Nowa polszczyzna

Ewa Maria Slaska

Bezokolicznik czyli infinitivus

W polszczyźnie pojawiło się coś nowego. Ma zaledwie kilka miesięcy i dopiero raczkuje, ale tendencja jest czysta i wyraźna. Tak będziemy mówić i pisać już zaniedługo. Najpierw mnie ta nowa polszczyzna wkurzała. Wydawała mi się niechlujna, byle jaka i pospieszna. Tak jakby komuś nie chciało się pisać wszystkich wyrazów potrzebnych do wyrażenia jakiejś myśli i dokonywał wielkiego skrótu. Jakby wsypywał mi kilka wyrazów i dawał do zrozumienia, że mam sobie z nich sama ułożyć zdanie.

Czy ktoś byłby chętny wynająć?
Proszę się skontaktować, by być dodanym do grupy.
Myślę nadal pozostać w tej samej pracy…
W dużej grupie była mała grupka, która preferuje działać na własną rękę…
A ja myślę panią ugościć często…

Na pewno cechą tej nowej polszczyzny jest bezokolicznik, czasem nawet dwa w jednym zdaniu. Nie jestem lingwistką, ale odnoszę wrażenie, że bezokolicznik to forma gramatyczna czasownika w języku polskim używana właściwie tylko w zdaniach z czasownikami modalnymi. Ewa chce spać, nie chce mi się pisać, mogę cię odebrać z dworca, nie powinnam wychodzić z domu. Niekiedy takie zdanie ustawiało się nieco karkołomnie, jak w słynnym ale im się nie chce chcieć. To wszak ironia poetycka. Bo naprawdę to im się nie chciało, a Ewie tak naprawdę chciało się spać. Czasownik zagoniony przez sąsiednie wyrazy do postaci bezokolicznika, występował w postaci dokonanej. Nie było niczego, co by się wciąż jeszcze działo i pojawiało w bezokoliczniku. Nie mogło było być. Nie znałam więc formy chce mi się iść, ani chce mi się pójść – co oznaczałoby wszak formę dokonaną tyle że w przyszłości. Gdy jednak zaczęłam analizować ten nieszczęsny bezokolicznik w polszczyźnie, uświadomiłam sobie, że nie mam racji, bo pojawia się on też w zestawieniach z wyrazem lubię – nie lubię gotować, lubię spać. Potem przypomniało mi się niemieckie „brauchen”, zapożyczone przez polskich Żydów i tak pięknie uwiecznione przez Tuwima: potrzebował mieć kuzyna… W ogóle niemczyzna. Jest tu takie mam, które łączy się z formą bezokolicznikową, które u poznaniaków przyjęło postać mam leżeć w szafie. W polskim polskim a nie poznańskim polskim brzmiało by to po prostu mam w szafie, mam, jak Telimena, w biórku. A w ogóle to po prostu mam. Podobnie jak po polsku powiedziałabym raczej będę pracowała niż będę pracować. Nie wiem jakie są sztywne reguły lingwistyczne, ale wiem, że dla mnie polszczyzna to język z zasady bez imiesłowów, bez strony biernej, bez rzeczowników odsłownych i bez bezokolicznika. Oczywiście są wyjątki i te się teraz zaczęły mnożyć…

Bezokolicznik czyli wyraz bez okoliczności, bez zaszłości, bez kontekstu. Czysta forma czynności, wydestylowana ze stron i czasów, nie związana z osobą i jej rodzajem. To polska definicja. Ale po łacinie to jednak jest infinitivus czyli, co tu dużo gadać (ach – bezokolicznik!), infinitus – czynność, która się nie kończy i nie jest definitywnie (finalnie zatem) określona, ale na dodatek ma zazwyczaj sześć bezokoliczników.

Biję się z myślami. Bo co ja tu chciałam udowodnić? Że po polsku nie używamy bezokolicznika. I sama sobie udowodniłam, że używamy. A jednak te zdania, które znalazłam na Facebooku w ostatnim czasie są inne niż te, jakie ja bym zbudowała.

Czy ktoś mógłby nam niedrogo wynająć aparaturę nagłaśniającą, samochód i mieszkanie, polecić niedrogą nianię i sprzątaczkę, podać adres niedrogiej restauracji?
W sprawie zapisów do grupy prosimy o skontaktowanie się z administratorem.
Przypuszczam, że nadal pozostanę w tej samej pracy…
W dużej społeczności polonijnej pojawiła się grupka rozrabiaczy…
Chciałabym, żeby jak najczęściej była Pani moim gościem…

No tak, tak bym napisała. Czyli jak? Grzeczniej, pełnym zdaniem, uwzględniając wszystkie warstwy zawartego w danym sformułowaniu przekazu…

Bez sensu, ile czasu zmarnowanego na głupstwa, ile atłasu..

