Paczka z książkami

Ewa Maria Slaska

Zanim zostałam archeolożką

Kasi i Julicie

Przyszła z Polski paczka z książkami. Rozpakowałam ją, położyłam książki na fotelu i… nie wiedziałam, śmiać się czy płakać. Zobaczyłam bowiem jak na dłoni stan mojego umysłu latem 1967 roku, kiedy to nie mówiąc tego głośno i wciąż jeszcze wybierając się na polonistykę, tak naprawdę już dobrze wiedziałam, że jedyne, co chcę studiować to archeologia.

ksiazkiarcheologiczne

Foto Dorota Cygan

Zacznijmy od rejestru:

Ferdinand Anton, Alt-Peru und seine Kunst
Artur Maria Swinarski, Parodie
Artur Maria Swinarski, Satyry
Olgierd Budrewicz, Romans Morza Karaibskiego
Anna Świderek, Kiedy piaski egipskie przemówiły po grecku
Jan Parandowski, Dysk olimpijski
Kazimierz Michałowski, Jak Grecy tworzyli sztukę
Henri Lothe, Malowidła kwitnącej pustyni
Jack London, Przed Adamem
Artur Maria Swinarski, Trylogia Trojańska w dwóch wieczorach
Etienne Drioton, Egipt faraonów
Anna Sadurska, Sztuka ziemi wydarta
Feliks Z. Weremiej, Śladem zagubionych ogniw
Claude Arthaud, François Hébert-Stevens, Andes toit de l’Amérique

Oczywiście nie były to wszystkie moje książki popularno-naukowe o archeologii, przede wszystkim nie ma tu patrona wszystkich, którzy w owym czasie chcieli studiować archeologię czyli Zenona Kosidowskiego. Gdy słońce było bogiem i Kraina złotych łez to były nasze biblie (Opowieści biblijne już w mniejszym stopniu) i przewodniki duchowe, ale mieliśmy też do dyspozycji mnóstwo innej literatury, bo program wydawniczy w zakresie literatury popularno-naukowej w latach 60 był już szeroki, obejmował całą paletę wiedzy, która mogła zainteresować świadomych obywateli Republiki. Ceny książek były tak przystępne, że nie pamiętam ani jednego razu, kiedy by się ktoś zawahał przed kupnem książki, nawet dużego albumu o sztuce,  z uwagi na cenę. Mogło ich ewentualnie nie starczyć dla wszystkich, ale i pod tym względem lata 60 były jeszcze bardzo dla nas łaskawe. Prawdziwe wojny o książki toczyło się dopiero w latach 70 i 80.

I może jeszcze słowo wyjaśnienia, bo na zdjęciu i w rejestrze zawartości paczki widnieją książki obcojęzyczne. Było ich mnóstwo, a wydawały je nasze bratnie republiki, na przykład „enerdowska”. Ciekawsza jest sprawa z publikacją francuską z roku 1955, tę, jak sądzę, przywiózł jakiś marynarz i sprzedał w antykwariacie.

Miałam więc książki. Mnóstwo książek. Michałowskiego o Egipcie (każdy chciał do Egiptu!), o jaskini Lascaux i (mnóstwo) o Atlantydzie, sterty książek o Ameryce Łacińskiej (to była nasza miłość, jeszcze większa niż Egipt, a to z uwagi na… Cortazara, ale o związkach archeologii z literaturą piękną za chwilę), był Parandowski i jego przepięknie literacko opracowane Mity greckie, ale też Mity greckie Gravesa… O archeologii Słowian mnóstwo pisał Jasienica, którego za chwilę mieli przestać wydawać, bo nagle mu wyciągnięto sprawę przynależności do bandy Łupaszki, ale na razie wciąż jeszcze… Schliemann i Evans byli bliskimi nam ludźmi, właściwie współczesnymi, i bardzo się przejmowaliśmy ich dokonaniami. Jedno z kolorowych czasopism drukowało co tydzień na tylnej okładce artykuły o archeologii, niestety nie pamiętam które (za to pamiętam artykuł o Knossos), a internet w tym względzie w niczym nie pomaga…

Wiele z tych książek miałam i z biegiem lat sprowadziłam je z Gdańska do Berlina, ale jak widać nie wszystkie, skoro nagle moja siostra mogła mi dostarczyć pudło pełne szkolnych lektur… I to w takiej przedziwnej konstelacji. Wszystkie książki z pudła kojarzą się z moimi własnymi przygotowaniami do studiów, ale na pewno nigdy w takim zestawie nie stały razem na żadnej półce. A przecież tak ktoś kiedyś musiał pakować schedę po mnie. Dziesięć książek na raz z jednej półki i do kartonu. Drugie dziesięć, zamykamy pudło i do piwnicy albo na strych.

Okazuje się, że na strych.

Kasiu, pytam, skąd to wzięłaś? I kto to tak zapakował?
Ja.
I dlaczego tak?
Bo na strychu..

Ach, na strychu. Ale u Kasi na strychu? Ja tam nigdy nie mieszkałam! Mniejsza, widocznie podczas likwidowania mojego mieszkania moje książki trafiły do rodziców, a po ich śmierci do Kasi… Czternaście lat temu, 22 września 2002 roku, umarł tata (RIP, Tato!), a my ostatecznie zlikwidowałyśmy mieszkanie rodziców na Grunwaldzkiej.

Bo postanowiłam posprzątać na strychu (moja siostra ostatnio wszystko sprząta, to wiem). Było mnóstwo książek. Brałam do ręki każdą osobno i niektóre były wyraźnie dla ciebie, więc odkładałam je do kartonu…
Dla mnie?
No tak, myślałam sobie, ach to była książka Ewy, albo, ach to na pewno Ewa chętnie będzie miała, a przy Swinarskim…
No właśnie, Swinarski, skąd wiedziałaś, że Achilles i Panny?
Nie wiedziałam, ale pomyślałam, że to taka literatura, że tylko ty, jedyna na świecie, jeszcze jesteś w stanie ją odczytać rozumiejąc wszystkie jej złożone warstwy ironii, erudycji i aluzji politycznej.

