Co jest piękne?

Ewa Maria Slaska

Who decides beauty?

W tym pytaniu chodziło przede wszystkim o piękno kobiece. Jeden z wielkich tematów dyskusji społecznej ostatnich lat, ważna część dyskursu feministycznego i strategii gender. Zasadniczo to MY, a nie społeczeństwo, albo MY-KOBIETY a nie mężczyźni, mamy decydować o tym, jak chcemy być piękni czy jak chcemy być piękne.  Wywalczyłyśmy prawo do samodzielnego decydowania, ale to oczywiście pewna fikcja. Nie ulega bowiem wątpliwości, że piękno, podobnie jak prawda, jest dzieckiem swojego czasu, i że my, ponieważ też jesteśmy dziećmi naszego czasu, trzymamy się wyznaczonych przez ten czas kanonów. Nawet zatem, jeśli decydujemy dziś same, to jednak w tych decyzjach obracamy się w kręgu wyznaczonym przez gust współczesny, komercję, modę. Nawet odstępstwa nie odbiegają daleko. Przebieramy się za chłopów z XVII wieku, Słowian czy Mormonów, co jednak nie zmienia faktu, że mniej lub bardziej stosujemy się do wymogów współczesności. Białe słowiańskie giezło i kwakierska sukienka w kratkę spokojnie ujdą i dziś. Mało kto sięga do ekstremalnych wzorców piękna. Nie spotkałam nigdy kobiety, która wystylizowałaby się na piękność z okresu kultury Majów, bo oznaczało by to, że musiała sobie wybić zęby i wstawić turkusy. I chyba nie widziałam też żadnej Europejki, która, aby być piękną, zabandażowałaby sobie stopy na wzór chiński lub nałożyła na szyję miedziane obręcze jak czynią to kobiety w niektórych plemionach w Afryce.

Co mnie jednak zastanawia, to pytanie, skąd my, osobiście i indywidualnie mamy w sobie pewne kanony tego, co uważamy za piękne. Bo jak się zastanowię nad moimi upodobaniami… Mam na ten temat do opowiedzenia pewną anegdotkę. Zimą zeszłego roku byłam w Paryżu i poszłam oczywiście do mojego ulubionego Musée d’Orsay. W niezgłębionej naiwności swojej pomyślałam, że jak wejdę tam o godzinie 16, to do godziny 18 będę miała dwie godziny na spokojne zwiedzanie. Nie przewidziałam ani kolejki po bilety i do szatni, ani tego, że o godzinie 18 to pracownicy muzeum już wszyscy wyszli z budynku, a żeby to uzyskać, o  godzinie 17 zaczynają nas wyganiać. Najpierw łagodnie, ale po 15 minutach już bezpardonowo. Z zaplanowanych dwóch godzin zostały mi więc jakieś obgryzione trzy kwadranse. Gdy zorientowałam się, że nie ma prawa łaski, popędziłam na piąte piętro, żeby przelecieć jak wicher po sali impresjonistów. Już z daleka zobaczyłam obraz, którego nie znałam, a który stanowił dla mnie uosobienie piękna – po zielonej trawie w piękny letni dzień przechadzają się piękne kobiety w białych sukniach. Nie widziałam oczywiście, czy dzień był piękny i letni, nie widziałam, czy kobiety naprawdę były piękne, wystarczyło zestawienie trawa, kobiety, długie białe suknie, żebym wiedziała, że wszystko jest piękne. Wiem, kiedy coś jest piękne. Czuję wtedy lekki ucisk w brzuchu i bije mi serce. Pędzę więc na spotkanie Piękna. Biegiem dopadam do obrazu, oganiając się pod drodze od namolnego strażnika, który mi mówi, że wyjście jest tam, no tam, za mną! Spodziewałam się, że będzie to taki obraz, albo po prostu ten:

Claude Monet (1840-1926) Frauen im Garten ok. r. 1866 Olej na płótnie 255×205 cm Paryż, Musée d’Orsay

A tymczasem, gdy dopadam obrazu, widzę to:

Claude Monet (1840-1926), les dindons, château de Rottembourg à Montgeron dans l’essone,1877

Jestem rozczarowana. Dlaczego właściwie? Przecież na obrazie jest dokładnie to, czego oczekiwałam – białe istoty na trawie. Ale czuję, że to śmieszne, pogoń za pięknem, żeby znaleźć indyki. Coś z Pana Tadeusza, gdzie, jak twierdził Słowacki, heroina gęsi pasie.

Zresztą nie tylko ja uważam, że indyki na trawie są mniej ciekawe i mniej piękne, niż przechadzające się po trawie kobiety w białych sukniach, bo jak teraz szukam reprodukcji w sieci (na miejscu nie byłam w stanie zrobić zdjęcia, nie ważne dlaczego, bo nie wolno, bo za późno, bo komórka mi wysiadła), to jej nie ma. Sprawdźcie, wpiszcie do google’a Monet obrazy albo Monet Werke albo Monet paintings,  indyków nie będzie. Nie ma ich również na liście obrazów w muzeum d’Orsay, choć przecież tam są. Nawet jak się wpisze Monet Les Dindons, Turkeys, Indyki, Puten, w sieci pojawią się tylko propozycje zakupu reprodukcji.

Dlaczego indyki są mniej ładne niż kobiety? No?! Who decides beauty? No przecież ja sama. Ja sama! Nikt mi nic nie narzuca, nikt mi niczego nie zabrania. Kto mi ustalił moje własne wzorce piękna? Wiem od zawsze, że lubię rzeczy białe, że białe jest piękne, najlepiej tylko biel, ale może być ostatecznie na tle zieleni lub w towarzystwie beżu i błękitu czyli biel w ogrodzie i biel nad morzem. OK. A oprócz tego piękne są rzeczy jeszcze bielsze niż biel, bo przezroczyste – woda, szkło, kryształy, welony… Białe kwiaty, białe naczynia, białe suknie… Zamarznięta Niagara.


Muzeum Karkonoskie w Jeleniej Górze, Foyer – Barbara Idzikowska, Pranie (szkło)

No to dlaczego nie indyki!

No i właściwie – dlaczego to białe jest piękne?

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ewa Maria Slaska i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Co jest piękne?

  1. pharlap pisze:

    Indyki Moneta znalazłem tutaj – http://ak1.ostkcdn.com/images/products/8229364/8229364/Claude-Monet-Birds-Canvas-Art-P15559036.jpg
    Dlaczego białe jest piękne? To chyba sprawa gustu. Wiele moich najpiękniejszych wspomnień związanych jest ze śniegiem, ale jednak nie wyróżniam jakiegoś koloru.
    Polecam rozwazania mojego uczonego w Sztuce kolegi – jak uwięzic widza w obracie ==> http://dzieckom.blox.pl/2015/09/Sztuka-musi-byc-madrzejsza-od-artysty.html

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s