Zawód doznany od przyjaciół

Ewa Maria Slaska

Muszę się Wam poskarżyć na moich nieznośnych współblogowiczów. Nie piszą! No, po prostu nie piszą! Jeden – rozumiem, zdarza się, dwóch, no dobrze, dwóch jednocześnie nie ma weny, może też się zdarza, ale trzech, czterech… Potem jedna, i jeszcze jedna… Nawet mają tematy, ale jakoś im nie wychodzi. Na przykład pracują, tak jakbym ja nie pracowała. Mają wnuki, tak jakbym ja nie miała. Zimno, pada, jesień, tak jakby mnie nie padało, nie było zimno i jesiennie (choć to to ja akurat bardzo lubię). Piszą swoje – ja też! Mają gości, remonty i wyjazdy, a ja przecież też mam gości, i remonty, i wyjazdy…

No nie, nadojadło mi, albo się moi drodzy współblogowicze (a i Czytelnicy, którzy dotąd nie pisali – nieustannie zapraszam!) pozbieracie i zaczniecie coś przysyłać, albo na święta w prezencie pod choinkę skończymy tę zabawę… Miną dokładnie trzy lata – będzie prawie 1200 wpisów, co oznacza minimum 2400 godzin mojej włożonej w to pracy, sto, przepraszam, dób…

I to by było na tyle.

A na razie wyjaśnię tytuł, bo może nie wszyscy pamiętacie, a może nawet nikt nie pamięta. To William Saroyan, opowiadanie z tomu Chłopiec na lotnym trapezie i inne opowiadania, wydanego po polsku po raz pierwszy w Czytelniku, w serii Nike w roku 1961, ale naprawdę starszego niemal o 30 lat. Chłopiec… był debiutem Saroyana, wydano go w roku 1934. Saroyan urodził się w roku 1908, miał 26 lat, gdy nagle dzięki temu debiutowi stał się niezwykle popularny. Autor blurba umieszczonego na polskim wydaniu z roku 1968 napisał, że…

…świat, przedstawiany przez pisarza, jest pociągający, a bohaterowie są przeważnie ludźmi dobrymi, uczciwymi, o wspaniałych, wrażliwych sercach. Wiele opowiadań ma charakter autobiograficzny, przedstawia scenki z dzieciństwa autora, prezentuje groteskowe, komiczne postacie jego rodziców i znajomych, malowane z wielką miłością i sentymentem, a często i humorem.

Wikipedia uzupełnia tę konstatację informacją, że akcja opowiadań umiejscowiona została w latach Wielkiego Kryzysu, a bohaterami byli zwykli ludzie, biedni i głodni, którzy jednak nie tracili ducha i optymistycznego spojrzenia na świat.

Zawód doznany od przyjaciół sprawia, że autor decyduje się sam o sobie napisać pieśń pochwalną, bo przyjaciele, którzy mogli i powinni to byli zrobić, po prostu zawiedli…

Innym się lepiej trafiło. Tytułowy chłopiec na lotnym trapezie to linijka z piosenki amerykańskiej o słynnym w XIX wieku francuskim cyrkowcu – Jules Léotard:

He’d fly through the air with the greatest of ease,
That daring young man on the flying trapeze.

Léotard, z wykształcenia prawnik, był fenomenalnym akrobatą, wynalazcą akrobacji na trapezie, a występował w wymyślonym przez siebie jednoczęściowym kostiumie z dzianiny, który do dziś nazywa się leotard i jest praojcem wszystkich dzisiejszych kostiumów kąpielowych, również tych używanych na scenie. Podobno robił niezwykłe wrażenie na kobietach… No, ja myślę.

Ania Zając napisała na blogu o modzie Vumag.pl:

Leotard to jednoczęściowy, obcisły ubiór okrywający tors oraz często również ręce. Nogi pozostawia odkryte, choć zdarzają się też modele z krótkimi nogawkami. Wyglądem przypomina kostium kąpielowy lub body, które zresztą wzorowane były właśnie na nim.

Nazywany bywa też trykotem – od dzianiny o splocie kolumienkowym, wykonanej z wełny, bawełny lub jedwabiu, czyli trykotu – z której kiedyś był szyty. Strój ten noszony jest głównie przez gimnastyków, akrobatów i tancerzy, najczęściej w połączeniu z rajstopami lub legginsami. Leotard został wynaleziony przez Julesa Leotarda – żyjącego w drugiej połowie XIX wieku francuskiego akrobatę. I choć spopularyzował on ten strój, jego imieniem zaczęto nazywać go dopiero pod koniec XIX wieku, już po śmierci akrobaty. Na początku XX wieku leotard noszony był głównie podczas pokazów akrobatycznych oraz w cyrku. Dopiero w latach 50-tych zaczął być traktowany jako wygodny element stroju sportowego. Największa popularność trykotu przypada jednak na lata 80-te, kiedy to pojawiła się moda na aerobik, a Jane Fonda – ubrana oczywiście w leotard – wydała kasety video z ćwiczeniami dla kobiet. Strój ten stał się wtedy tak atrakcyjny, że na chwilę wszedł nawet do mody ulicznej.

Sam Léotard zmarł w wieku 32 lat, prawdopodobnie na ospę.

I po co ja Wam to wszystko piszę? Po nic. Tak sobie, żeby zapełnić puste miejsca po tych, którzy nie mogą nic napisać, bo nie mają weny, sceny, czasu i atłasu. Leotarda też nie mają…

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ewa Maria Slaska i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Zawód doznany od przyjaciół

  1. Julita pisze:

    Nie, nie kończymy, proszę. Jak to na święta!?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s