Reblog: Wardzia

Krzysztof Nodar Ciemnołoński. To jego blog. Pisze o sobie, że jest PolakoGruzinem, jest związany z Kaukazem i zajmuje się turystyką. Nie pytajcie, dlaczego „zaprzyjaźniliśmy się” na Facebooku, bo nie wiem. Coś mnie zainteresowało, może on sam i to wspaniałe nazwisko, może coś, o czym akurat napisał a FB mi akurat podsunął pod nos, a może jednak jest to ta Azja, która, jak już pisałam, od jakiegoś czasu „chodzi za mną” i nie daje spać. Tatarskie dziedzictwo po ojcu, po prababci…

ვარძია czyli Wardzia – najważniejszy zabytek Gruzji

Muszę się publicznie przyznać, że uwielbiam program „Starożytni Kosmici” emitowany m.in. w stacji History. Wieczorami po skończonej pracy odpalam serię odcinków na Youtube, z pełną premedytacją oglądam i w końcu od nagromadzenia zbitek słownych, w stylu „niektórzy wierzą…”, „niektórzy sądzą…”, „zdaniem zwolenników teorii o starożytnych astronautach….”, dramatycznie akcentowanych przez lektora z zatkanym nosem jak najlepsze mantry… zasypiam.

To moja idealna dobranocka, która sprawdza się pod każdą szerokością geograficzną, wszędzie tam, gdzie jestem, zawsze tam gdzie bywam.

Dzięki tej fascynującej produkcji dowiedziałem się o istnieniu Derinkuyu, ukrytego pod ziemią skalnego miasta w Kapadocji, na terenie dzisiejszej Turcji, które, według badaczy natchnionych wizją prehistorycznych ufoludków, powstało przed Zlodowaceniem. Świadczyłoby to, że jesteśmy na tej planecie dłużej niż dotychczas sądzono. Jeśli nie ludzie to kto je zbudował, jakoś trudno mi wyobrazić sobie przodków dzisiejszych Turków?

Narracja wiesza się w kosmicznym suspensie, następuje przerwa na reklamę albo ładuje mi się internet w jakimś hotelu w Gruzji… i wtedy na ekranie pojawia się TEN Grek.

I-am-not-sayingWedług klasycznej nauki Derinkuyu zostało wydrążone w miękkich tufowych skałach w VIII wieku p.n.e. W odległej od Kapadocji centralnej Gruzji nieco później, bo w V wieku p.n.e powstało opisywane już przeze mnie Uplisciche, które w przeciwieństwie do tureckiego wzoru stworzono na powierzchni niewielkiego masywu górskiego. Kolejnym skalnym arcydziełem jest położony w Gruzji Wschodniej na styku Gruzji i Azerbejdżanu kompleks klasztorów Dawid Garedża z VI wieku n.e. Każdy z tych oszałamiających zabytków od Kapadocji aż po gruzińską półpustynię na pewno wpłynął na zbudowaną na przełomie XII i XIII wieku Wardzię, którą śmiało można nazwać najważniejszym zabytkiem w kraju.

Zwiedzanie Wardzii

Z Achalciche trasa prowadzi wzdłuż życiodajnej rzeki Mtkwari. Największa rzeka w Gruzji bierze swój początek na Wyżynie Armeńskiej w Turcji, prowadzi przez Gruzję i Azerbejdżan do Morza Kaspijskiego. Na jej trasie jest tyle do obejrzenia, że można napisać przewodnik „szlakiem Mtkwari”.

Droga jest niezwykle malownicza, zaczyna się zaraz za Achalciche, mijam pola gdzie rosną najlepsze gruzińskie ziemniaki a później banner z czołgiem. To znak, że w pobliżu stacjonują jednostki zmechanizowane. Stąd można odbić do zespołu klasztornego i pałacowego Sapara. Jesteśmy na pograniczu, jak zwykle na Kaukazie. Niby wielki region ale taki maleńki, 20 km do Turcji, 80 do Armenii. W zamierzchłych czasach przewalały się tędy armie perskie, mongolskie i tureckie a pobliską twierdzę Chertwisi (II w p.n.e), zgodnie z legendą, zdobył Aleksander Macedoński. Ogromny obiekt militarny pomimo długoletnich starań o objęcie ochroną przez UNESCO jest pozostawiony sam sobie, za murami porządku strzegą krowy, osły i jeden dochodzący mnich, który opiekuje się lokalną kapliczką.

