Lorenzo da Ponte (2) Tułaczka

Lech Milewski

Kara

Rok 1776 – Lorenzo utracił pracę w Treviso – przeniósł się do Padwy.
Odetchnąłem z ulgą. Na początku poprzedniego wpisu wyrażałem wątpliwości, czy Lorenzo da Ponte mógł mieć kwalifikacje do pisania o grzechu czy rozpuście. Po zapoznaniu się z faktami wykrzyknąłem – ma, aż nadto, dosyć tego, basta!
Zagłębiłem się ponownie w materiałach źródłowych, oczekując, że teraz znajdę informacje o karze – drugiej połowie kwalifikacji autora libretta do opery z podtytułem rozpusta ukarana.

Oto co znalazłem –

Padwa (to nadal Republika Wenecka)

Najmłodszy brat Lorenzo, Luigi, studiował tu medycynę. Był to bardzo trudny okres. Mimo bardzo skromnych oszczędności Lorenzo starał się utrzymywać wysoki standard życia. Większość czasu spędzał w kawiarniach literackich, gdzie brylował w środowiskach literatów i intelektualistów. Budżet reperował wygranymi w domino i warcaby.
Koło fortuny przekręciło się na dobrą stronę, gdy jego przyjaciel Mazzola załatwił mu posadę sekretarza u wysoko postawionej weneckiej rodziny Zaguri.

Wenecja

Da Ponte otrzymał również posadę nauczyciela w domu szlachetnie urodzonego Giorgio Pisani. Prócz powyższych zajęć pełnił oczywiście obowiązki kapłańskie – regularnie odprawiał msze w kościele św. Łukasza (San Luca) – KLIK.

Casanova

Od razu wpadł w wir kontaktów literackich. Z racji pracy u Giorgio Pisani zainteresował się również sprawami polityki.
W Wenecji spotkał się po raz pierwszy z Giacomo Casanovą.
Casanova znał i cenił twórczość poetycką da Ponte. On sam w tym okresie (miał 50 lat) wycofał się z aktywnego życia, publikował nieco, ale bez powodzenia, jego głównym źródłem utrzymania była regularna pensja wypłacana przez władze miasta za pisanie donosów o tym, co też usłyszał od swoich znajomych.

Przypuszczalny portret Casanovy, przypisywany Alessandro Longhi lub Pietro Longhi

Da Ponte zamieszkał w domu pani Laury Bellaudi. Mieszkał tam również jej syn Carlo z żoną Angiolettą. Lorenzo da Ponte nie wspomina o niej w swoich pamiętnikach, dotyczących tego okresu, dopiero dokumenty znalezione 150 lat później wyjaśniły tę sprawę.
W 1942 roku ukazał się artykuł La vera ragione della fuga di Lorenzo da Ponte da Venezia (Prawdziwe powody ucieczki Lorenzo da Pointe z Wenecji). Była to relacja oparta na protokołach zeznań świadków przed Esecutori contro la bestemmia – Trybunałem do spraw moralności. Trybunał działał na podstawie anonimowego donosu wrzuconego do paszczy lwa przed kościołem San Moise (św. Mojeżesz). To był wtedy przyjęty zwyczaj.

Z donosu, potwierdzonego później zeznaniami świadków, wynikało, że Lorenzo miał romans z piękną Angiolettą, mimo że była ona już w piątym miesiącu ciąży.
Carlo, mąż Angioletty, miał w tym okresie również romans i korzystał z usług da Ponte w przesyłaniu swojej kochance listów.
Pewnego razu, Lorenzo – oczywiście niechcący – zajrzał do listu i przeczytał, że Carlo obiecuje kochance, że aby się z nią na stałe połączyć, zabije własną żonę. Dobrą okazją będzie poród.
Lorenzo natychmiast powiadomił Angiolettę o niebezpieczeństwie, oboje uciekli z domu Bellaudi i przenieśli się do domu kuzyna Lorenzo. Tam nastąpił poród.

Następnego dnia kuzyn Lorenzo i położna zanieśli dziecko do domu ojca, Carla Bellaudi, ale ten odmówił jego przyjęcia i zostało oddane do zakładu dla podrzutków.
Istnieje uzasadnione podejrzenie, że ten list ze wzmianką o zamiarze morderstwa, został sfabrykowany przez Lorenzo, gdyż napisany jest poprawnym jezykiem, podczas gdy oryginalne listy Carla były pełne błędów.

