Wizyta w ECS

Ewa Maria Slaska

Praca

Dawno nie byłam w rodzinnym mieście, ostatnio znacznie częściej bywam w Warszawie, trzeba jednak było zawitać do Sopotu. W smutny poniedziałek powyborczy pojechałam do Gdańska do Europejskiego Centrum Solidarności. Oczywiście wiedziałam ze zdjęć, jak wygląda, ale jednak nie byłam przygotowana na ogrom tej budowli. Zmasowana masa masy zardzewiałego żelaza, z którego zbudowano skorupę budynku przytłoczyła mnie i wbiła w ziemię.

Zardzewiałe żelazo to ostatnio w muzeach niemieckich materiał używany w budynkach poświęconych cierpieniu i martyrologii lub tych, w których nie wolno zapomnieć o cierpieniu i martyrologii. Szary matowy kamień, ciemne drewno i zardzewiałe żelazo są stylistyką pamięci o ofiarach. A rdza już najbardziej, rdza – krwawe łzy żelaza.

A przecież stoję przed budynkiem, który uświetnia naszą walkę i nasze zwycięstwo! Owszem były w tej walce i ofiary. Nie bez powodu gmach ECS wzniesiono tuż za Murem Stoczni, w najbliższym sąsiedztwie Pomnika Poległych Stoczniowców i jeszcze obok  Ściany Płaczu czy Muru Pamięci, gdzie tablice przypominają różnych innych poległych i zamordowanych za Polskę Wolną i Niepodległą, łącznie ze zmarłymi katastrofy smoleńskiej.

Tym niemniej do budynku wchodzi się przez Bramę Stoczni, tę bramę Stoczni im. Lenina, przez którą przeskoczył Wałęsa, aby objąć przywództwo strajku, a ten zmienić miał oblicze świata, tę bramę, na którą wskoczył, aby, młody i charyzmatyczny, obwieścić owemu światu, że właśnie wygraliśmy. Wygraliśmy wtedy dopiero pierwszą rundę, były i inne, takie, w których lecieliśmy na deski, ale w końcu zawsze udało się nam stanąć na nogi, a zanim kalendarz odliczył do dziesięciu, nie było już Muru Berlińskiego, Żelaznej Kurtyny i Związku Sowieckiego, bo wygraliśmy, wygraliśmy, wygraliśmy!

Szkoda więc, że Centrum Europejskiej Solidarności jest ponure i straszy ciemną krwią poległych.

Ależ nie – powie ktoś. To żelazo to nie pamięć o ofiarach, to statki na stoczni. To stoczniowcy. Odpowiem, że jeśli tak, to jest to symbol nieadekwatny, bo nawet jeśli po stoczni walało się pordzewiałe żelastwo, a wszędzie w komunie walało się pordzewiałe żelastwo, to jednak statki robi się nie z żelaza, a ze stali, a ta nie rdzewieje.

Przytłacza mnie ogrom tego budynku, zwłaszcza, że został zbudowany na pustyni. Nie ma stoczni, nie ma stoczniowców, nie ma statków. W tle, aż po horyzont, postindustrialny ugór, nieużytki, wiatr, klepisko. Ale nigdzie nie wala się zardzewiałe żelastwo, stoczniowe nieużytki zostały schludnie zamiecione. Trochę absurdalny i trochę nie na miejscu jest więc ten budynek pamięci o stoczniowcach, żywych czy martwych, w miejscu, gdzie najpierw oni wygrali, ale potem (za to?) odebrano im pracę i dumę z pracy. Groteskowy grymas paskudnej gęby Historii.

To nie pierwsze na świecie takie miasto przemysłowe, które umarło, gdy skończył się przemysł. W Detroit w dawnych fabrykach hoduje się pszczoły. W Zagłębiu Ruhry i na Łużycach zalano wodą wyrobiska węgla i posadzono kwiaty. Tak powstały obiecane Kwitnące Krajobrazy. Obiecał je 25 lat temu, w dniu Zjednoczenia Niemiec, co też przecież było konsekwencją skoku Wałęsy przez Bramę Stoczni, ówczesny kanclerz – Helmuth Kohl. Blühende Landschaften.

Ale skoro Stocznia mimo całej swej wolnościowej i solidarnościowej symboliki i tak już została rzucona na żer neokapitalizmu Zjednoczonej Europy, to może trzeba było dla celów muzealnych wykorzystać piękne stare hale stoczniowe a nie budować nowe gmachy?

