O poezji i patriotyzmie

Dziś taki dzień, że dobrze jeśli chodzi o Ojczyznę

Roman Brodowski

Wielka Improwizacja (tytuł nadany przez adminkę)

Niedawno odwiedziłem moich znajomych. Zaproszony przez Janka i jego sympatyczniejszą cząstkę wspólnoty majątkowej Gosię (dla nieprzyjaciół Małgorzatę), na poetycki podwieczorek, wyruszyłem w czasie piania kogutów na ten ich koniec świata. Na szczęście koniec ten znajdował się tuż za miedzą rzeczywistości polsko-niemieckiej, czyli w Zielonej Górze. Do miasta dotarłem około południa. Zaraz po wyjściu z autokaru udałem się na umówione miejsce spotkania, czyli, tradycyjnie już, na ławeczkę obok pomnika Bachusa. Otulony ciepłem słonecznych promieni, podziwiałem kolorowe secesyjne kamieniczki. W odróżnieniu od wielu innych polskich miast, w Zielonej Górze większość zachowała swoją pierwotną formę. I nic w tym dziwnego, bo i miasto jest jednym z nielicznych ocalałych w wojennej zawierusze od bomb i pożarów.
Janek z tak zwaną niemiecką punkualnością (nie wiem dlaczego niemiecką? – odp. adminki, bo tak ongiś jeździły koleje niemieckie, że można było wg nich regulować zegarki – ech, gdzie te czasy?) przyszedł na spotkanie o trzeciej. Po krótkiej rozmowie, krętymi uliczkami, udaliśmy się tam, gdzie miała się odbyć moja z przyjaciółmi Janka, poetycko-filozoficzna biesiada czyli restauracji na obrzeżach jakiegoś parku. W bocznej sali przy połączonych stołach czekali już zaproszeni goście.
Usiadłem między dwiema miłymi paniami, wdychając mym zalergizowanym nosem zapach ich perfum. Nie wiem, czy były to perfumy Chanel N°5, ale pachniały delikatnie kawa z cynamonem i muszę przyznać, że moje receptory węchu przyjmowały ten zapach bezkrytycznie.
Wypiłem kilka łyków herbaty z cytryną (mój ulubiony napój), wysłuchałem powitalnego wstępu i rozpocząłem to kameralne spotkanie z miłośnikami poezji kresowej.
Ze względu na lekko już wychodzący poza ramy wieku średniego, wiek słuchaczy, postanowiłem skupić uwagę na poezji teologiczno-filozoficznej, rozpoczynając od twórczości apokryficznej.
Po przeczytaniu kilku utworów, doszedłem do wniosku, że zacząłem chyba od zbyt poważnej i być może trudnej do zrozumienia kategorii wiersza. Dla rozluźnienia nieco przygasłej atmosfery przeszedłem do poezji lirycznej, opisującej Kresy a i inne nasze ojczyźniane pejzaże. Dopiero jednak przy prezentacji wierszy dla dzieci oraz twórczości satyrycznej atmosfera stała się iście sielankowa.

A potem ktoś zapytał, czy piszę utwory satyryczne o tematyce społeczno-politycznej, komentujące sytuację w kraju, i czy może mam jakiś w zanadrzu.
– Oczywiście, odpowiedziałem, i takowe się zdarzają w mojej bogatej kolekcji literackich wypocin. Na prośbę większości przeczytałem dwa nieco sarkastyczne utwory. Miałem ze sobą jeszcze trzecią satyrę, a choć wydawała mi się zbyt frywolna, wulgarna, prawie że paszkwil, to w przypływie odwagi, czując podatny grunt pod nogami postanowiłem sprawdzić reakcję publiczności i…, po raz pierwszy przeczytałem ją w gronie większym niż trzy (moja małżonka, moje odbicie w lustrze i ja).

Nieco erotyczno polityczna bajeczka dla dorosłych

Zaprosiła mnie córeczka do ZOO
Do takiego więzienia dla zwierząt
Bym zobaczył słonie, lwy, jelenie
Bym zobaczył jak żyją, co jedzą

Stanęliśmy przy klatce z małpami
Z pawianami klateczka to była
W niej niewielki dupiaty pan pawian,
Wokół niego gromadka krążyła.

Pan i władca, choć mały, to wielki
Najważniejszy wśród małpiej czeladzi
Każda biegnie doń, łuska, dotyka
Nastawiając, by na nią się sadził.

