Rowery i rowerzyści

Ewa Maria Slaska

… czyli obyczaje ludu polskiego w drugiej dekadzie XXI wieku

Rower, jak wiadomo, jest środkiem komunikacji, rozrywką, sportem, zabawką, obiektem szpanowania i sposobem na zdrowie, rower zapewnia życie zrównoważone ekologicznie, szczupłą sylwetkę, oszczędność w wydatkach na komunikację miejską… Myślę, że można by dalej wyliczać. W styczniu, z wypowiedzi ministra Waszczykowskiego, dowiedzieliśmy się, że rower to symbol orientacji politycznej, a przy tej okazji znawcy przypomnieli, że już przed wojnami, drugą i pierwszą, tak było i cykliści a dokładniej, jak twierdzili Słonimski i Tuwim, masoni, Żydzi i cykliści, odpowiadali za mnóstwo rzeczy, które dla konserwatysty były obrzydliwością. Zresztą jak w Biblii, że przypomnę mój ulubiony fragment z Księgi Kapłańskiej:

Spośród ptaków będziecie mieli w obrzydzeniu i nie będziecie ich jedli, bo są obrzydliwością, następujące: orzeł, sęp czarny, orzeł morski, wszelkie gatunki kani i sokołów, wszelkie gatunki kruków, struś, sowa, mewa, wszelkie gatunki jastrzębi, puszczyk, kormoran, ibis, łabędź, pelikan, ścierwik, bocian, wszelkie gatunki czapli, dudek i nietoperz.

Bardzo lubiłam zasadę, że nie wolno jeść dudka, i dopiero po latach dowiedziałam się, że to dlatego że dudki wydzielają jakąś smrodliwą substancję, a nie dlatego że ładne i że każdy dudek ma swój czubek. Ministra Waszczykowskiego niewątpliwie cała Polska zaliczyła do czubków i na pewno nie będziemy go jeść. W noworocznym wywiadzie dla niemieckiego Bilda szef polskiego MSZ w trzech zdaniach załatwił nas wszystkich, bo nawet jeśli ktoś, jak ja, nie jeździ na rowerze, to na każdego z nas znalazł się jakiś haczyk, a nawet hak:

Poprzedni rząd realizował w mediach określony lewicowy program. Tak jakby świat według marksistowskiego wzorca musiał automatycznie rozwijać się tylko w jednym kierunku – nowej mieszaniny kultur i ras, świata złożonego z rowerzystów i wegetarian, którzy używają wyłącznie odnawialnych źródeł energii i walczą ze wszelkimi przejawami religii. To ma niewiele wspólnego z tradycyjnymi polskimi wartościami.

Internet i życie polityczne zakotłowały się od rowerów, wiatraków energetycznych i marchewek.

Ostatnio  rower znowu wrócił na arenę polityczną. Postanowiono bowiem, jeżdżąc na rowerze, zaprotestować przeciw temu, że pani Premier nie opublikowała wyroku Trybunału Konstytucyjnego:

Podobno termin 150 dni mijał szóstego sierpnia, w każdym razie to w tym dniu zorganizowano akcję nazwanę: 150 dni – CAŁY ŚWIAT LICZY.  A KOD_LA ocenił ją jako akcję ogólnoświatową a nawet galaktyczną:

Rozważamy zmianę nazwy CAŁA GALAKTYKA LICZY. Nie dajmy się ciemnej stronie mocy i niech moc będzie z wami.

Protestujący KODerzy po zakończonej akcji na tle Ambasady RP w Berlinie, 6 sierpnia 2016 roku.

Ja też tam byłam, nie jeździłam wprawdzie na rowerze, bo, jako się rzekło, nie umiem, ale liczyłam okrążenia i jako pierwsza gratulowałam temu, kto wykonał 150 rundę czyli redaktorowi Tyblewskiemu z audycji polskiej radia Funkhaus Europa.

Łukasz Szopa z KOD_Berlin tak opisał ten ewent:

Dziś w ramach wspólnej akcji „150 dni PRZEKROCZENIA terminu publikacji wyroku TK” KOD Berlin zorganizował pod Ambasadą RP w Berlinie akcję protestacyjną „150 RUND ROWEREM wokół ambasady!”
Przybyło około 20 osób, w tym ponad połowa rowerzystów (dzięki za pomysł panie Waszczykowski!), by pokazać, że Polacy wcale nie zapomnieli, iż rząd RP i odpowiedzialna za to pani premier Beata Szydło od 150 dni łamie konstytucję nie publikując wyroku Trybunału Konstytucyjnego z dnia 9 marca 2016.
Pogoda dopisała idealnie (nie za ciepło, około 20 stopni, chmurki, chwilami kilka kropelek orzeźwiającego deszczyku), i wspólnie wzięliśmy się za okrążenia wokół ambasady (jedno około 800 m – jak wyliczyła uprzejma berlińska policja), razem, solidarnie, ale niekoniecznie jako peleton, by wspólnie zaliczyć 150 okrążeń.
Każde zaliczone przez rowerzyst(k)ę okrążenie honorowane było legendarnym już dzwonkiem w rękach Ewy, podczas gdy skrupulatna Ela dokładnie liczyła okrążenia. Czasami co aktywniejsi rowerzyści mijając budynek ambasady wołali „BEATA DRUKUJ!”, „NASZ TRYBUNAŁ – WASZ PREZES!” albo też „TRYBUNAŁ STANU TO NIE WCZASY!”
Po około godzinie udało się, usłyszeliśmy finalne „Sto pięćdziesiąt”, gdy Jacek z radia Funkhaus Europa minął ambasadę.