Jestem ciotką na atłasowej kanapie. Mam na głowie kapelusik przetykany fioletowymi wstążkami. Albo nie – siwe włosy starannie ułożone w loczki. Trzymam w ręku porcelanową filiżankę do herbaty. Wyjęli mnie z Downton Abbey.

To ja, Violet Crawley w zielonym czepku i zielonej sukni. Mam za złe.

Cóż, okazuje się, że nie jesteśmy tacy, jak myślimy. Myślałam, że jestem anarchistyczną post-hippiską, a tymczasem jestem po prostu staroświecka. I to bardzo. Ostatnio rozwiązałam jakiś test facebookowy, który określał wiek na podstawie przeczytanych i czytanych lektur. Dowiedziałam się, że moje lektury wskazują, iż mam lat 88!

A jednak przy całym krytycznym nastawieniu do tych okaleczonych i rachitycznych sformułowań, czuję, że kryje się za nimi coś ładnego, ba, prawidłowego. Nie wiem co, męczą mnie więc okropnie. Któregoś dnia wywołują obraz Kanału Raduni w Gdańsku.

Oczywiście znam to miejsce bardzo dobrze, bardzo je lubię. Ulica Na Piaskach, tu mieszkała moja koleżanka Zosia…

Mam! Wiem! Wiem, dlaczego, wiem, co, wiem, kiedy!

Łacina, oczywiście. ACI Ablativus Cum Infinitivo! Mama, która uwielbiała tę formę gramatyczną i z lubością odkrywała ją w angielskim i niemieckim. Mama, która wbijała mi to do głowy, jakby nic na świecie nie było ważne, tylko łacina, a z łaciny ta właśnie konstrukcja zdania. (I Horacy, ale to tak na marginesie). Mama, która nigdy nie poświęcała czasu moim lekcjom i zadaniom domowym, a jedynym wyjątkiem była łacina.

Accusativus cum infinitivo występuje jako dopełnienie czasowników tzw. deklaratywnych i jest odpowiednikiem polskiego zdania dopełnieniowego wprowadzonego przez że lub żeby. Po łacinie byłoby więc

  • Video puellam ire, dosł. widzę dziewczynkę iść, oznacza widzę, że dziewczynka idzie (albo raczej widzę dziewczynkę, że idzie).
  • Volo puellam ire, dosł. chcę dziewczynkę iść, oznacza chcę, żeby dziewczynka szła.

Mama nauczyła się łaciny na tajnych kompletach w gimnazjum, a potem liceum imienia Emilii Plater. Jej nauczycielką była Lidia Winniczuk, jedna z najsłynniejszych polskich łacinniczek, autorka książek o kulturze Greków i Rzymian.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Lidia_Winniczuk

Była emancypowaną kobietą. Urodziła się w roku 1904, zmarła w bardzo podeszłym wieku w roku 1993. Wychowałam się na jej Małym Słowniku Kultury Antycznej (wciąż jeszcze mam go mieć), a potem z zachwytem czytałam jej wydaną w ponurym i szarym roku 1983 książkę Ludzie, zwyczaje i obyczaje starożytnej Grecji i Rzymu.

Łacina do dziś budzi we mnie niezdefiniowane i niedefiniowalne tęsknoty za beztroskim czasem, kiedy jeszcze nic nie musiałam i po prostu byłam dobra, ale nie dobra, bo dobra, tylko dobra, bo wszystko umiałam. A już zwłaszcza historię, historię sztuki, literaturę i łacinę. Byłam oczywiście dobra dzięki Mamie, która mi różne rzeczy opowiadała, dawała mi książki o sztuce i kazała się uczyć łaciny. Jak ja tę łacinę wtedy znałam! Byłam dobra nie tylko dla siebie, bo nauczyłam tej łaciny też Zosię, która mieszkała w kamieniczce nad Kanałem Raduni.

I tak się zamykają koła i kręgi na wodzie Kanału Raduni. Bardzo lubiłam chodzić do Zosi i uczyć się z nią łaciny. Co ciekawe, Zosia wcale nie była moją najlepszą przyjaciółką, bo najlepszymi moim przyjaciółkami były Magda, Marzena i Baśka, ale Zosia tak pięknie mieszkała, że do dziś zatyka mnie z żalu i tęsknoty za tym miejscem…

Patrzę zdumiona na to, co właśnie napisałam: z żalu… Z jakiego żalu? Czego mi żal? Szczenięcych lat? Nie. Zosi? Też nie. Nawet nie wiem, jak się potoczyło jej życie. Domku?