Nie warto debatować, stało się, jak się stało, nikt mnie nie spytał o radę (nikt mnie nigdy nie spytał o radę, a szkoda, po prostu szkoda…), stare hale stoczniowe niszczeją, a przed nami wielki nowoczesny budynek z metalu, kolejna powtórka z Liebeskinda, nawet ładna, ale szkoda że powtórka. Tyle że w tych kilku budynkach Liebeskinda, które widziałam, jednym z elementów tworzących wnętrze ogromnej bryły jest światło. Tymczasem w budynku ECS jest ciemno i ponuro. Wnętrze jest ciekawie rozczłonowane, ale nadzwyczaj ciemne. I mówię to po wizycie tam w słoneczny poranek. Ciekawe jak jest w listopadzie? Całą podłogę i po części ściany zajmują rośliny. Pomysł ciekawy, oryginalny i… nieludzki dla roślin, które rosną w szeregach, karne jak żołnierze, martwe i szare. Patrzę na te rośliny i patrzę, chcę, żeby mi się podobały, ale nie mogę się przemóc. Jest mi tak, jakbym weszła do farbryki, gdzie zatrudniono dzieci. Gdy powstanie ruch społeczny w obronie roślin wykorzystywanych bezdusznie jako budulec architektoniczny, ECS będzie pierwsze w Polsce na liście obiektów walki.

Nie mogę już fotografować, bo, jak zwykle!, wyładował się akumulatorek w aparacie,  mimo to oglądam kamienne ściany, kamienne podłogi, dalekie czarne tunele korytarzy, ogromne przestrzenie westybuli sięgające w górę na kilka pięter. Do góry wjeżdża się ruchomymi schodami. Podnoszę nogę, by wejść na pierwszy stopień, gdy zaczyna się najgorsze…

Dopada mnie młody pracownik firmy Viking (Wiking?), odpowiadającej za porządek i bezpieczeństwo Centrum. Bilet! Nie mam biletu i nie chcę mieć, nie przyszłam na wystawę (zresztą znam ją już), chcę po prostu wjechać na górę i obejrzeć wnętrze z innej perspektywy.  Nie wolno, trzeba mieć bilet. No ale… mówię i milknę. Bo właściwie dlaczego mam płacić za bilet? Dlaczego nie mogę wejść za darmo na wystawę, która nie tylko dotyczy wielkiej i ważnej części mojego życia, ale na którą symbolicznie lub faktycznie składają się elementy tego życia. Dlaczego ja? Dlaczego my wszyscy, którzy wtedy walczyli lub wspomagali tych, co walczyli? Dlaczego my wszyscy, którzy mieszkali w mieście objętym strajkiem, gdzie było tak  nieprawdopodobnie ciężko żyć, a przecież stawiliśmy temu czoła? Dlaczego my, w Polsce, gdzie władza mogła nas w każdej chwili potraktować jako zakładników, i za poparcie dla buntu na stoczni odebrać pracę albo wycofać ze sklepów mięsnych ochłapy, a ze spożywczych masło, jajka, cukier i ser? Dlaczego mamy płacić po 17 złotych (bo tyle kosztuje bilet) za nasze życie wystawione na sprzedaż dla turystów?

Czy powstanie jakiś solidarnościowy ZBoWiD (a może już powstał, tylko ja nic nie wiem) gdzie będą nam odcinać kupony i ustalą taryfę wejścia na wolnościowe wystawy w całym kraju, zostaniemy podzieleni na klasy, klasa I nic nie płaci, klasa ostatnia płaci 17 złotych.

Zamykam usta i patrzę na strażnika.
– Wie Pan co, mówię, strasznie nas wszystkich zmienił kapitalizm. Kiedyś byłoby nie do pomyślenia, żeby nie pozwolił Pan komuś popatrzeć.
– Nie zamierzam przez Panią stracić pracy!
Nie chcę, oczywiście nie chcę, żeby ten młody człowiek stracił pracę, ale…
– Proszę Pana, to przecież nie może być bezwzględny argument w każdej sprawie. Ci, których mamy tu pamiętać, gdy podejmowali decyzje, nie myśleli o tym, że stracą pracę…
– Nie musieli. W komunie była praca dla wszystkich!

***

Bazylu, ja wiem, to nie twoja sprawa! Poglądy i arogancja szczeniaka, zatrudnionego przez firmę ochroniarską, nie mogą zaprzątać myśli dyrektora wielkiej europejskiej instytucji. Ale chciałam ci powiedzieć, że zostałam w twojej firmie potwornie obrażona, ja, a ze mną miliony Polaków.

