Kresy. Powiązania 2.

Andrzej Rejman

Wątek białoruski

Matka mojej babci Małgorzaty (później adoptowanej przez małżeństwo Rodziewiczów – patrz TU), Paulina Szklennik, miała dwie siostry i brata.

1_z_lewej_Maria_Gabriela_Karol_Paulina_Szklennikzdjęcie z ok 1870 roku- od lewej: Maria, Gabriela, Karol i Paulina Szklennikowie (ze zbiorów rodzinnych)

Jedna z jej sióstr – Gabriela Szklennik wyszła za mąż za Franciszka Bohuszewicza.

Kim był Franciszek Bohuszewicz?
Gdybyśmy to pytanie zadali dziś uczniom w dowolnej szkole na Białorusi – niewątpliwie odpowiedzieliby bez trudu i bez wahania.

Bohuszewicz jest bowiem postacią dobrze znaną na Białorusi i choć niektóre źródła utrzymują, że sam uważał się za Polaka, jednak wiadomo, że pisał głównie po białorusku, i to często w łacińskiej transkrypcji tego języka, będąc prekursorem takiego zapisu.

Życie i działalność Franciszka Bohuszewicza jest wiąże się z czasami w których żył i z miejscacmi na pograniczu przenikających się kultur narodów – Polaków, Białorusinów, Rosjan, Litwinów.

2_Franciszek_BohuszewiczFranciszek Bohuszewicz, zdjęcie z lat 1880 (ze zbiorów rodzinnych – A. Rejman/M.Pretkiel).
Na odwrocie napis:
„Roku 1896 d. 3 grudnia, Julii i Gabrysiowi Rodziewiczom – Fr. Bohuszewicz, Wilno”
Dopisek: mąż Gabrielli – siostry Pauliny Szklennik – ojciec Tomasza, architekta, który wypadł z pociągu)

Bohuszewicz miał z Gabrielą Szklennik pięcioro dzieci. Jednym z nich był syn Tomasz – który zginął nieszczęśliwie w roku 1929.

Znalazłem wpis mojej babci Małgorzaty o tym fakcie w „Kalendarzu Marjańskim” z 1929 roku, w którym notowała codziennie ważne wydarzenia.

22 lutego 1929 roku – ” Zmarł śmiercią tragiczną Tom Bohuszewicz! Wracał z Warszawy od d-ra Wojnowskiego i wypadł z pociągu 1/2 km od stacji Marcińkańce na drodze do Wilna” – prawdopodobnie jest to jedyne źródło historyczne tak precyzyjnie o tym fakcie zaświadczające.

2b_Kalendarz_Marjanski2xKalendarz Marjański z 1929 roku – Małgorzata Hrebnicka – notatki dzienne

Znalazłem też wspomnienie potomków Fr. Bohuszewicza, którzy mieszkali na Pomorzu:

Tomasz Bohuszewicz, syn Franciszka i Gabrieli zmarł w lutym 1929 r. Osierocił trzy córki: Stanisławę, Gabrielę i Konstancję, …potem latem zmarła jego matka Gabriela z d. Szklionnik (Szklennik, przyp. mój), kobieta wszechstronnie uzdolniona. Władała kilkoma językami w tym niemieckim, angielskim, włoskim. Była strażniczką rodowej tradycji, lubiła muzykę, zresztą sama grała na fortepianie. Głównie ulubione utwory męża. Nosiła stale przy sobie klucze do tajemniczego kuferka. Wszyscy myśleli, że przechowuje tam jakieś skarby. Po latach okazało się, że były to listy od przyjaciół, między innymi od Elizy Orzeszkowej, a także ważne dla rodziny dokumenty, z których najcenniejsze posiadały podpisy króla Stanisława Augusta. W kuferku były też rękopisy jej męża, Franciszka Bohuszewicza. Dzięki niemu, gdyż był on powstańcem styczniowym, otrzymywała od „Związku Powstańców 1863 r.” niewielka pensję. Razem z córką Konstancją opiekowała się dziećmi syna. Tomasz Bohuszewicz ożenił się ponownie z Marią Piwnicką. Po jego śmierci druga żona wstąpiła do zakonu, zmarła w 1970 r. w Bochni.

