Z zapisków stróża (4)

Zbigniew Milewicz

Leniwa niedziela

W niedziele stróże z domów handlowych nie pracują. Włączam telewizor, od kiedy zrezygnowałem z nudnej, jak flaki z olejem TV Polonia, mam tylko niemieckie programy. Mój stary Grundig, który 6 lat temu zniósł przeprowadzkę z Monachium do Berlina, a później drogę powrotną, startuje z programu NDR. Lubię północ Niemiec, ale mieszkam na południu, a tu dzieje się a dzieje. Bawarska telewizja transmituje na żywo sceny z monachijskiego dworca kolejowego z tłumem uchodźców z Bliskiego Wschodu, policją, kierującą ich w zależności od potrzeb – do punktów medycznych, wolontariuszy rozdających jedzenie i napoje, autobusów, które zawiozą przybyłych na razie do namiotów na Messagelände.

Monachium, stolica najbogatszego kraju związkowego Niemiec, jest największym punktem przyjęć uchodźców, podkreśla reporter, na drugim miejscu znajduje się Badenia – Wirtembergia. Pierwsze pociągi z nimi przyjeżdżają z Austrii, ci, którym nie udało się dostać do wagonów i mają w sobie jeszcze siły, idą pieszo w stronę Niemiec. Porażające obrazy z węgierskiej granicy – zdesperowani ludzie, stłoczeni, jak bydlęta na ciasnej przestrzeni przed żelazną kratą, która co jakiś czas przesuwa się zaledwie na tyle, żeby przepuścić pojedynczego człowieka. Dookoła kordon żandarmerii w pełnym uzbrojeniu, pałki nad głowami nakazują nieszczęśnikom, że mają nie pchać się do wyjścia. To jest reportaż z obozu koncentracyjnego. Uciekają z Syrii, Afganistanu i innych krajów Bliskiego Wschodu ogarniętych wojną, do jeszcze w miarę bezpiecznej Europy. Prawie wszyscy chcą znaleźć się w bogatych i ustabilizowanych Niemczech. Każdy ma prawo do lepszego życia, sam z niego w swoim czasie skorzystałem.

Ponad ćwierć wieku temu uciekłem z PRL-u do Niemiec, podobnie, jak wielu innych mieszkańców Europy Wschodniej. Tylko, że pojęcie bytu w sensie nie lingwistycznym a praktycznym paradoksalnie bardziej jest związane z mieć, niż być i w tym pierwszym przypadku poprawiłem sobie życie, a w drugim nie do końca. Życie tłustsze wcale nie musi być lepsze, ale o tym się na początku zwykle nie myśli. Człowiek pragnie mieć tylko bezpieczny dach nad głową, pełen brzuch, chce zmyć z siebie podróżny kurz, założyć czyste ubranie i wiedzieć, że dotarł do celu. Kiedy przyjechałem do Monachium, siostra zakonna w katolickiej misji na Hauptbahnhofie najpierw postawiła przede mną kubek z gorącą kawą i talerz z kanapkami, a później w dobrej wierze dała adres Polskiej Misji Katolickiej przy Hesstrasse, którą kierował wtedy ks. Galiński. Spojrzał na mnie spod okularów i nie czekając na wyjaśnienie, po co do niego przychodzę, grzecznie posłał mnie do diabła.
– Jestem tu prywatnie – wyjaśnił krótko.
Gdyby trafiło na człowieka małej wiary, to może przystałbym wtedy do Świadków Jehowy, jednak doszedłem do wniosku, że skoro uciekłem do Niemiec, to nie mam co liczyć na życzliwość miejscowych rodaków. Spotkałem się z nią nie raz, tyle, że później, kiedy już byłem z grubsza urządzony. Miasto Monachium dało mi zakwaterowanie, na początek w 70-osobowej sali dawnego biurowca, przy Dworcu Wschodnim, darmowe wejściówki do łaźni, pieniądze na jedzenie i ciuchy z Caritasu, posłało na kurs nauki języka niemieckiego. Później to sobie odebrało z podatków, które zacząłem płacić, kiedy poszedłem do pracy, ale bez jego pomocy humanitarnej na starcie, świadczonej zarówno z urzędu, jak i spontanicznie przez życzliwych monachijczyków, byłoby mi bardzo trudno. Nie chcę powiedzieć, że pani kanclerz Merkel pomaga syryjskim uchodźcom z wyrachowania, że kiedyś to sobie odbierze od nich podwójnie, ale kiedy oglądam znowu swój ulubiony NDR, to mnie oświeca pewna myśl: planowanie u Niemców to proces długotrwały, żmudny i z potocznego, polskiego punktu widzenia, nudny. My jesteśmy mistrzami improwizacji. Nasz sąsiad natomiast, jak sobie coś wbije do głowy, umyśli, to nawet za kilka generacji, metodą drobnych kroczków i kiedy trzeba, to różnych objazdów, doprowadzi rzecz do końca.

Pokazują piękne krajobrazy Kilońskiego Fiordu, zadbane gospodarstwa agroturystyczne. W jednym stary młyn z nowoczesną maszynerią, w drugim hodowla bydła. Młyn wybudował dziadek obecnego właściciela, dobroduszny pan z wąsem z portretu w jadalni domu, mniej więcej w tym samym czasie, kiedy inny, mniej sympatyczny wąsik sięgnął po władzę w Niemczech. Drugi dom także od początku w rękach jednej rodziny. Jakaś grupa miejskich dzieci z zachwytem obserwuje pasące się na łące krowy i cielaki, przy korycie czyściutkie świnki, są i puchate owieczki z dzwonkami na szyjach, gospodarz pozwala je dzieciom pogłaskać. Idylliczny obrazek mąci dopiero zdanie reportera, że gospodarz jest wyuczonym rzeźnikiem i pojawia się kadr ze sklepu mięsnego, usytuowanego na parterze domu. Prawie czuję z telewizora smakowity zapach tych wędlin, schludnie ułożonych w sklepowych witrynach, brakuje mi tylko napisu: Die Schweine von heute sind die Schinken von morgen. Oczywiście nie ma w materiale zdjęć z domowej rzeźni, pokazujących, jak zwierzęta zabija się i oprawia, mogłyby zmniejszyć dochody sklepu.

Nazajutrz, w drodze do Domu w centrum, idę na dworzec, aby zobaczyć, jak przebiega akcja przyjęcia zapowiedzianych, kolejnych składów z uchodźcami z Bliskiego Wschodu. Na razie jest pełen stan gotowości, policja i służby porządkowe czekają, ruch kołowy przy Arnulfstrasse częściowo wstrzymany. Nie mam zbyt wiele czasu, ale zanim rozpocznę pracę, widzę sznur karetek pogotowia ratunkowego, jadących na sygnale w stronę dworca. To znaczy, że do Monachium przyjechali nowi ludzie, z nadzieją na lepsze życie.

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Zbigniew Milewicz i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s