Lorenzo da Ponte przybywa do Triestu.

Lech Milewski

Przełom lat 1791-1792 – Lorenzo da Ponte przybywa do Triestu.

Spotkał tam wielu starych znajomych, atmosfera jak kiedyś w Wenecji. Da Ponte jednak zerkał w stronę Wiednia – czy zyska zaufanie Leopolda II?
Wydawało się, że tak. Leopold II odwiedził Triest, przyjął da Ponte na audiencji i rozmawiał z nim sympatycznie. Jednak na pytanie: czy mam wrócić do Wiednia? – odpowiedział: jeszcze nie przyszła na to pora.
Pora na powrót do Wiednia nie przyszła nigdy – Leopold II zmarł 1 marca 1792 roku, tron po nim przejął kolejny syn Marii Teresy – Franciszek II.
To robiło się skomplikowane, lepiej było rozejrzeć się za jakąś okazją na miejscu.

Znalazła się bardzo szybko.

Lorenzo poznał w Trieście rodzinę Grahl. Ojciec był zamożnym kupcem. Miał córkę Annę Celestynę Anastazję, którą nazywano Nancy. Podczas pierwszego spotkania Nancy miała twarz zakrytą welonem. Lorenzo zwrócił jej uwagę, że ma welon upięty w niemodny sposób.
– A jaki jest modny sposób? – spytała naiwna Nancy.
– Zaraz pani pokażę – odpowiedział Lorenzo i pod pretekstem poprawiania welonu obejrzał jej twarz – Nancy była piękna i młoda.
Oczywiście bardzo rozgniewał ją ten podstęp, ale, jak to zwykle bywa, Nancy i Lorenzo wkrótce bardzo się polubili. Ona uczyła go języka francuskiego, on ją włoskiego.
W niejasnych okolicznościach Lorenzo pełnił rolę swata Nancy ze swoim przyjacielem, mieszkającym w Wiedniu. Pośredniczył w przekazywaniu korespondencji. Coś dziwnie to podobne do przekazywania listów brata Angioletty w Wenecji. Wszystko było na dobrej drodze do czasu, gdy kandydat z Wiednia nie zapytał jaki też posag otrzyma jego wybranka. Ojciec Nancy wpadł w gniew, podarł list i zapytał Lorenzo:
– Czy chce pan moją córkę za żonę?
Lorenzo nie miał ani grosza, był o 20 lat starszy od Nancy, wiedział, że o posag nie należy pytać, poprosił tylko, żeby spytać Nancy o zdanie.
Zgodziła się. Cichy ślub odbył się 12 sierpnia 1792 roku.

Wkrótce potem udali się w podróż. Lorenzo zdecydował, że będzie to Paryż, wszak miał list polecający od zmarłego cesarza Józefa II do jego siostry Marii Antoniny, której bardzo podobała się opera La cosa rara.
Przed wyjazdem Lorenzo dostał na drogę 25 cekinów od miejscowego biskupa oraz 100 suwerenów od hrabiego Saur.
Jestem mocno zgubiony w różnorodności walut przepływających przez dłonie Lorenzo.
Cekin to była złota moneta bita w Wenecji. Nosiła również nazwę dukata.
Suweren to z kolei moneta brytyjska. Skąd się wzięła w Trieście? Wikipedia podaje, że została wprowadzona dopiero w 1815 roku. Wydaje mi się, że Lorenzo, pisząc pamiętniki w latach 1803-23, przeliczał darowizny na monety będące aktualnie w obiegu.

