Pani Irenka 6

Karolina Kuszyk

Na czarno wszystkie, elegancko

Byłam. Byłam. Byłam, pani. Pani była też? Bo nie widziałam. A, później pani przyszła. Ja byłam, z synową, Dawidkiem i tą jego Karolinką. Syn mój nie poszedł, bo mówi, że mamo, to kobiece sprawy są, ja tu robotę mam, załatwianie, wspieram was i tego, ale pójść to raczej nie będę szedł. I za to Dawidek strasznie na syna zły. Synowa tego samego, nie odzywa się teraz do niego. Tak, pani, i dobrze, i ja też mu swoje powiedziałam, że to bardzo synu nieładnie. No, wojna domowa, pani. No i tak, powidła miałam robić, takie już ostatnie, wszystko sobie naszykowałam, śliwki pomyłam, słoiki. Bo ogórki to już dawno ponawsadzałam, a pani wsadzała? Ogórki na zimę zawsze dobrze mieć, bo to same witaminy, pani. No i już się za te śliwki miałam zabierać, a tu moi przyszli, ale bez syna, już mówiłam, prawda? No, przyszli, że idziemy babciu. To się z nimi zabrałam. Ja tak na czarno to niezbyt chodzę, to mi synowa taki szal duży piękny przyniosła, wełniany, zamotała na tym moim płaszczu, jesionce takiej raczej, i już na czarno byłam, elegancko. I beret czarny też sobie założyłam, co się z niego Dawidek z Karolinką śmieją, że moherowy. I żeśmy poszli na ten rynek, a tak wypadło, pani, że z tyłu zaraz kościół ten duży mieliśmy, to ja co i raz obracałam się, bo jakoś w strachu byłam, że coś z tego kościoła nagle wyjdzie. Co, co, bo ja wiem co, pani. No, ale za dużo nas tam było, żeby wychodziło. I wszystko tam po porządku, grzecznie odbywało się. Żadnego przepychania, nic, pani. Wszyscy poważni, uprzejmi tacy do siebie, czasem nawet kto zażartował. Dziewczyna taka młoda prowadziła z mikrofonem, tej Karolinki koleżanka, i hasła takie różne nam zadawała, żebyśmy krzyczeli. Czekaj pani. O, mam: Ręce precz od polskich kobiet. Prawda, że ładne? A jedna babka to miała na transparencie napisane: Martwa dziecka nie urodzę. Co prawda, to prawda, pani. Ale jak żeśmy tam jechali, to wcale Dawidek miejsca nie mógł znaleźć, żeby auto zaparkować. Szukał a szukał, tyle ludzi zajechało. Kobiet znaczy. I dużo to z tymi wieszakami było. W jednej ręce parasol trzyma, a w drugiej wieszak niesie. No, że to względem tej aborcji nielegalnej, bo to tymi wieszakami, drutami jakimiś, czym bądź odbywa się. Tak sobie tam stałam, patrzyłam na te kobiety i myślałam. Ten niby wieszak to taka, jak to mówią, kobieca rzecz, bo kobieta to wiadomo, strojenie lubi, te ubrania, te biżuterie, to wszystko. I tak mi się względem tych wieszaków o pani prezydentowej pomyślało, bo ona zawsze taka ubrana, te kostiumy, te buciki, te torebki takie zawsze ma. Na zadbaną kobietę zawsze miło popatrzeć, pani. Ja tak wcześniej już czekałam, żeby może ona co powiedziała, do tych kobiet, o tym wszystkim, no w ogóle coś, żeby było wiadomo, żeby one tak same nie szły w tym deszczu, pani. Ale nic, pani, nie powiedziała. Jak to mówią, woda w usta. Chociaż one jakby już wiedziały, te kobiety, że ona nic nie powie, pani. I może ten wieszak to też dlatego, że on taka sama niemota jak ta pani prezydentowa. Tyle wszystkiego że ubranie powiesić.

poniedzialek2paniirenka

Ilustracje: Nadia Linek

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Karolina Kuszyk i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Pani Irenka 6

  1. Wspaniale napisałas. I madrze. Ciekawy styl, przyjemnie sie czyta.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s