(źródło – http://www.choszczno.info.pl/2009/01/05/roscin-rodzina-poety.html)

„Nie pakidajcież mowy
naszaj biełaruskaj, kab nie umiorli”.

(F. Bahuszevič)

„A-a-a, luli – luli,
Usie dzietki pasnuli.
Tolki adzin Franuś nie spić, nie hulaja,
Z katkom razmaulaja,

A ty, katok, nie burczy,
A ty, Franuś, spi, mauczy.
A ty, katok, won-won:
Na Franusia – son-son…”

(Ze świrańskiej kołysanki)

3_z_prawej_Kazimiera_Woyczynska_z_d_Szklennik_Paulina_Sz

Siedzą: po prawej Kazimiera Woyczyńska z d. Szklennik, obok Paulina Szklennik matka Małgorzaty
potem
Doktorowicz-Hrebnickiej, i Gabriela Szklennik żona Franiciszka Bohuszewicza.

Słusznie powiadają: „Tam strona rodzinna, gdzie matka narodziła”. F. Bohuszewicz jako prawdziwy chrześcijanin odczuwał tę prawdę i mocno jej przestrzegał.

Franciszek Bohuszewicz lub Boguszewicz (biał. Францішак Бенядзікт Багушэвіч, Franciszak Bieniadzikt Bahuszewicz; ur. 21 marca 1840 w folwarku Świrany, w powiecie wileńskim, guberni wileńskiej, zm. 28 kwietnia 1900 w Kuszlanach) – białoruski i polski pisarz, poeta, adwokat, uczestnik powstania styczniowego. Zapoczątkował nurt realizmu krytycznego w literaturze białoruskiej, w twórczości inspirował się folklorem białoruskim.

Franciszek Bohuszewicz został ochrzczony w kościele w Rukojniach, zachował się o tym zapis w księgach kościelnych.

W 1846 roku rodzina Bohuszewiczów przeniosła się do folwarku Kuszlany na Oszmiańszczyźnie. Franciszek spędził tu dzieciństwo, zbliżył się do wiejskich dzieci, ujrzał piękno miejscowej przyrody, zapoznał się z życiem ludu.

Bohuszewicz ukończył w 1861 roku gimnazjum w Wilnie i w tym samym roku wstąpił na Wydział Fizyczno-Matematyczny Uniwersytetu Petersburskiego. W rodzinie Bohuszewiczów, jak i wśród większości szlachty, wiele uwagi poświęcano nauce języków. Prócz „tutejszej mowy”, czyli języka białoruskiego, w którym rozmawiał zwykły lud, w rodzinie używano języka francuskiego, nie mówiąc już o polskim. Biblioteka domowa liczyła wiele powieści w języku francuskim, w tym utwory poety Pierre’a Jeana Berangera. Wszystko to następnie wpłynęło na kształtowanie się F. Bohuszewicza jako poety. Na przykład, jego kołysanka stanowiła naśladownictwo wiersza Pierre’a Berangera „Chrzciny Woltera”.

…W 1861 roku, gdy Bohuszewicz był na pierwszym roku studiów, władze carskie zniosły pańszczyznę. Ale reforma ta wcale nie przyniosła chłopom ulgi, jak też rozczarowała młodzież, jeśli chodzi o prawa demokratyczne.

Za udział w zamieszkach studenckich, skierowanych przeciwko caratowi, F. Bohuszewicz został wydalony z uniwersytetu. Wrócił on na Białoruś. We wsi Dociszki, w powiecie lidzkim, uczył dzieci. Tu zastał go wybuch Powstania Styczniowego 1863 roku, któremu tu przewodzili K. Kalinowski i Z. Sierakowski. Nauczyciele przyłączyli się do powstania i aktywnie uczestniczyli w walce przeciwko caratowi. Podczas bitwy z wojskiem rosyjskim w Lasach Augustowskich Bohuszewicz został ranny. Od śmierci uratowali go włościanie.

