Odeszli

Katarzyna Krenz

Styczniowy deszcz

Wspomnienie o Romanie Cielątkowskiej (29.08.1959–22.01.2016)

Motto:

Patrzymy, dotykamy, pamiętamy, staramy się
zrozumieć – aż wreszcie nadchodzi moment
aktywności. Chcemy coś zrobić.

R. Cielątkowska, Translocatio. Gdańsk 2014

Roma fot do bloga Ewy

Życie z perspektywy życia widzimy inaczej niż z perspektywy śmierci. Wszystko jest jeszcze otwarte, możliwe, jeszcze się dzieje, i tyle planów przed nami. Gdy przeminie, gdy nagle zostanie przerwane – tragicznie czy jak w przypadku profesor Romy po krótkiej przegranej walce z chorobą – stajemy wówczas bezradni i zagubieni. Oszołomieni stratą. Niezdolni do podjęcia wędrówki na niespodziewanie opustoszałej drodze.

W biegu

Ze Lwowa przyszedł list od głównego konserwatora miasta. W imieniu ukraińskich przyjacół Lilija Onyszczenko pisała: Roma zawsze pogodna, uśmiechnięta, towarzyska, ciekawa poznania nowych ludzi, osoba, z którą nigdy nie było nudno, pełna mądrych myśli i ciekawych pomysłów. Profesor, co nie gardził żadną pracą, potrafiła zrozumieć każdego. Dwa zdania, którymi się najcześciej posługiwała w naszej wspólnej pracy: Zrób to pilnie! Potrzebuję szybko! Spieszyła się żyć, jakby czuła, że droga nie będzie długa.

Taką Ją zapamiętamy: w biegu. Wiecznie gdzieś się spieszyła. Szybko jadła, jeszcze szybciej mówiła, a nawet tak się śmiała: spontanicznie i serdecznie, ale krótko. Jej współpracownicy opowiadają, że nieraz nie potrafili się zorientować, o którym z projektów akurat mówi, bo mówiła jednocześnie o wszystkich, które aktualnie realizowała. Warsztaty studenckie, inwentaryzacja zniszczonego obiektu, nowy dach na kościele w Mariance, narada z cieślami przed wyprawą w Bieszczady czy na Ukrainę. A w międzyczasie wyjazd studialny na Syberię albo do Mongolii i organizacja międzynarodowej konferencji – w Pasłęku, a może już kolejnej, w Gdańsku. Kto, co, kiedy i z kim? Dla kogo? Najlepiej wszyscy razem i natychmiast. Delegowała zadania, a jej własne życie przypominało maraton, bieg z przeszkodami i sprint jednocześnie. Pracowała nieprzerwanie, była architektem, nauczycielem akademickim na kilku uczelniach, promotorką prac dyplomowych i doktoratów, najmłodszym profesorem na Wydziale Architektury Gdańskiej Politechniki. Autorką 6 książek i ponad 60 artykułów. Doradcą w komisjach naukowych, ministerialnych oraz UNESCO.

Sztuka dawania

Zawsze w pośpiechu między kolejnymi podróżami, często dary dla ludzi w potrzebie, przyjaciół i ich dzieci wysyłała pocztą. Gdy kogoś z nas nie zastała w domu, wieszała torbę na klamce lub płocie. Jabłka z jej ogrodu, jajka od gospodarzy ze wsi, chleb bezglutenowy z piekarni w Starogardzie, ciepły sweter z Irlandii „specjalnie dla ciebie, z prawdziwej wełny”. Zielona herbata z Japonii. Książka, którą „musisz koniecznie przeczytać, podkreśliłam kilka ważnych zdań, pogadamy, jak wrócę”.

„Tylko nie pisz o Romie za słodko”, radzi znajoma. „Ona nie dawała się głaskać i szanowała wyrazistość innych”. Ratowała, pomagała, obdarowywała. A jeśli sama nie mogła, zostawiała instrukcje, adresy, numery telefonów. Wyślij! Oddaj, przekaż, zawieź. To dobrzy ludzie, spodobają ci się.

I zawsze córka na pierwszym planie.

