Stuart 5

Joanna Trümner

Lawina

It’s like an avalanche, I feel myself go under
And the weight of it’s like hands around my neck
I never stood a chance
My heart has frozen over
And I feel like I am treading on thin ice

To jest jak lawina, czuję jak w niej tonę
A jej ciężar jest jak zaciskające się wokół mojej szyi ręce
Nigdy nie miałem szansy
moje serce powoli zamarzło
I czuję się, jakbym chodził po cienkim lodzie

Leonhard Cohen Avalanche/Lawina

Powroty

Lawina, która spadła na matkę, niespodziewana i przynosząca ze sobą wiele znaków zapytania choroba ciążyła na całej rodzinie. Sprawa jej powrotu do zdrowia stała się priorytetem dla wszystkich. Bezradny ojciec z pewną ulgą pozwolił jej starszemu bratu – Stuartowi-seniorowi, którego wizyty do tej pory ledwie tolerował, na przejęcie głównej roli w procesie rekonwalescencji. To brat woził ją co miesiąc do psychiatry w sąsiednim miasteczku i rozmawiał z nim na temat dozowania lakarstw z nadzieją, że niedługo będzie można je zredukować. Starał się odwiedzać ją co tydzień i nigdy nie dopuszczał do dłuższych przerw. W te dni matka ożywiała się już od samego rana, spędzała dużo czasu przed lustrem, przymierzała najlepsze sukienki, nakładała delikatny makijaż – patrząc na to z boku można by pomyśleć, że czeka na narzeczonego. Spędzali wiele godzin na rozmowach. O czym matka opowiadała podczas tych rozmów przy zamkniętych drzwiach sypialni? O tryskającym radością i beztroską młodym chłopcu, z którym miała zwiedzić wspólnie cały świat, a który z biegiem lat zmienił się w wiecznie niezadowolonego i zmęczonego gbura? O dzieciach, dla których nie miała czasu, o czytanych im na dobranoc bajkach, przy których zasypiała ze zmęczenia? O poznanym przed kilkoma laty w pociągu do Londynu pisarzu, z którym spotkała się kilkaktrotnie i z którym prowadziłaby, być może, lepsze, ciekawsze, szczęśliwsze życie? A może spędzali te godziny na wspominaniu szczęśliwego dzieciństwa – historii małego Stuarta i Mary, wychowanych w domu pełnym radości i ciepła, przekonanych, że życie składa się z samych szczęśliwych chwil i że nigdy nie spadnie na nich żadne nieszczęście?

Te wielogodzinne rozmowy, które na zawsze pozostaną ich tajemnicą, były ważnym krokiem w kierunku powrotu matki do życia i przebudzania się z wielomiesięcznej apatii – przygniatająca ją lawina zaczęła powoli topnieć. Już nie spędzała całego czasu samotnie w sypialni, coraz częściej i dłużej przebywała w kuchni lub salonie. Czasem niespodziewanie wchodziła do pokoju syna, żeby posłuchać muzyki, co ją przenosiło w świat innych ludzi. Tylko do pubu za nic nie chciała wracać, było to już całkowicie królestwo ojca.

Na 60 urodziny, na początku listopada, Stuart-senior opłacił jej wizyty domowe Meg Millner, psycholożki. Była nowa i młoda, niewiele starsza od Stuarta, i praktykowała w Walton zaledwie od kilku lat. Otwierający jej drzwi ojciec zastanawiał się zapewne, kto tu komu będzie pomagał? Jak ta pozbawiona jakiegokolwiek doświadczenia życiowego dziewczyna może rościć sobie prawo do kierowania czyimś życiem?

