Pieprzona żądza władzy

Tomasz Fetzki

O przedwczorajszych wydarzeniach, mimo sugerującego i zachęcającego tytułu, nie znajdziecie tutaj niczego. Chwyt marketingowy: wybory są tylko pretekstem. Minifelieton niniejszy powstał wcześniej, a wynik niedzielnego głosowania, jakikolwiek był, nie ma najmniejszego wpływu na jego treść. Nie idzie mi bowiem o publicystykę, lecz o meditatio philosophica, choćby i trącącą amatorszczyzną. Triumfatorzy wyborów się zmieniają, problem pozostaje.

Żądza władzy. Chora żądza władzy. Paląca wnętrzności żądza władzy. Destrukcyjna żądza władzy. Przeklęta żądza władzy. Pierdolona żądza władzy. Żaden epitet nie będzie tu nadmierny, naciągany czy przesadny.

Poeta zastanawiał się swego czasu:
Kto pierwszy został panem, kto pierwszy został sługą
Kto musiał wstawać wcześnie, a kto mógł spać za długo
.

Na to pytanie odpowiedzi znaleźć się już chyba nie uda. Ale jedno jest pewne: dzień, w którym ktoś z nas po raz pierwszy odczuł przyjemność dominacji nad swym bratem, to najczarniejszy moment historii ludzkości. Odtąd już nie ma braci. Zresztą, czy kiedykolwiek byli?

Ta żądza rozprzestrzeniła się błyskawicznie, jak lotny wirus. I trwa. Stanowisko, organizacja, eklezja, opcja polityczna, zakres – są sprawami drugorzędnymi. WŁADZA! Sama w sobie, w stanie krystalicznie czystym, wydestylowana z kontekstów czasu i przestrzeni.

Ta żądza jest niebezpieczna, jak wirus zjadliwy. Nic tak nie skrzywi osobowości, nie zdegeneruje i nie upodli, jak przeklęta żądza dominacji. Żądza pieniądza? Żądza używki? One też niszczą, oczywiście. Ale tylko możność sprawowania władzy pozwala się ujawnić temu, co w człowieku najbardziej podłe, oślizgłe i ohydne. Zapyta jednak adwersarz: co to znaczy podłe, oślizgłe i ohydne? Konkrety proszę! Odpowiadam: dokładnie to – co podłe, oślizgłe i ohydne. Im ktoś więcej przeżył i zobaczył, tym lepiej zrozumie, o czym mówię, bo zna miarę podłości, oślizgłości oraz ohydy. A właściwie – brak miary.

Żeby było zabawniej, rozmiar owego bezmiaru w żadnym stopniu nie zależy od rangi zajmowanego stanowiska. Może być i odrobinka władzy – byle realnej! Byle pokazać, kto tu rządzi. Byle móc wpływać na życie innych wedle własnego upodobania. Tak po prawdzie – te małe, lokalne, kieszonkowe hitlerki, salazarki, kleopaterki, aminkowie, stalinki, pinocheciki, lady makbecikowe i inny pocieszny drobiazg – oni są najgorsi. Bo już zakosztowali ambrozji, lecz odrobinę jeno, i teraz pragnienie ich pali. Zrobią wszystko, by je ugasić. To nie figura stylistyczna. Naprawdę wszystko. Nie ma tak bliskiego przyjaciela, którego by nie zdradzili, tak żenującego donosu, którego by nie złożyli, tak odrażającej dziury, do której by, jak mówi prosty lud, bez masełka po stópki nie weszli…

Ja to wiem od niedawna. Lub inaczej – oczywiście teoretycznie wiedziałem o tym zawsze, ale realnie się przekonałem, że to aż tak – niedawno, krótko po czterdziestce. Wtedy dopiero doznałem wątpliwej przyjemności przekonania się naocznego, naskórnego i naemocjonalnego, do jakiego stopnia z ludzi, zwykłych ludzi, których się nawet lubiło, może wychynąć psychopatyczne bydlę. Oraz przekonania się, co potrafią robić, gdy już JĄ – władzę – mają. I że robią to z jednego tylko powodu – bo mogą.

Właściwie mogę się uważać za szczęściarza. Ostatecznie długie cztery dekady żyłem w błogosławionej niewiedzy. Wątrobę oszczędziłem, wrzodów się nie dorobiłem, żółci za wiele nie wyprodukowałem. Ale teraz szybko to nadrabiam. Jednak nie ma tej żółci znowu aż tak dużo, by mi zalewała oczy. Widzę wyraźnie. Wiem, że kierowanie innymi to zło konieczne. Oba słowa – zło oraz konieczne – są w tym miejscu tak samo potrzebne i prawdziwe. Dostrzegam też, że istnieją tacy – moja żona mówi o nich zadaniowcy – którzy dzierżą stanowiska dla realizacji celów, a nie dla napasienia swej chorej żądzy. Nie władcy, tylko administratorzy (przypominam: administrare pochodzi od ministrare, czyli służyć; minister to sługa, ot, taki żenujący żarcik). Oni jednak chyba myślą podobnie do mnie i moich inkryminacji nie odniosą do siebie. A poza tym – iluż ich jest?

Adwersarz znów zabiera głos: Towarzysze! Krytyka – tak. Ale konstruktywna!

Co mu odpowiem? Jak zaradzić złu? Natury ludzkiej zmienić nie sposób. Wydaje się, że jedynym rozwiązaniem byłoby powierzanie wszelkich stanowisk tym, którzy najmocniej się przed nimi bronią i, korzystając z pierwszej nadarzającej się okazji, pozbywają się wątpliwych zaszczytów. Oni nie zrobiliby krzywdy sobie, ani innym.

To, rzecz jasna, niemożliwe, ale cóż szkodzi pomarzyć… A na razie, czekając na Godota, trzeba sobie jakoś radzić. Nigdzie i nigdy nie pozwalać, aby ktokolwiek uzurpował prawo do zajęcia miejsca naszej mamy i naszego taty. Nie wiem jak wy, ale ja sobie nie życzę – nikt nie jest tego godzien.

Kto z gwiazdozbioru Vega patrząc na ziemię zgadnie
Kto pierwszy był człowiekiem, kto będzie nim ostatni.
A kto nim, na własne życzenie, być przestał…
Dlaczego ja nie zapisałem się do anarchistów?

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Tomasz Fetzki i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Pieprzona żądza władzy

  1. pharlap pisze:

    Słyszałem niedawno ciekawe wytłumaczenie pędu ludzi do władzy, kariery, pieniędzy – to są ludzie o jakiejś ukrytej pasji lub talencie, którym nie dano szansy się rozwinąć – kompensują to w taki własnie sposób.

  2. Viator pisze:

    Chętnie – mówię to bez ironii – spotkałbym takich ludzi i poobserwował, bo mogłoby to być ciekawe doświadczenie psychologiczne. Niestety: zwykle trafiam na beztalencia, których jedynym uzasadnieniem i argumentem dla ich starań o władzę jest głębokie i, oczywiście nieuzasadnione niczym przekonanie, że „właśnie oni powinni”. A to w ogóle nie jest ciekawe.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s