Z pamiętnika wolontariuszki (i pracowniczki)

13 grudnia 2015 pokazano w audycji / 13. Dezember 2015 lief bei

ein Filmchen von Wolfgang Kübel über meine Arbeit in einem Flüchtlingswohnheim von AWO-Mitte. Sie können den Film sehen, wenn Sie auf das Bild oben klicken! (Achtung – es gilt nur für nächste 3 Monate, dann verschwindet es).

niewielki filmik Wolfganga Kübela o mojej pracy w schronisku dla uchodźców należącym do organizacji charytatywnej AWO-Mitte. Filmik można obejrzeć klikając w powyższy obrazek, ale tylko przez najbliższe 3 miesiące, potem zniknie.

Und noch zwei Erklärungen, weil es im Film irrtümlich was unwahres gesagt wird. Ich bin 1985 als politischer Flüchtling nach Berlin gekommmen (und auch später als Asylberechtigte anerkannt), aber nicht nach Gefängnis! Da hat man zwei verschiedene Sachen miteinander vermischt! Sorry, ich will mir keine unwahre Identität aufbauen!

Und zweitens: Ich war zwar in „meinem” Wohnheim vam Anfang als Freiwillige tätig, seit einem Monat habe ich aber dort schon eine reguläre Arbeit, dh. ich bin bei AWO-Mitte angestellt. Also im Klartext: ich arbeite und bin keine Freiwillige (mehr)!

Uwaga – do filmu wkradły się dwa nieporozumienia: NIE wyjechałam z Polski po karze więzienia i NIE pracuję w schronisku jako wolontariuszka, tylko mam tam etat.  Bardzo przepraszam wszystkich widzów…

Graża

Jaki jest świat, w którym przyszło nam życ, każdy widzi. Rajem na pewno nie jest. Dla wielu jest piekłem na ziemi. Ludzie ludziom zgotowali ten los. Niestety.

Są na tej planecie ogromne obszary, gdzie ich mieszkańcy cierpią nie tylko biedę i niedostatek, ale życie ich i ich rodzin jest bezustannie zagrożone. Na ich domy spadają bomby, terror puka nocą do drzwi. Wyrokami losu, wielkich mocarstw i wielkich pieniędzy, znaleźli się w oku dziejowego cyklonu, który miota ich życiem jak listkiem na wietrze i to życie jest niewiele więcej od listka warte. Nie może nikogo dziwić, że nie mając nic do stracenia, a wiele do zyskania, bo rzecz najcenniejszą, jaką jest życie ich i ich bliskich, podejmują szaleńczą próbę ucieczki przed grozą wojny i bezwzględnego fanatyzmu.

Nam w sytej i bezpiecznej Europie trudno nawet wyobrazić sobie okropieństwa, jakie przeżyli ludzie dotknięci wojennym koszmarem.
Jakże łatwo oceniać innych siedząc wygodnie na kanapie, oglądając świat na płaskim ekranie telewizora. Jakże łatwo w ciepełku pisać przemądrzałe komentarze…

A przecież to nasze bezpieczeństwo, ten nasz dostatek, nie jest wcale oczywisty. Ludzie, którzy piechotą przemierzają tysiące kilometrów o głodzie i chłodzie, aby znaleźć się w bezpiecznym miejscu, też kiedyś posiadali domy i telewizory. Ich dzieci chodziły do szkół. Jakaż ogromna musi być desperacja, jakiż ważki powód, aby porzucić swój świat i udać się na niewiadome, na poniewierkę.

Obyśmy nigdy nie musieli tego doświadczyć…

Najbardziej szkoda mi dzieci. Ten koszmar, który dane im było przeżyć w ciągu ich krótkiego życia pozostawi na zawsze ślady w ich młodych sercach.

Niestety nie mamy tej mocy, tych możliwości, aby zmienić cały świat. Ale mamy moc i możliwość, aby czynić dobro i dokonywać zmian malutkich, na miarę naszych możliwości. Takie możliwości ma każdy z nas, a ludzi dobrej woli jest więcej, jak śpiewał dziwiący się światu Czesław Niemen.
Wystarczy się skrzyknąć. Wystarczy, że ktoś rzuci pomysł. Jak pomóc potrzebującym. Często tak niewiele trzeba. A jaka satysfakcja! Od razu rośnie poczucie wartości, że jednak nie jest tak źle, że jednak można, że świat nie jest taki zły, skoro można czynić dobro.

Jak niewiele trzeba było zrobić, jak niewiele włożyć wysiłku w to, aby wywołać uśmiech na dziecięcych twarzyczkach, aby rozjaśniły się pociemniałe cierpieniem oczy.
Wystarczyło zebrać parę groszy i kupić parę zabawek, tak aby każda dziewczynka w schronisku miała własną lalkę, a każdy chłopiec własny samochodzik. Ileż radości! Radości zaraźliwej, jak każda dziecięca radość. Aż się chce żyć, bo czynienie dobra, nawet niewielkiego, nadaje życiu sens.
Wiara w innego człowieka też.
Okazuje się, że ludzie chętnie pomagają, że potrafią dzielić sie z potrzebującymi. To wspaniale! Bo część dzieci idzie od nowego roku do szkoły. Nareszcie! Bardzo się na tę szkołę cieszą. Nawet jak nie mają zeszytów, piór, kredek, tornistrów i czego tam jeszcze. Nie mają nic. Ale to nie szkodzi.

Wierzę, że znowu się skrzykniemy i wspólnymi siłami zaopatrzymy maluchy w potrzebne przybory szkolne. Już wici rozpuszczone, już są chętni do pomocy. Damy radę!

Świat nie jest taki zły!
***
A na dokładkę / Und als Zugabe


Weihnachtskrippe ohne Juden, Araben und Flüchtlinge (gezeichnet von J. Wieruszewska)

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Redakcja i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Z pamiętnika wolontariuszki (i pracowniczki)

  1. ewamaria2013 pisze:

    I właśnie dziś rozdaliśmy lalki i samochodziki dzieciom w schronisku! Jak się cieszyły!

  2. Anonim pisze:

    Ty wiesz Ewo co robisz , a ja wiem dlaczego jestem dumny z tego, ze Ciebie znam – Trwaj.

    Roman Brodowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s