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ewa Maria Slaska i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

41 odpowiedzi na „Wizyta w ECS

  1. Zbyszek pisze:

    Panu Bogu tez nie kazdy czlowiek sie udal, wiec trudno sie dziwic „arogancji” statystycznego, polskiego ochraniarza, nawet jezeli chroni on takie sacrum, jak ECS. Kapitalizm, w ktory bylismy zapatrzeni w czasach Solidarnosci i o ktory przeciez walczylismy w Polsce, nie ma duszy. Liczy sie w nim tylko bizness, pod dowolnym szyldem. Gdybym na poczatku lat osiemdziesiatych mial te swiadomosc, nie ruszylbym palcem, zeby zaszkodzic komunie.

  2. Opis Pani wizyty w ECS, niestety to opis naszej Polski! Napompowana, ciężka i zardzewiała jak ten gmach. Z wierzchu monumentalna i powiedzmy uporządkowana, w środku pusta oparta na słabym fundamencie wykonanym ze zgliszczy i krzywdy ludzi. Oraz nadąsana, zarozumiała i tępa jak ten ochroniarz. I niestety głupia jak stwierdzenie, że w komunie wszyscy mieli pracę!
    Pozdrawiam
    Artur

  3. Anonim pisze:

    gdzie po nas wąż się ciszy przeczołga,
    gdzie zimny potop omyje nas,
    nie wiedząc: stoi czy płynie czas.
    Jak obce miasta z głębin kopane,
    popielejące ludzkie pokłady
    na wznak leżące, stojące wzwyż,
    nie wiedząc, czy my karty iliady
    rzeźbione ogniem w błyszczącym złocie,
    czy nam postawią, z litości chociaż,

  4. ewamaria2013 pisze:

    Dziękuję za niezwykłe komentarze!

  5. Anonim pisze:

    O estetyce , symbolice , nastroju i wystroju ECS nie wypowiem się bo jakie jest , każdy widzi. Zmartwiła mnie reakcja autorki na zwyczajne , przepisowe i normalne zachowanie pracownika ochrony. On jest ramieniem /bezbronnym/ ECS. To ECS razi bohaterkę prądem przepisów i zakazów. Autorka nie zauważyła , że w świątyni Solidarności , która walczyła o godność ludzi pracujących , zatrudnia się ludzi na poniżających warunkach. Bez żadnych zabezpieczeń socjalnych , na umowach śmieciowych. Otake Polske autorka walczyła ? Może o inną , ale nie wyszło. W tej sytuacji żądanie darmowego wejścia do świątyni uważam za całkowicie nieuprawnione.

  6. Ewuniu – masz niestety po stokroć rację! Dodałbym jeszcze, ze budynek, skądinąd bardzo dla mnie paskudny, kompletnie zepsuł wymowę Placu Solidarności i pomnika. Gdyby stał jakieś sto metrów dalej w głąb, to jeszcze, a w tej chwili przytłacza swoją obecnością (tło!) to, co tam naprawdę ważne. Projektant wykazał się kompletnym brakiem wyobraźni, a decydenci przyklepali!

    • Miłośnik architektury pisze:

      Zgadzam się, że głównym problemem jest usytuowanie budynku, który swoimi gigantycznymi rozmiarami zupełnie przytłoczył plac i pomnik trzech krzyży, który do powstania ECS był wyraźną dominantą placu. Zupełnied tego nie mogę zrozumieć, zwłaszcza że za budynkiem ECS jest pusty wielki plac! Cofnięcie budynku ECS do tyłu poprawiłoby proporcje całej tej przestrzeni i uwidoczniłoby lepiej pomnik Ofia Grudnia 70, który zupełnie zginął, a także usytułowałoby lepiej bryłę ECS na tle panoramy stoczni, niestety już byłej.

  7. milionowy polak pisze:

    nie czuję się obrażony

  8. Tadeusz pisze:

    Tylko sztuka potrafi w sposób nie wprost, unikając cenzury, zdań odrębnych itp. pokazać sedno zagadnienia. Tak też jest z budynkiem centrum Solidarności. Ta architektura, i, co zaskakujące, jej obsługa, zarządzanie także, z całą wyrazistością, bez żadnych niedopowiedzeń ilustruje polską historię ostatnich kilku dekad. Kwintesencja narodu, społeczeństwa, czyli ludzie pracy, ludzie prości obalili zakaz posiadania własnego sądu. Prawo do wypowiedzi, światopoglądu, wolnego wyboru zdobyli. Zapłacili bardzo wysoką cenę – przestali być kwintesencją, stali się przedmiotem manipulacji i wyzysku. Jak na ironię musieli się złożyć na pomnik o swej chwale i cierpieniu, teraz muszą płacić by ten pomnik zwiedzić. Cały ten gmach to zardzewiały wrak proletariatu. Zadziwia mnie ślepota decydentów – że też tej wymowy nie widzieli i nadal nie widzą! A może widzą i, jak i ja, chcą to pokazać, podkreślić?