W Lichtenbergu – to już prawie Czechy – obawiali się grabieży i Nancy dała Lorenzo woreczek z pieniędzmi, aby je schował pod płaszczem. Zrobił to tak niezręcznie, że woreczek gdzieś wypadł. Poprosili lokalnego proboszcza, żeby ogłosił zgubę w kościele i ruszyli dalej – do Czech żeby odwiedzić Casanovę, który był winien Lorenzo kilkaset florenów. Spotkali go w Pradze. Okazało się jednak, że na zwrot pieniędzy nie ma co liczyć, Casanova miał mniej pieniędzy niż Lorenzo.
Korzystając z ich obecności Casanova poprosił, żeby nieco nadłożyli drogi i podrzucili go do Duchcova koło Teplic, gdzie pracował jako bibliotekarz u księcia Waldsteina.
Podróż nie była zbyt szczęśliwa, mieli wypadek i Lorenzo musiał ponieść dodatkowe koszty. Gdy dał Casanovie pieniądze na opłacenie wymiany karety, ten zabrał dla siebie dwa piastry.
W zamian dał Lorenzo aż trzy rady:
– nie jedź do Paryża, jedź do Londynu
– gdy będziesz w Londynie trzymaj się daleko Italian Cafe
– nikomu niczego nie podpisuj

Znowu nowa moneta – piastr. Słowo to po włosku oznacza cienką metalową płytkę. Moneta była srebrna i pochodziła z Hiszpanii. Jakże to stosowne, że pierwowzór Don Juana operuje właśnie taką monetą.
Dodam jeszcze, że w języku potocznym nazywano piastry – pieces of eight, lub hiszpańskimi dolarami. Że też trzeba było Casanowy, żebym się dowiedział co miał na myśli kapitan Flint – papuga Johna Silvera z Wyspy Skarbów. W polskim tłumaczeniu woła ona: talary, talary.

Lorenzo nie posłuchał pierwszej rady Casanowy i kontynuował podróż do stolicy Francji. Relacjonuje, że ich ostatnim przystankiem przed wjazdem do Paryża było Spires – nie znalazłem takiej miejscowości.

W gospodzie poznał młodego człowieka, ubiegającego się o względy pięknej panny. Gdy ten dowiedział się, że Lorenzo jest poetą, poprosił o napisanie wiersza, który pomoże mu w zalotach.
Proszę bardzo – Lorenzo od ręki napisał sonet – poskutkowało. Młody człowiek był tak szczęśliwy, że obdarował Lorenzo złotym zegarkiem, co było istotnym wzmocnieniem finansowym.
Następnego dnia dowiedzieli się o aresztowaniu Marii Antoniny.
Zdziwiło mnie to. Był już wrzesień 1792 roku, rewolucja francuska wybuchła trzy lata wcześniej. Maria Antonina została pierwszy raz aresztowana 21 czerwca 1791 roku. Od tego czasu stosunki francusko-austriackie były bardzo wrogie. W kwietniu 1792 roku Austria wypowiedziała Francji wojnę.
Wprawdzie królowa odzyskała pewną swobodę ruchów, ale chyba ostatnią rzeczą, na którą Lorenzo mógł liczyć, to zatrudnianie przez nią librecisty.
Drugie, ostateczne, aresztowanie Marii Antoniny nastąpiło 13 sierpnia 1792 roku czyli około miesiąca wcześniej.

W sumie, nie posłuchanie rady Casanowy wyszło jednak Lorenzo na dobre. I tak wylądowali w Londynie, a przy okazji zyskali złoty zegarek. Szczególnie zadowolona była Nancy, gdyż w Londynie mieszkała jej siostra.

W Londynie istniała opera włoska, mieściła się w King’s Theatre na Haymarket. Jej dyrektorem był William Taylor.
Stanowisko librecisty nie było obsadzone, ale Lorenzo dowiedział się, że ubiega się o nie niejaki Badini. Nie chciał zaczynać kariery w nowym miejscu od konfliktu z osiadłą tu osobą i poprosił o umowę na dostarczenie dwu librett na rok. Propozycja została odrzucona.

Równie bezowocne okazały się kontakty z tutejszą arystokracją, która nie wykazywała żadnego zainteresowania sztuką.
To również wydaje mi się dziwne. W tym okresie – 1792-95 – przebywał w Londynie Józef Haydn. Był to bardzo udany pobyt – Haydn skomponował w Londynie dwanaście symfonii, wszystkie spotkały się z entuzjastycznym przyjęciem. Z Anglii wyjechał z 12,000 funtów oszczędności.
Niestety Lorenzo nie wspomina w pamiętnikach żadnej osoby ani wydarzenia, które jego osobiście nie dotyczyło.
Casanova radził, żeby został nauczycielem języka włoskiego. Odpowiedź Lorenzo: włoskiego uczą się tu tylko lokaje, szpiedzy i bandyci.

