Wyziemienie

Tomasz Fetzki

Ten tekst powinien napisać ktoś inny. Bez kokieterii – Viator jest na to za krótki. Dlaczego? Ano, wpis porusza sprawy ważne i bolesne, wzniosłe i niskie zarazem. Żeby ich dotknąć, trzeba wrażliwości (na tej Viatorowi nie zbywa – miało być bez kokieterii…) oraz warsztatu pisarskiego. Pióra które, zależnie od potrzeby, będzie ostre jak skalpel lub mięciutkie jak welur. I tutaj właśnie Wędrowiec nie dorasta. Ślizga się, próbując trącić właściwą strunę. Nie wychodzi mu: albo przynudza sprawozdawczością, albo, co ze wstydem przyznaje, chowa za zasłoną patosu; co najmniej dwa razy się tak ukrył. Ten tekst powinien napisać ktoś inny. Najlepiej tęgi stylista! Jednakże chętnych jakoś nie widać, zaś czas płynie. A zrobić to trzeba.

Pierwszy skok za parawan patosu: są miejsca wyjątkowe, takie, na które historia uwzięła się szczególnie. Uderzyła w nie mocno i celnie. Blizna pozostaje na zawsze, a i ból od czasu do czasu się odzywa. Do końca świata lew będzie melancholijnie dumał nad Cheroneą, opłakując chwałę pokonanych i niepodległość utraconą na ponad dwa tysiące lat. Sobibór nigdy już nie stanie się na powrót małą, nikomu nieznaną wioską, zagubioną wśród poleskich lasów. Nigdy! Są też takie miejsca, które historia mniej gwałtownie, ale za to systematycznie i uporczywie drapała, jątrząc ranę. Aż zmienia się ona w obrzmienie, narośl, gruzeł… Lepiej jej nie drażnić, by nie zrakowaciała.

To teraz już można mniej manierycznie. Dziś Viator chciałby opowiedzieć o takim właśnie miejscu, gdzie nagromadziły się mało radosne losy tysięcy ludzi. Wzgórze na północ od Żar. Od zawsze, to znaczy od kiedy Wędrowiec pamięta, przez mieszkańców miasta nazywane Wyspą.

1. WyspaCoś z wyspy faktycznie ma, wyrastając ponad okoliczne równie.

Przed wojną był to Doktorberg, czyli Doktorska Górka. Bo też i z medycyną miał wiele wspólnego.

A zaczęło się wszystko w roku 1812, gdy w zabudowaniach folwarcznych żarskiego pałacu armia Napoleona urządziła szpital polowy. Dość szczególny. Umieszczono w nim na przykład nieszczęśników, którym, mimo iż uszli z życiem z bezkresnych białych rosyjskich pól, dalej w głowie szumiała burza śnieżna. Poszkodowanych przez wojnę na umyśle, nie na ciele. I tak już zostało. Mijały lata, powstawały kolejne budynki, całe kompleksy budynków. Brandenburgische Landesanstalt zu Sorau rozrastał się i w drugiej dekadzie ubiegłego stulecia był już jednym z największych niemieckich zakładów psychiatrycznych. Prowadzony niewątpliwie z pruską skrupulatnością i sprawnością administracyjną – czy także z pruską delikatnością wobec chorych? Niestety, chyba tak. A na przełomie czwartej i piątej dekady strasznego wieku dwudziestego rozegrały się tutaj epizody ponurego przedsięwzięcia, dla niepoznaki określanego technicznych kryptonimem Aktion T4. Także w murach Brandenburskiego Zakładu Psychiatrycznego w Żarach dokonało się ogólnoniemieckie dzieło Vernichtung von lebensunwertem Leben, czyli likwidacji życia niegodnego życia. Przymusowa eutanazja chorych i niepełnosprawnych. Był tu również oddział dziecięcy, przeto…

Przyszły inne czasy, inni ludzie, inny język. Kompleks Landesanstaltu podzielono między dwa szpitale: wojskowy oraz cywilny. W ramach tego wojskowego działa oddział psychiatryczny, ale teraz to raptem jeden budynek. Zaś częścią cywilnego było tak zwane Sanatorium na Wyspie, czyli placówka neurologii dziecięcej. Przy nim zaś szkoła. A kilka budynków dalej jeszcze jedna szkoła specjalna – dla dzieci niesłyszących. Sanatorium i szkoła przyszpitalna już nie istnieją. Ta druga wciąż działa. A półtora roku temu, w ramach przekształceń własnościowych starostwa, przeprowadziła się tu kolejna placówka specjalna, przeznaczona dla dzieci z niepełnosprawnością intelektualną. Ta, w której Viator w pocie oblicza swego zdobywa chleb powszedni.

I drugi raz Wędrowiec hyca za parawan patosu. Ale co poradzić? Jak by spojrzeć, jest to symbol! Potężny. Wzruszający. W miejscu, gdzie jeszcze siedemdziesiąt pięć lat temu niepełnosprawne maluszki bezlitośnie skazywano na śmierć, dziś otacza się je miłością i szacunkiem. Nie jest to Znak? No jak nie jest, jak jest?!