  9. Redaktorka pisze:

    ECS jest OBŁOŻONY stalą kortenowską (stalą stopową), proszę pani, to nie jest (i z pewnych powodów nie mogłoby być) żelazo🙂. Kadłuby statków rzeczywiście buduje się także m.in. ze stali (tzw. okrętowej). A w niektórych stoczniach kadłuby jachtów robi się obecnie ze stali kortenowskiej (która ma podwyższoną odporność na korozję… notabene). Warto wiedzieć, o czym się pisze.

    • Tadeusz pisze:

      Pani Redaktorka, zapewne młoda kreatywna, poucza, że warto wiedzieć o czym się pisze. Ano warto! Tekst główny jest o wymowie ideowej symbolu – pomnika Solidarności. Mądrzenie się o rodzajach stopów jest poza tematem. Dyskusja o rodzajach stopów żelaza to temat bardzo specjalistyczny i termin stal kortenowska jest typowym błędem typu ignotum per ignotum (ja się nie mądrzę, taki termin był na lekcjach logiki w XI klasie liceum w czasach komunizmu).

  10. ewamaria2013 pisze:

    Bardzo dziękuję za wyjaśnienia (a nawet, jak to odebrałam, pełne wyższości POUCZENIE) ale niezależnie od tego jaka stalą jest obłożony gmach ECS, wygląd jego kojarzy się tylko i wyłącznie z rdzą. W każdym razie mnie się kojarzy. A moje skojarzenie jest niezależne od wiedzy. Warto umieć odróżnić indywidualne odczucia od wiedzy inżynierskiej.

  11. Anonim pisze:

    Ewo, nie wyobrażasz sobie z jakim smutkiem i żalem czytałam Twój tekst. Budynek ECS jest architektonicznie niezwykle piękny, ale podobno o gustach się nie dyskutuje. Szkoda, że tak mieszasz z błotem wynik konkursu. Wybitni architekci z międzynarodowego jury stwierdzili, że to piękny projekt, oddający ducha miejsca i ja tak ten projekt widzę. Szkoda, że do mnie nie przyszłaś podczas swoich odwiedzin. Do budynku ECS, wbrew temu co piszesz, wejść może każdy. Wiele imprez i pokazów filmowych jest darmowych. Na pierwszym piętrze jest otwarty dla wszystkich chętnych bar i ogólnodostępne (bez żadnego biletu!!!) biblioteka i mediateka. Zapraszam tu, by przyjść i spojrzeć na nasz jasny wewnątrz (bo oświetlony dziennym światłem z dachu i ogromnych przeszklonych drzwi) budynek z poziomu pierwszego piętra, a z biblioteki także z drugiego i trzeciego piętra!. Mogłabyś obejrzeć w mediatece archiwalne filmy ze stoczni i zobaczyć filmy z wodowań, na których statki mają identyczny kolor, co korten, którym budynek jest obłożony. Tak, to miało się kojarzyć z materiałami używanymi w Stoczni, ale nie tylko. To materiał budowlany, którego kolor najlepiej pasuje do gdańskiej ceglanej architektury – wolałabyś beton? Wystawa też Ci się nie podobała? Włożyliśmy w nią ogromnie wiele pracy i serca, odwiedzają ją tysiące ludzi, w Noc Muzeów przyszło do nas ponad 6000 osób! Ideę wystawy (po wygraniu konkursu) opracował zespół którym kierował Mirek Chojecki. Nie podobała Ci się ta wystawa? Powiem Ci, że widziałam wielu ludzi wzruszonych do łez. Rozumiem, że obraził Cię ochroniarz i jest mi z tego powodu bardzo, bardzo przykro, przepraszam Cię za wszelkie przykrości. Może zachcesz przyjechać jeszcze raz i spróbować spojrzeć na nas życzliwiej? Cena biletu jest jaka jest, ale poza Wielką Brytanią, w większości europejskich krajów płaci się za bilety na wystawę bez dyskusji, a już na pewno nie da się nic wynegocjować z ochroniarzami. Dopiero dziś dowiedziałam się od wspólnych zmartwionych przyjaciół o Twoim tekście, dlatego piszę. Nie obrażaj się na nas wszystkich za tego ochroniarza. Wracaj i rzuć drugi raz życzliwszym okiem na ECS. Wierzę, że warto. Ania

    • ewamaria2013 pisze:

      Dziękuję za serdeczną odpowiedź. Wystawy NIE krytykowałam w ogóle! Dlaczego miałabym ją krytykować? W tym tekście w ogóle nie chodzi o wystawę.