Twierdza ChertwisiPrzyjeżdżam tu od 8 lat i nic się nie zmieniło. „Zamczysko” jak straszyło tak dalej straszy pustką i zaniedbaniem ale wiem, że przyjdzie dzień, w którym władze przypomną sobie o potencjale tego miejsca. Podobnie było z twierdzą Udżarma w Kachetii, gdzie wreszcie od roku płaci się za wejście a miejsce przyciąga kolejnych turystów.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

W ogóle strasznie mnie denerwuje gdy czytam opinie turystów-ekspertów, którzy po siedmiu dniach w Gruzji twierdzą, że jest już zadeptana. To nieprawda, jest jeszcze od cholery miejsc, których nikt nie widział, mnóstwo pomijanych czy niesłusznie uważanych za nieatrakcyjne. Zresztą wystarczy sobie porównać Kaukaz z typowym wakacyjnym & masowym kierunkiem. Świat i ludzie! Turystyka to jedyna szansa dla mojego ukochanego kraju a szufladkowanie jeszcze nikomu nie wyszło na dobre. Oczywiście nie tylko Gruzja boryka się z podobnymi schematami myślowymi, jest tyle pięknych miejsc do obejrzenia, że chyba zostanę wyznawcą jakiegoś modelu religijnego, który uznaje reinkarnację.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

No dobrze, od 2007 roku jest kilka zmian na tej trasie. Drogę w całości pokryto asfaltem i 60 kilometrów od Achalciche do Wardzii pokonuje się już w dopuszczalnym czasie. Na trasie gruzińsko-tureckimi siłami wybudowano również nową elektrownię wodną. Widziałem postępy od pierwszego dnia budowy. W miasteczku Aspindza, typowej gruzińskiej przelotówce, która słynie tylko ze średniowiecznej bitwy, przez całą długość poprowadzono płot z otoczaków okraszony okrągłymi lampkami. Ładnie to wygląda.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERAPo drodze mijam jeszcze zniszczony plac, przed którym wiele lat temu widniała tabliczka, że był to Targ Niewolników. Naprzeciwko dzisiaj jest szkoła. Ciekawa korelacja

Wreszcie wzdłuż masywu górskiego widać coraz więcej wydrążonych w skale jam. Zwykle jadę tędy około 9 rano. Nie dogania mnie żaden autokar z wycieczką z Polski ponieważ większość biur lokuje swoich klientów w górskim Bakuriani obok Bordżomi. Stamtąd jest około dwie godziny do Wardzii. Daleko.

Na parkingu przed restauracją jak zwykle do południa będą pustki. W 80% przypadków zwiedzanie zaczynamy jako pierwsi, nie ma tam nikogo poza moimi grupami i dopiero po przerwie na kawę do mety dobijają inne firmy. Pozdrawiamy się z pilotami i kierowcami z konkurencji. To mały światek, znamy się i (raczej) lubimy nawzajem. Prawda?

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERAWardzia wygląda jak mrowisko albo kopiec termitów w przekroju z podręcznika do biologii. Wrażenie jest piorunujące, tym bardziej jeśli porównamy to, co widzimy na przykład z egipskimi piramidami. Ogromnym zaskoczeniem dla odwiedzających jest fakt, że korytarze i pomieszczenia zostały wydrążone wewnątrz zbocza górskiego Eruszeli. W związku z tym, że tego typu budowle były bardzo popularne od Kapadocji aż po Gruzję znowu napomknę o tym, że dziwne jest, że te dzieła powstały przy pomocy ludzkich rąk. Musieli w tym maczać palce starożytni astronauci from the outer space! Budowę rozpoczęto za panowania króla Jerzego III w 1184 roku a ukończono w 1213 roku za czasów legendarnej królowej Tamar, najwybitniejszej władczyni na Kaukazie, otoczonej „od zawsze” religijnym kultem. Przez kolejne 80 lat miasto było niewidoczne z zewnątrz i dawało schronienie nawet 60 tysiącom ludzi jednocześnie! Wśród labiryntu ponad 3000 sal, na 13 piętrach, funkcjonowały szkoła, szpital, spichlerze i winiarnie (podstawa handlu), znajdowały się tu także sale mieszkalne, stajnie i oczywiście klasztor oraz sala tronowa. Wardzia była samowystarczalnym ośrodkiem miejskim, z rozbudowanym system nawadniania dzięki poprowadzonym wewnątrz rynnom i sąsiedztwu rzeki Mtkwari.

ucry9Trzęsienie ziemi w 1293 roku spowodowało osunięcie się naruszonej warstwy skał jakby ktoś odkroił wielkie plastry i ujawniło istnienie miasta. Ostateczny cios spadł w 1551 roku podczas najazdu Persów, gdy wyrżnięto w pień mieszkających w Wardzii mnichów i wywieziono wszystkie kosztowności. Później terenami Gruzji Południowej zawładnęli Turcy i zasiedzieli się praktycznie aż do wojny turecko-rosyjskiej w 1829 roku.

Dopiero w latach 70 ubiegłego wieku do Wardzii powrócili mnisi i dziś tylko oni żyją tutaj i czasem widać ich snujących się po okolicy jak cienie.

W cerkwi obowiązują surowe zasady – kobiety zakrywają głowę i biodra a mężczyźni muszą mieć długie spodnie. Należy także pamiętać, by nie fotografować mnichów bo zwyczajnie sobie tego nie życzą.

