Silly Billy

billyEwa Maria Slaska

Nie wiem jak to się stało, ale któregoś dnia postanowiłyśmy we trzy, Johanna, Ania i ja, że sprawdzimy, czy uda się nam zainicjować akcję na cały świat, łączącą ludzi z Facebooka, którzy mają słynne meble Billy z IKEI. IKEA wprowadziła kiedyś akcję, żeby się fotografować pod hasłem IKEA in your life. Myśmy chciały Billy in your life.

Jak to z takimi pomysłami, które powstają pomiędzy massamanem tofu a tiramisu, ten też gdzieś się rozlazł i w końcu nie zainicjowałyśmy tej akcji… Ale Billy utkwił mi w głowie jak drzazga. Sama mam Billy od 30 lat i nic nie wskazuje na to, bym się miała z nimi kiedykolwiek rozstać. Pierwsze berlińskie regały Billy dostałam od koleżanki pisarki, która wyjeżdżała na stałe do Izraela. Postawiłyśmy je na ulicy i zanim przyjechał samochód, wiatr nimi miotał jak żaglami, bo Billy stoi porządnie tylko porządnie obciążony.

Mieszkałam w Berlinie w trzynastu mieszkaniach, to jest czternaste, ale moje życie jest teraz stabilniejsze niż 30 lat temu, więc Billy wędrują ze mną tylko od pięciu mieszkań (nie wiem, czy gramatycznie wolno tak określać czas, ale sama pouczam koleżanki pisarki, że „pisarce wszystko wolno” – w pisaniu oczywiście – więc uznajemy niniejszym, że wolno mi napisać, że moje Billy chodzą ze mną po Berlinie od pięciu mieszkań).

Ostatnie mieszkanie było wielkie, to jest o połowę mniejsze, więc w roku 2009 przed przeprowadzką oddałam nie tylko połowę książek, ale i połowę regałów Billy. Książki leżały jako wielka góra na środku pokoju, najpierw przebierali je znajomi – był taki (pamiętasz Leonardzie?), który przybył z odległego miasta z synem i córką, cała trójka zaopatrzona w walizki na kółkach i plecaki – potem przyjechała półciężarówką ekipa z firmy Büchertisch i zabrała resztę góry książek i połowę regałów. Niewykluczone, że są tu na zdjęciu…

Z tego co zostało, połowa i tak nie zmieściła się w mieszkaniu i piętnaście pudeł trzeba było wstawić do piwnicy. Nie mam pojęcia, co tam jest (tak, wiem, powiecie, że trzeba było zrobić listę – wy na pewno byście zrobili, jasne, a ja – nie, trudno), raz, jakieś dwa lata temu syn i siostrzeniec wnieśli mi na górę jeden taki karton i były tam śliczne rzeczy…

No, ale wróćmy do moich baranów, czyli do Billy. Nie zrobiłyśmy akcji, a za to ja w wolnych chwilach tego lata wędrowałam sobie u Was po waszych facebookowych zdjęciach. Szukałam Billy, oczywiście coś tam znalazłam, ale przede wszystkim ta wędrówka powiedziała mi wiele o nas samych w roku 2016.

Mam na FB około 550 znajomych, czyli podobno dwa razy więcej niż średnia. Przeciętnie mamy ponoć znać na FB 270 osób, z tego mniej więcej jednej trzeciej nigdy na oczy nie widzieliśmy i nie mamy pojęcia, kim są…

A więc dla prostego rachunku 500. Każdy z Was miał co najmniej sto zdjęć, które można przejrzeć, a niektórzy mieli ich tysiące. Znowu dla prostego rachunku – 500 osób po 100 zdjęć. Latem tego roku przejrzałam więc co najmniej 50 tysięcy zdjęć…

Nie właziłam do Was wg listy alfabetycznej, zaglądałam tylko wtedy, gdy pokazywała się informacja, że właśnie „czatujecie”, co potraktowałam jako zaproszenie. Odwiedzałam Was z ogromną przyjemnością. Dużo się o Was, o sobie, a i o świecie dowiedziałam z tych wędrówek. Oceniałam nas wg zasobów naszych zdjęć a nie tego, co piszemy na Facebooku. To ważne, bo…

Bo punktem wyjścia było przecież szukanie regałów Billy czyli książek.

Na zdjęciach książek było mało, prawdę mówiąc, prawie wcale ich nie było. Ale nie było też polityki, seksu, jedzenia i pieniędzy, czyli najważniejszych elementów naszego życia. Widocznie politykę i inne takie wstawiamy na ścianę czyli wall za pomocą copy-paste i nie zostawia ona śladu w wewnętrznym życiu naszego Facebooka.

Czyli co było i jest, więc pisze się w rejestr?

Przede wszystkim JA, ja, ja… ich, ja, ego, I, je, yo, ja ja ja ja… Dopiero potem MY – my para, my rodzina, my grupa kolegów i koleżanek, my się bawimy, my jemy w restauracji, spotykamy się, rozmawiamy, uprawiamy sport, tańczymy, gotujemy, pracujemy. Już z samych końcówek gramatycznych widać, co jest ważne: my my my my… Ja na selfie i my na selfie. Trzask z patyka lub z ręki i fiuuu na Facebooka.