Lorenzo wynajął mieszkanie, w którym zamieszkali razem. Wkrótce Angioletta ponownie zaszła z ciążę.
Mieszkania zmieniali dość często, przez pewien czas mieszkali w burdelu. Lorenzo nie wykazywał zazdrości z powodu swobodnych kontaktów Angioletty z klientami, mało tego – przygrywał gościom lokalu na skrzypcach – w sutannie, gdyż innego ubrania nie posiadał.
Sprawa była na tyle znana, że proboszcz kościoła św Łukasza zabronił Lorenzo odprawiania nabożeństw.

W czerwcu 1779 roku Lorenzo da Ponte stanął przed sądem.
Według niego przyczyną pozwu były jego poematy popierające Giorgio Pisani, który w tym czasie ostro atakował władze za korupcję. Poematy te były bardzo popularne zarówno w kołach artystycznychy jak i wśród pospólstwa. Władze, chcąc uniknąć oskarżenia o proces polityczny, postawiły mu zarzut niemoralnego życia.

W pamiętnikach Lorenzo bardzo szeroko rozpisuje się o działalności Giorgio Pisani. Wyrok wspomina wzmiankowo, jako główną przyczynę opuszczenia Wenecji podaje niechęć życia w mieście, które tak potraktowało człowieka formatu Giorgio Pisani.

Lorenzo z Angiolettą przenieśli się do Padwy gdzie urodziło im się dziecko – oddali je do zakładu dla podrzutków.

W grudniu 1779, ogłoszono wyrok – 15 lat banicji z Serenìsima Repùblica Vèneta. W przypadku przebywania na terenie Republiki 7 lat więzienia w celi bez światła.
Uzasadnienie wyroku – mala vita oraz rapto di donna honesta.

W momencie ogłaszania wyroku Lorenza już nie było na terenie Republiki, uciekł do miasta Gorizia – KLIK – obecnie we Włoszech, na granicy ze Słowenią, wtedy była to Austria.
Piękna choć lekkomyślna Angioletta nie pozostała długo w Padwie. Jej mąż Carlo zabrał ją do domu i żyli razem długo i szczęśliwie.

Angioletta pojawia się w pamietnikach Lorenzo da Ponte dopiero w relacji z wizyty we Włoszech 20 lat po opisywanych tu wydarzeniach. Wspomina o jej dramacie i odkryciu morderczego planu jej męża. Twierdzi, że pomógł jej znaleźć mieszkanie i odwiedzał ją często z bezinteresownej troski, w której pewnie był element idealistycznej miłości.

Gorizia

Gorizia

Austria pod srogimi rządami Marii Teresy była znacznie mniej tolerancyjna od Wenecji, szczególnie dla księży. Jednak pierwsza relacja Lorenzo z gospody, w której się zatrzymał była nastepująca:
Gospodyni była bardzo piękna, młoda, o dobrej cerze i żywym charakterze. Ubrana na sposób niemiecki: na głowie czepiec ze złotą lamówką, wokół alabastrowej szyi bogaty wenecki łańcuch zwijający się conajmniej trzydzieści razy i opadający zwojami na jej kusząco zakryty biust. Obcisły żakiet ze swawolną elegancją podkreślał jej zgrabną figurę a jedwabne pończochy zdążające do różowych bucików prezentowały pożądliwemu oku zgrabny kształt jej stóp.

Gorizia była bardzo dobrym miejscem. Niezbyt odległa od Wenecji, umożliwiała łatwy kontakt ze starymi przyjaciółmi. Miała bardzo dobry klimat, dzięki czemu była miejscem wypoczynku popularnym wśród Włoskich notabli. Według Lorenzo była miejscem gdzie erudycja i miłość do literatury były znacznie wyżej cenione niż pieniądze czy pozycja społeczna.
Była również od wielu lat uznanym centrum wydawniczym.

Da Ponte rzucił się w wir twórczości, publikował liczne wiersze, napisał dwie sztuki teatralne. Co istotne, zyskał sobie sympatię hrabiego Torriani, który zaoferował mu gościnę.
Od przejeżdżającego przez Gorizię przyjaciela, Caterino Mazzola, dowiedział się, że Giorgio Pisani został aresztowany.
Mazzola udawał się do Drezna, co skłoniło da Ponte do rozważań, czy by nie przenieść się do tego miasta o dużo większym potencjale niż Gorizia. Dziwnym trafem dwa miesiące później otrzymał z Drezna list zapraszający i wzmiankujący o posadzie na dworze Elektora Saksonii.
Liczni przyjaciele żegnali go bardzo serdecznie i szczodrze wspomogli listami polecającymi oraz pieniędzmi na drogę.
Po drodze zatrzymal się na kilka dni w Wiedniu, pogrążonym właśnie w żałobie po śmierci Marii Teresy (29 listopada 1780).
Bardzo użyteczny okazał się list polecający do księcia Cobelnz (sic), który przyjął go miło i dał mu w prezencie książkę z dołączonymi 100 florenami na dalszą drogę.