      To, że nie podoba mi się budynek i jego idea, to jak sama piszesz – rzecz gustu.

      Nie obrażam się na ochroniarza, ale po pierwsze mógł mi pozwolić wjechać do ogólnodostępnych miejsc na I piętrze, skoro takie są, a nie pozwolił. A po drugie jednak chyba pracownicy ECS nie powinni się z pogardą i lekceważeniem wyrażać o tych, których pamięć przywołuje Centrum. Może trzeba by im robić szkolenia, a może zatrudnić własnych pracowników, a nie wynajmować firmę? Zwłaszcza, że z jednego z komentarzy wynika, że ochroniarze pracują na potwornych umowach o pracę. To może w miejscu, gdzie przypomina się walkę Stoczni i Polski, m.in. o godność i przyzwoite warunki pracy (patrz 21 postulatów) możnaby zatrudniać ludzi na przyzwoitych warunkach.

      • ewamaria2013 pisze:

        Aniu! I jeszcze jedno, przypominam to w tej dyskusji po raz kolejny – w berlińskim Muzeum Muru przez dziesiątki lat Polacy wchodzili za darmo, tylko dlatego że byli Polakami. Był to dowód uznania dla polskiej walki o wolność i sprawiedliwość społeczną. Czyli można.

  12. Tadeusz pisze:

    Budynek jest piękny jak Nike z Samotraki – czyż byłaby ona piękna bez połamanych skrzydeł i z pstrokatą pierwotną polichromią?
    Jest piękny jak Wenus z Milo. Czy byłaby ona tak piękna z rękami i barwnym makijażem jaki był podczas jej starożytnej świetności?
    Budynek miał być pomnikiem wspaniałości polskiego zwycięstwa nad komunizmem. Jest pomnikiem klęski dziesięciu milionów prostych robotników, którzy już nigdy nie poślą swych dzieci na zakładowe kolonie za jedną czwartą wypłaty miesięcznej ani nie pojadą na zakładowe wczasy za połowę swych miesięcznych zarobków, którzy stracili swe zakłady pracy. Pomniki klęsk są przeważnie mrocznie piękne, pomniki zwycięstw szmirowate, niekiedy śliczne. Zardzewiały wrak wielkiego statku na pustyni – to jest doskonały projekt, nieporównanie lepszy od intencji organizatorów.

    • ewamaria2013 pisze:

      Panie Tadeuszu! Piękny komentarz, znacznie lepszy od mojego tekstu. Dziękuję po wielokroć!

      • Tadeusz pisze:

        Trzymając się poetyckiej stylistyki – ja jestem tylko odbiciem Pani blasku. Być może zgrabnie spolaryzowanym🙂

  13. Szopen 52 pisze:

    To ECS, jeśli jest postawione na gruzach Stoczni Gdańskiej, nie ma racji bytu ani tu w tym miejscu, ani w takiej szacie architektonicznej. Uważam, że należałoby je wyburzyć tak, jak się wyburza całą Stocznię, nawet mimo to, że to Stocznia (a nie żadne wydumane ECS) jest nawet zabytkiem techniki i kultury zarazem. ECS może odżyć, a nawet rozkwitnąć, ale pod warunkiem, że zostanie przejęte przez reaktywowaną Stocznię Gdańską – i to pod im. Anny Walentynowicz !!!! Kolejny raz w dziejach, podstępne zniszczenie etosu i owocu jednozgodności narodów , zwłaszcza odrodzonego etosu narodów Najjaśniejszej Rzeczypospolitej – w kształcie dziesięciomilionowego związku zawodowego NSZZ ,,SOLIDARNOŚĆ” – łapami polskojęzycznych wrogów polskości – zdrajców i agentur jest tak ogromnym skandalem na skalę światową, że owo monstrualne ECS bije w oczy, niczym wielkie mauzoleum męczeństwa Polaków.
    – Ratujmy to ECS, skoro już jes(t), reaktywując Stocznię
    i oddając owo centrum pod władanie jej solidarnej polskiej załogi, która występuje wciąż pod sztandarem ,,ZA NASZĄ I WASZĄ WOLNOŚĆ” !!!!

  14. Karolla pisze:

    Przyznam szczerze, że troszeczkę rozumiem jednak postawę pracownika ECS- to mimo wszystko jest jednak muzeum i z czegoś musi się utrzymywać. Gdyby Państwo przeznaczyło dużo więcej pieniędzy na kulturę to muzea, w tym ECS, byłyby darmowe. Ale jak tylko państwo zaczęłoby bardziej dotować kulturę to znowu zaczęłoby się narzekanie, że przecież jest więcej dużo ważniejszych rzeczy, na które państwo może przeznaczyć pieniądze. Taki ten nasz kraj piękny. Chociaż w sumie to nie wina kraju, tylko wiecznie niezadowolonych obywateli.