Po stłumieniu powstania przyjaciele z Wilna i Petersburga uratowali go przed zesłaniem na Sybir. Bohuszewicz opuścił strony rodzinne i udał się na Ukrainę, gdzie przy pomocy polskiego uczonego Jana Karłowicza w 1865 roku wstąpił do Nieżyńskiego Liceum Prawa. W ten sposób wydalony student, powstaniec i nauczyciel został studentem Liceum Prawniczego na Ukrainie.

Franciszek Bohuszewicz, który poszukiwał prawdy w studenckich rozruchach w Petersburgu, z bronią w ręku podczas powstania, teraz zaczął jej szukać w księgach prawniczych, w kanonach sprawiedliwości, ugruntowanych przez wieki przez Cezara w Rzymie, przez Napoleona, a na ziemi ojczystej w Statucie Litewsko-Białoruskim, który w rocznicę jego powstania został zniesiony dekretem cara Mikołaja I, kiedy w ogóle zakazano używania imienia Białoruś.

Następnie w przedmowie do Dudki białoruskiej napisał: „Może ktoś zapyta, gdzie jest teraz Białoruś?” Tam, bracia, jest ona, gdzie żyje nasza mowa: jest ona od Wilna do Mozyrza, od Witebska niemal do Czernihowa, gdzie Grodno, Mińsk, Mohylów, Wilno oraz wiele miasteczek i wsi…”

W 1868 roku Bohuszewicz zakończył naukę i od 1869 r. pracował w różnych instytucjach sądowych, głównie na Ukrainie. Chociaż w ciągu 20 lat pobytu poza ziemią ojczystą odwiedził też inne prowincje Rosji, pracował na ziemi briańskiej, wołogodzkiej. Najdłużej zatrzymał się jednak w mieście Konotop na Ukrainie, gdzie ponad 10 lat był śledczym sądowym.

Dopiero w 1884 roku, po ogłoszeniu amnestii dla uczestników powstania 1863 r., powraca do kraju, gdzie obejmuje stanowisko adwokata przy Wileńskim Sądzie Okręgowym. Powrócił na Ziemię Wileńską właśnie w Dniu Zwiastowania – 25 marca 1884 roku. Był to radosny powrót do stron rodzinnych, gdzie się urodził i uczył.

Ale niespełna po roku napisał do Jana Karłowicza: „Jakiś dziwny nastrój przygniata mnie: dopóki byłem daleko od stron rodzinnych i od swoich, chciałem niby zbawienia, być tutaj, a dzisiaj… Nie widzę swoich i szukam ich we wspomnieniach. Co to? Gdzie jest to, czego szukałem, gdzie te brzegi, do których nie będzie sięgać myśl. Skąd ten niezrozumiały nastrój duszy?… Powinno to oznaczać, że nie potrafię żyć rzeczywistością albo nie chcę do tego się przyznać!… Zawsze uświadamiałem sobie, a dziś się cieszę z tego przekonania, że nie chcę i nie zostanę egoistą… I dlaczego nie chcę się przystosować, zniknąć niczym kropla w morzu, a zanurzam się jak ostrygi w occie, w którym je spożywają? Tak, łaskawy panie, porzuciłem służbę, chociaż mnie nie wypędzano, a trzymano. Zrezygnowałem tam, chociaż z niewielkiego, ale pewnego kawałka chleba dla nieznanego losu tutaj. Wiem, że pod względem materialnym nie będzie mi tu najlepiej, po pierwsze, z powodu tego, że nigdy za tym nie uganiałem się, po drugie zaś, że nie mam skłonności pijawki, w które tak szczodrze są obdarzeni niektórzy adwokaci. Jednakże, żyć mogę i będę, bo muszę, mając żonę i dzieci”.

W takim nastroju był F. Bohuszewicz na samym początku 1885 roku, jak też w latach następnych. Dosłownie po trzech miesiącach opuścił Wilno i wyjechał do Rosji, gdzie dawano mu posadę prawnika.

