Dziewczyna z cmentarza w Łodzi

Tomasz Fetzki

Człowiek uzależniony powinien unikać niebezpiecznych okazji, to oczywiste. Jeśli nie posłucha i wpakuje się w kłopoty, może mieć żal tylko do siebie. Toteż i Viator nie wini nikogo. Ostatecznie sam, własnowolnie przeczytał TU i TU teksty o pannie Biełousow. I dopuścił do tego, że ukryty w nim niespełniony literat, obolały i zgorzkniały, ale przecież już nieco podleczony oraz pogrążony w krzepiącej drzemce, znów się obudził, żądny czynu!

Trudno, stało się. Wędrowiec wyrusza w kolejną podróż. Poniekąd w krainę wspomnień, bo ostatni raz opisywane miejsca odwiedził cieleśnie ponad dziesięć lat temu. Wtedy nie miał ze sobą aparatu fotograficznego, teraz nie ma możności ruszyć się ze swych łużyckich lasów i błot. Dlatego, pod względem ikonografii, zmuszony jest skorzystać z zasobów Wielkiej Sieci. Dwa kluczowe dla sprawy zdjęcia zawdzięcza internaucie ukrywającemu się pod nickiem wojci52 i dziękuje mu za nie. To wszakże nie koniec podziękowań.

Wyprawia się Pielgrzym w regiony eschatologiczne. Obszar to tajemniczy i respekt budzący: zaświaty w ogóle to kraina nieznana, a cóż dopiero mówić o zaświatach żydowskich! Dobrze mieć w takiej podróży towarzysza. Dantego prowadziła trójka opiekunów. Viator to, rzecz jasna, nie Alighieri, ale Przewodników też miał troje: panią Annę Przybyszewską-Drozd i Zofię Borzymińską oraz pana Marcina Urynowicza. Bez nich zaginąłby niechybnie Wędrowiec w krainie cieni i tekst, który ma przed oczyma Czytelnik, by nie powstał. Chwała Przewodnikom!

A wszystko, co zebrał, przetopił Viator w swym tygielku grafomana. Jesteście ciekawi efektów? Czytajcie!

HaAlma HaAdina

Miało być o młodej dziewczynie. I będzie. Ale zacząć musimy od mężczyzny. Nie dlatego, jakoby Viator przejawiał patriarchalne inklinacje. Po prostu: tak każe logika wywodu.

Prawo Mojżeszowe od początku zakazywało surowo sporządzania podobizn postaci ludzkich, zwłaszcza ich twarzy. Wszak, gdy na górze Synaj Sebbaoth, pośród obłoku i przy dźwięku szofaru, dawał Synom Jisraela Dziesięć Przykazań, zazdrośnie ogłosił: Nie wolno ci zrobić sobie figury ani żadnego obrazu tego, co jest w niebie na górze, ani tego, co jest na ziemi na dole, ani tego, co jest w wodzie pod ziemią.

Z czasem, na ścianach synagog i w iluminacjach świętych ksiąg, zaczęto umieszczać wizerunki zwierząt: lwów, pawi czy gazeli, ale nigdy ludzi. Niekiedy postacie ludzkie pojawiły w sztuce świeckiej, lecz nie na bejt-olam, czyli domu wieczności, czyli cmentarzu. Do czasu… Bo nadszedł czas haskali, asymilacji, nowinek i bezbożnictwa. Tu i ówdzie, coraz częściej, zwłaszcza w drugiej i trzeciej dekadzie XX wieku, także na cmentarzach zaczęto wznosić nagrobki, które ortodoksi uznawali za bluźnierstwo, protestowali, gotowi byli do czynnego dewastowania tych dzieł sztuki. Bo to były prawdziwe perełki artyzmu, wykonane przez wybitnych rzeźbiarzy, wśród których największą i w pełni zasłużoną sławą cieszył się Abraham Ostrzega. Zanim jego bystre oczy, silne ramiona i zręczne dłonie obróciły się w proch w krematoriach Treblinki, zdążył wykuć liczne pomniki ku czci umarłych. Był, jako się rzekło, artystą, wykonane przez niego postacie ludzi i człekokształtnych aniołów są delikatne, chciałoby się powiedzieć: impresjonistycznie rozmyte. Po prostu – piękne. I nigdy, przenigdy nie widać ich twarzy. Ale dla haredim to i tak było zdecydowanie zbyt wiele.

