Bitwa o Szczecin

dzienpodniuDzień po dniu

Książka Michała Rembasa i Grzegorza Ciechanowskiego opowiada o walkach o Szczecin w 1945 roku.

Na 112 stronach znajduje się szczegółowy opis wydarzeń, dziesiątki relacji świadków walk, dzięsiątki planów i zdjęć a także opis pomników, cmentarzy i innych śladów walk.

Michał Rembas
Dziennikarz – podróżnik i historyk. Pasjonat starych cmentarzy, architektury i wojskowości, współpracował między innymi z „National Geographic”, „Gazetą Wyborczą”, „Wędrowcem Zachodniopomorskim” oraz „Aktualnościami Turystycznymi”. Autor książek: „Zachodniopomorskie tajemnice”, „Śladami Lubinusa. Przewodnik niezwykły”, „Cuda na fasadach” oraz współautor  książek: „Nekropolie. Zabytkowe cmentarze wielokulturowej Polski”, „Dąbie. Prawobrzeże Wielkiego Szczecina”. Jego książka „Cuda na fasadach” została w ub. r. nagrodzona na ogólnopolskim przeglądzie książki turystycznej.

Uwaga: W roku 2016 Autor będzie organizował wycieczki na pole bitwy. Chętni mogą się zgłaszać TU. Zainteresowani kupnem książki Czytelnicy polscy mogą szukać książek w księgarniach i na Allegro. Berlińczycy niech się zgłaszają w komentarzach, zorganizujemy dostawę. Książka kosztuje ok. 30 złotych, ale pewnie dojdą jakieś koszty organizacyjne.

bunkier

Grzegorz Ciechanowski
Absolwent Akademii Obrony Narodowej. Oficer WP, służył w jednostkach operacyjnych artylerii, oficer łącznikowy misji Armii USA. Po wejściu Polski do NATO Szef Wydziału Prasowego i Protokołu Wielonarodowego Korpusu Północ-Wschód; Szef Wydziału Współpracy Cywilno-Wojskowej 12 Szczecińskiej Dywizji Zmechanizowanej. Doktor historii, Uniwersytet Szczeciński (2006). Od 2008 r. autor książek i artykułów na temat historii wojskowości oraz operacji pokojowych publikowanych w kraju i za granicą, w tym „Kurs bojowy Stettin” (2011).bitwaszczecin1stronaWspółpraca – Piotr Brzeziński.
Prezes Stowarzyszenia Miłośników Archeologii Militarnej „Pomorze”. Znawca historii II wojny światowej na Pomorzu Zachodnim. Od wielu lat zajmuje współpracuje przy ekshumacjach żołnierzy poległych podczas II wojny światowej i ich identyfikacji. Współtwórca portalu Pomorze1945.com.

bitwaszczecin2strony
Z książki

20 kwietnia
Wieczorem, w przedzień ataku wiejący od morza wiatr (tzw. cofka) spiętrzył wodę na Międzodrzu. Rozlokowany tam sowiecki batalion znalazł się w opałach – część żołnierzy musiała nawet schronić się na drzewach.
Dopiero około północy poziom wody się nieco obniżył, ale nadal byl wysoki.
O drugiej w nocy, w absolutnej ciszy (tylko oficerowie mogli wydawać rozkazy, ale szeptem) oddziały sowieckie zaczęły przesuwać się przez Międzyodrze, po obu stronach autostrady. Cel: obsadzić pozycje wyjściowe do natarcia na lewym brzegi Odry Zachodniej.
Wojsko miało do pokonania jedynie 2.5 – 3 km, ale warunki były koszmarnie trudne.
Żołnierze brnęli zanurzeni pas, po szyję w lodowatej wodzie, uzbrojenie, skrzynki z amunicją, przepychali armaty. Nieśli też kołki owinięte szmatami do zatykania przestrzelin w łodziach. Gdy woda była za płytka, musieli przepychać łodzie lub nieść je na ramionach. Niektórzy w błocie gubili buty.
Do godziny 5 przemoczone wojsko było już na lewym brzegu. Jedynym ratunkiem przed zimnem był alkohol – każdy z żołnierzy otrzymal 200 gramów spirytusu.