Takie były jego nastroje wileńskie. Dlaczego tak się stało, że Wilno go nie zadowalało?

Przyczyn należało szukać w jego działalności adwokackiej. Zaczęto go nazywać adwokatem chłopskim, który w sądzie występował głównie w obronie uciskanych po reformie wieśniaków. Był on obrońcą ludowym i jego opinia budziła zaniepokojenie przełożonych. Dlatego w służbie awansował bardzo powoli, chociaż był człowiekiem o nieprzeciętnych zdolnościach oraz wysokich zaletach moralnych i obywatelskich. Dostrzegano w nim osobę niepewną względem istniejącego ustroju: z wielkim zaangażowaniem podejmował się spraw, dotyczących interesów zwykłych ludzi, chłopów.

Bohuszewicz cieszył się sławą ludowego orędownika, obrońcy. Chętnie podejmował się prowadzenia takich spraw, w których mógł dopomóc biednym i ciemiężonym ludziom, pisywał im podania. Ludzie szli do niego po radę i pomoc jak do swojego. Współcześni Bohuszewiczowi chłopi wspominali: „Był to dobry człowiek, bardzo dobry. Lubił nas, wieśniaków. Chętnie z nami rozmawiał po białorusku”.

Są świadectwa współczesnych mu ludzi, że był on nieprzekupny, gdy miał prowadzić sprawy znajomych ziemian i ci proponowali mułapówki.

Bohuszewicz przyznawał szczerze: „Nie lubię miasta. Zbyt wielka tam ciasnota i smród”. Mieszkając w Wilnie, starał się znaleźć wśród kamienic jakiś zielony zakątek. Po powrocie z Ukrainy upodobał sobie należący do lekarza Kozłowskiego przytulny drewniany domek z dziedzińczykiem przy ul. Końskiej. W sąsiedztwie był rynek. Dawniej sprzedawano tam siano, konie, więc nazywano go Końskim. Za czasów Bohuszewicza był to już rynek zbożowy. W tym okresie mieszkanie jego łatwo było rozpoznać, ponieważ, szczególnie w dni rynkowe, kręciło się tam wielu wieśniaków.

Sąsiedztwo z rynkiem pozwalało mu prowadzić różne obserwacje. Widział, jak z wieśniaków ściągano podatek tzw. „bramowy” albo „kopytkowy” i to budziło w nim wielkie oburzenie. Ale też spotykał tu furmanki spod Smorgoń i Kuszlan, co uspokajało jego serce i tęsknotę do stron rodzinnych.

Tematy do swych wierszy i opowiadań będzie czerpał z praktyki sądowej. Kiedy w 1887 roku zaczęto mówić w Wilnie o budowie torów tramwajowych, wówczas poeta żywo zareagował na tę wiadomość. Pisał on: „Wreszcie miejscowe władze ostatecznie zatwierdziły umowę z przedsiębiorcą w sprawie przeprowadzenia w Wilnie linii tramwajowej. Jak każda nowość w komunikacji fakt ten jest dodatni, jednakże są duże wątpliwości, czy tramwaj przyniesie miastu korzyści: uliczki są wąskie i kręte, więc nie wszędzie tramwaje mogą kursować. Wilno jest miastem niewielkim – od jednego krańca, na przykład od Żelaznego Mostu, do drugiego – Wilenki – można przejść w ciągu 16 minut. Niby dalej jest położone Zarzecze, ale ze śródmieściem łączy je tylko jeden most, więc linia tramwajowa nie jest w stanie skrócić tej odległości. W takich warunkach tramwaje przyniosą nam niewiele korzyści i udogodnień. Natomiast brak tego rodzaju komunikacji niezbyt jest odczuwalny. Za to tramwaje pozbawią kawałka chleba wielu dorożkarzy. Ale mieszczanie, którzy dotychczas chętnie zażywali krótkich spacerów, poniosą swe pieniądze do kieszeni przedsiębiorcy. Prócz tego, na ciasnych, krętych i pagórkowatych ulicach będzie wiele nieszczęśliwych wypadków! Na pewno będzie!”