Mimo bardzo ostrożnego wejścia na londyński grunt Lorenzo wkrótce stał się celem ataków Badiniego, który produkował paszkwile, zarzucające Lorenzo rozpustę, kwestionujące jego małżeństwo, wypominające zdradę stanu kapłańskiego.

We wrześniu 1793 roku Lorenzo pojechał do Holandii, mając nadzieję, że otrzyma zlecenie na założenie włoskiej opery w którymś z bogatych miast niederlandzkich.
W trakcie tych zabiegów otrzymał dobrą wiadomość od Nancy – znalazły się pieniądze, które uważali za zagubione, uczciwy znalazca przesłał je do Anglii – całe 100 funtów.
Nancy przyjechała do Holandii, by towarzyszyć mężowi. Plany założenia opery zawiodły. Był już listopad, chłody, żyli o chlebie i wodzie. Jak zawsze praktyczny Casanova sugerował, żeby Nancy zaczęła sprzedawać swoje wdzięki. Na szczęście nadeszła radosna wiadomość od siostry Nancy z Londynu – przyjeżdżajcie natychmiast, Taylor zatrudnił Lorenzo. Do listu dołączone było 20 gwinei na podróż.

King’s Theatre finansowany był przez arystokrację, która miała tam wykupione na cały sezon loże, gdzie ucztowało się z zaproszonymi gośćmi, od czasu do czasu zerkając co też dzieje się na scenie. Oczywiście, że taka publiczność nie potrzebowała nowych oper.
Zadaniem Lorenzo było robienie składanek aktów czy scen z różnych oper. Nie satysfakcjonowało go to zupełnie, pisał listy do przebywającego w Petersburgu Martina y Soler, namawiając go do przyjazdu do Londynu. Ale Martin mial jeszcze kontrakt na rok i był bardzo zadowolony z pracy, cieszył się wielkim uznaniem Katarzyny Wielkiej, która nawet napisała libretto do jego opery Niefortunny bohater KosmetowiczKLIK.

Martin przyjechał na początku sezonu 1794/95, na początku zamieszkał w domu da Ponte. Wspólnie napisali operę La scala de’maritali, która odniosła duży sukces.
Sprawy artystyczne wyglądały dobrze, na dwanaście oper wystawionych w następnym sezonie połowa była autorstwa da Ponte.
Nancy i jej siostra Luise prowadziły kawiarnię w operze. Lorenzo założył drukarnię.

Być może te sukcesy uśpiły jego ostrożność, nie posłuchał ostatniej rady Casanovy – nie podpisuj niczego i podpisał weksle Taylora. Ten zreważował się polepszeniem warunków kontraktu a następnie zaproponował da Ponte wyjazd do Włoch w celu znalezienia dwóch śpiewaków dobrej klasy.

Otrzymał zaliczkę, wzięli wraz z Nancy wszystkie swe oszczędności i pojechali. Najpierw do rodzinnego Ceneda, zajechali 2 listopada 1798 na 76 urodziny ojca.
Nancy została z rodziną da Ponte, a on pojechał szukać śpiewaków w Wenecji. Było to dla Lorenzo wielkie przeżycie, wizyta po 20 latach wygnania. Spotkanie z wieloma przyjaciółmi. Pierwsze wrażenie z placu św Marka: dziobaty nos ogromnych rozmiarów – Gabriele Doria – to on wrzucił anonim do lwiej paszczy.
Nie minęło wiele czasu gdy pewnego wieczora Doria zastukał do jego drzwi, towarzyszył mu policjant – da Ponte ma do rana opuścić Wenecję.

Lorenzo udał się na poszukiwanie śpiewaków do Bolonii i Florencji, bez rezultatu. Zbliżała się zima, Nancy była w ciąży. Zdesperowany zaangażował dwójkę śpiewaków drugiej kategorii i udali się w drogę powrotną do Londynu. Wrócili w marcu 1799 roku z resztkami oszczędności.