Sama Meg też obawiała się, że nie uda jej się dotrzeć do pacjentki, która mogłaby być jej matką. Ta filigranowa, wyglądająca prawie jak dziewczynka kobieta miała jednak nie tylko świetnie ukończone studia, ale i doskonałą intuicję, szybko udało jej się nawiązać kontakt z matką. Teraz i z nią matka prowadziła coraz dłuższe rozmowy przy zamkniętych drzwiach sypialni. A kiedy po raz pierwszy od miesięcy obie wybrały się na długi spacer brzegiem morza, zarówno ojciec jak i pozostali członkowie rodziny stwierdzili, że warto było dać jej szansę.

Co dwa tygodnie z inicjatywy młodej psycholożki odbywały się konferencje rodzinne, podczas których wspólnie zastanawiali się, jak można byłoby przyspieszyć proces rekonwalescencji. Jednym z pomysłów Meg było pomalowanie i przemeblowanie mieszkania, co miało stworzyć symbol nowego początku w starym miejscu. Meg mówiła im, że każdy człowiek nosi plecak upokorzeń, zawodów i smutku, które czasami stają się zbyt ciężkie i że każdy ma prawo zatrzymać się, usiąść, zastanowić i w wybranym przez siebie momencie iść dalej. Prosiła rodzinę o cierpliwość, uprzedzając równocześnie, że proces powrotu do życia będzie długi i pełen przeszkód i nawrotów choroby, a matka przez co najmniej kilkanaście miesięcy nie może zrezygnować z psychofarmaków. Teorie Meg o ludzkiej psychice były tak proste i oczywiste, a równocześnie tak pełne mądrości i optymizmu, że Stuart coraz częściej przyznawał się przed sobą, jak bardzo Meg zaczęła go fascynować i jak bardzo czeka na te rozmowy. I nagle odezwał się w nim strach, który paraliżował go tak mocno, że zaczął unikać patrzenia w jej oczy i ograniczał spotkania do minimum, unikając panicznie sytuacji, w których znaleźli by się sam na sam.

W kilka dni przed Bożym Narodzeniem ojciec przyszedł do pokoju Stuarta. Miał tak zagubiony i bezradny wyraz twarzy, że Stuart szybko zrozumiał, że teraz on musi przejąć rolę tego starszego – wysłuchać, doradzić, dodać otuchy i ochoty do życia. Łamiącym się głosem ojciec opowiedział mu o strachu przed tym, co go czeka z matką, o pracy, do której powoli brakuje mu sił, o krążących po miasteczku plotek o ich rodzinie i wiecznych pytań o zdrowie matki, o świecie, który zobaczył w czasach, kiedy pływał na statku i tęsknocie za nim. A gdy w powietrzu zawisł niewypowiedziany przez ojca zarzut „gdyby was nie było” – Stuart wiedział, że szukanie winnego jest tylko wyrazem jego bezradności i zmęczenia.

Zaczęli się wspólnie zastanawiać nad zmianami w pracy pubu – Stuart namówił ojca, żeby zatrudnił pracownika na sezon letni, a jesienią i zimą otwierał pub dopiero po południu. Poprosił też ojca o pokazanie mu ksiąg, zresztą skrupulatnie prowadzonych, i po kilku wieczorach ślęczenia nad słupkami cyfr zaproponował wprowadzenie kilku oszczędności. Napisał też listy do dostawców z pytaniem o rabat przy zakupie towaru. Pomysłem Stuarta było też zamknięcie pubu na tydzień przed świętami Bożego Narodzenia. Wbrew oczekiwaniom pierwsze rodzinne święta po chorobie matki były wesołymi dniami, spędzonymi na wysypianiu się i objadaniu się przygotowanymi wspólnie przez Kate, Stuarta i Eve posiłkami, i wspólnymi spacerami nad morzem, na które udało się wyciągnąć również matkę.

Na Sylwestra Stuart zdecydydował się po raz pierwszy od skończenia studiów odwiedzić Londyn. W momencie, gdy wysiadał na Victoria Station, wiedział, że popełnił wielki błąd. W tym mieście każde miejsce przypominało mu Ann i miłość, do której nie było już powrotu. Ból, uśpiony do tej pory problemami codzienności, obudzony pobytem w ich wspólnym mieście, odezwał się tak mocno, że wydawało się, iż rozerwie mu serce.