Zapewne, podobne zdanie mieli o tramwajach również inni wilnianie, myśl bowiem F. Bohuszewicza była słuszna. W ten sposób miasto pozostało bez tramwajów do dnia dzisiejszego.

Franciszek Bohuszewicz był ściśle związany z twórczością Adama Mickiewicza. Dla niego – to nie tylko poeta polskojęzyczny. Uważał go za piewcę ziemi białoruskiej, wiedząc, jakie były źródła natchnienia i twórczości Mickiewicza.

Kiedy powstała kwestia uwiecznienia pamięci Adama Mickiewicza w związku ze stuleciem jego urodzin, F. Bohuszewicz od razu został członkiem komitetu jubileuszowego, który zawiązano latem 1897 roku z inicjatywy wileńskiego dziennikarza Lucjana Uziembły. Od pierwszych dni poeta przystąpił do zbiórki pieniędzy na budowę pomnika Adama Mickiewicza. Do tego komitetu wciągnął również Elizę Orzeszkową.

Latem 1897 roku F. Bohuszewicz zorganizował wyjazd do Kowna, gdzie po ukończeniu uniwersytetu dłuższy czas mieszkał Adam Mickiewicz. Z okazji jubileuszu chciał przejść się śladami ulubionego poety. W mieście pokazano mu gimnazjum, gdzie Mickiewicz był nauczycielem, źródełko na lewym brzegu rzeczki Girstupis, z której poeta częstował swych gości prawdziwą źródlaną wodą, mówiąc: „Pijcie, przyjaciele, niech wasze serca będą takie czyste jak woda z tego źródełka”. Bohuszewicz zajrzał też do kowieńskiego domku o niewielkich okienkach, gdzie mieszkał Adam Mickiewicz. Przy migotliwym blaskuświec napisał on tu szereg swych wspaniałych utworów.

Z Kowna Bohuszewicz wrócił pełen nowych wrażeń i z zapałem zabrał się do dalszego zbierania pieniędzy na pomnik wielkiego poety. Ofiary składali nie tylko przedstawiciele inteligencji, ale też ludu. Co prawda, sumy nie były duże. Zebrano ogółem 4648 rubli. Bohuszewicz z wielką niecierpliwością czekał na odsłonięcie pomnika. W jego mieszkaniu, w domu Kozłowskiego, omawiano list od krakowskiego artysty Rusieckiego, który komunikował, że projekt pomnika jest już gotowy.

Ale wiosną 1898 roku Bohuszewicz zachorował i musiał z rodziną przenieść się z Wilna do Kuszlan na Białorusi. Tam nadal również interesował się losem pomnika. Ciągle miał nadzieję, że zdoła się wyleczyć i wziąć udział w jego odsłonięciu. Ale, niestety, uroczystość odbyła się bez niego, przy tym bardzo skromnie. W tym czasie bowiem władze carskie wystawiły pomnik Murawjowa-Wieszatiela i  przesłoniło to jubileusz Wieszcza.

Ale mimo wszystko, udało się, chociaż skromnie, uczcić 100-lecie Wielkiego Adama. Wszystko to mocno cieszyło F. Bohuszewicza.

Pomnik ten teraz znajduje się w tym samym kościele św. Jana, został on odnowiony z okazji 400-lecia Uniwersytetu Wileńskiego. W jego jasnoróżowym marmurze również teraz odczuwamy ciepło duszy naszego piewcy, Franciszka Bohuszewicza.

Tak, był on piewcą ludu, Białorusi, obrońcą języka białoruskiego.

Adam Mickiewicz w swych wykładach, które wygłaszał w Paryżu o literaturach słowiańskich, mówił: „Spośród wszystkich narodów słowiańskich Rusini, a więc wieśniacy z guberni pińskiej, częściowo mińskiej i grodzieńskiej, zachowali najwięcej cech ogólnosłowiańskich. Ich bajki i pieśni zawierają wszystko. Zabytków piśmiennictwa mają mało. Tylko Statut Litewski napisany jest w ich języku, najbardziej harmonijnym, najmniej zmienionym wśród wszystkich języków słowiańskich.

