Kasza, cukier, bluzka, klocek…

Krystyna Koziewicz

Oj, mamuśki, mamuśki

Impulsem do podzielenia się swoimi spostrzeżeniami są moje obserwacje dziecięcego świata widziane okiem seniorki. Przebywam dużo z wnukami i widzę, że w miarę szybko otwierają się na rozmowy, wyrażają emocjonalnie własne zdanie, marzenia, plany. Tak naprawdę mają tyle do powiedzenia, że głowa mała. Nasze wspólne rozmowy zawsze traktujemy poważnie, niekiedy nie przyznaję racji, staram się korygować i popierać stanowisko mamy, taty, nauczycielki. Zaskakują mnie jednak niezwykle trafną krytyką życia dorosłych, którzy popełniają błędy na oczach dzieci. Jednak żadne z nich nie odważy się zabrać głosu w tej sprawie, kochają rodziców bezgranicznie, co nie znaczy, że bezkrytyczne. Z babcią jest inaczej… można powierzyć wszystkie tajemnice. I tym sposobem zmierzam do celu. Nie opisuję tutaj żadnych odkrywczych rewelacji, ale to co mnie zasmuca to naga rzeczywistość bez retuszu.

Otóż, co najmniej raz do roku podczas letnich wakacji zabieram wnuki do siebie do Berlina, żeby wiedziały i poczuły, że należę do ich rodziny. Nie są ze mną na co dzień, więc staram się rekompensować deficyty intensywnie przez dłuższy okres czasu.

Dzieci, oczywiście, cieszą się bycia z babcią, lubimy się, rodzice też mają wiele powodów do zadowolenia. Obcowanie w wielopokoleniowej rodzinie to skarb, dar losu, marzenie wielu ludzi. Nigdy nie zauważyłam, żeby dzieci cierpiały z powodu wakacyjnego braku najbliższych. Wręcz odwrotnie, cieszą się z poluzowania norm, zasad, jakie zazwyczaj obowiązują w domu, co wcale nie oznacza, że im na wszystko pozwalam. Wolności maja tyle, ile sprawia im radość, a mnie bez kłopotu przychodzi. Zawieramy rodzaj umowy, co im wolno, a czego nie, ta forma okazuje się skuteczna, wtedy dzieci doskonale wdrażają ustalone przepisy, bo je znają.

Dzieci bez rodziców czują się świetnie, już tak nie tęsknią, jak wtedy, kiedy jeszcze były małe. Po prostu czują luz, swobodę u babci, która pozwala im być sobą, prezentują się w całej krasie ze wszystkimi nabytymi umiejętnościami. Zdolne to pokolenie jest i dobrze wychowywane – trzeba przyznać.

No cóż, mamuśki z reguły są święcie przekonane o swojej racji odnośnie wychowywania i odżywiania dzieci. Przywieziono mi więc z Polski produkty ekologiczne, które mam wykorzystywać do babcinych potraw. Są kasze, słodycze, kisiele, suszone owoce (w lecie!) i warzywa na pierwsze dni pobytu. Ekologiczne, oczywiście. Przy okazji nasłuchałam się wykładu o szkodliwości jedzenia z tanich sklepów, przez co nabawiłam się wrażenia, że niedługo umrę z zatrucia i ze mną cały świat.

Wzięłam sobie do serca ostrzeżenia, jeśli chodzi o dzieci. No i zaczęło się… proponuję dzieciom na obiad warzywa z kaszą i cielęcinę w sosie śmietankowym . Dzieciaki zrobiły dziwną minę, pewnie nie zachwyciłam ich propozycją… pytam więc, co chciałyby na obiad?

– Babciu tylko nie warzywa… mamy dość marchewki, brokolii, cukinii, kalafiora, kaszy jaglanej, gryczanej, soczewicy… wymieniają nazwy kasz, niczym pracownicy ze sklepu spożywczego.

Nie będę zdradzać tajemnicy, z jakim apetytem wcinały moje obiadki, podwieczorki i śniadanka. Zawsze z dokładką, zwłaszcza zupy. To wszystko, co mama przywiozła pewnie zabierze z powrotem do domu.

A wcale się nie opychają słodyczami, od czasu do czasu rączki sięgają do koszyka ze smakołykami, które same sobie wybrały w sklepie. Je, ale nie jest żarłoczny.

dzieciatka

Ciekawe, bo w domu niejadek, a w przedszkolu, szkoda gadać. Przypomniałam sobie pewną przedszkolną wycieczkę do lasu. Pojechałam razem z nim, zabierając co nieco do plecaka. Inni rodzice też. Kiedy dzieci zasiadły do stołu pełnego rozmaitych potraw, mój wnuczek rzucił się na jedzenie, niczym pies do miski i zgarniał łapczywie wszystko, zapychając buzię. Byłam w szoku, nie wierzyłam, że dziecko może być do tego stopnia łapczywe. Zapytałam nauczycielkę, czy wnuczek w przedszkolu też się tak zachowuje? Potwierdziła, zjada wszystko, zawsze prosi o dokładkę i wyjada od innych dzieci niejadków pozostawione porcje. W przedszkolu wszystko mu smakuje, u babci też, a w domu? Niejadek!

Z mojej strony nie będzie puenty, proszę samemu odpowiedzieć na pytanie, dlaczego?

P.S. (od Autorki) Ponoć seniorzy mają negatywny wpływ na dzieci i młodzież – czytam ostatnio w prasie polskiej. Głupich stwierdzeń jakiegoś idioty pewnie bez własnej rodziny, oderwanego od świata realnego nie mam zamiaru komentować.

P.S. (od Redaktorki) Zawsze to samo – fanatyzm w sprawie dobrego jest nadal fanatyzmem. Jestem za tym, żebyśmy my wszyscy, nie tylko nasze dzieci, jedli zdrowo. Jestem za tym, żebymy my wszyscy, nie tylko nasze dzieci, nosili ekologiczną odzież, bardzo bym była za tym, żebyśmyto  lub tamto… Ale bardzo nie lubię fanatyzmu, nawet w najlepszej sprawie…

 

 

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Krystyna Koziewicz i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s