Festiwal piosenki natrętnej VIII

W niedzielę to ja pisałam o tej podróży…

Tomasz Fetzki

Epitafium dla frajera, czyli natręctwo zapośredniczone

Trzeba powiedzieć otwarcie: ta rajza miała rys szaleństwa, żeby już nie stwierdzić wprost, iż była kompletnie wariacka. W jeden dzień przemierzyć kraj wszerz, poczynając od Lublina, zrobić przy tym krótkie acz treściwe repetytorium z historii Polski (wizyty w Lubartowie, Kocku, Dęblinie, Kozienicach, Warce, Grajewie i Żyrardowie), pozostawić Szefową Blogu w Świebodzinie na blokach startowych do ostatniego skoku ku Berlinowi, i jeszcze zdążyć wraz z Viatorką zasiąść, pięć minut przed rozpoczęciem koncertu, na widowni zielonogórskiej filharmonii! Nooo, chapeau bas!

Koncert dała Piwnica pod Baranami. Jubileuszowy, wszak sześćdziesięciolecie… I jak zwykle pełen prezentacji różnorodnych, a smakowitych.

I dwa natręctwa męczą po tym koncercie Viatora. I trwa to już dwa tygodnie. Jedno wprost związane z Piwnicą, drugie pośrednio. Dziś będzie o tym drugim. Za czas jakiś – o pierwszym.

Piosenka Przyjacielu na błękitach, skomponowana i śpiewana przez Piotra Kubowicza, jest piękna sama w sobie. Ale, skoro przywołuje Jonasza Koftę, musiała Viatorowi przypomnieć inny utwór, jonaszowy właśnie. Zresztą ten utwór i tak by kiedyś w końcu wrócił. Zawsze wraca. Cyklicznie, można by rzecz. Bo też i cyklicznie staje się aktualny. Tak w wymiarze jednostkowym, jak i społecznym. Niestety.

Niestety, można stracić miłość: to nie takie trudne niestety, wystarczy dokładnie przyjrzeć się ludziom. Można stracić wiarę; właściwie to cud, że się ją jeszcze ma! Można nawet stracić nadzieję (to wtedy, gdy nikogo nie ma obok, tylko szepcąca, służalcza próżnia…). Nie można tylko stracić godności. Nie wolno, za żadną cenę!

Ot, frajer z ciebie, mój Viatorze. Nie można? Nie wolno? Popatrz: godność wyprzedaje się na samym początku. Za grosze. Właściwie – srebrniki. Za tak marne grosze, iż litość by brała dla tych sprzedawców, gdyby nie to, że obrzydzenie bierze.

I jeszcze jedno, zanim zaczniecie słuchać, siostrzyczki i braciszkowie spod jednej anatemy. Nie chciałby Viator trącać strun emfazy, ale musi to powiedzieć, gdyż zawsze tak uważał: wykonanie Janusza Gajosa jest absolutnie GENIALNE. Żeby w kilka sekund przeistoczyć się z mędrca i poety w kaprawego, prymitywnego pijaczynę, takiego mrożkowego Edka, który, gdy tylko nadarzy się okazja, weźmie nas za mordę? Nooo, chapeau bas!

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Tomasz Fetzki i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s