W języku białoruskim, który nazywają rusińskim albo litewsko-rusińskim, rozmawia około10 milionów ludzi, jest to najbogatsza i najczystsza mowa, powstała ona dawno i wspaniale się rozwinęła…

Bohuszewicz w swej przedmowie do Dudki białoruskiej jak gdyby czerpie z wypowiedzi A. Mickiewicza o Białorusi i języku białoruskim.

Porównajmy to. F. Bohuszewicz pisze: „Czytałem wiele starych papierów, które dwieście, trzysta lat temu na naszej ziemi pisali wielcy panowie w naszej czystej mowie, jakby to zostało napisane wczoraj…

… Nasza mowa jest taka sama ludzka i pańska, jak francuska albo niemiecka albo jakaś inna… Nasza mowa dla nas jest święta, bo została nam dana od Boga, podobnie jak i innym dobrym ludziom…

Poeta pisał w ojczystym języku, języku swego narodu. Zaczął to robić, gdy jeszcze był na Ukrainie, ale działalnością literacką zajął się dopiero po powrocie do Wilna.

Za życia Franciszka Bohuszewicza z druku wyszły dwa zbiory jego wierszy i poematów. Zostały one wydane za granicą: Dudka białoruska (Kraków, 1891) i Smyk białoruski (Poznań, 1896)

Bohuszewicz przygotował do wydania również zbiór wierszy Opowiadania białoruskie, ale z druku on nie wyszedł, a tekstów nie odnaleziono dotychczas. Przez długi czas jego utwory były wydawane nielegalnie, rozchodziły się w rękopisach. Jego 13 wierszy wydrukowano tylko w zbiorze Pieśni, wydanym nielegalnie w 1903 roku.

Należy odnotować, że po upadku powstania lat 1863-1864 na Białorusi do roku 1905 zakazany był druk białoruskich książek. Dlatego Bohuszewicz, Ciotka oraz inni białoruscy pisarze i poeci musieli publikować nielegalnie swe utwory w Krakowie, Lwowie, Poznaniu, co było związane z wielkimi trudnościami. Dlatego nie wszystkie utwory mogły ujrzeć światło dzienne.

Franciszek Bohuszewicz napisał nader interesujący utwór Śpiew. Jego historia jest następująca.

Jak już mówiliśmy, latem 1897 roku Bohuszewicz odwiedził Kowno. Wśród inteligencji kowieńskiej rozpisano konkurs na najlepszą pieśń turystyczną dla młodzieży. Wziął w nim również udział Franciszek Bohuszewicz. Poeta też go wygrał. Jego utwór został uznany za najlepszy. Jakiś muzyk skomponował melodię i młodzież kowieńska chętnie śpiewała tę pieśń do słów białoruskiego poety. Miała ona charakter patriotyczny, autor wzywał, aby poznawać swój kraj i jego wspaniałych synów, często nieznanych lub zapomnianych. Wspomina też nazwiska Czeczota, Poczobutta, Tomasza Zana…

Jest to również aktualne obecnie, gdy nauczyciele Wileńszczyzny zapominają lub po prostu nic nie wiedzą o naszych znakomitych ziomkach, takich jak właśnie Franciszek Bohuszewicz.

W swej twórczości literackiej Bohuszewicz używał pseudonimów Maciej Buraczok i Symon Rewka spod Borysowa. Jeśli mieszkaniec Kuszlan przyjmował postać Macieja Buraczka jako sąsiada ze swej wsi, to w Symonie Rewce widział dalszego już sąsiada, podobnie jak dalszym niż Smorgoń było miasto Borysów za Mińskiem, z którego pisał się Symon Rewka. W ten właśnie sposób poeta afirmował demokratyczną i patriotyczną ideę dudki i smyczka, jedność pieśni, ojczyzny i historii.