Większość dzieł Ostrzegi znajduje się na cmentarzu przy ulicy Okopowej. Wiadomo: stolica, duże miasto, przeto o maskilów, liberałów, socjalistów i innych burzycieli odwiecznego porządku tutaj najłatwiej. Jest tych rzeźb na tyle dużo, że nie wiadomo, czy rzeczywiście wszystkie można atrybuować mistrzowi Abrahamowi. Niewykluczone, że niektóre z nich przypisuje mu się siłą inercji: jeśli postać ludzka, to na pewno robota Ostrzegi! Co zresztą także, choć pośrednio, świadczy o jego renomie…

1-2-3-PochylonyAniolZakutyTrzy spośród warszawskich nagrobków, których autorem z pewnością jest Abraham Ostrzega. Podziwiajmy pomysłowość rzeźbiarza w sposobach ukrywania oblicza przedstawionych postaci!
Zdjęcie po lewej dzięki życzliwości dr hab. Rafała Żebrowskiego

Poza Warszawą Ostrzega tworzył rzadko, mimo że skupisk ludności żydowskiej w ówczesnej Polsce nie brakowało. Choćby taka Łódź, wspólnota liczna i znacząca. Cmentarz warszawski kryje największą ilość grobów, ale łódzki jest najrozleglejszy. I zawiera największe w kraju, o ile nie na całym świecie, żydowskie mauzoleum – pseudomauretański ohel-gigant, czyli grobowiec rodu Poznańskich.

Jednak na bejt-olam przy ulicy Brackiej nowinkarstwa sepulkralnego brak. Dlaczego? Nie z przyczyn finansowych: w gminie łódzkiej osób majętnych nie brakowało, poza mauzoleum Poznańskich świadczą o tym choćby hellenistyczne świątyńki nad grobami Silbersteinów czy Jarocińskich. A skoro byli łodzianie Żydami bogatymi, to niejednokrotnie także nowoczesnymi i w świecie bywałymi. Na smaku artystycznym również im nie zbywało: jego wyrazem są liczne macewy zdobione wizerunkami połamanych drzew, gryfów, jelonków, dzbanów lewickich i szaf bibliotecznych czy też groby w kształcie starożytnych sarkofagów (ściśle – pseudosarkofagów, bo przecież micwa nakazuje pochować ciało bezpośrednio w ziemi). Więc dlaczego nie ma tu przedstawień figuralnych? Skąd ten konserwatyzm? Trudno powiedzieć, ale w rzeczonych okolicznościach tym bardziej przykuwają uwagę oraz intrygują nagrobki, które taki motyw zawierają. Dokładnie – dwa nagrobki.

Chronologicznie pierwszy z nich to macewa Stanisława Heymana, zmarłego w 1928 roku. Dzieło, jakże by inaczej, Abrahama Ostrzegi, który tym razem objawił się jako poeta rzeźby: Anioł zbierający kwiaty to nie tyle postać, ile jej zarys, zapowiedź, sugestia, metafora…

4- nagrobek-stanislawa-heymanaImpresja na temat anioła, czyli nagrobek Stanisława Heymana, łódzkiego prawnika i działacza społecznego

Teraz trzeba przejść do sektora W, na lewo od głównej alei, blisko bramy wejściowej. Tam znajdziemy drugi nagrobek. Ale jaki! Unikalny nie tyko w skali łódzkiej nekropolii, lecz także w zestawieniu z Aniołem na grobie Heymana. Mało by o nim rzec – nieortodoksyjny. Bluźnierczy! A że bluźnierstwo może przybrać formę arcydzieła? Dzieje ludzkości znają takie przypadki. Nic dziwnego, że od ponad dziesięciu lat tkwi ta niezwykła macewa w pamięci Viatora. Teraz wspomnienie ożyło, budząc jednocześnie, jako się rzekło, uśpionego grafomana.