Tak jak sądziłam, to nie ja ułożyłam te książki w taki zbiór, zrobiła to porządkująca intuicja mojej siostry… Kasia sama z siebie nie wiedziała więc, że fragmenty Trylogii trojańskiej Swinarskiego, które Mama wkleiła do zeszytów (o tym TU), pokazały mi, że archeologia to nie (tylko) żmudne skrobanie szpachelką po warstwie gliny, ale sposób zbierania informacji o tym, jak żyli ludzie, ani że London i że to dzięki jego minipowieści o plejstocenie zrozumiałam, że najbardziej interesuje mnie epoka kamienia, bo wtedy zaczynało się wszystko, co ze zwykłego zwierzęcia zrobiło człowieka. I o tym jest ta powieść.

Pierwsze wydanie 1907, I wydanie polskie 1957, wydawca Wiedza Powszechna, przekład S.M., autor okładki Włodzimierz Lewiński

To mi oczywiście przypomina inne książki, które namiętnie czytałam (a potem się okazało, że czytaliśmy). Na przykład Nienacki, tak, ten od Pana Samochodzika. Jedna z najlepszych książek dla młodzieży o archeologii to był Skarb Atanaryka, powieść wydana w roku 1960 jeszcze poza serią, a w następnych wydaniach dodana do Pana Samochodzika jako presequel.

Ale też Cortazar, nasza kultowa lektura, która przeniosła nas wszystkich w świat nigdy przedtem nietknięty najmniejszym nawet poruszeniem naszych umysłów. Cały kontynent nie istniał na naszej wewnętrznej mapie świata, dopóki nagle nie pojawili się Maga i Rocamadour z kubeczkami do picia mate, a my zaczęliśmy mówić po „gliglińsku”. Gdy książka ukazała się po polsku był rok 1968. Studiowałam wtedy polonistykę, kupiłam Grę w klasy i na zawsze porzuciłam myśl o zostaniu polonistką. Musiałam, po prostu musiałam nauczyć się po „gliglińsku” i zrozumieć ciężar kultur, azteckiej i tolteckiej, z których wyrósł Cortazar… I niech mi nikt nie mówi, że Cortazar jest Argentyńczykiem, a ja się tu odwołuję do kultur prekolumbijskich (ale i preazteckich) w Meksyku, bo dla mnie (DLA MNIE) Cortazar to ostatni Toltek, człowiek który wyrąbał niezwykłych ludzi z czarnego kamienia…

Posągi atlantów, dawniej podtrzymujących dach świątyni w Tuli, stolicy Tolteków w okresie IV-X w.n.e.

Na zakończenie podsunę jeszcze Czytelnikowi taką oto znalezioną w Wikipedii myśl, nieznaną mi jako studentce archeologii, ale już wówczas na pewno przeczuwaną… Bo inaczej skądby ten Cortazar?

W ostatnich dziesięcioleciach coraz większym uznaniem środowisk naukowych cieszy się teoria, która nie wiąże nazwy Toltekowie z żadną konkretną grupą etniczną, ani okresem historycznym. Zgodnie z tą koncepcją, opisywani w azteckich przekazach Toltekowie traktowani są bardziej jako konstrukcja filozoficzna i jako mityczna – przynajmniej po części – grupa różnych antycznych społeczności i kultur. Miały one poprzedzać cywilizację Azteków, charakteryzować się wysokim na owe czasy poziomem rozwoju (kultury, cywilizacji i urbanizacji) i być przeciwstawiane „dzikim” zdecentralizowanym ludom wędrownym regionu.

Zgodnie z tą interpretacją każdy ośrodek miejski ówczesnej Mezoameryki mógł być określany Tollan, a jego mieszkańcy – zwani Toltekami. Władcy tak różnych cywilizacji, jak Aztekowie, Majowie Quiché i Majowie Itza wywodzili swe pochodzenie od takich mitycznych tolteckich władców-bogów, jak Quetzalcoatl czy Kukulkan.

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ewa Maria Slaska i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Paczka z książkami

  1. Julita pisze:

    Studentko Droga, dziękuję. Za dedykację, za wpis, za rok 1967, fantastyczny tekst. I jak napisany: fragmenty rozmowy, motyw strychu, i książki, książki przewijające się przez życie, znaczące je. Czysta poezja.

  2. Za „dysk olimpijski” Parandowski dostał złoty medal na olimpiadzie – 1936 – w Berlinie!
    I jakoś się potem tym nie chwalił…

  3. Kasia Krenz pisze:

    Ach, no tak, porządkuję, porządkuję, bo jakoś dotarł do mnie głębszy sens porzekadła mówiącego o tym, że „mieszkamy na własnych śmieciach”. Ale to nie było tak, że półka książek była oznaczona hasłem „Siostra”. One wyłoniły się same spośród innych (jakże wielu), na które nie ma już miejsca w: pokojach, korytarzu, piwnicy, na podłodze przed ścianą biblioteczną w mojej pracowni. Dlatego powędrowały na strych. Bo u nas się książek nie wyrzuca, nie oddaje, nie uwalnia. Książki muszą być. Muszą stać na „swoich” miejscach, pilnując porządku naszego świata, chronologii naszego życia. Gdy któraś znika, ten porządek się kruszy, i tu dochodzimy do sedna: porządek na półkach niewiele ma wspólnego z porządkiem świata. .

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s