DZIĘKUJEMY WSZSTKIM, BYŁO MIŁO, ZDROWO, A PRZEDE WSZYSTKIM BYŁO TO WAŻNE!!!

Tak, zgadzam się, było słodko i miło, tak słodko i miło, że mi na czas jakiś odebrało rozum… Ale, póki co, mój rozum zawsze posłusznie wraca na posterunek i wali mnie po głowie (i niestety po niewczasie) za sentymentalizm, głupotę i płochą skłonność do tego, żeby było słodko i miło. Goyi to się potwory budziły, gdy rozum spał, trzeba uważać, kiedy „słodko i miło” też okaże się monstrum.

Takich sytuacji, żeby było „słodko i miło” tworzyliśmy w ostatnich miesiącach wiele – pikniki, pikiety, dowcipy, teatr, piosenka, groteska… Poczucie humoru jako środek protestu, sałatka z serem feta i sernik, żaba i szczur na głowie…

 

Tak tak, nie wypieram się, też tam jestem czy też, jeśli tylko mogłam, też tam byłam. Widać gołym okiem. I zawsze byłam zdania, że nawet jak jest nas mało, to jednak dajemy znak. Opowiadamy się. Przypominamy. Widać nas. Miałam nawet ulubionego KODera, który podczas pierwszej KODowskiej demonstracji stanął w grudniu 2015 SAM przed ambasadą RP w Portugalii! Nazywa się Kamil Otto Walter-Popławski.

A jednak… Mea culpa. Nie pomyślałam PRZED, pomyślałam dopiero PO! Zawsze myślę do piero PO, nie jestem, obawiam się, Prometeą, ale niestety – durną Epimeteą.

A teraz moje argumenty do dyskusji z tą beznadziejną Slaską, która lubi, żeby było „słodko i miło”, i jeszcze na dodatek dowcipnie, sformułowane PO akcji przed Ambasadą RP 6 sierpnia.

  1. Wyjaśnienie, dlaczego to robimy było dość pokrętne. 150 dni NIE publikowania, które miały oznaczać, że należy się mandat za przekroczenie – jednak w domyśle prędkości a nie dni – to konstrukcja myślowa trudna do wyjaśnienia. Poczułam to najlepiej, gdy trzeba było sens tego, co robimy, wytumaczyć i przetłumaczyć Niemcom. Tłumacz zawsze wyłapuje błędy logiczne wypowiedzi! Nie ma innego wyjścia, bo póki nie zrozumie logiki, nie wie, co tłumaczyć…
  2. Akcja była bez sensu, bo jaki sens ma żądanie od rządu RP, by opublikował wyrok Trybunału Konstytucyjnego sprzed pół roku, skoro w międzyczasie, chyłkiem, pomiędzy szczytem NATO a Światowymi Dniami Młodzieży, 30 lipca i ten rząd, i ten prezydent uchwalili i podpisali nowa uchwałę o TK?
  3. Wszystkie nasze akcje, nie tylko te z założenia małe, śmieszne i prześmiewcze, ale i te duże i poważne, poprawiają nam humor i przypominają wprawdzie światu (a nawet galaktykom), że o coś nam chodzi i mówimy NIE, ale w samej POLSCE niestety nie mają najmniejszego znaczenia. Podobnie jak opinie Komisji Weneckiej i Unii. Pies szczeka, karawana idzie dalej.
  4. Karawana idzie dalej i jest coraz gorzej, coraz więcej brei, budyniu i kisielu.
  5. To oznacza, że trzeba się brać za inne metody. Myśleć, tworzyć teorie i scenariusze, ale też formować zalążki siatek konspiracyjnych i edukacyjnych. Nie tygodniami formułowane manifesty o tym, że ważna jest dla nas edukacyjna przestrzeń wolności, tylko pragmatyczne i obowiązujące ustalenie zasad działania: jak wybierać młodych ludzi, pracowników, urzędników? jak ich kształcić? CO im mówić? Praca u podstaw. Praca organiczna. Konspiracja. Bibuła. Latający uniwersytet. Wszechnica obywatelska. Nowy drugi i trzeci obieg, i to nie (tylko) internetowy, bo internet można zlikwidować jednym ruchem ręki (patrz Chiny). Inne pozainternetowo-komórkowe sposoby komunikacji.
  6. Ale to wszystko nic w porównaniu z najgorszą naszą winą, jaka stała się naszym udziałem podczas tej słodkiej i miłej akcji rozrywkowej. TURCJA! TURCJA!
    Od wielu miesięcy trąbimy o podobieństwach między Erdoganem, Orbanem i Kaczyńskim, a to, jeśli nie ma być tylko retoryką, oznacza, że uważamy, iż zaostrzanie kursu antydemokracyjnego i ograniczanie wolności obywatelskich, jest groźne i prowadzi do KATASTROFY.
    W Turcji ta katastrofa się zdarzyła, tysiące opozycjonistów gniją w więzieniach, dzieją się gwałty, tortury i bezprawie. Dla PiSu nadzwyczajna gratka, bo wygrał na punkty nie czyniąc nic. Po prostu doczekał chwili, gdy NASZ argument obrócił się przeciwko nam i odbiera nam część i tak przecież skromnego poparcia społecznego. Ludzie myślą, a jak myślą, to się boją. Póki można było dyskutować o polityce, rowerach i pietruszce z pozycji bezpieczej akcji pod opieką policji, wychodziło na ulice sporo ludzi (sporo, ale nie powalająco dużo!).  Gdy porównywany do Kaczyńskiego dyktator zamęcza opozycjonistów na śmierć, będziemy się bali i będziemy mieli rację… 
    A my NIC!
    A my o Turcji ani słowa. Wstyd!