Nie cieszył się rozpoznawaniem znanych miejsc, przez trzy dni pobytu w Londynie krążyły mu po głowie powracające jak bumerang myśli: Co ona teraz robi? Czy kogoś ma? Czy jeszcze czasami o mnie myśli? Sylwester spędzony w towarzystwie Stuarta-seniora i Briana był jednym z najsmutniejszych wieczorów w jego życiu. Nie odwiedził też kiosku Rasheeda, to miejsce za bardzo przypominało mu beztroskie i szczęśliwe czasy z Ann. A w drodze powrotnej do Walton, walcząc z myślami o Ann, złożył sobie obietnicę, że nigdy już nie dopuści żadnej kobiety tak blisko do siebie, nigdy nie pozwoli się nikomu tak zranić.

Pierwsze kroki Iana

Tymczasem na drugiej półkuli Ian doznał pierwszego rozczarowania w życiu – ten ujmujący wszystkich swoim urokiem, przystojny młody mężczyzna o bujnej, poskręcanej czuprynie i rozbrajającym uśmiechu po raz pierwszy został przez kogoś odrzucony i skrytykowany.

Przyjaciel ojca z czasów wspólnych studiów medycyny w Cardiff – Mat, a właściwie Matthew, latami koncentrował całą swoją energię na nauce i w wieku 35 lat stał się jednym z najlepszych neurochirurgów na świecie. I chociaż uczelnie medyczne i szpitale na całym świecie dobijały się do jego drzwi, on zdecydował się na pracę w mało znanym szpitalu w Sydney. Był tak zajęty wspinaniem się po coraz to wyższych szczeblach kariery, osiąganiem perfekcji w wykonywaniu prekursorskich, opisywanych przez prasę fachową z całego świata, operacji, że nie zauważył, jak z latami zmienia się w pozbawionego kontaktów z otoczeniem, życia prywatnego i rodziny autystę. Ucieszył się z prośby, która dotarła do niego z Cardiff, cieszył się, że zamieszka u niego młody człowiek, czekał na życie, którym miało się wypełnić mieszkanie. Nie wyobrażał sobie jak wygląda Ian, ale już w momencie, kiedy odbierał go na lotnisku w Sydney młodego, roześmianego chłopaka, który miał w sobie wszystko to, czego brakowało Matowi – radość, pogodę i beztroskę młodości – wiedział, że nie będzie im łatwo. Osiem tygodni, które Ian spędził w eleganckim mieszkaniu na Martin Place w centrum miasta były nieudaną próbą wychowania go po raz drugi – po licznych awanturach o bałagan, wyjadanie bez pytania jedzenia z lodówki, powroty o różnych porach nocy i głośną muzykę pobyt Iana skończył się wystawieniem jego rzeczy na zewnątrz i kartką z adresem najbliższego schroniska młodzieżowego. Jeszcze po latach Mat będzie wspominał swojego gościa z antypatią, a wspólne mieszkanie pod jednym dachem zamieni się w tych opowiadaniach w koszmar.

Ian, jak zwykle, miał szczęście – schronisko młodzieżowe, w którym zamieszkał, szukało kogoś do prowadzenia księgowości i mimo że nie była to zbyt dobrze płatna i atrakcyyjna praca, uchroniła go przed upokarzającym telefonem do rodziców z prośbą o zastrzyk finansowy. Już po kilku tygodniach pobytu w Sydney poznał tam zresztą wiele osób, ponawiązywał pierwsze przyjaźnie i zaczął poznawać scenę muzyczną miasta. A kiedy po raz pierwszy zadzwonił do Stuarta w kilka dni po rozpoczęciu nowego roku, był znowu tak pełen optymizmu i planów, że nie wspomniał nawet o incydencie, jakim było mieszkanie z Matem.

Cdn

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Joanna Trümner i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s