Powrót do źródeł

Poszłam naostrzyć ołówki do kuchni. To nagłe zamarcie ciszy w domy przypomina mi letnisko po sierpniowych wakacjach. Półmrok zasuniętych zasłon, wymyte, pachnące mydłem podłogi, puste łóżka […], ganek mokry – rozmyta zieleń w przedziwnym kolorze. Jeszcze wibruje w powietrzu obecność; hałas, ruch, szuranie, dym papierosów i przekleństwa, które stały się codziennością – ale cisza jak mgła zaściela pomieszczenia. Nawet pies zastygł w bezruchu. (RC, fragment dziennika, Jazłowczyk 2011/2012 )

Ekspert Międzynarodowego Komitetu Naukowego Wspólnego Dziedzictwa ICOMOS i profesor nadzwyczajna, na miejsce rekonstrukcji kolejnego obiektu jechała z własną siekierą. Mieszkała bez udogodnień, czasem ze studentami i cieślami w baraku lub namiocie; nie wygoda była jej potrzebna do szczęścia. W trasę wyruszała zwykle nocą, samotnie, zapakowaną po dach, wysłużoną terenową Ładą. Bo wtedy drogi puste, można spokojnie przemyśleć, co jest do zrobienia. Bo […] najbardziej dotykalne krajobrazowo są podróże samochodem, gdzie w każdym momencie możemy zatrzymać czas.

Habilitowała się z modernizmu lwowskiego, ale tak naprawdę kochała dotyk surowego drewna, żelazo wykute u kowala, dzieło rąk przodków: stare cerkwie, stare domy, stare ikony. Zachowanie wspólnego dziedzictwa materialnego uważała za swój moralny obowiązek. W dzikim krajobrazie, którego człowiek nie zdołał jeszcze zniszczyć – odnajdywała siebie. Może dlatego tak blisko jej było do ludzi głębokiej wiary. To dla nich ratowała zapadnięte w ziemię prawosławne czasownie i maleńkie cerkiewki. Dla nich zgłębiła tajniki pisania ikon. W swojej ostatniej książce pt. „Translocatio. Przeniesienie drewnianych świątyń trzech obrządków” pisała: Bycie z ikoną to także w sensie filozoficznym poszukiwanie wolności, o którą każdy z nas nieustannie zabiega.

Stwierdzenie, że zajmowała się ocalaniem zabytków kresowych sakralnej architektury drewnianej, mówi o celach, ale nie oddaje żarliwej pasji i szaleńczej wręcz odwagi, z jaką o nie walczyła. Szła od zadania do zadania. Rosja: przeniesienie „czasowni” z Pasynkowa do Kiriłło-Biełozerskiego muzeum w Cypinie; rekonstrukcja kaplicy Michała Archanioła ze wsi Lelikoziero na wyspie Kiży, na jeziorze Onega w Karelii, w północnej Rosji. Polska: odtworzenie z nielicznych ocalałych belek i desek XVIII-wiecznej cerkiewki z podkarpackiej wsi Kupna w Godkowie koło Pasłęka. Ukraina: przeniesienie modernistycznego kościoła drewnianego ze wsi Jazłowczyk koło Brodów do Muzeum Budownictwa Ludowego we Lwowie. Lista jest znacznie dłuższa.

Nigdy nie pracowała sama. Nie tylko dlatego, że rekonstrukcja wymaga współpracy konserwatorów, cieśli i stolarzy, kowali i szklarzy, kolegów z uczelni i studentów. Także dlatego, że wierzyła w naukę, jaka z tej pracy płynie. Dla niej świątynia to nie był obiekt architektoniczny, lecz ponadczasowe miejsce jedności z Bogiem. Takim miejscom, gdzie czas się zatrzymał – ginącym w łopianach, przerośniętym chwastami, zapadniętym w ziemię – ofiarowywała nowe życie, by mogły trwać dalej.

Pożegnanie

30 stycznia 2016 w Starogardzie Gdańskim, na ceremonii pożegnalnej odprawionej w rytach rzymsko- i grekokatolickim zebraliśmy się z poczuciem, że jesteśmy tam dla Niej, ale i dzięki Niej. Dokładnie o tej samej porze we Lwowie, po mszy odprawionej w drewnianej cerkwi, przyjaciele przeszli do kościółka z Jazłowczyka – Jej kościółka – by na pożegnanie zaśpiewać Jej Wiecznaja pamiat.

W starogardzkim kościele św. Mateusza panował przenikliwy chłód, mimo że na zewnątrz padał niemal wiosenny deszcz. We Lwowie było podobno ładnie i słonecznie. Wieczorem odebrałam mail od Liliji: Postanowiliśmy umieścić tablice pamiątkowe na kościele tu we Lwowie i w Rozłuczu.