Właśnie historii, F. Bohuszewicz bowiem, jak ongiś na początku XVI wieku, w epoce Odrodzenia Franciszek Skoryna, obydwie swe książki poprzedził przedmowami, w których budził pamięć historyczną narodu, szacunek do języka ojczystego. Takie poczucie historii, języka jako duszy narodu wśród ludu budził Bohuszewicz – inteligent, głęboki demokrata, pisarz autentycznie ludowy.

Pod wieloma względami Bohuszewicz był pierwszy wśród twórców nowej literatury białoruskiej z przełomu XVIII i XIX wieków. Był on na przykład pierwszym autorem całkowicie białoruskiego tomu poezji, pierwszym autorem przedmów do zbiorów poetyckich.

Skoryna i F. Bohuszewicz – to białoruscy narodowi luminarze, chociaż nie kanonizowały ich ani wschodnia cerkiew, ani zachodni kościół, a tylko Franciszek Skoryna, jako drugi po Czechach Słowianin wydrukował Biblię w ojczystym języku białoruskim, bo go „Bóg z tego języka puścił na świat”. Franciszek Bohuszewicz zaś dotychczas nam przypomina: „Nie porzucajcie naszej rodzinnej mowy białoruskiej, aby nie umarła!”

Franciszek Bohuszewicz jest uważany za ojca realizmu białoruskiego, za twórcę narodowych tendencji romantycznych w literaturze (poezji) białoruskiej. Spod jego pióra wyszły pierwsze opowiadania nowej literatury białoruskiej: opowiadanie socjalno-psychologiczne Tralalonoczka, wydane w osobnej książeczce w 1892 r., ludowe humorystyczne nowele Świadek, Polesowszczik, Diadina, opublikowane w gazecie „Nasza Niwa” w 1907 roku, już po śmierci poety. A gdzieś w żandarmskich archiwach dotychczas nie znaleziono osobnego zbioru opowiadań F. Bohuszewicza, zatytułowanego Opowiadania białoruskie.

Osobnym rozdziałem twórczości F. Bohuszewicza jest jego publicystyka w języku polskim z lat 1885-1891, gdy był korespondentem polskiego czasopisma „Kraj”. Była to publicystyka wysoce obywatelska, o bardzo aktualnej tematyce, poświęcona głównie socjalnym zagadnieniom wsi i miasta po reformie.

Poezja F. Bohuszewicza – to osobny, niepowtarzalny pod względem brzmienia i kolorytu rozdział białoruskiej literatury i w ogóle poezji.

Znajduje to wyraz w jego wierszach Zachwyt, W sądzie, Pobyt w piekle, Będzie źle i in. Poezja Bohuszewicza jest poezją chłopską.

Prócz wierszy i nielicznych opowiadań, ze spuścizny literackiej zachowały się jego wystąpienia publicystyczne w wileńskich i petersburskich gazetach oraz czasopismach, listy do przyjaciół – Elizy Orzeszkowej i Jana Karłowicza. Można z nich dowiedzieć się, z jakimi trudnościami poeta borykał się w pracy literackiej i życiu codziennym.

„Marudnie, bardzo marudnie powstają pieśni” – skarżył się poeta swemu przyjacielowi Janowi Karłowiczowi. Były do tego podstawy. Bohuszewicz nie mógł całkowicie poświęcić się swej ulubionej działalności literackiej. Dużo czasu pochłaniała praca w sądzie, troska o rodzinę. Wiersze, które pisał, nie tylko nie dawały korzyści materialnych, ale odwrotnie, wymagały środków pieniężnych i wielkich kłopotów przy ich wydawaniu. Ale byli ludzie, którzy mu pomagali.

Więc pisał. We wszystkich swych utworach – poetyckich, prozaicznych, publicystyce, listach do przyjaciół Bohuszewicz występował jako płomienny obrońca ludu, chłopski demokrata, zdecydowany walczyć do końca. Ci, którzy znali poetę, wysoko cenili go jako pisarza i działacza społecznego.

