Ze wsi jesteś…

Roman Brodowski

Poezją przez wieś
(wstęp do opowiadania „ Wsi mojej minionej ” – Berlin, wrzesień 2014)

„Nie masz się co martwić, nie masz się co smucić, ze wsi jesteś…” brzmią słowa starej ludowej przyśpiewki. Ta prawda dotyczy i mnie. Tyle tylko, że słowa te zawsze sobie powtarzam w nieco innej formie , a mianowicie: z życia wyszedłem, do życia powracam.
Tak – wieś od zawsze była i jest dla mojej romantycznej duszy synoniomem życia. To na wsi zobaczyć mogłem wyrastające z ziarna łany pszeniczne, złotodajne miodne kwiecie rzepaku, pachnące słodko buraczane pola i jesienne zbiory kartofli, podczas których prawda o wiejskim i braterskim życiu, niemalże w sielankowej symbiozie ,nabierała szczególnego znaczenia.

Z okresu dzieciństwa najlepiej pamiętam właśnie prace polowe, które (zwłaszcza w społeczności chłopskiej, posiadającej swoje hektary) miały charakter zbiorowy. Co to oznaczało? Może i dzisiaj (zwłaszcza młodzieży) trudno w to będzie uwierzyć, ale w tamtych, jakże nieodległych jeszcze czasach, w okresie żniw i zbiorów płodów rolnych, sąsiadujący ze sobą członkowie wiejskiej wspólnoty niby pszczoły w ulach (nie bacząc na animozje dnia codziennego) pomagali sobie bezinteresownie tak, by to co „ziemia żywicielka” dawała, nie zostało zmarnowane.

Jeszcze dzisiaj, kiedy odnajduję siebie pośród niedopisanych, często zapomnianych szpargałów mojej dawnej tożsamości, z rozrzewnieniem, nostalgią, wspominam tamte dawne, kartoflane wykopki na polu pana Pawła, kiedy to w towarzystwie mieszkańców naszej całej ulicy wybierałem dojrzałe bulwy z wilgotnej, pachnącej łękowinami ziemi, by jak najprędzej wypełnić nimi wiklinowy kosz. Wówczas, na tamtym polu nie było pani Fredowej, Jeleńskiej Dylowej, Chmielewskiej, Wiatrowskiej… były ciocie: Hela, Terenia, Stefcia, Ola, Lusia. Była też oczywiście moja mama, która (co prawda jako urodzona mieszczanka z wielkiego miasta, tak jak i mój ojciec, nie posiadała mentalnie wiejskiej ogłady), zawsze, kiedy tylko miała czas uczestniczyła wraz z nami , z moim rodzeństwem i mną w tych wyjątkowych dla naszej ulicy roboczo- sąsiedzkich spotkaniach.

Pamiętam radość kilkunastu dorosłych osób, które po kilku godzinach ciężkiej pracy na pustym już kartoflisku z satysfakcją opowiadały sobie o wszystkim, tak jakby siebie długo nie widziały, dowcipkując przy tym i popijając kwas chlebowy lub piwo. Pamiętam radość, jaką mieliśmy my, dzieci biegające boso wokół ogniska, w którym piekły się najpiękniejsze z ziemniaków…, co jakiś czas obdarowywane przez gospodarza cukierkami i czerwoną oranżadą.

Niestety, tamta wieś i tamci ludzie powoli umierają, a ogólnospołeczna więź jaka ich łączyła, zaniknęła, nie znalazło się godnych kontynuatorów tamtej tradycji.
Dzisiejsza wieś to przemysł, to biznes i, często, życie jednostki dla jednostki w odizolowanym świecie własnego obwarowanego zabezpieczeniami, ogródka.
Może właśnie dlatego z sentymentem wspominam to, czego nie mogę znaleźć w naszej obecnej, pozbawionej kolorytu wspólnoty, rzeczywistości .

pszenica2

Żniwa
(Żory, lipiec 1985)

Pociemniało nad rodzinną ziemią
Jak przed nagłym, burzowym koncertem
Podczas suszy długotrwałej, letniej
W czas chłopskiego święta żniwowania.

Po bezkresie nieba życie przybyło obfite
Wymodlone wiarą serc wieśniaczych
Podczas mszy w dziękczynnej kaplicy
Stojącej od wieków na rozstaju dróg

A nad chabrów błękitu przestrzenią
Wymieszaną polnych maków kwieciem
Słowik śpiewa pieśń altowym głosem
I jaskółka swój zniżyła lot

Jutro słońce Bożym chłopu darem
Błogosławiąc pracę potnych rąk
Wstrzyma chmur pierzastych łzy
Na czas trudu, na czas chłopskich żniw.

Pójdzie chłop z ojcowskim kultem
Sierpem w ciemnej, wymęczone dłoni
W pole dojrzałego ziarnozłota
By rozpocząć żniw bogatych plon.

Będzie pokarm, będzie chleba sytość
Dla narodu w zgłodniałej ojczyźnie
Polskiej wsi i polskiej ciężkiej pracy
W imię troski o nasz polski ród

Zapachem chleba
(Berlin – 24.06.2016)

Już dawno odeszły
Do lamusa
Chłopskie chaty
Kryte strzechą

Już dawno odeszły
W zapomnienie
Wiejskie konie
Ciągnące pług

Już dawno odeszły
W przeszłość
Zapachy polskiej wsi
W chłopskich zagrodach

Już dawno odeszły
W ciszy niebyt
Odgłosy świń i krów
Pasących się w przydrożu

Już dawno odeszły
Do królestwa rymów
Obrazy polskich pól
Przecinanych konarami wierzb.

Tylko chleb pozostał ten sam
Pszennożytni smak, spowity
Zapachem chłopskich rąk
W szarej codzienności przemijania.

pszenica1

Foto: EMS

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Roman Brodowski i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s