ruta2Niektórzy widzą w tej macewie płaczącą twarz: głowy postaci tworzą oczy, zaś ich szaty spływają w dół na podobieństwo łez, pień palmy to nos, jej liście – brwi, a skrzydła anioła wieńczącego kompozycję (bardzo ostrzegowatego w charakterze) to włosy. Zaś tablica z napisem wyobraża usta wygięte w podkówkę z wielkiej żałości. Kto wie, może rację mają ci niektórzy…

 Nagrobek jest pełen symboli, kryje też kilka zagadek (niektóre łatwe do odszyfrowania) oraz jedną wielką tajemnicę. Płaczący żałobnicy – wiadomo. Palma – jasna sprawa, rzekł przecież Psalmista:

Sprawiedliwy wyrośnie jak palma / Rozrośnie się jak cedr Libanu / Zasadzeni w domu Pańskim / Wyrastają w dziedzińcach Boga naszego. Ale co znaczy hebrajska inskrypcja:

Malachej Szalom Mar Iwikajun
Po nikwara
HaAlma HaAdina
HaJeszara veRabot HaChen
Bat Szaaszuim veAchot Nechmada
Rachel Bas r(eb) Avrohom Icchok N’J Akabia
Niktefa Keeva BeSznat HaKaf”A LeChaja
BeJom Rewii Dchu’’ham [5]690 – TNCWE

W mowie mieszkańców kraju Polin zabrzmiałoby to mniej więcej tak:

Wysłańcy Pokoju Gorzko Zapłakali
Tu spoczywa
Panna Delikatna
Bogobojna i licznymi zaletami obdarzona
Radująca innych i siostra przyjemna
Rachela Akawie, córka pana Awrahama Jicchaka
Rozkwitający pąk, ścięty w 21 roku życia
W dniu czwartym chol hamoed
Święta Pesach 5690 – Niech Jej Dusza Będzie Wpleciona w Węzeł Życia

Zaś poniżej, językiem polskim i alfabetem łacińskim zapisano zdanie, które każdy może przeczytać i każdy winien odczuć lekkie ukłucie w sercu: RUTA AKAWIE ZGASŁA w 22ej WIOŚNIE ŻYCIA.

Jakie zagadki i jaką tajemnicę ukrywa ten niezwykły nagrobek?

Pierwsza z nich jest dość prosta: rozbieżność w wieku Ruty-Racheli podanym po hebrajsku i po polsku. Jeden z nich to ukończona ilość lat, drugi – rozpoczęty rok życia.

Kolejna zagadka była nieco trudniejsza, ale i ją udało się Viatorowi, dzięki pomocy nieocenionych Przewodników, rozwiązać. Publikacje dotyczące łódzkiego cmentarza zwykle informują, że Panna Delikatna Ruta Akawie zmarła w 1910 roku kalendarza gregoriańskiego, czyli w roku 5670 według rachuby żydowskiej. Tymczasem dostępne dokumenty wyraźnie wskazują na datę 1930! Skąd się wzięła ta rozbieżność? Ano, z podobieństwa kształtu literek-cyferek. Rzeźbiarz wykuł tam znak tsadik, na tyle jednak niewyraźnie, że przypomina dość podobną literę ayjin. Jeżeli jednak przyjrzymy się dokładnie, okaże się, że wszystko pasuje: mamy rok 5690 od stworzenia świata. Ani nagrobek nie kłamie, ani dokumenty. Zaś szanowni Czytelnicy dowiadują się o rozwikłaniu tej zagadki jako pierwsi!