***
O godzinie 6.30 salwy katiusz rozpoczęły nawałę ogniową, i w tej samej chwili pierwsza fala desantu ruszyła przez rzekę. Ogień strzelającej zza Regalicy sowiewckiej artylerii był bardo silny – na każdy kilometr frontu natarcia przypadało 238 luf.
Artyleria niemiecka dość szybko otworzyła ogień na Międzyodrze i groblę autostrady, bowiem dowódcy niemieccy sądzili, że Sowieci przystąpili do forsowania Regalicy.
Ogień okazał się nieskuteczny. Zaskoczeni Niemcy strzelali po ciemku, nie wiedząc, że swieckie oddziały ulokowane były już pod samym nosem, dowódcy sowieccy też na wszelki wycofali wojsko z grobli i stumetrowych pasów po jej obu stronach.

Po około 20-30 minutach pierwsza fala desantu była już na zachodnim brzegu i to bez większych strat, po czym wioślarze wrócili po resztę wojska.
Około godziny 8 w zdobytych pomieszczeniach filaru mostu na autostradzie ulokował się sztab 108 Dywizji Strzeleckiej. Do godziny 14 cała jednostka była już na przyczółku. Warunkiem powodzenia natarcia było zdobycie wznoszącego się obok mostu na autostradzie wzgórza 65.4 (między autostradą a Siadłem Dolnym).
Ze stanowisk na stokach Niemcy mieli doskonały wgląd na rzekę, Międzyodrze i groblę autostrady i mogli z niego prowadzić celny ogień.
Pierwsze natarcia na wzgórze zostały odparte. Dopiero po południu, gdy na wzgórze spadła nawała ogniowa siedmiu pułków arylerii (ok. 250 dział) piechota sowiecka zdołała je opanowować.
W ciagu dnia w rejonie autostrady kilka razy kontratakują Sowietów oddziały Pułku Policji SS. Bezskutecznie. Powodzenie odnosi za to
Grupa Bojowa „Derriks” (około 350 żołnierzy z 28 Dywizji Grenadierów SS „Wallonien”), która odbija zdobyte wcześniej przez Rosjan Rosówko i spycha ich o 2 km. Zacięte walki toczą się o cegielnię nieopodal Moczył.
W ciągu dnia 65 Armia usadowiła się na lewym brzegu, lecz opanowany przyczółek jest mały: długi na zaledwie 3 km, głęboki na 1.5 km. Zadanie postawione armii nie zostało zrealizowane – według planu jeszcze pierwszego dnia natarcia wojska Batowa miały zdobyć Przecław, Smolęcin i Barnisław. Lecz w porównaniu z sąsiednimi armiami forsującymi Odrę i tak Batow może mówić o sukcesie – zarówno 70 jak i 49 Armia w trakcie całego dnia walk praktycznie nie ruszyły się z miejsca.

Porucznik Oleg Albieński z oddziału pontonierów;
za: Tadeusz Karwacki „Czerwone gwiazdy i białe orły”

Przez ostatnie dni naharowaliśmy się jak woły – ciężkie, 500-kilogramowe pontony ciągnęliśmy burłackim zwyczajem – na linach – przez wąskie kanały Międzyodrza, a na niektórych odcinkach musieliśmy nawet brać je na plecy, brodząc po pas w wodzie. I waliła w nas ta cholerna niemiecka artyleria – zniszczyła pięć pontonów. Mamy je na szczęście tu, nad Odrą. Teraz po cichutku, by nie płoszyć przedwcześnie wroga, spuszczamy je na wodę. Niebawem posłużą szturmowym oddziałom piechoty do skoku przez rzekę.
O godzinie 6.30 gruchnęły działa. To była kanonada! Morze ognia! Pod koniec artyleryjskiej nawały ruszyła przez rzekę piechota. Tuż po ostatnich salwach wdarła się na tamten brzeg. Pierwsi ci z 46 Korpusu gen. Erastowa, którzy opanowali polną drogę wiodącą do Kurowa, a następnie przycupnięte tuż nad rzeką budynki Siadła Dolnego. Niemal równocześnie z nimi skoczyły przez Odrę jednostki 105 i 18 Korpusu Piechoty. Niemcy wkrótce otrząsnęli się z zaskoczenia. Cóż to było za piekło!

