Reblog: Oskarżam moich znajomych…

Gazeta Wyborcza

Paweł Wieliczko

Oskarżam moich znajomych, że stali się rasistami. Ze strachu, z niepewności, z pychy

16.11.2015

Polska mogłaby ze względu na swoją wieloetniczną przeszłość oraz grzechy wojenne i powojenne pełnić rolę Sprawiedliwego wśród Narodów. Do tego trzeba mieć jednak gotowość społeczną. Tymczasem mam wrażenie, że poglądy rasistowskie lub antyimigranckie nie dotyczą już łysych chłopców z blokowisk, ale stały się powszechne.

Mam wrażenie, że szczególnie chętnie poglądy rasistowskie przejęli niepewni przyszłości mieszkańcy warszawskiego Wilanowa oraz podobnych dzielnic w innych miastach. Wykształceni ludzie z kredytami oraz niewielką rodziną boją się o swój stan posiadania i dzieci. Mając głębokie przekonanie o znajomości świata, wypowiadają opinie. Bo przecież widzieli Araba w Egipcie, Turcji, Maroku, widzieli, że leniwy, cham, pewnie trochę zboczeniec. Czytali Kapuścińskiego, tylko bez zrozumienia, bo kto spamięta te nazwiska. Czytali w gazetach o zabójstwach honorowych, byli „Charlie Hebdo”.

Tak, oskarżam moich znajomych o to, że stali się ze strachu rasistami. Oskarżam o to, że na podstawie własnych miernych obserwacji wyciągają ogólne wnioski. Porzucając chęć zrozumienia na rzecz tabloidowej codzienności. Słyszę od Was, że Arabowie nie pracują, że „Zamszowi” plenią się w Londynie, że żerują na niemieckich socjalach – stajecie się nie lepsi od kiboli z pochodniami, a za parę lat nie zareagujecie, gdy obok was będą zabijać człowieka za kolor skóry. Być może Wy będziecie zabijać, choć dziś mówicie tylko, że chcielibyście pokazać mamie prawdziwy Paryż, ale takiego już nie ma, bo te brudasy. Linia podziału staje się coraz wyraźniejsza.

Pisanie tego tekstu przerwały mi wybuchy w Paryżu. Mój kolega Piotr zadzwonił do mnie rano. Ja jadłem śniadanie, a on dzwonił z dzielnicy XI. Mówił, że stoi na ulicy, na zakrwawionym chodniku, pośród porzuconych w chaosie sprzętów medycznych, noszy, kamizelek, że słyszał wybuchy, strzały, panikę. W tym gruzowisku odczuć wiedział tylko, że należy coś zrobić, by zatrzymać niechęć do obcych, że trzeba uświadomić wreszcie, iż do nas dociera kawałek piekła, przed którym uciekają uchodźcy. Czy ktoś pamiętał, wiedział w ogóle, co w tym samym czasie działo się w Bagdadzie (21 ofiar) czy Bejrucie (43 ofiary)?

Terroryści w jednym są zgodni z prawicą o lekkim zabarwieniu brunatnym – obie strony uznają, że życie Europejczyka jest więcej warte niż życie Araba.

Tracimy szansę na bycie społeczeństwem otwartym

Globalizacja sprawiła, że dziś wszyscy są albo uczestnikami, albo świadkami. Trudno jest powiedzieć, że się nie wiedziało, za to łatwo zobojętnieć albo ułożyć świat z jednakowych elementów na zewnątrz, pozostawiając wszystkie, które nie pasują. Zresztą, może to nie jest kwestia globalizacji, może ona daje tylko skalę dla zjawisk w przeszłości już występujących. Czyż nie zaznaliśmy obojętności – wobec Zagłady, nienawiści do innych, jak w Kielcach w roku ’46, wreszcie zaślepienia głupotą, jak w roku ’68. Jesteśmy jednym z narodów jednoczesnych ofiar i katów. Dlatego jesteśmy zobowiązani do głębszej refleksji, zanim wydamy orzeczenie o winie.