Potem podróże, bliskie i dalekie, również po własnym mieście, mnóstwo podróży, statystycznie po ja i my na pewno najważniejszy punkt naszego życia. Następne są nasze psy i nasze koty (nikt nie ma ptaszków, chomików, patyczaków, świnek morskich – tylko psy i koty). Dużo jest też kwiatów – zwłaszcza wiosennych (widocznie bardzo ich potrzebujemy po zimie) – i wreszcie elementy obyczaju ludowego w życiu mieszczucha – choinki, pisanki, wianki, świeczki na grobach. Gdzieś tu, w dolnych rejestrach statystycznych, pojawią się książki na regałach…

Niektóre zdjęcia się powtarzają – jako idea lub konkretnie, niekiedy nawet kilka razy widziałam to samo zdjęcie. Nic w tym dziwnego, znamy się przecież między sobą i dzielimy naszymi picsami.

Pomysły zdjęć muszą wisieć w powietrzu, a my robiąc takie zdjęcia realizujemy aktualnie obowiązujący lifestyle, choćbyśmy szli w zaparte i twierdzili, że nic nas z mainstreamem nie łączy. Pierwszy nieustannie powracający motyw to zdjęcie naszych własnych stóp, najchętniej w trampkach. Masowo! Kieliszek wina na drewnianym stole też jest częsty. Mogą być oczywiście dwa. Chętnie na tle zachodzącego słońca.

W Berlinie dość nieprzyjemnym przejawem mainstreamu jest robienie sobie zabawnych zdjęć wśród betonowych stel Pomnika Ofiar Holokaustu. Zresztą w ogóle nie mamy stosunku do przekazu, jaki niesie miejsce lub okazja, bo dominuje zasada kultu jednostki, własnej oczywiście. Fotografujemy się ciągle, wszędzie i bez końca, i najlepiej jest, jeśli się przy tym uśmiechamy. Więc śmiejemy się szerokim uśmiechem na tle bramy do kacetu…

***

Billy zatem. Książek, mieszkań, regałów jest na zdjęciach mało, a Billych jeszcze mniej… Trudno, badacz nie wybiera, badacz bada… Zaczynam od splądrowania własnych zasobów blogowych i facebookowych. Reszta w następne niedziele. I wielka prośba: PRZYSYŁAJCIE MI WASZE BILLY!!! Może jeszcze uda się nam oblecieć z taką akcją kulę ziemską dwa razy dookoła, jak to się przydarzyło pewnemu rysunkowi jamnika🙂. Miłej niedzieli!

ewa-emanuelajabutelkiolsztyn

Neues Bildniemieckieksiazki polskieksiazki

 

gramyslowkaja

choinki-billy

schyzia-billy

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ewa Maria Slaska i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

7 odpowiedzi na „Silly Billy

  1. pharlap pisze:

    Zgadza się, książki ułożone kolorami🙂

  2. Anonim pisze:

    Masz rację, „książek ,mieszkań ,regałów“ jest na zdjęciach mało.
    Spojrzałam na swoje: wstawiałam chętnie podróże bliskie i dalekie, jakieś wydarzenia kulturalno społeczne, fotki typu ja + my + rodzina i znajomi wkładane były raczej przez dobrze życzące mi osoby. Znalazło się też dużo kwiatów świeczek choinka i palma wielkanocna.
    Choć pamiętam, że kiedyś tytułowym zdjęciem była książka z domu Lutra w Wittenberdze ale dziwnym trafem z albumu zniknęła. Może fb nie lubi książek (konkurencja zazdrość?!?)

    Dużo znajomych mnie pyta dlaczego nic nie wstawiam i nie mam zdjęcia profilowego i tytułowego, a więc wyjaśniam. Zaliczam Facebook do pewnego rodzaju rozrywki, a unikanie jej jest w naszej tradycji jednym z elementów żałoby.
    Muszę przyznać że to zaniechanie komunikacji na Facebooku, które sama sobie narzuciłam, bardzo mnie już męczy, z przyjemnością wrócę do Facebooka i bede dodawac kwiatki, drzewa, ludzi, psy i koty i Bille`go

    https://www.dropbox.com/s/uqou7p9ac1oemj1/DSC04984%20-%20Verkn%C3%BCpfung.lnk?dl=0

    • ewamaria2013 pisze:

      Dziękuję za odpowiedź. Rzuciłam się łapczywie na zdjęcia, ale niestety, dropbox nie chce się (u mnie?) otworzyć. To może jednak poproszę Billy’ego zwyczajnie na maila: ewaslaska@gmx.de. Zapewniam, że anonimowość uszanuję…

  3. Ela Kargol pisze:

    to bylo tylko jedno, ale przeszukam i przepraszam za Anonima. Po prostu czegos nie kliknelam. https://www.dropbox.com/s/hu90kn38mai63fw/DSC04984.JPG?dl=0

    • ewamaria2013 pisze:

      Nadzwyczajna fota! W jedną z kolejnych niedziel (nie w najbliższą, bo w najbliższą niedzielę pokażę anonimowe efekty plądrowania) umieszczę ją na czołowym miejscu. Cudowna!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s