Sierżant F. Jendiejew, 65 Armia gen. Batowa;
za: Tadeusz Karwacki „Czerwone gwiazdy i białe orły”

Przez trzy doby żyliśmy na wysepce znajdującej się w środku błotnistego rozlewiska między dwoma „rękawami” rzeki, jako „niewidzialni”. (…) W nocy podciągamy włókiem łódki do brzegu, do każdej stawiamy jaszczyk nabojów. Każdy bierze ze sobą cztery granaty i piąty przeciwpancerny. (…) Przydzielone plutonowi działo załadowaliśmy na ponton. Przepłynęliśmy rzekę w absolutnej ciszy, bez jednego wystrzału z naszego i niemieckiego brzegu. Przyczajeni zajęliśmy pozycje, czekając na rozkaz do ataku. Niemcy byli w transzejach na stoku wzgórza. Ledwo ciemność ustąpiła szarości ranka, „zagrała” nasza katiusza i jednocześnie uderzyła nasza artyleria. Dziękuję artylerzystom – celnie bili! Zobaczyliśmy później ich robotę – rozwalone niemieckie schrony, zasypane od wybuchów transzeje, trupy żołnierzy wroga. Do ataku rzuciliśmy się z odgłosem ostatnich wybuchów naszych pocisków. Wtedy dopiero fryce zrozumieli, że rzekę sforsowaliśmy już pod samym ich nosem. Na brzegu rzeki rozniosło się głośne i radosne „urrraaa”. Ruszyliśmy w stronę niemieckich transzei.

Ppłk Siemienow
za: Tadeusz Karwacki „Czerwone gwiazdy i białe orły”

40-50 pijanych esesmanów ruszyło na nas z pancerfaustami. Zaczęli strzelać. Widowisko było straszne. Pierwszy raz w ciągu całej wojny widziałem, żeby piechota przystępowała do kontrataku z pancerfaustami. Ale na ich skrzydło wyszedł pluton pieszych zwiadowców na czele ze starszym lejtnantem Smiełym. Jego uderzenia faszyści nie wytrzymali.

Meldunek dzienny Grupy Armii „Weichsel” (sporządzony 21.04.45 o godz. 05.40).
Tłumaczenie Piotr Brzeziński

Korpus Armijny „Oder” melduje godzinny silny ogień artylerii i moździerzy wszelkich kalibrów z punktem ciężkości na odcinek po obu stronach autostrady, Gartz i Mescherin. Ciągłe silne naloty ogniowe dla wsparcia nieprzyjacielskiej przeprawy. Podczas gdy w rejonie Gartz i na zachód od Gryfina przeciwnik został odparty, w lesie pomiędzy Gartz i Mescherin oraz po obu stronach autostrady zdobył brzeg Odry przy pomocy amfibii i ciągle się umacnia. (…) Trwają własne przeciwuderzenia na przemian z natarciami nieprzyjaciela. Położenie w chwili pisania meldunku niewyjaśnione.

Paweł Batow, „W marszu i boju”
– Wiecie, towarzyszu dowódco – mówił Tieremow – (dowódca 108. Dywizji Strzeleckiej do dowódcy 65 Armii, gen. Batowa – przypisek autorów) – o mały włos dwa razy nie musiałem forsować Odry.
– Jakim cudem?
– Ledwo wyskoczyliśmy z łodzi – a ogień, meduję, był silny- rozwinęliśmy Punkt Obserwacyjny, kiedy zjawili się dwaj oficerowie. Meldują, że są z kroniki filmowej. Co za licho was tu przyniosło, myślę sobie… Ale pytam, czym mogę slużyć. Odpowiadają:
– „Towarzyszu generale, chcemy was sfotografować, jak forsujecie Odrę. Nie, nie, prosimy nie odmawiać. Zaraz zdobędziemy łódź… Co wam szkodzi jeszcze raz przeprawić się przez rzekę…”

15 kwietnia
W nocy 14 na 15 kwietnia oddziały rozpoznawcze 65 Armii przeprawiają się łodziami przez Regalicę. W rejonie autostrady kompanię zwiadu ze 108 Dywizji (46 Korpusu Strzeleckiego) ostrzelano z filarów mostu autostrady na Regalicy. Okazało się, że grobla autostrady i podejścia do niej są zaminowane, miny zabiły dwóch sowieckich saperów.