ROMA DSC09005

Dwa dni później.

Po drodze do miasta mijam Jej ulubioną księgarnię, wchodzę, nie, właściciel jeszcze nie wiedział. Zaglądam do „Herbapolu”, jaka szkoda, jaki żal, mówi starsza kobieta za ladą, znałyśmy się tyle lat. Idę dalej, pamiętam, opowiadała mi o „swojej” aptece na rogu i o „swoim” fryzjerze gdzieś przy ul. Sobótki. Trzeba by też zawiadomić dr Kamilę z Pogotowia Stomatologicznego przy ul. Miszewskiego; nieraz ratowała Ją późną nocą, w ostatniej chwili przed kolejną wyprawą do Archangielska, Lwowa czy Irkucka.

***

Prof. dr hab. inż. arch. Romana Cielątkowska (1959-2016) profesor tytularny na Wydziale Architektury Politechniki Gdańskiej, w latach 2006-2009 kierownik Katedry Historii, Teorii Architektury i Konserwacji Zabytków, a od 2009 r. kierownik Katedry Projektowania Środowiskowego. W latach 2001-2003 kierownik Zakładu Urbanistyki i Architektury Wydziału Nauk Technicznych Uniwersytetu Warmińsko -Mazurskiego w Olsztynie, w latach 2006-2014 profesor w Wyższej Szkoły Zarządzania Środowiskiem w Tucholi. Autorka licznych publikacji naukowych i 6 książek, m.in.: „Architektura i urbanistyka Lwowa II Rzeczypospolitej” (1998), „Detal architektury mieszkaniowej Lwowa XIX i XX wieku” (współautor: Lilia Onyszczenko-Szwec, 2006) „Translocatio. Przeniesienie drewnianych świątyń trzech obrządków” (2014). Ekspert i członek Zarządu Polskiego Komitetu ICOMOS, Komitetu Architektury i Urbanistyki PAN (sekcja Historii i Konserwacji Zabytków), ekspert w dziedzinie ochrony dziedzictwa architektonicznego w dyspozycji UNESCO na kraje Europy Środkowo-Wschodniej oraz Rady Ochrony Zabytków przy Ministrze Kultury i Dziedzictwa Narodowego RP.

(wersja skrócona tego tekstu ukaże się na łamach Gazety Wyborczej)

zdjęcia z archiwum J.K. Krenzów

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Katarzyna Krenz i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Odeszli

  1. jkrenz pisze:

    Roma-Wieczny Wędrowiec. Zwykle po powrocie z kolejnej wyprawy znikała na kilka dni – wyjeżdżała na wieś, bo tylko tam potrafiła zregenerować siły. Stary wiejski dom, ukryty w równie starym ogrodzie, to było jej miejsce. Były zwierzaki, zdziczały sad pośród wysokich traw, cembrowana studnia, warzywniak. Soczyste jabłka o przedwojennym smaku i domowe konfitury. Pelargonie na parapetach i pieniek do rąbania drewna na opał. Swojsko urządzone wnętrza: obrazy na bielonych ścianach, sosnowa półka, na której na białych ręcznie tkanych bieżnikach stały ikony i bukiety polnych kwiatów i ziół. Obok pianino, na którym grała, gdy nikt nie słuchał. Cisza, przerywana jedynie głosami natury i trzaskającym ogniem w żeliwnym piecu.
    Tu link do obrazka:

    Jacek Krenz, U Romy w Janinie. Akryl 100x70cm

  2. Roma była jasno płonącą kometą. Gwiazd, których prawdziwe światło dociera do nas po wielu wiekach, jest bez liku; ale komety są inne: rozjasniają niebo i przemykają po nim, zawsze budząc podziw, bo tak szybko, bo tak nieczęsto, bo tak wyjątkowo. Roma nie chciała słuchać podziękowań za swoją wyjątkowość, machała tylko ręką jak na upartą muchę. Nazywała mnie Niezabudką. Więc juz na zawsze pozostanę Jej Niezbudką i nie-zapomnę, będę pamiętać tę Kometę, która przemknęła przez moje niebo i poleciała gdzieś dalej, gdzie indziej, obserwować inne śiwaty, a nas z daleka….

  3. Joanna pisze:

    Pięknie napisane…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s