  15. ewamaria2013 pisze:

    No tak, pani Karollu, ale problem biletów to takie sobie rozważania, głównym problemem jest to, że ten pan zlekceważył walkę, jaką stoczyli stoczniowcy, w końcu powiedział nader dosadnie, że oni, ci stoczniowcy i inni, mogli sobie strajkować i walczyć ile chcieli, bo w PRL-u zawsze dostali następną pracę. Czyli że, jego zdaniem, ta walka była nic nie warta. Ze wszystkiego co mi się (prywatnie) nie podobało podczas tej wizyty, to nie podobało mi się najbardziej.

    • Tadeusz pisze:

      Określenie „nie podobało mi się” być może jest nieodpowiednie. Bo być może ten młody (a więc nie uczestnik okresu Solidarności) człowiek zupełnie bezwiednie powiedział prawdę, która boli. Dla niego to jak dla Pani, dla mnie, komentowanie Powstania Listopadowego. Potrzebne było? A Styczniowe? A Warszawskie? https://dl.dropboxusercontent.com/u/14970732/czesi.jpg

      • ewamaria2013 pisze:

        O, „Panie Tadeuszu”! Po raz pierwszy się z Panem nie zgadzam! W tramwaju, w sklepie, na ulicy – jasne, taki młody człowiek nic nie musi wiedzić i nic go ta cała solidarnościowa bohaterszczyzna nie musi obchodzić. Ale to jest Europejskie Centrum Solidarności. Ludzie którzy tam pracują, nawet jeżeli są formalnie zatrudnieni przez inną firmę, muszą wiedzieć, gdzie pracują i jakie znaczenie ma to miejsce. Jeżeli nie wiedzą sami z siebie, to powinni im to wyjaśnić ich pracodawcy, a jeśli pracodawcy są z innej firmy, to podpisując umowę z tą firmą administracja ECS powinna była zapewnić lub postawić wymóg odpowiedniego szkolenia zatrudnianych pracowników. Dlatego piszę o tym na koniec w formie inwokacji do Bazyla czyli pana Dyrektora Basila Kerskiego: bo jego ludzie powinni byli pomyśleć o takim warunku, a jak nie pomyśleli, to najwyższa pora, żeby to zmienić.

      • Tadeusz pisze:

        A ja się z Panią całkowicie zgadzam! Powinien wiedzieć! Powinien być przeszkolony. Konwenans zostałby spełniony. Nawet sama Pani podpowiedziała ironicznie o 17 kategoriach. Ja jednak nacisk kładłem na to, ze on zupełnie nieświadomie powiedział o klęsce, którą Pani czuje, czasami widzi, ale to tak bolesne miejsce, ze trzeba je chować w sobie głęboko. Najgorsze, że tu nie ma winnych, świat jest winny, czasy… Ja czasami uciekam w satyryczne rysunki jak ten w linku. Ale to tylko taka zabawa.

  16. ewamaria2013 pisze:

    Rysunek oczywiście świetny, a co do dyskusji o tym młodym człowieku, to może ma Pan rację, powiedzieliby mu, co ma mówić i konwenansom współczesności stałoby się zadość, ale może jednak zdarzyłoby się coś innego i ten młody pan pojąłby, gdzie jest i co zrobili, a zwłaszcza – co ryzykowali ci, których teraz zbywa pogardliwą odzywką.

  17. Droga Ewo! Zadziwil mnie twoj komentarz dotyczacy ECSu, kazdy moze wejsc do Centrum zupelnie bezplatnie, skorzystac z biblioteki, kawiarni, archiwum. Ochroniarze pracuja na zupelnie normalnych dla Polski i panstwowych instytucji publicznych warunkach i maja za zadanie byc uwaznymi, gdyz niestety, zdarzylo sie juiz kilka kradziezy na wystawie i to powaznych. A jesli chcialas zwiedzac ECS jako gosc honorowy, to wystarczylby telefon do mnie, a potem do Basila – i juz. Jestem pewna, ze ucieszylby sie z Twojej wizyty. Z Twojego tekstu wynika jakas ukryta pretnesja do Basila wlasnie – nie moim zadaniem jest jej interpretacja, ale zastanów sie, co sie za nia tak naprawde kryje. A co do Twoich odczuc wzgledem architektury – to juz bardzo subiektywna sprawa, kazdy ma prawo do wlasnego zdania w tej kwestii. Mnie sie na przyklad zupelnie nie podoba Jüdisches Musem Liebeskinda, a wiekszosc osób sie nim zachwyca. Co do biletu – powiem Ci, ze z wielka checia place za wstepy do instytucji, których dzialalnosc popieram.