16 kwietnia
Nocą z 15 na 16 kwietnia sowieccy saperzy z 172 Samodzielnego Płońskiego Batalionu Saperów pod ogniem rozminowali podejścia do grobli. Kolejnej nocy batalion 444 Pułku Strzeleckiego (ze 108 Dywizji Strzeleckiej) opanował kilometrowy odcinek autostrady. Ponieważ autostrada była mocno ostrzeliwana, żołnierze sowieccy znależli pomysłowe wyjście – podkopywali się z boku pod betonowe płyty jezdni. Dwudziestocentymetrowa warstwa betonu dawała dobre schronienie.
Ale Niemcy bronili się z mostu autostrady – w betonowych filrach ukryte były (i są nadal) obszerne pomieszczenia, z których otworów strzelniczych Niemcy prowadzili silny ogień. Okazało się, że są one nie do „ugryzienia” przez artylerię – 14 pocisków ustawionej do strzelania na wprost haubicy kalibru 122 mm odbijały się od betonu, nie czyniąc załodze większej krzywdy.

17 kwietnia
W nocy 17 na 18 kwietnia sowieci znów atakują wzdłuż grobli – jedna kompania posuwa się na lewo od autostrady, druga na prawo, a trzecia atakuje wzdłuż samego nasypu.
Żołnierze sowieccy przedostali się samych filarów i zmusili ukrytych w nich Niemców do poddania się. Nad ranem 444 pułk doszedł autostradą do Odry Zachodniej, z Międzyodrza udało się wyprzeć niecały batalion Niemców. Od lewobrzeżnego Szczecina wojska Batowa dzieli tylko kilka kilometrów.

Piotr Tieremow (dowódca 108 Dywizji Strzeleckiej) „Płonące brzegi”,
„Swiridow i Romanienko (dowódcy kompanii – przypisek autorów) zaatakowali Niemców i w decydującym starciu wyszli na podporę brzegową mostu, ale wedrzeć się do jedynego i wąskiego wejścia do kazamaty nie zdołali. Z otworów strzelniczych siekły jak wprzódy niemieckie cekaemy. Lecz tu, przy kazamatach, zarówno nasi, jak i hitlerowcy nie mogli się nawzajem razić, ponieważ i jedni, i drudzy znaleźli się w martwych polach ognia. Saperzy podciągnęli materiał wybuchowy. Grupa szturmowa komunistów była w pogotowiu. I nagle ten napięty i dramatyczny moment rozładował się w zupełnie dramatyczny sposób. Na groblę, z pośpiechem wspinał się, coś krzycząc, podpułkownik Abiłow (dowódca 444 Pułku Strzeleckiego- dopisek autorów)
– Zdejmować watówki! – krzyczał – Podpalać! Wyrzucać z góry do wejścia i otworów strzelniczych! Wykurzać faszystów!

Gryzący dym tlącej się waty przenikał do wnętrza. Zapalone watówki przepchnięto wraz z granatami przez otwory strzelnicze i wrzucono do środka. Podpułkownik zawołał swoim wysokim tenorem:
– Hej, fryce! Jesteście okrążeni przez wojska generała Abiłowa. (Abiłow bleffuje, nie jest generałem, ale tylko pułkownikiem- przypisek autorów) Proponuję przerwać bezsensowny opór! Poddawajcie się, bo spalimy!
Widocznie Niemcy gonili ostatkiem sił w kamiennej pułapce, gdyż ich ogień osłabł, a następnie ucichł. W otworze ukazała się biała szmata. Oficer zastrzelił się, a żołnierze się poddali.

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Redakcja i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s