Myślałam mieć taki domek?

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ewa Maria Slaska i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

9 odpowiedzi na „Nowa polszczyzna

  1. Viator pisze:

    Jako komentarza do tego wpisu można chyba trafnie użyć innego wyrażenia w konstrukcji accustivus cum infinitivo: „Scio me nihil scire”. Co Ty na to, Ewo Mario?

  2. ewamaria2013 pisze:

    Nie całkiem, Viatorze. Bo jestem wierną uczennicą Prousta. Nie wiem, ale nagle przychodzi „wiem”. Z zapachu, ze smaku, z obrazu.

  3. Julita pisze:

    Już wiesz, Ewo Mario, że wpis jest świetny, konstruktywny. Będzie za mną chodził. Czekam na komentarz Kasi, boję się odezwać. Odezwania. Boję się zastosowania ośmieszających mnie słów wyrażających płaskie niedouczone myśli.
    Od pewnego czasu kontroluję użycie słowa „swój”, słusznie ganisz. Już nie śpiewam beztrosko: „Papa was the Rollingstone”, pilnuję, by kapelusz nie był „swój” – gdzie położył kapelusz, tam był jego dom.

  4. Anonim pisze:

    Ewo, tekst bardzo ciekawy. W odpowiedzi mysle i mysle. Na razie ustawiam sie po stronie anarchii, swiadomosci i jednostki.
    Z dyskursem jak z miloscia, trzeba zaryzykowac. Isc swoja droga. Bo w dyskursie najbardziej niebezpieczne sa sily ktore za nim stoja, wartosci ktore on przenosi, a gramatyka, to tylko taki ladnie zlozony lub pokrecony szkielecik.
    Wiec pewnie dlatego, Downton Abbey, aplikuje sobie w malych dawkach, a Sherlocka lubie, bo kazdy Asperger jest inny, a damy wciaz takie same.

  5. ciekawy tekst,aż się chce czytać.Świat wokół w ruchu,rozwój technologiczny niejako ten ruch przyśpiesza więc nie dziwię się,że i język nasz podlega „obróbce” w kierunku upraszczania,byle szybciej ido celu a,że składnia po drodze znienacka „wielonarodowa” i gramatycznie spłaszczona… Dlatego tak ważne furteczki ku poezji czy nawet prozie młodego pokolenia..Mam własne przemyślenia i doświadczenia więc nie upadam na duchu

    • ewamaria2013 pisze:

      Zapraszam tych, których tekst zastanowił i zainspirował, żeby napisali i przysłali, a ja wydrukuję. Bardzo mnie przejmuje los świata, bardzo mnie przejmuje demokracja, to ważne sprawy, ale przyznaję, że bardzo mnie też przejmuje polszczyzna. Nie chcę jej zmieniać, nie wtłaczam jej w ramki „tak było i tak ma nadal być”, może nawet chciałabym ją czasem poprawiać, ale nie mogę, natomiast mogę i możemy o niej myśleć.
      Ach, ileż w tych zdaniach bezokoliczników!

  6. Anonim pisze:

    Skroty nie zawsze sa szczesliwe i nie zawsze oddaja scisle mysl n.p. ogloszenie ” wynajme mieszkanie”. Czy ty masz do wynajecia mieszkanie? czy moze ty chcesz wynajac dla siebie mieszkanie? takie ogloszenia sa w kazdej gazecie i po co ludzie wydaja pieniadze, skoro z takiego ogloszenia nic nie wynika. Poruszylas temat rzeke, przykladami zlej polszczyzny moge zapelnic cala strone, ale po co i tak z tego nic nie wyniknie, bo szkolnictwo jest zajete innymi sprawami, a nie poprawnym nauczaniem polskiej mowy!!! Mirka.

    • ewamaria2013 pisze:

      No tak – wynająć… dlatego w wersji poprawn(iejsz)ej pytam, czy ktoś mógłby nam wynająć… Tu się zgadzamy, ale nie zgadzam się, że nie warto o tym pisać, bo szkoły i tak nie mają na to czasu… Może nie mają, ale i tak trzeba pisać… Piszemy o tym, co nas uwiera i nie możemy się koncentrować tylko na pisaniu pragmatycznym, bo zabraknie nam wzorców i pomysłów do działania w przyszłości. Dobrze jest, jeśli jest szewc, który naprawi nam za ciasne buty, ale jeśli go nie ma, to tym bardziej trzeba pisać o za ciasnych butach, po to, żeby kiedyś znalazł się i szewc.

  7. Anonim pisze:

    Na facebooku – zdanie pokazywano po wylogowaniu: Mamy nadzieję zobaczyć Cię wkrótce.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s