Festiwal piosenki natrętnej X

Tomasz Fetzki

Kicy bidy i bokha, czyli natręctwo poza nadzieją

Przychodzi Viator do biura, gdzie Viatorka zwija i jeszcze przez kilka najbliższych tygodni zwijać będzie swą działalność, zanim odejdzie z dumnie uniesioną głową. Zwija i słucha muzyki. Podoba się Viatorowi ta muzyka, ale nie jest pewien jej kompozytora ani tytułu. Zgaduje przeto: Carmina Burana? Nie. Cóż więc, do diaska? Ta melodia, ten nastrój… Moment! No jasne – Preisner! Oczywiście, mój Viatorze.

I w tym momencie nieszczęsny, przeładowany balastem mniej lub bardziej wartościowych wspomnień, łeb Pielgrzyma produkuje asocjację. Podsuwa jeszcze inny utwór innego kompozytora. Inny, choć w nastroju zbliżony, a przy tym piękny i wart wspominania, nawet natrętnego. Ostatniemi laty, dzięki filmowi Papusza stała się ta pieśń nawet dość znana (w niektórych kręgach przynajmniej). Ale Viator wypina dumnie pierś, czuje się jak weteran, niemal tak, jakby wraz z Pierwszą Kadrową wymaszerował ongiś z Oleandrów. BO ON WŁASNĄ OSOBĄ BYŁ W NOC ŚWIĘTOJAŃSKĄ 1994 ROKU NA KRAKOWSKICH BŁONIACH I SŁUCHAŁ, I OGLĄDAŁ, PRAWYKONANIE HARF PAPUSZY! Ze swoją ukochaną Młodszą Siostrzyczką i jej najlepszą przyjaciółką, taką od zawsze i na zawsze.

Byli tam i chłonęli. Muzyka potężna, scenografia przytłaczająca (twórczość Hasiora przypadła skądinąd Viatorowi do gustu od wczesnej młodości; widocznie współgrała dobrze z jego pokręconą psychiką), któżby tam myślał wówczas o cykaniu fotek. A teraz nawet w Wielkiej Sieci trudno znaleźć zdjęcia z tego koncertu. Wtedy, o ile pamięć Wędrowca nie myli, najbardziej spodobał mu się utwór Traden Roma – Jadą Cyganie. Można go sobie posłuchać i zobaczyć, jak to wyglądało.

Za to bez żadnej wątpliwości Viator pamięta, iż był wówczas w tym szczególnym momencie swego jeszcze dość młodego, choć już dorosłego istnienia, gdy człowiek po raz pierwszy na serio zdaje sobie sprawę, że życie nie jest obietnicą beztroski, że lekko nie będzie, bo głuchy jest los i nadaremnie wzywasz go.

Co się od tamtego czasu zmieniło? Chyba tylko to, iż dziś Viator czuje się bogatszy o tę wiedzę, że los jest nie tylko głuchy, ale także ślepy, głupi i parchaty. Viatorka zwija swą działalność, przyjaciele na zawsze dawno gdzieś się zawieruszyli…

I jedynie wędrówka trwa. W taborze wygnańców, którzy tego losu nie wybierali. A wokół kicy bidy i bokha, ileż bied, ile głodów! Trwa wędrówka, przy dźwiękach natrętnej pieśni. Nie w beznadziei, ale w bez – nadziei. Nie w rozpaczy, lecz w gorzkiej i spokojnej świadomości, iż wiedzie donikąd. A warte uwagi jest tylko piękno. Gdy zaś połączą się dwa piękna – poezja Bronisławy Wajs i muzyka mistrza Jana czy Kantego, nie pamiętam tego… Drogi nie wskażą, ale nogi jakby mniej kamienne.

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Tomasz Fetzki i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s