Taylor był bardzo niezadowolony z przywiezionych śpiewaków. Tenor nie wystąpił ani razu, sopranistka tylko raz – zupełna klapa. Taylor odesłał ich oboje do domu, wkrótce potem zakończył kontrakt z da Ponte.

10 marca 1800 roku Lorenzo przygotowywał się do celebracji urodzin, gdy do drzwi zastukała policja i aresztowała go za poręczony przez niego weksel Taylora.
Dopiero po 24 godzinach wypuścili go z aresztu za kaucją, ale przez następne trzy miesiące aresztowano go jeszcze kilka razy.
Aresztowani zostali również Fedrici i Gaellini – obaj też podpisali weksle Taylora. Ten ostatni został kilka miesięcy wcześniej wybrany do parlamentu i chronił go immunitet poselski.

Przez pewien czas sprawy szły w dobrym kierunku. Da Ponte założył księgarnię, do której sprowadził cenne włoskie książki.
Taylorowi skończyła się kadencja w parlamencie, nie chronił go już immunitet poselski, w związku z czym uciekł do Francji. Da Ponte objął po nim stanowisko dyrektora King’s Theatre. W krótkim czasie wystawił trzy opery, do ktorych napisał libretta. Były to jego ostatnie libretta. W ciągu 27 lat napisał ich 50.

Księgarnia prosperowała dobrze i da Ponte postanowił przenieść ją w lepsze miejsce – znowu nie posłuchał rady Casanovy – w okolice Caffe Degl’Italiani.
Nie miało to żadnego związku z lokalizacją księgarni, ale jednak… Wróciły problemy weksli bez pokrycia. Trzeba było wszystko sprzedać. Nancy z czwórką dzieci pojechała w sierpniu 1804 z wizytą do rodziców, którzy przenieśli się na stałe do Nowego Jorku.

W kwietniu 1805 roku da Ponte miał spotkanie z wierzycielami – przedstawił swój stan majątkowy i plan spłaty długów. Tej samej nocy odwiedził go policjant i ostrzegł, że rano zostanie aresztowany. Zdołał jeszcze pobrać 100 gwinei a konto pensji i 7 kwietnia pożeglował na statku Columbia do Filadelfii.
Warunki podróży były fatalne – prycze bez materaca, fatalne jedzenie. Prócz Lorenzo na statku był tylko jeden pasażer – większość czasu spędzali grając w karty. Do Filadelfii Lorenzo dojechał z długiem 32 dolary 31 centów. Towarzysz podróży pożyczył mu pieniądze na dyliżans do Nowego Yorku.

Spotkanie z rodziną było dla obu stron miłym zaskoczeniem – z jednej strony była to całkowita niespodzianka, z drugiej – w ciągu 10 miesięcy Nancy zdołała odłożyć $7,000.

Za namową teścia Lorenzo założył sklep spożywczy w ELisabethtown, w sąsiednim stanie New Jersey.
W pamiętniku pisze: ja, który nie tak dawno pisałem ody dla koronowanych głów, tutaj piszę zamówienia na kiełbasę i suszone śliwki.
Nie wpomina, jak szedł mu handel, chyba obroty były spore, bo po kilku miesiącach, operując z właściwą mu zdolnością kredytami i pożyczkami, uzbierał $4,000 długu.
Trzeba było wszystko sprzedać i wrócić do Nowego Jorku.

Tu urodziło się piąte, ostatnie, dziecko – syn Charles, którego w domu nazywano Carlo.
W księgarni Lorenzo spotkał przypadkowo pana Clementa Clarke Moore. Ten zaprosił go na obiad u swego ojca – biskupa, który był również prezydentem Columbia College.
Nie minęły trzy dni, a Lorenzo zaczął prowadzić lekcje włoskiego w Columbia College dla dwunastu uczniów. Po tygodniu klasa się podwoiła.