Tymczasem w Polsce tracimy szansę na bycie społeczeństwem otwartym. 11 listopada w telewizji zobaczyłem, że naród imigrantów zarobkowych postanowił postawić chrześcijańsko-nacjonalistyczno-kibicowski mur przeciwko innym imigrantom. To Święto Niepodległości było inne, wyraźnie podzielone, pełne napięcia. Wozy transmisyjne czekały na bijatyki narodowców z policją, podpalenia, demolowanie ulic. Tymczasem zasadniczo wszyscy szli wyznaczoną drogą, palić nie można było nawet tęczy, bo znikła. Młodzi panowie w kominiarkach pokazali, że potrafią być grzeczni. Jednak w sferze języka było jak zawsze. Cała ta mieszanka nie wydawała się nacjonalizmem ugrzecznionym, ale wyczekującym.

Podsycanie ksenofobii jest kuszące dla polityków. Buduje wspólnotę spajaną wrogiem. Przez lata był to Żydziak, potem Pedał. Starzy wrogowie nie odeszli, ale od roku 2015 na prowadzenie wysunął się Muzułmanin.

W homogenicznym społeczeństwie upraszcza się definicje. Migrant został zrównany z wyznawcą islamu. Ponieważ strach został zasiany wszędzie, dość często widuje się na portalach społecznościowych opatrzone zdjęciem apele w rodzaju „Mój mąż nie jest muzułmaninem, tylko sikhem. To grupa religijna z Indii”. Wiedzę opieramy na wrażeniach z wycieczek do Egiptu oraz widoku imigrantów w krajach zachodnich. Upraszczamy, rozszerzając indywidualne doświadczenia czy zachowania pojedynczych osób na całe grupy i wspólnoty. Z grupy migrantów sprytnie eliminuje się też prawie dwa miliony Polaków, którzy wyjechali z kraju po 2004 roku, a przecież w Wielkiej Brytanii Polacy są drugą pod względem liczebności mniejszością narodową, w Irlandii pierwszą, wielu „naszych” jest też w Niemczech i innych krajach UE. Ruchy antyimigranckie dość szybko zauważyły tę niespójność i zaczęły mówić już nie o napływie ludzi, ale inwazji czy nawet wojnie kulturowej. Głównym zarzutem stała się więc nieumiejętność integracji i przekonanie o nieszczerych intencjach przybyszów z Afryki czy Bliskiego Wschodu. Nikt nie pamięta, że uciekają oni przed przemocą, której odpryski docierają do Europy wraz z zamachowcami.

Opowiedzmy o sobie i pozwólmy się poznać

Echa arabskiej wiosny, upadku reżimów oraz lata niewidzenia sprawiły, że Afryka oraz bliskowschodnie wojny zmienią Europę na zawsze. Od nas, obywateli, zależy, czy zbudujemy podzielony, słaby kontynent, czy przezwyciężymy kryzysy. Stoją przed nami zadania najważniejsze od czasów zakończenia drugiej wojny światowej. Ruchy skrajnie prawicowe stały się popularne nie tylko w Europie Wschodniej, nowych krajach Unii, ale także we Francji, Włoszech, w Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Grecji oraz ściśle związanej z UE Szwajcarii. Nikt dziś nie wyobraża sobie sytuacji z czasów pierwszej wygranej Jörga Haidera, kiedy Unia bez wahania wprowadzała faktyczne sankcje i ostracyzm Austrii. Myślę, że niewielu tę sytuację w ogóle pamięta.

W przyszłym roku przyjadą do nas ludzie, którzy uciekli przed wojną. Przyjadą do obcego kraju, w którym mają żyć, a jest dla nich egzotyczny jak dla nas Tanzania. Będą okaleczeni wspomnieniami i stratą całego dotychczasowego życia. Wyrwani z korzeniami. Przyjmijmy ich z szacunkiem, opowiedzmy o sobie i pozwólmy się poznać. Wykorzystajmy szansę, by stać się lepszymi.

Paweł Wieliczko – prawnik współpracujący z organizacjami pozarządowymi

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Redakcja i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Reblog: Oskarżam moich znajomych…

  1. are442000 pisze:

    …tak, to bardzo dobry artykuł, więcej takich jest w GW codziennie!!

    • ewamaria2013 pisze:

      Tak, jasne, jest więcej takich tekstów w GW. Zreblogowałam akurat ten z uwagi na tytuł. Bo ja też oskarżam moich znajomych nie tylko o bezmyślność, rasizm i pychę, ale też o egoizm, brak serca, brak ludzkich uczuć i wygodnictwo… Tak, już od dawna oskarżam ich o to, ale jakoś nie przyszło mi do głowy, żeby tak zatytułować mój tekst. A ten tytuł… no tak, Zola!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s