Obrazki z Iranu (3) – góry

Adam Slaski

Tochal

6 października

Teheran otaczają góry Alborz. Właściwie to jest górskie miasto, bo różnica wysokości między centrum a północnymi dzielnicami wynosi kilkaset metrów. Taka sytuacja powoduje oczywiście wiele zabawnych sytuacji, bo pogoda w centrum jest zupełnie inna niż odległych dzielnicach. Uniwersytet jest położony na północy i może tam szaleć burza śnieżna, a niefrasobliwi studenci przyjeżdżają w lekkich ubraniach, bo kilka stacji metra dalej trwa ciepła jesień.

tochalII (2)Udałem się więc na samą północ miasta, a następnie ruszyłem w góry. Początkowo szlak otaczały z obu stron restauracje, takie tradycyjne, w których herbatę pije się, półleżąc. Trwało to dość długo, zastanawiałem się, czy na pewno idę dobrą ścieżką, bo wcale nie wyglądało to na trasę wędrówkową. Z trasą w ogóle był problem, bo nie potrafiłem zlokalizować swojej pozycji na mapie. Ta z trudem zakupiona mapa pokazywała panoramę gór, nie jestem do takich map przyzwyczajony i słabo się w niej orientowałem, ale żadnej innej nie udało mi się dostać pomimo długich poszukiwań. Restauracje wreszcie się skończyły, ja natomiast zrobiłem się głodny. Doszedłem wreszcie, po jakichś 2,5 godzinach marszu, do schroniska, które okazało się zamknięte. Ten moment mógł być końcem wędrówki, gdyby nagle z za zakrętu nie wyłoniła się para turystów. Byli to, jak sądzę, dziewczyna i wynajęty przewodnik. Oboje Irańczycy, mówili bardzo dobrze po angielsku, wyjaśnili mi, gdzie na prawdę jestem i że schronisko jest godzinę drogi w górę i jest z całą pewnością otwarte.

tochalRuszyłem zatem w górę, a przede mną były liny i poręcze. Podejście było ciężkie, droga prowadziła przez skały, właściwie była to wspinaczka. Nie znam w polskich górach schroniska, do którego byłoby tak trudno dojść. Wreszcie dotarłem na miejsce, do schroniska Shirpala. Bardzo duży budynek, cztery piętra, nie widziałem wszystkich pokojów, ale zgaduję, że łóżek było ponad 50, być może koło setki. Kiedy przyszedłem wszystko poza jadalnią i meczetem było zamknięte, potem objawił się pracownik, otworzył mi sypialnię i powiedział, że restaurację otworzy o ósmej (była piąta).

tochalII (4)W międzyczasie zaprzyjaźniłem się z innymi podróżnymi. W jadalni poza mną siedziała para młodych Irańczyków i jeden samotnik. Para okazała się bardzo sympatyczna, poczęstowali mnie herbatą z termosu i pożartowaliśmy razem, nie mówili niestety ani słowa po angielsku. Samotnik znał angielski, ale nie był w najmniejszym stopniu skory do rozmowy.

Jak pożartowaliśmy, skoro nie znali anielskiego? Otóż w Iranie obowiązuje specjalny rodzaj etykiety, zwany tar’ouf. Działa to tak, że jeśli nie chcesz się czymś dzielić, to i tak musisz zaproponować, ale takiej propozycji nie wolno przyjąć. A jeśli czegoś oczekujesz, musisz odmawiać i ustąpić dopiero po dłuższych targach. To zdarza się podobno nawet w supermarketach: kasjerka mówi „proszę nie płacić, to drobnostka”, klient na to „ależ chętnie zapłacę” i tak się bawią. Ale spróbuj powiedzieć „zgoda” i wyjść nie płacąc – od razu wezwą policję.