Przed Nancy otworzyły się drzwi domów dobrego towarzystwa. Imponowała znajomością sześciu języków i umiejętnością gotowania.
Wkrótce Lorenzo założył Manhattan Academy for Young Gentlemen, a przy niej Nancy otworzyła Duponte Ladies Academy, gdzie uczono francuskiego, włoskiego, tańca i układania kwiatów.

W październiku 1810 roku Lorenzo da Ponte otrzymał obywatelstwo amerykańskie. Jego biografowie zauważają, że wbrew pozorom Lorenzo był nieomal modelowym Amerykaninem – energiczny, pełen energii i optymizmu. Bez wahania podejmował wyzwania w nieznanych sobie zawodach i dziedzinach.

Jednak znowu wykończyli ich wierzyciele. Musieli zlikwidować obie akademie. Lorenzo zdecydował sie, na przeprowadzkę do Sunbury, gdzie mieszkał ojciec Nancy.
Powód – być bliżej teścia, bo zbliża się czas na pisanie testamentu.
Lorenzo założył tu sklep spożywczy, firmę kurierską – L. de Ponty’s Wagons, zakład kapeluszniczy, gorzelnię. W roku 1814 był drugim największym podatnikiem w miasteczku.
Nadzieje na testament spełzły na niczym, teść go pominął.
Trudno to pojąć, ale w roku 1818 rodzina da Ponte przeniosła się do Filadelfii z niczym. W kwietniu 1819 roku wrócili do Nowego Jorku.

Lorenzo da Ponte

Lorenzo da Ponte. Opinia lekarza – świetna figura i zdrowie mimo 71 lat, tylko całkowicie bezzębny. Zapadnięte policzki i płonące oczy upodobniają go do Woltera.

Przez osiem lat Nowy Jork bardzo się zmienił. Dotkliwa zmiana to przybycie wielu Włochów. Szkoły włoskiego nie były już nowością. Co gorsza, znowu pojawiły się pamflety, wypominające przeszłość Lorenzo. Życzliwi rodacy wysyłali je do rodziców uczniów szkoły da Ponte.

Lorenzo zgromadził ponad tysiąc włoskich książek i znowu założył ksiegarnię, a przy niej stancję dla uczniów. W sąsiednim budynku była ciastkarnia i czasem, przez pomyłkę, klienci pytali w księgarni o ciastka.
Nasz klient, nasz pan. Lorenzo wywiesił tabliczkę – włoskie słodycze. Gdy ktoś o nie pytał wyciągał tom poezji Petrarki – to największa włoska słodycz.

W 1825 roku śpiewak i impresario operowy Garcia postanowił wystawić w Nowym Jorku Cyrulika Sewilskiego. Zwrócił się do Lorenzo da Ponte o pomoc…

Gdy przeczytałem powyższe nie wiedziałem czy śmiać się, czy płakać, czy zapaść pod ziemię jak Don Giovanni.

Toż cały ten cykl wpisów powstał w wyniku impulsu po przeczytaniu słów: „W roku 1825 włoska trupa operowa dawała w Nowym Jorku przedstawienia, między innymi Don Juan Mozarta ze sławną Malibran-Garcia w partii Donny Anny. Zjawił się na nich stary Włoch osiadły w Nowym Jorkui dziękował wykonawcom – jako autor opery! Myślano, że stary jest niespełna zmysłów...”

Karol Stromenger – Mozart.

Więc to wszystko pomyłka? Tylko i wyłącznie to wydarzenie spowodowało moje zainteresowanie pochodzeniem i losami Lorenzo da Ponte.
Najmocniej przepraszam, daję słowo, że dowiedziałem się o tym dopiero pisząc trzeci odcinek. Skoro zacząłem to już dokończę.