Słowo o królowej Tamar (თამარ მეფე)

Queen_Tamar_(crop)Legendarna Tamar (1160-1216), prawnuczka króla Dawida Budowniczego, który zapoczątkował gruziński Złoty Wiek, rządziła Gruzją od 1184 roku. Była pierwszą i w zasadzie ostatnią (jej córka nie zdążyła specjalnie porządzić…) królową w historii kraju, która władała samodzielnie. Nazywano ją „królem królów i królową królowych” – Tamar Mepe (Mefe). By ukrócić naciski arystokracji, której nie podobało się, że najważniejsze stanowisko w państwie piastuje kobieta, wyszła za mąż za księcia Jerzego Rusina (Jurija Bogolubskiego). Małżeństwo nie układało się i Tamar doprowadziła do rozwodu. Kolejnym wybrankiem był książę Davit Soslan z osetyńskiej linii Bagrationich, z którym również nie podzieliła się władzą. W wyniku działań wojennych na terytorium północnej Persji około 1210 roku Gruzja powiększyła swój zasięg terytorialny o setki kilometrów. Również za czasów królowej Tamar Gruzja pomogła utworzyć zależne Cesarstwo Trapezuntu, funkcjonujące aż do drugiej połowy XV wieku na terytorium dzisiejszej Turcji, w rejonie miasta Trabzon.

Badacze twierdzą, że królowa Tamar ukochała Wardzię i spędzała tu czas jak zwykła mniszka według surowych reguł zakonnych, przechadzając się boso po korytarzach i śpiąc na kamieniach.

Według legendy najwybitniejszy gruziński wieszcz narodowy i skarbnik na dworze królewskim Shota Rustaveli, autor najważniejszego poematu epickiego „Rycerz w tygrysiej skórze” był beznadziejnie zakochany w królowej. Czy z wzajemnością, tego nie wiadomo, ale w różnych okresach snuto wiele domysłów. Druga legenda dotyczy śmierci władczyni. Zgodnie z nią Tamar została pochowana w trumnie wypełnionej miodem i żeby zmylić wrogów wyruszyło w różnych kierunkach dwanaście orszaków pogrzebowych. Kolejna legenda wskazuje miejsce pochówku w pobliżu Davita Budowniczego w klasztorze Gelati. Jak jest dokładnie, gdzie kończą się fakty a zaczyna mit, tego do dzisiaj nie rozstrzygnięto.

Idziemy na skraj a niebo jest tuż (Siekiera)

Wejście kosztuje 3 gel (6 zł) za osobę a za dodatkowe 1 gel (2 zł) można podjechać część trasy marszrutką. Potem zaczynają się schody, którymi dochodzi się do dobudowanego na zewnątrz portalu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERAWystarczy spojrzeć na drugą stronę i wyobrazić sobie, że w XII wieku tak właśnie wyglądała z zewnątrz Wardzia. Armie ciągnące wzdłuż rzeki pewnie niejednokrotnie mijały terytorium miasta w ogóle nie wiedząc o jego istnieniu.

Dopiero później odsłoniła się widoczna poniżej pasieka.

OLYMPUS DIGITAL CAMERAMiasto pokonuje się w poprzek od lewej do prawej. Wchodzimy przez portal, zaglądamy do kolejnych sal, potem po schodach przeskakujemy na wyższe piętro gdzie zachowały się przepiękne freski i tutaj znajduje się cerkiew Wniebowstąpienia Matki Boskiej, w której namalowano postacie fundatorów Wardzii – króla Jerzego III i jego córki Tamar. Następnie wejściem po lewej stronie zapuszczamy się do tunelu, który prowadzi nas jakieś dwa piętra do góry.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERAOLYMPUS DIGITAL CAMERAPięknie wprawione okienko w części, w której mieszkają mnisi.

OLYMPUS DIGITAL CAMERATunelem przed siebie, panie przodem :).

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
I już jesteśmy po drugiej stronie skąd schodzi się tunelem do wyjścia przy rzece.

OLYMPUS DIGITAL CAMERADobrze jest na wycieczkę do Wardzii zabrać dobre buty a nie marne klapeczki. Schody przy zejściu są mało bezpieczne i słabo zabezpieczone zresztą jak cały teren kompleksu. Tym bardziej jeśli chcecie poświęcić więcej czasu na zwiedzanie niż standardową godzinę i zapuścić się do większej ilości sal gdzie nie ma żadnych barierek.

Przez kilka lat sugerowałem nawet, by brać latarki, bo w środku światła jest zdecydowanie za mało.

I jeszcze jedna uwaga – uważajcie na głowę. Miałem kiedyś na wycieczce pana, który cały wyjazd nie pił, trzymał się na uboczu, nie bawił „po gruzińsku”. Gdy w Wardzii uderzył się w głowę, coś mu się przestawiło na właściwe tory i od tego dnia pił, palił i podszczypywał dziewczyny!

DSC_0295

Ostatni rzut oka z oddali… Opcje przejazdu w stronę Tbilisi są dwie więc jeszcze tutaj zawitamy. Tym razem wracamy tą samą drogą, przez Achalciche i Bordżomi, dalej autostradą do Gori, wieczorem kolacja w Mcchecie, gdzie czekać będzie pikantna zupa fasolowa Lobio, którą je się z dodatkiem ostrej papryki i sera, do tego kukurydziane placki mczadi oraz pierożki chinkali, do których najlepsze jest piwo, ale i tak skończy się na kilku dzbanach czerwonego wina. Tak to się robi w Gruzji.


Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Redakcja i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s