Do Bohuszewicza, jego poezji skłaniali się wszyscy, którzy żyli interesami ludu, którzy chcieli pomóc ludowi.

Uważali go za swego nauczyciela, zasięgali w myślach jego rady ówcześni białoruscy pisarze-demokraci: Adam Hurinowicz, Olgierd Obuchowicz…

Poezja Bohuszewicza nie tylko przedstawiała czytelnikowi prawdę o życiu ludu, ale też budziła protest przeciwko carskiemu samowładztwu. Władze obawiały się utworów poety. Na przykład, w roku 1908, nie wiedząc, że poeta już nie żyje, urządzono ściganie sądowe jego zbiorów Dudka białoruska i Smyk białoruski.

Franciszek Bohuszewicz zmarł 28 kwietnia 1900 roku w swych rodzinnych Kuszlanach (Białoruś). 1 maja 1900 roku, około godziny 10 żałobnie zaczęły bić dzwony kościoła w Żupranach. Wszyscy wiedzieli, że to chowają Franciszka Bohuszewicza, słynnego Macieja Buroczka. Droga od kościoła żuprańskiego, gdzie odbywało się nabożeństwo żałobne za duszę zmarłego, na cmentarz była krótka. A dzwony ciągle biły, odzywając się bolesnym echem w sercach tych, którzy szli za trumną – krewnych i bliskich, mieszkańców miasteczka i dwóch delegacji z Wilna – jednej od adwokatów i drugiej – od wielbicieli talentu poety: rzemieślników, dziennikarzy, przedsiębiorców.

Rodzinna ziemia przyjęła swego syna.

Odtąd minęło już 100 lat, a jego dudka obudziła i budzi naród białoruski do życia narodowego, do niepodległości, do kultywowania swego ojczystego języka. W ciągu tych 100 lat wiele się zmieniło. Obecnie na grobie poety ustawiona jest stela z kruszywa marmurowego z miedzianą płaskorzeźbą.

Imię Franciszka Bohuszewicza uwiecznione jest w wielu nazwach. Nosi je Oszmiańskie Muzeum Krajoznawcze, w Żupranach ustawiono jego pomnik. Biblioteka w Kuszlanach, mieszcząca się w domu, gdzie żył poeta, też została nazwana jego imieniem. Można też spodziewać się, że i na Wileńszczyźnie, gdzie się urodził i został ochrzczony, jego imię także będzie godnie uwiecznione. Na przykład, z inicjatywy Towarzystwa Języka Białoruskiego im. F. Skoryny Ziemi Wileńskiej,  ulica we wsi Sawiczuny, gmina Rukojnie, w rejonie wileńskim nosi imię poety. W miejscowej bibliotece powstaje dział książki białoruskiej, a sama placówka otrzyma imię F. Bohuszewicza, na budynku zaś zostanie umieszczona tablica pamiątkowa ku czci poety. Są też plany utworzenia tam muzeum F. Bohuszewicza. Wszystko to zależy od inicjatywy tych ludzi, którym drogie jest imię naszego pieśniarza, jak też od możliwości finansowych strony litewskiej i białoruskiej. Do biblioteki nasze towarzystwo przekazało już 50 książek białoruskich. Początek już jest.

Autorem wpisu o Bohuszewiczu jest Władimir Sodol, poeta z Mińska, bada twórczość Franciszka Bohuszewicza. Jest on autorem kilku książek, kilkudziesięciu artykułów, szkiców, esejów na ten temat.

… Co roku w dniu imienin Franciszka Bohuszewicza (2 kwietnia) w wileńskim kościele św. Bartłomieja i w kościele w Rukojniach będą odprawiane msze św. za duszę poety.

(źródło: http://archiwum2000.tripod.com/511/bogusz.html)

4_Paulina_Szklennik_siostra_Gabrieli_zony_Franciszka_BohPaulina Szklennik siostra Gabrieli, żony Franciszka Bohuszewicza ze zbiorów rodzinnych (ok 1880)

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Andrzej Rejman i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s