A więc ja zacząłem odmawiać, jak gdybym sądził, że herbata, którą mnie częstują to tar’ouf, a ich ubawiło, że już poznałem zwyczaje ich kraju. Rzecz jasna nikt przy zdrowych zmysłach nie uprawia tar’ouf z turystami.

Rzeczą wartą wspomnienia jest, że powyżej schronisk hidżab nie obowiązuje. To znaczy obowiązuje, ale obowiązek ten jest powszechnie ignorowany. Dziewczyny, które spotkałem, nie udawały nawet, że mają jakiś symboliczny hidżab, chusteczkę, czy coś podobnego. Chodziły z gołą głową albo w czapce z daszkiem.

Otwarto wreszcie restaurację i okazało się, że na kolację można zamówić fasolę z puszki podgrzaną w mikrofalówce. Zjadłem z pokorą tę mało apetyczną potrawę, ale z trudem zachowałem powagę, gdy „kucharz” zapytał mnie na koniec „was it delicious?”

tochal (1)Rano po śniadaniu ruszyłem w drogę na szczyt. Według kucharza czekały mnie 3-4 godziny podejścia, według turysty-samotnika – pięć godzin. Na szlaku poza mną nie było zupełnie nikogo, Irańczycy tłumnie ruszają w góry w weekendy, ale w ciągu tygodnia nie spotkasz żywej duszy. Na trasie nie było już więcej skał, jedynie prosta droga przez kamienie i osty. Gdy ścieżka wyprowadziła mnie na grań zrobiło się chłodno i założyłem polar. Miałem ze sobą sporo ekwipunku: kurtkę przeciwdeszczową, śpiwór, matę samopompującą i płachtę biwakową. Oczywiście, żadna z tych rzeczy mi się nie przydała.

tochalII (3)Na szczyt dotarłem po 4 godzinach, co uznałem za niezły wynik. Szło mi się znakomicie, rozrzedzone powietrze tym razem w ogóle mi nie przeszkadzało – być może zaaklimatyzowałem się, śpiąć w Shirpali na wysokości około 2900 m n.p.m. Tochal liczy sobie 3962 m, czyli jest to kolejny prawieczterotysięcznik w mojej karierze.

tochal (2)Widoki na szczycie rozczarowały mnie, gdyż nad Teheranem unosił się smog, który ograniczał widoczność, a góry Alborz zasłaniała mgła. Gdy robiłem zdjęcia, objawił się nagle goprowiec, który bardzo się zdziwił, że ktoś wybrał się na Tochal w tygodniu i wyjaśnił mi, że dobra widoczność jest jedynie o świcie i musiałbym nocować na górze, żeby zobaczyć Damavand – najwyższy szczyt Iranu.

tochalII (1)Goprowiec posługiwał się perfekcyjną (na ile mogę ocenić) angielszczyzną i zupełnie nie miał irańskiego akcentu. Sądzę, że musiał wychować się w USA, albo pochodzi z zamożnej rodziny, która zapewniła mu bardzo staranne wykształcenie.

Na Tochalu wytyczone są trasy narciarskie, są tam liczne wyciągi i kolejka linowa. Goprowiec poradził mi, bym z niej korzystał, ale okazało się, że z powodu małego ruchu zamknięto dziś wcześniej. Czekały mnie więc 2000 metrów zejścia okrężną drogą, która omija skały, ale za to ciągnie się niemiłosiernie.

Po południu spotkałem bardzo miłego Irańczyka, z którym razem schodziliśmy przez kilka godzin, rozmawiając na migi. Pan znał tylko podstawowe zwroty po angielsku (mówił za to po francusku i arabsku, ale ja nie znam żadnego z tych języków). Dowiedziałem się jednak, że ma 44 lata, dwoje dzieci, jest prawnikiem, oraz że był gruby, ale schudł dzięki sportom. Razem zeszliśmy do dolnej stacji kolejki. Stamtąd metrem dojechałem zmordowany około 21 do mieszkania Shayena.

tochalII

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Adam Slaski i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s