Opera włoska w Nowym Jorku – Lorenzo wreszcie poczuł się w swoim żywiole. To była zupełnie nowość w Ameryce. Znaleźć sponsorów, rozreklamować, skompletować orkiestrę. To ostatnie było najtrudniejsze. Lorenzo wspomina, że w całej Ameryce Północnej był tylko jeden oboista. Ostatecznie skład orkiestry był dosyć nietypowy, ale projekt zakończył się sukcesem.
25 listopada 1825 wystawiono Cyrulika Sewilskiego – było to pierwsze przedstawienie operowe w historii USA.
Na skutek nalegań Lorenzo opera wystawiła również Don Giovanniego. Został bardzo dobrze przyjęty i wystawiono go cztery razy.

Rok 1825 był bardzo szczęśliwy. Columbia College zaoferowało Lorenzo da Ponte pierwsze w historii USA stanowisko profesora języka włoskiego.
Wprawdzie kurs był nieobowiązkowy, a stanowisko bezpłatne, ale wydarzenie przeszło do historii.

W grudniu 1831 roku zmarła, młodsza od niego o 20 lat, żona – Nancy. Brat Nancy przyznał Lorenzo pensję w wysokości $200 rocznie.
W roku 1832 przybyła do USA kolejna włoska grupa operowa – Montresori. Lorenzo ponownie zaangażował się w jej promocję. Niestety tym razem było to niepowodzenie, po raz kolejny stracił pieniądze.

W tym samym roku, już 84-letni Lorenzo postanowił wybudować w Nowym Jorku gmach opery. Znalazł sponsorów, w krótkim czasie zgromadził $150,000.
Otwarcie Opera House nastąpiło 18 listopada 1833 roku, wystawili La gazza landra (Sroka złodziej) Rossiniego. Mimo początkowych sukcesów opera zakończyła pierwszy rok działalności deficytem $30,000 a po dwóch latach zbankrutowała.

Lorenzo napisał: Ja, który wprowadziłem włoską kulturę do Ameryki, nauczyciel 2,000 uczniów, poeta, autor 36 dramatów dla Salieriego, Weigla, Martina y Soler, Mozarta. Ja, nie mam w Ameryce chleba.

Chyba nie było aż tak źle. Z pamiętników Lorenzo nie wiemy prawie nic o jego dzieciach, ale do ostatnich lat życia otaczała go liczna rodzina.
Zmarł 17 sierpnia 1838 roku. W przeciwieństwie do Mozarta, pogrzeb Lorenzo na cmentarzu katolickim na Manhattanie był bardzo uroczysty, uczestniczyło w nim wielu profesorów Columbia University, wiele osobistości ze świata kultury.

A jednak, co za ironia losu, podobnie jak Mozart Lorenzo da Ponte nie ma grobu.
W związku z rozwojem miasta cmentarz na Manhattanie zlikwidowano. Szczątki pochowanych tam osób przeniesiono na Calvary Cemetery w dzielnicy Queens. Tylko nieliczni, którzy mieli okazałe grobowce rodzinne, zachowali indywidualne groby. Resztę pochowano bezimiennie.

W pażdzierniku 1987 roku, w 177 rocznicę uzyskania przez Lorenzo obywatelstwa USA, z ninicjatywy miejscowej gminy żydowskiej umieszczono na cmentarzu tablicę pamiątkową…

Grób L da Ponte

Źródła:
Memoirs of Lorenzo da Ponte – tłumaczenie na angielski L.A. Sheppard. Londyn 1929 rok.
Anthony Holden – The man who wrote Mozart.

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Lech Milewski i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Lorenzo da Ponte przybywa do Triestu.

  1. Pharlap pisze:

    Jeszcze dwa słowa o pieniądzach. Lorenzo wylądował w USA z długiem $32.31. Co za dokładność, do centa.
    To nie był drobiazg. Zajrzałem do Przygód Tomka Sawyera, których akcja rozgrywa się jakieś 60 lat później. A tam:
    Po wpłaceniu skarbu do banku „…obaj chłopcy mieli fantastyczne dochody: dolara kazdego powszedniego dnia, a pół dolara w niedzielę. To było tyle ile mial pastor, a raczej, ile mu gmina obiecała (…) za jednego i ćwierć dolara tygodniowo można było dać chłopcu utrzymanie, mieszkanie, szkołę, a jeśli kto ciekaw – to również ubrać go i umyć”.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s