A propos analogii

Dorota Cygan

Wszyscy rozmyślamy, co zrobi władza. A boimy się głośno pomyśleć, co zrobi społeczeństwo. Przecież niemożliwe, żeby nie zrobiło nic, brzmi refren naszej kołysanki. Otóż możliwe, jeśli spojrzymy choćby na reakcje społeczne w Trzeciej Rzeszy, do której ostatnimi czasy często się odwołujemy, szukając wytłumaczenia dla niepokojących zjawisk lub gdy przyglądamy się zbiorowym lub indywidualnym wzorcom zachowań w okresie komunizmu. Po pierwsze, społeczeństwo nawet najbardziej skłonne do kontestacji i sceptycyzmu można zmęczyć. Na tyle, by musiało ostudzić emocje, uciec od męczącej polaryzacji opinii, zwłaszcza gdy dotyczy to własnego podwórka, czyli rozmów z członkami rodziny i znajomymi. Nie mówię tu pogardliwie o sile oportunizmu, ile o zbawiennej dla nerwów ucieczce w tenże. Rozhuśtane emocje każdy na swój użytek musi harmonizować, zestrajać z otoczeniem albo wręcz wyciszyć, a na koniec zapomnieć. Bo inaczej nie da się przeżyć. Tak było właśnie po dojściu do władzy nazistów, którzy po rozprawieniu się z opozycją rewolucyjny impet roku 1933 szybko zastąpili hasłami państwowotwórczymi, służącymi budowaniu prawdziwego poparcia wśród ludzi i umacnianiu nowego państwa. Sięgali przy tym po stare, ograne chwyty retoryczne, kierując się hasłem z okresu grynderskiego, że “podstawowym obowiązkiem obywatelskim jest spokój” (Willibald Alexis). Osiągnęli dzięki temu to, o czym marzy każda dyktatura: zbiorowe poczucie, że nareszcie nie ma chaosu, zniknęła polaryzacja i panuje porządek. Wiadomo, co myśleć.

Właśnie gdy emocje cichną, można przy bezwietrznej pogodzie jak na gładkiej tafli jeziora puszczać, ot tak sobie, kaczki. Trochę dla zabicia nudy, a trochę dla zasygnalizowania, że nie ma zastoju. Można wywoływać lekkie ruchy pozorowane lub przyzwolić na prawdziwe, pod warunkiem, że ich skala jest łatwa do kontrolowania. Naziści osiągnęli ten stan mniej więcej w roku 1935, dwa lata po objęciu władzy. Zapanował nastrój, w którym strach mieszał się z pragnieniem spokoju, i w którym można było na chłodno rozprawiać się z myślącymi inaczej. W odniesieniu do nazizmu także i inny element trudno było zrozumieć i nazwać: zaskakujący a prosty fakt, że owe 12 lat brunatnych rządów było nie monolitem, lecz okresem często elastycznych i spontanicznych decyzji władzy. Potrzeba było lat, żeby dostrzec, że system ów miał bardzo różną dynamikę na różnych etapach istnienia. I że był zmienny i nieobliczalny jak jego humorzasty przywódca. W efekcie oznaczało to, że nie tylko propaganda, ale i zwyczajni, spragnieni spokoju ludzie w tamtym okresie myśleli o przeciwnikach Führera, że to wichrzyciele i pospolite warcholstwo. Takiego odbioru społecznego nie zmieniły bynajmniej subwersywne chwyty typu żart czy drwina – środki obrony, które inteligencja próbowała wystawić do walki z nazistami. Tymczasem powrót do ośmieszanych i pogardzanych stosunków z okresu Republiki Weimarskiej nikomu nie wydawał się kuszącą alternatywa, bo ludzie uznali demokrację za niezgodny z duchem czasów przeżytek, a ostre polityczne i polemiczne dyskusje za zagrożenie porządku i nieco obmierzłą, zdartą płytę. Oczekiwali oni nie tyle żywego dyskursu, ścierania się racji, operowania ironią, żartem i drwinami , z których impet czerpała kultura i publicystyka, ile nowej, całościowej koncepcji, która pokaże im, w co mają wierzyć. A taką w danym momencie historycznym, czyli około roku 1933, właśnie nazizm wydawał się oferować. Z perspektywy czasu trzeba dziś przyznać, że oprócz retoryki także i socjotechnikę brunatni opanowali doskonale, a to, co nas dziś śmieszy (parady z pochodniami, marsze, histeryczne przemówienia), wtedy było adekwatnym środkiem komunikacji z masami. Dzisiaj warto pamiętać, że grupy trzymające władzę część środków i możliwości, które mają do dyspozycji niejako z urzędu, wykorzystują jednak, żeby się uczyć. I to uczyć się w komfortowej sytuacji. W razie potrzeby także uczyć się, jak w białych rękawiczkach odsuwać od władzy liderów nie przystających do potrzeby chwili. Oczywiście nie posuwając się do upokarzania ich lub fizycznej likwidacji, lecz np. oferując im honorowy patronat nad projektami o mniejszym znaczeniu strategicznym, ale dużej wymowie symbolicznej, gdzie mogą się dobrze czuć w roli mentorów.

Tych kilka uwag na marginesie naszych analogii do nazizmu pozostanie bez puenty. Ale niech przynajmniej zakończy się apelem do doświadczenia życiowego. Nie myślmy, że inni są głupsi od nas, powolniejsi, niedzisiejsi i wsteczni. Takiej etykietki nie da się przypiąć wszystkim dla uspokojenia własnych wątpliwości. Raczej patrzmy, jak przeniknąć mury oblężonej twierdzy ludzi absolutnie przekonanych do dobrej zmiany. I zacznijmy mówić mocniejszym głosem. Praca u podstaw już się zaczęła, i jest to „w gruncie rzeczy sprawa smaku“, jak pisał poeta. Stad pomysł, żeby wbrew sobie napisać coś aktualnego, choć zdecydowanie wolę teksty bez tezy, lekkie i o niczym. Przyznam, że za ten dzisiejszy wyjątek rządzącego obozu szczerze nienawidzę.

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Dorota Cygan i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s