Inni stada członkowie, pawiany,
Bezrozumne, krzykliwe stworzenia
Bezkrytycznie słuchali przywódcy
Dbając, by miał coś do… pieprzenia.

Nagle chwycił on samkę za głowę
I przysadził się do niej na plecy
Stado krzyczy w bezmyślnej ekstazie
A i samka z radością też beczy.

Zobaczyła to córka, Kasieńka
Mała jeszcze, więc nic nie rozumie
Zawołała – Tatusiu jak ładnie,
Jak ten małp pan zabawiać się umie!

Uśmiechnąłem się do niej bez słowa
Popatrzyłem na ten akt pawiana
I myśl taka mi przyszła do głowy.
Że ta scena jest dziwnie mi znana.

Tak, widziałem to nieraz w Warszawie
W parlamencie, na Wiejskiej ulicy…,
W twardej ławie też siedzi ktoś taki
Z którym stado partyjne się liczy.

Też biegają do niego samiczki
I pochlebców cała samców grupa
By zachcianki spełniać swego szefa
Choć dla innych w sejmie to on – pupa.

Nie potrafi jedności zbudować
Od pawiana z Zoo nie jest lepszy
Nawet gorszy, bo pawian swe samki…,
On natomiast Ojczyznę chce spieprzyć

Berlin 23.08.2016.

Ku mojemu zaskoczeniu właśnie ten utwór stał się tą najbardziej trafną formą literackiej wypowiedzi dla grona przybyłych na spotkanie gości…, po za jednym wyjątkiem. Miłe dla mojego ucha oklaski zakłócił dobiegający z sali głos. To jakaś starsza pani próbowała coś powiedzieć. Oklaski zamilkły. Starsza pani patrząc na mnie nieco zniesmaczona, rzekła
– Ten ostatni utwór, który pan przeczytał, jest nie tylko cyniczny, ale w obrazliwy sposób przekazuje nieprawdę i z pogardą odnosi się do tych, którzy walczą by wyciągnąć Polskę z marazmu, w jaki przez ostatnie lata wpychały nas rządy tej przestępczej koalicji PO-PSL. Jestem panem zawiedziona, mówiła dalej, myślałam, że ktojak kto, ale wy, poeci, powinniście świecić przykładem patriotyzmu. Myliłam się – dodała, i usiadła poddenerwowana na krześle.

Podszedłem do niej i szarmancko, jak to wszak mam w zwyczaju, powiedziałem, że poeci to taka specyficzna grupa ludzi, którzy uwięzieni w objęciach weny, piszą to, do czego ich ona zmusza. I nie wolno się na nich obrażać, gniewać z powodu ich duchowych słabości. Wyznałem też, że nie należę do grupy „wierszokletów” piszących na zamówienie, automatycznie, i bezbarwnie, nie tworzę na zawołanie żadnych jednominutówkek, ale w drodze wyjątku uczynię to dla niej, w akcie przeprosin. I być może sprawię, że pozostanę w jej oczach prawdziwym „patriotą”. Poprosiłem o kawałek papieru, wyjąłem długopis i w zupełnej ciszy zacząłem, ach, tworzyć. Po dwóch, może trzech minutach wstałem od stołu i z pasją prawdziwego aktora zacząłem recytować.

Patriotyczny Idiota

Prawda w czasie niezgody, rozłamów
Droższa jest od srebra, a nawet i złota
Lecz uszy prostego ludu niestety,
Cieszy fałsz, kłamstwo, populizm, głupota.

A mędrcy od wieków słowa te mawiają
Że mądrość powoli umiera w narodach
W których fobie i nienawiść rządzą,
Miast by spokój był, rozwaga i zgoda

Niech ja także, ja, głupiec, ja z tego systemu
Dadam od siebie znamienne już słowa
– Gdzie mądrość i prawda we wspólnocie żyją.
Tam Boże, ach Boże… Ojczyznę uchowaj.

Dopiłem herbatę i po chwili pożegnałem się z gospodarzami spotkania oraz pozostającymi w lekko jeszcze patriotycznej zadumie, miłośnikami poezji, by wraz z Jankiem udać się na dworzec autobusowy. W tym dniu czekało mnie jeszcze jedno spotkanie literackie, (tym razem nie moje), które odbyło się wieczorem w Berlinie.  Z furią występowały kobiety, ale miło było…

Autobus pokonywał 180 kilometrów przyjaźni polsko-niemieckiej.

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Roman Brodowski i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s