Drezno

Pierwsze kroki skierował do Mazzoli, który był bardzo zaskoczony tą wizytą. Na dworze elektorskim nie było żadnej wolnej posady, nie sposób było zidentyfikować autora listu otrzymanego przez Lorenzo.
Według niego była to zemsta jakiegoś wroga w Gorizia.

Mazzola zaoferował mu jednak gościnę, a da Ponte pomagał mu w licznych zadaniach pisarskich. Istotną ich część stanowiły libretta.
Mazzola wysoko oceniał prace Lorenzo i dziwił się, dlaczego dotąd nie zrobił kariery jako librecista. Według Lorenzo był to zawód podle opłacany przez dyrektorów oper, którzy wszystkie pieniądze przeznaczali na wynagrodzenie dla śpiewaków.
Współpracując z Mazzolą korzystał często z biblioteki włoskich sztuk teatralnych wykorzywanych w librettach operowych. W pamiętnikach pisze, że załamał ręce i poczuł ogromny wstyd, że włoska kultura wyprodukowała tak słabe dzieła.
Jeśli chodzi o same libretta to stwierdził, że dyrektorzy oper i kompozytorzy nie zwracają wiele uwagi na treść opery, całe zainteresowanie koncentrują na ariach. Często się zdarza, że na żądanie solisty tworzy się arię nie mającą żadnego związku z treścią sztuki. Podaje przykład śpiewaczki, która odniosła wielki sukces wykonaniem sceny szaleństwa. Gdy miała wystąpić w nowej operze, zażądała aby jej centralnym punktem była scena szaleństwa.

Dość szybko Lorenzo poczuł, że Mazzola nie jest zadowolony z jego pobytu w Dreźnie. Obawiał się, że da Ponte może łatwo stać się jego poważnym konkurentem.
Osobna sprawa to kolejna przygoda miłosna. Lorenzo poznał malarza, który miał żonę „chociaż około 40-tki to nadal bardzo piękną” oraz dwie córki Rosinę i Camilettę.
W obu śmiertelnie się zakochał – z wzajemnością. Jednocześnie flirtował z ich matką.
Tego było za dużo – matka postawiła mu ultimatum – musi wybrać jedną z córek. Ojciec był bardziej stanowczy – przyprowadził obie córki i polecił im pożegnać Lorenzo, gdyż już go więcej nie zobaczą.
Lorenzo zdołał jeszcze przekazać matce panien list pożegnalny: …pierwszy raz wymawiam to słowo – pokochałem je. Mam nadzieję, że te dwa ziemskie anioły i moje serce już nigdy nie pomyślą o miłości.
Nic dziwnego, że po takim przeżyciu Drezno go przygnębiało.

Wkrótce potem Mazzola, w formie żartu, przeczytał mu fragment listu, jaki otrzymał z Wenecji: …ten da Ponte przybył do Drezna żeby cię wysadzić ze stanowiska dworskiego poety. Przyjacielu strzeż się, ci da Pontowie są niebezpieczni o czym dobrze wiesz.

Żart czy nie, należało znaleźć nowe miejsce i wybór padł na Wiedeń.
Podobnie jak w Gorizia znowu został na drogę szczodrze wyposażony przez przyjaciół. Najważniejszy był jednak list polecający od Mazzoli do Antonio Salieri – kompozytora na cesarskim dworze:
Drogi Salieri,
…przedstawiam ci mego przyjaciela Lorenzo das Ponte, zrób dla niego wszystko co zrobiłbyś dla mnie. Jego serce i talent zasługują na to. Jest on – pars animae dimidium mea (połową mej duszy).

Ciąg dalszy nastąpi.

Kilka słów o pamiętnikach Lorenzo da Ponte. Rozpoczął pisanie ich w 1807 roku, ukończył w roku 1823 czyli 15 lat przed śmiercią. Opisuje w nich szczegółowo swoją twórczość, liczne kontakty w świecie artystycznym oraz niezliczoną ilość skierowanych przeciw niemu intryg.

Źródła:
Memoirs of Lorenzo da Ponte – tłumaczenie na angielski L.A. Sheppard. Londyn 1929 rok
Sheila Hodges – Lorenzo da Ponte
Anthony Holden – The man who wrote Mozart

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Lech Milewski i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Lorenzo da Ponte (2) Tułaczka

  1. HRdzieciom pisze:

    Świetnie napisane, dobrze się czyta takie ciekawostki🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s