    • Anonim pisze:

      „Ochroniarze pracuja na zupelnie normalnych dla Polski i panstwowych instytucji publicznych warunkach i maja za zadanie byc uwaznymi,”
      To totalna bzdura, ochrona ma za 1 godzinę stania 5 zł i umowę śmieciową, czy to jest normalne w państwowych instytucjach?
      No uśmiałam się😀

  18. ewamaria2013 pisze:

    Oj oj, Doroto! Jaka ukryta pretensja do Bazyla!? Nigdy w życiu! To tylko moje prywatne wrażenia nt budynku, smutek z tego powodu, że nie ma stoczni oraz opis sytuacji, z jaką zetknęłam się jako zwyczajny gość odwiedzający ECS. Nie chciałam wchodzić jako gość specjalny, w ogóle nie chciałam wchodzić, chciałam, powtarzam, TYLKO wjechać na górę i popatrzeć na westybul, zaiste imponujący, z góry! I pan ochroniarz mi nie pozwolił, a ZA TO uraczył mnie informacją, że walka stoczniowców nie była godna szacunku, bo każdy w PRL zawsze miał pracę! Naprawdę Was to wszystkich nie rusza?
    Doroto, proszę! Nie dopisujmy do tekstów tego, czego w nich NIE MA, natomiast zwracajmy uwagę na to, co jest. Jest smutek!

  19. Droga Pani Ewo!
    Być może w jakimś niedobrym momencie znalazła się Pani w ECS, być może dzień był pochmurny i wnętrze, które ja widziałem pięknie rozświetlone, Pani ujrzała jako ponure i przytłaczające. Ja byłem po raz pierwszy w ECS kilka dni temu 15 i 16 maja. Szedłem tam z niepewnością, choć moja córka opowiedziała mi, ze bardzo ECS się jej spodobało – oto jej relacja http://blogzmiasta.pl/ecs/. Z niepewnością ponieważ wiedziałem, że niezmiernie trudno będzie opowiedzieć to co się stało w tym miejscu, co ja widziałem i przeżyłem osobiście. Stocznia to dla mnie była szkoła życia, niezmiernie skomplikowany mechanizm i moi przyjaciele robotnicy, to moja miłość. Stocznia śniła się mi wiele lat, śniłem, że wracam i witają mnie z radością, że znów będę z nimi. Pamiętam, ze kiedy po 6 latach zwalniałem się to najbardziej było mi żal właśnie rozstania z tymi mądrymi ludźmi i włożonej pracy, bo ja znałem każdy zakątek i każdą maszynę i jej bolączki. Stocznia to środa 16 grudnia 1970 kiedy cała Gdynia była zastawiona pojazdami z wojskiem, armatami i czołgami. Potem czwartek…
    Stocznia to też kadłubownia i olbrzymie segmenty statku w doku – właśnie takie z żelaza jeszcze pokryte rdzawym nalotem przed malowaniem. „to jednak statki robi się nie z żelaza, a ze stali, a ta nie rdzewieje.” Ja nie będę Pani pouczał, nie o to chodzi. Może ja miałem szczęście ale odwrotnie niż Panią mnie ochroniarz w ECS przepuścił na słowo, że jestem uczestnikiem konferencji choć zapomniałem identyfikatora. Taka zwykła ludzka życzliwość. Może miałem szczęście, ale to właśnie kiedy skontaktowałem się z pracownikami ECS jeszcze przed otwarciem, to zostałem potraktowany niezmiernie życzliwie i ku mojemu zdziwieniu niemal wszystko ich interesowało co mam do przekazania. Po prostu zetknąłem się z profesjonalistami jak Pani Grażyna Goszczyńska i jej koledzy. W sobotę 16 byłem ponownie z gośćmi i kiedy staliśmy w kolejce po bilety zapytałem grupy młodych dziewczyn, dlaczego tu przyszły czego się spodziewają? Odpowiedziały, że to trzeba zobaczyć, to nasza historia. Budynek i wystawa, ilość młodzieży wśród zwiedzających zrobiły na gościach olbrzymie wrażenie, a są to ludzie, dla których bywać w Nowy Yorku, czy Watykanie i spotykać się z „wielkimi tego świata”to codzienność. Powiedzieli: „Frank Gery może się schować!” jaki architekt to stworzył? To coś niezwykłego! Wystawa. Jak zmieścić wszystko co się wydarzyło? To niemożliwe. Jednak się udało – w jakimś wielkim skrócie i moje wrażenie nie jest tu ważne, ale ważne jest jak odebrali to obcokrajowcy, ze dotarło do nich jak długo trwała nasza droga do wolności, że byli wręcz wstrząśnięci tym co zobaczyli. To jest największa nagroda dla tych, którzy stworzyli ECS. Mnie wzruszenie odebrało mowę. Jak przekazać to, że nagle znalazłem się w maszynie czasu i widzę Elżbietę Goetel i Macieja Prusa, że przypominam sobie Romana Goetla. Widzę roześmianą Ninę Milewską. Może nie wszystko dla mnie było kompletne, bo przecież obok Jurka Janiszewskiego twórcy znaku Solidarność, powinna być jego żona Krysia, która zaprojektowała znak Grudzień 1970. Znaku brak, może dlatego mnie zabolało bo przecież ja go drukowałem. To jednak szczegóły, być może do naprawienia. Ogólnie wielkie wrażenie. Jeżeli takie też wrażenie robi na zwiedzających, to jest też wielki hołd dla wszystkich, którzy przyczynili się do odzyskania wolności w Polsce. Wiem, że to dużo kosztowało. Tak – sam budynek przytłoczył pomnik, który wcześniej dominował na tym placu. Ja jednak mam nadzieję, że nastąpią dalsze zmiany, że cały teren po stoczni zmieni się tak jak zmienił się w Oslo Aker Brygge, gdzie po starej stoczni w środku miasta jedyny ślad jaki został to część hal zamienionych na nowoczesne centrum, które odwiedzają co roku miliony turystów. Tak powinno się stać w Gdańsku, pomimo całego sentymentu jaki mam do młodości spędzonej na stoczni, a może właśnie po to aby wspomnienie tej pracy brudnej ciężkiej i niebezpiecznej zostało zatarte, zamienione przez współczesność, cały ten teren powinien zostać zabudowany przestrzenną nowoczesną architekturą. Jeden dźwig może zostać na pamiątkę w to wkomponowany. Bardzo Panią proszę o nie obrażanie się. Być może nie wszyscy powinni płacić, ale nie zauważyłem aby tej młodzieży – biednej i zawsze głodnej studenterii to przeszkadzało – więc z szacunku dla nich, że wysupłali złotówki z pustych kieszeni zamiast pójść najeść się do Mac Donalda płaćmy i my. Pozdrawiam serdecznie. Włodek Malinowski https://www.facebook.com/profile.php?id=1341613646