    A my sobie jeździmy na rowerach…

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ewa Maria Slaska i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Rowery i rowerzyści

  1. roman zygmunt brodowski - BROM. pisze:

    Przeczytałem i …… pod wrażeniem ! i …… bez komentarza. prawie zgadzam sie z tym co z twojego textu wyniosłem ( ~ 99% ) – serdecznie pozdrawiam i życzę miłej z przyjaciółmi niedzieli.

  2. Łukasz Szopa pisze:

    Co do Turcji, Ewo, w pełni się z Tobą zgadzam. Trzeba było pokazać się w tym kontekście, obojętnie czy jako KOD, czy jako Europejczycy czy po prostu obywatele, dla których te kilka wartości jak wolność, poszanowanie praw człowieka, demokracja mają jakąś wartośc – ponad granicami. A my zostajemy w głowie w Polsce, no, może czasem też w Niemczech widząć co wyrabia AfD – i tyle.
    Co do zarzutu o rowery i pikniki się nie zgadzam. O tym, jak działać w Polsce, w tym miejscu się nie wypowiadam, gdyż tu za rzadko mieszkam. Ale naszą główną rolą zagranicą, gdzie głównie żyjemy (póki co), jest według mnie nie edukacja Polonii (bo nawet sukces tu niewiele da: głosują i tak tylko na Warszawę, a głos Polonii – czy PiSowskiej czy KODerskiej – w Polsce jako „multiplikatorów” jest słaby i niechętnie słuchany). Naszym głównym celem OBECNIE (póki nie będzie w Polsce gorzej, i trzeba będzie zbierać kasę na adwokatów i rodziny internowanych, albo ich przygarniać), jest aktywacja i informowanie zagr. opinii publicznej.
    Obojętnie czy przez spotkania z dziennikarzami i politykami i innymi organizacjami, czy przez publiczne akcje. I właśnie co do drugiego to widać wyraźnie po 9 miesiącach akcji, że medialnie bardziej przyciągające są jednak akcje nietypowe: jak OkoPrezesa, jak Andrzej DADA, jak rowery. Tu media nas filmują, rozmawiają z nami, tu jest szansa zaistnieć medialnie tematami jak „Polska” czy „zagrożona demokracja”.
    Że nasze akcje w PL mają mały rozgłos i znaczenie – szczególnie dla rządzącego reżymu – to racja. Jednak jak widać z wpisów, są jednak te niekonwencjonalne akcje inspitujące i motywujące też dla KODerów i obywateli nastawionych antyPiSowski w Polsce. No i mają pewną wagę – oby! – dla polityki zagranicznej, choćby małą.
    Akcja od podstaw, edukacja, latające uniwersytety – tak, to podstawa, nawet gdyby PiS i Co zniknęli jakimś cudem za 45 minut. Lecz do tego, wybacz, powinniśmy wrócić do Polski i tu działać.
    (Jeśli to okej, ów komentarz publikuję równocześnie tu i poniżej twojego wpisu na Facebooku).

  3. Julita pisze:

    Odszukałam wpis, wróciłam, by przeczytać ponownie. Nie skonkretyzowałam jeszcze komentarza, temat zbyt ważki. Świetny wpis!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s