Jako się rzekło, tutaj Viator w pocie oblicza swego zdobywa pożywienie… póki nie wróci do ziemi, z której został wzięty. Wróci z pewnością. Ale nie na Wyspie. To ważne zastrzeżenie, bo bardzo liczni tutaj właśnie wrócili. I teraz Pielgrzym ma okazję oglądać codziennie z okien swej klasy żałosny spektakl, który dzieje się, dosłownie, na jego oczach.

Oto jakiś czas temu kawał zadrzewionego (właściwie – zarośniętego) terenu między szkołą a szpitalem wojskowym sprzedano przedsiębiorcy budowlanemu. Niby zwykła rzecz. Drzewa wycięto, na pustaci pojawiły się koparki i spychacze. No i się zaczęło.

Ha! Łatwo stwierdzić: Przyszły inne czasy, inni ludzie, inny język. Sami nie przyszli. Przyniosła ich Wielka Zawierucha. Czerwonoarmiści zdobyli Sorau w połowie lutego 1945 roku i w budynkach Brandenburgische Landesanstalt urządzili wielki szpital wojenny. Zwożono do niego rannych z frontu, który posuwał się dalej na zachód. Leczyli się tutaj z ran, a niektórzy umierali, jeszcze przez kilka miesięcy. Tych umarłych zakopano na terenie szpitala. Dwadzieścia kilka lat później ekshumowano ich i pochowano z honorami w innym miejscu. Ale czy wszystkich?

Kiedyś już pisał Viator o nietypowym żarskim cmentarzu żołnierzy radzieckich, zajrzyjcie do tego tekstu, tam jest wszystko, nie warto się powtarzać. Owszem, na nową nekropolię przeniesiono ciała nieco ponad trzystu oficerów. Owszem, jest tam też bratnia mogiła, w której bezimiennie spoczywa jeszcze 351 poległych. Załóżmy nawet, że byli to sami szeregowcy. Proporcje niemal 1 do 1? Niemożliwe. Wszystko wskazuje na to, że reszta niższych szarż spoczywa dalej na terenie szpitala. Właśnie tam, gdzie wjechały spychacze!

Gdyby ekshumowano wszystkich, to pozostawiono by pomniki? Tak wyglądało to tajemnicze miejsce dwa lata temu.

3. Obelisk

A tak wygląda teraz. Pnie wyciętych drzew wyraźnie wskazują granice cmentarnego założenia. Zresztą ich też już nie ma, spychacze je usunęły. Obelisk, póki co, stoi.

Ale brnijmy w tę uliczkę. Wyobraźmy sobie, że szeregowców było tylu samo, ilu oficerów. To i tak niczego nie zmienia. Bo trzeba wiedzieć, że ich pierwsze miejsce pochówku to stara nekropolia, na przedwojennych mapach Sorau wyraźnie obecna. Czy był to cmentarz szpitala psychiatrycznego? Możliwe. Lecz równie prawdopodobne jest przypuszczenie, iż najpierw, extra muros, zaczęto tam grzebać mieszczan, a później dopiero obudowano mogilnik obiektami szpitalnymi. Są też tacy, który domyślają się, iż mógł to być cmentarz żydowski, bo na wspomnianych mapach nie jest oznakowany krzyżykami. Kto wie! Ale czy to nie wszystko jedno? Cmentarz to cmentarz. Zaś przedwojennych grobów, przy okazji przenosin kładbiszcza sowietskich wojnow, na pewno nie ekshumowano! A tu spychacze sobie buszują.

4. Spychacz

Oj, buszują!

Czy urzędnicy ukryli te fakty przed nabywcą działki? Czy raczej przedsiębiorca zlekceważył podejrzanie niską cenę gruntu i wziął sobie na głowę kłopot? To akurat nie nasz problem. Ale z okien wyraźnie widać, że coś tu nie gra. W tej części budowy, gdzie mogił z pewnością nie było (bo jest takowa) prace idą pełną parą. Ale tam, gdzie stoją obeliski, a ziemia niemal na pewno kryje kości kilku narodów, jakby się zatrzymano. Starannie oczyszczono pomniki, na razie nic się nie dzieje. Na razie.

5. Bez bluszczu 6. Oczyszczony

Odkopane i oczyszczone z bluszczu czekają na wyrok.

Ale po co właściwie przyczepił się Viator. Wszak już mistrz Asnyk z rezygnacją konstatował:

Trzeba z żywymi naprzód iść,
Po życie sięgać nowe…
A nie w uwiędłych laurów liść
Z uporem stroić głowę.
Wy nie cofniecie życia fal!
Nic skargi nie pomogą –
Bezsilne gniewy, próżny żal!
Świat pójdzie swoją drogą.

Ludzie muszą gdzieś mieszkać! Zresztą, prorok Izajasz zapowiadał: obudzą się i radośnie będą śpiewać (…) a ziemia wyda ciała zmarłych. Ale przecież nie tutaj. Nie teraz. NIE TAK!

Gdyby – zamiast domów – park ze stosowną tablicą (i odnowionymi obeliskami)? Mieszkańcy nowych bloków mieli by gdzie posiedzieć. Pacjenci szpitala też. Takoż dzieci ze szkoły. Można? Jak widać – nie można!

Ech, pięknoduchy, marzyciele, wrażliwcy. Nie pod nas skrojono ten świat.

7. Wieza

Dawna wieża ciśnień. Od wielu lat gniazdowały tam pustułki. Czy teraz odlecą, wygnane hałasem budowy? Wstydem?

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Tomasz Fetzki i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s