  20. Tomasz pisze:

    A mnie się podobała ironiczna w wymowie wypowiedź młodego strażnika – co innego miał powiedzieć żeby zakończyć pretensjonalną rozmowę pełną pretensji jaką prowadziła autorka wpisu żeby wymigać się od zapłacenia symbolicznej kwoty za bilet. I zgadzam się z powyższymi komentarzami, że szacunek dla przeszłości wyraża się też w zapłaceniu biletu. Panie Włodku, dobrze powiedziane.
    Może autorka zaoszczędziła 17 złotych, ale straciła za to o wiele więcej.

  21. ewamaria2013 pisze:

    16 czerwca 2015 r. Bardzo jest trudno zachować własne zdanie, gdy większość myśli inaczej i bardzo cię nie lubi za to, że nie myślisz tak jak wszyscy. Dziś po raz kolejny poczułam, co to znaczy myśleć inaczej: Wczoraj przyznano Wojciechowi Targowskiemu medal św. Wojciecha „za wyróżniającą się twórczość architektoniczną, a zwłaszcza za projekt Europejskiego Centrum Solidarności”.
    Medal Św. Wojciecha otrzymał dr inż. arch. Wojciech Targowski. Wczoraj w Dworze Artusa odbyła się uroczysta sesja Rady Miasta Gdańska, podczas której wręczono Medale św. Wojciecha i księcia Mściwoja II. Te honorowe wyróżnienia przyznawane są przez RMG osobom, instytucjom i organizacjom z Polski i zagranicy za wybitne zasługi na rzecz Gdańska.
    Dr inż. arch. Wojciech Targowski – absolwent architektury na Politechnice Gdańskiej, obecnie czynny zawodowo architekt i wykładowca uniwersytecki. Wraz z Piotrem Mazurem i Antonim Taraszkiewiczem założył Pracownię FORT, która zwyciężyła w międzynarodowym konkursie architektonicznym na opracowanie koncepcji budynku ECS, pokonując 58 zespołów z całego świata.
    Serdecznie gratulujemy!

  22. Anonim pisze:

    Pani Ewomariosprzeddwóch lat, a przecież 18 maja uzgodniliśmy, że jednak ten projekt jest piękny! Czyli pan Targowski słusznie nagrodę dostał.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s