzia, Karol, Lena i Willi.

To były, jak mówi Zdzich, chude lata, w domu nie było czym palić w piecach, a ojciec robił, co było w jego mocy, żeby zapewnić rodzinie byt. Potwierdza, że miał on pewne maniery wschodniego satrapy, ale takie wzorce wyniósł z wileńskiego środowiska, w którym wyrastał. Próbował je zmienić, przeflancować na niemiecki styl życia, który mu imponował i miały mu w tym pomóc jego żony. Najpierw moja mama – pochodziła ze Śląska, który był dla ojca ucieleśnieniem germańskości. Później Celina, Pomorzanka, z prawdziwymi, niemieckimi korzeniami. Zdzich wspomina, że ojciec kupił sobie książki do nauki języka niemieckiego i przy wsparciu mamy Celiny opanował go do tego stopnia, że sobie później w domu czasami rozmawiali po niemiecku. Bardzo mu imponowała ta kultura, ale starych, wschodnich nawyków nie dało się całkowicie wykorzenić.

Komunia swietejGrety1916-z lewej babciaI Komunia święta Grety. Obok babcia.

Kiedy pożegnaliśmy ojca, jego miejsce zastąpiły opowieści o tym, jaki był. Zawsze starosłowiański, patriarchalny otec, nigdy tata, czasem tylko Terenia, żona Zdzicha tak o nim mówiła. Legenda łagodziła jednak jego rysy. Przed pierwszymi Zaduszkami namówiłem mamę Ninę na podróż maluchem do Wrocławia. Samochód był prezentem dla młodej pary od mojego dobrego teścia Mariana. Zgodziła się, ale odniosłem wrażenie, że robi to tylko dlatego, aby nie sprawić mi przykrości. Była już na emeryturze i po pierwszym zawale serca, kardiolog uważał, że wcześniej mogła zignorować lżejsze ataki, więc zalecał jej, żeby do maksimum oszczędzała się emocjonalnie i fizycznie. Interpretowała te zalecenia po swojemu, uważała, że człowiek jest tyle wart, ile potrafi zrobić dla innych. Nadal służyła wielu ludziom bezinteresownie dobrą radą, pisała im pisma do urzędów, tłumaczyła listy z niemieckiego na polski i na odwrót. Po śmierci babci gotowała Irce obiady i prała jej rzeczy, w niedzielę wszyscy gościliśmy na Dębowej, przepisywała moje teksty na maszynie, bo przecież umiała to robić lepiej ode mnie, potrafiła wcześnie rano wyjść mi na spotkanie z drugim śniadaniem, na most kolejowy, jak jechałem do redakcji. Kiedy dostałem wilczy bilet jako dziennikarz, oczywiście martwiła się, ale udawała spokojną. Martwiła się, że ma niską emeryturę i nie potrafi dzieciom finansowo pomóc, że jesteśmy na garnuszku moich teściów. Przy tym wszystkim niestety wypalała sporo papierosów, do mocnej kawy, parzonej po turecku.

Rok 1918-slub cioci Heleny- wujka AdolfaRok 1918 – ślub cioci Heleny i wujka Adolfa

Kiedy wychodziliśmy z osobowickiego cmentarza, powiedziała, że więcej już tutaj nie przyjedzie, co wytłumaczyłem sobie po swojemu, że lepiej było nie zabierać chorej mamy w tę podróż. Chyba na wiosnę następnego, 1984 roku, zmarł w Chorzowie, w bardzo sędziwym wieku wujek Adolf, mąż siostry babci, cioci Heleny. Był to człowiek ogólnie lubiany w rodzinie, znany z dowcipu, zamiłowania do płci pięknej i dobrych trunków, stary marynarz pruskiej floty wojennej. Pojechaliśmy z mamą na pogrzeb, później, na rodzinnym spotkaniu, które odbyło się w domu, w którym wujek mieszkał, powiedziała mi pogodnie: popatrz Zbysiu, zatoczyłam koło, tutaj się urodziłam.

ostatnie-wspolne-zdjecie-od lewej Irka-mama Nina-ja-MirkaOstatnie wspólne zdjęcie: Irka, Mama Nina, Autor i jego żona, Mirka

Na początku września, za swoją część skromnego spadku po ojcu kupiłem bilet na statek handlowy, który płynął do Syrii. Kilka dni po rozpoczęciu rejsu kapitan powiadomił mnie, że dostałem telegram – nagle zmarła moja mama. Znajdowałem się wtedy na Morzu Północnym, na którym szalał sztorm. Przeszkodził mi w przeprawie szalupą na kontenerowiec, wracający kontrkursem do Gdyni i nie byłem na pogrzebie mamy. Cały ciężar obowiązków, związanych z pochówkiem wzięła na siebie moja dzielna żona Mira, sporo pomógł jej nasz przyjaciel domu Lolek, ale dla mnie świat się wtedy w ogóle zawalił.

Opis zdjec w oryginale- nie wiem czyjego autorstwaKtoś, ale nie wiadomo kto, opisał te zdjęcia. Po niemiecku.

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Zbigniew Milewicz i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „W górę rzeki (21) – odcinek ostatni

  1. Cierpliwy(jeszcze) pisze:

    Ten wypadek zdarzył się 20 do 30 metrów od domu(Goleniowska 76) budynek był powojenną ruiną bloku mieszkalnego,skąd okoliczna ludność wybierała złom i pozyskiwała drewno na opał.Po wypadku budynek rozebrano i cegły pojechały na odbudowę Warszawy,tak to bywało w latach 50 i 60 ubiegłego wieku.W promieniu 3 km nie było ani jednego komina fabrycznego.

  2. Zbyszek pisze:

    Ostatni odcinek i znowu wpadka, tym razem autora. Zdzichu, byłem przekonany, że chodziło o komin fabryczny a nie w domu mieszkalnym, widzisz, jak słucham starszego brata, chyba słuch już nie ten…

  3. Krysia pisze:

    Zbyszku🙂 dziękuję za wspaniałą opowieść. Czekam i proszę o więcej, myśl nad tematem i pisz. Jesteś bardzo kreatywny, więc nie będziesz miał z tym problemu. Pozdrowienia i uściski🙂

    • Zbyszek pisze:

      Nawet nie wiesz miła Krysiu, jakiego „kopa” daje takie wsparcie, dziękuję, postaram się Ciebie nie zawieść, serdeczne uściski🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s