I kolejna zagadka wydaje się być dzięki temu odgadnięta. O ile bowiem w przypadku macewy Stanisława Heymana autorstwo Abrahama Ostrzegi nie budzi raczej wątpliwości, o tyle nagrobkowi Racheli taka pewność dotąd nie towarzyszyła. Zwłaszcza, jeśli w grę wchodziłby rok 1910 – rzeźbiarz był wtedy jeszcze młodym i nikomu nieznanym studentem. No, ale jeżeli rzecz miała miejsce dwadzieścia lat później, to całkowicie zmienia jej postać! Ostrzega jak najbardziej mógł wykuć grupę żałobników płaczących w cieniu palmy: klasa dzieła dodatkowo uprawdopodabnia takie przypuszczenie. Lecz całkowitej pewności nie mamy. Może to i lepiej. Mgiełka niejasności tworzy wszak doskonały entourage dla romantycznych rozmyślań.

To wszystko jednak drobiazgi. Naprawdę liczy się tylko jedna, największa tajemnica: DLACZEGO? Dlaczego reb Awraham Jicchak zdecydował się na tak kontrowersyjny sposób uczczenia pamięci córki? To, że jako człowiek bogaty, właściciel hurtowego składu papieru, miał środki na opłacenie wybitnego rzeźbiarza, tłumaczy jedynie metodę jego działań, ale nie motywy. Skąd wziął natchnienie i co mu dało odwagę, by tak radykalnie wyłamać się z konserwatywnej społeczności łódzkich Żydów? Fakt, że był w pewnym stopniu asymilowany (o czym świadczy polska fraza na nagrobku) i prawdopodobnie wyznawał poglądy syjonistyczne (na co wskazuje, stylizowana bo stylizowana, ale jednak gwiazda Dawida na szczycie palmy)? Trop raczej fałszywy: cmentarz przy Brackiej pełen jest macew z polskimi napisami i z gwiazdami Dawida. Więc dlaczego?

Viator ma swoją teorię na ten temat. Rozpacz. Rozpacz i bunt przeciw Najwyższemu powodowały Awrahamem Jicchakiem. Wcześniej stracił już żonę, a mała, ośmioletnia zaledwie Ruta, matkę. Frajndla Laia odeszła po piętnastu latach małżeństwa, w czterdziestej piątej wiośnie życia. Dziś powiedzielibyśmy: zmarła młodo. Ale i wtedy nie był to bynajmniej wiek podeszły, powołajmy się raz jeszcze na Psalmistę, który mówi: Życie nasze trwa lat siedemdziesiąt / A gdy sił stanie, lat osiemdziesiąt. Frajndli Lai sił zabrakło. A Ruta-Rachela miała ich jeszcze mniej. Nie zdążył się Awraham Jicchak nacieszyć żadną z nich. Spoczęły obie w kwaterze W, na lewo od głównej alei. Zaś oszalały z rozpaczy mąż i ojciec, zamiast poddać się woli bożej i recytować pokornie Szema Jisrael, pogroził Niebiosom pięścią, wołając jak prorok Jirmijahu: Ilekroć przemawiam, muszę krzyczeć i wołać: Gwałt i zniszczenie! I tak słowo Pana stało mi się hańbą i pośmiewiskiem na co dzień. A gdy pomyślałem: Nie wspomnę o nim i już nie przemówię w jego imieniu, to stało się to w moim sercu jak ogień płonący, zamknięty w moich kościach. Ogień rozpaczy trawił kości Awrahama Jicchaka, a on wyzywał Pana na pojedynek. Nagrobek ocierający się o bluźnierstwo był li i jedynie prowokacją, mającą skłonić Najwyższego do udzielenia odpowiedzi na pytania bez odpowiedzi.

Tak to sobie wyobraża Viator, ale jak było rzeczywiście? Salomon Akawie, brat Ruty-Racheli przeżył Wojnę. Może jego potomkowie do dziś mieszkają nad brzegami Jordanu lub gdzieś za wielką wodą? Może oni znają prawdę? A może nie poznamy jej nigdy? Czy musimy? Czy warto? Jeszcze jedno pytanie, na które nie ma odpowiedzi?

6 FryzAniołowie, Wysłańcy Pokoju Gorzko Zapłakali nad grobem Racheli, siostry przyjemnej. Naszej siostry w człowieczeństwie.
Zapłaczmy i my.

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Tomasz Fetzki i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s