Tadeusz Chyła

Zbigniew Milewicz

Ostatni cesarz ballady

Artysta dzisiaj skończyłby 83 lata, będzie to więc mały prezent urodzinowy dla jego fanów i młodszych czytelników, którzy o nim może tylko słyszeli. W sierpniu b.r. portal culture.pl zamieścił obszerny materiał o Tadeuszu Chyle, autorstwa Janusza R. Kowalczyka, idealny dla mnie na ściągę.

***

Solenizant pochodził z Sopotu i z wykształcenia był artystą malarzem, uprawiał malarstwo sztalugowe, ścienne i scenografię. Po ukończeniu Liceum Sztuk Plastycznych w Gdyni-Orłowie dostał się do pracowni Juliusza Studnickiego i Jacka Żuławskiego na Wydziale Malarstwa Państwowej Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych w Sopocie, dyplom uzyskał w 1961 r. W tej samej pracowni dyplom robiła także Alina Ronczewska-Afanasjew, siostra bliźniaczka aktora Ryszarda Ronczewskiego. Kolegą z roku był również Jacek Fedorowicz, który tak wspominał ówczesne zwyczaje: „Mówienie z akcentem wileńskim należało do rytuału szkoły. Mówili tym akcentem nie tylko wszyscy kresowiacy, ale i Tadeusz Chyła – rodowity sopocianin, dla którego najbardziej położonym na wschód miastem, które w życiu odwiedził, był Tczew.” [Ja, jako wykopalisko”, Warszawa 2011].

Jego kariera muzyczna i kabaretowa rozpoczęła się w 1954 r. w studenckim teatrze Bim-Bom w Gdańsku, gdzie śpiewał swoje ballady. Aktor i reżyser Ryszard Ronczewski wspomina, że mówili o nim Chyłeńka, bo sam wszystko zdrabniał. Brał chlebaczek, kroił kromeczkę, smarował ją masełkiem i dżemikiem… Był to człowiek niebywale skromny. Wspaniały facet. Taki, którego będzie brakowało.

Zawsze w czarnym swetrze, który stanowił jego uniform, z nieodłączną gitarą. Do tego ujmujący sposób bycia i nieśmiały uśmiech. Bardzo grzeczny! Nawet sam do siebie mówił pieszczotliwie: Tadzieńku! Na przykład: Tadzieńku, bądź uprzejmy i zamów sobie […] jednego ‚harcerzyka’. Ale pamiętaj, że jeden ‚harcerzyk’ to jeden ‚harcerzyk’, a nie cały zastęp. Harcerzykami ‚Tadzieńku’ nazywał cocktail, cały przyrządzony na zielono. To znaczy żubrówka zmieszana z czystą wódką z dodatkiem cytryny, pepermintu […] i czegoś tam jeszcze – co ‚Tadzieńku’ uważał za swój wynalazek i podobno opatentował.
[Zbigniew Adrjański, „Kalejdoskop estradowy 1944–1989”, Warszawa 2002]

Bim-Bom powstał z inicjatywy studentów PWSSP, do których dołączyli m.in. studenci Politechniki Gdańskiej oraz grupa z Wyższej Szkoły Ekonomicznej w Sopocie z Bobkiem Kobielą na czele. Opiekę artystyczną nad nimi sprawował Zbigniew Cybulski, wówczas aktor Teatru Wybrzeże. W Bim-Bomie występowali Wowo Bielicki, Jacek Fedorowicz, Kalina Jędrusik… Chyła prezentował się w większości przedstawień, ale nie wymienia się go wśród głównych twórców zespołu, bo – jak twierdzą jego znajomi – nie należał do ludzi, którzy pchają się na pierwszy plan. Publiczność była nim oczarowana.

Jednym z tych czarodziejów [Bim-Bomu] był student malarstwa z Wyższej Szkoły Plastycznej w Sopocie – Tadeusz Chyła. W pelerynie, z gitarą, jakby zszedł z mansardy niegdysiejszej cyganerii, odśpiewał balladę o księżniczce i karocy. Była w tym nostalgia za czymś, co minęło. […] Uszczęśliwiony Chyła kłaniał się jak podwórkowy bard. Gdy ciepło zaciągnął z lwowska: – Ta całuji wam rączki, kochani, i z rozkoszu zabisuji na waszą cześć – dostał wielkie brawa.
[Jarosław Abramow-Newerly, „Lwy STS-u”, Warszawa 2005]

Prześmiewcza twórczość Chyły i jego przyjaciół idealnie oddawała nastrój politycznej odwilży, której pierwsze symptomy dało się odczuć po śmierci Stalina. Październik 1956 roku przyniósł dalsze zmiany poluźniające polityczny gorset. Studencki teatrzyk Bim-Bom koncertował w kraju i za granicą. A wraz z nimi Chyła, przemierzający wraz z zespołem Austrię, Belgię, Francję, Holandię i Niemiecką Republikę Demokratyczną.

We wrześniu 1957 roku znalazł się w dwunastce artystów Bim-Bomu, którzy otrzymali zaproszenie na występy w Paryżu. Mieszkali w miasteczku studenckim, grali w Beaux-Arts. Wyposzczeni cywilizacyjnie artyści spoza wschodniej kurtyny mierzyli się z niepowtarzalną atmosferą obrzydzanego im przez lata „zgniłego Zachodu”.

Najmniejsze opory w posługiwaniu się francuskim miał Tadzio Chyła i jednocześnie znał najmniej słów francuskich z nas wszystkich. Ale kochał ten język. Podchodził wciąż do Francuzów i pytał: – Ułe ru Szanzelize? Francuz odpowiadał, gestykulując. Tadzio na to: – Chwileczkę, pan poczeka. Hanka! Jak jest dziękuję? – Mersi. – Mersi za informację. – I szedł w przeciwnym kierunku. Francuz go doganiał i zatrzymywał. Pytał, gdzie właściwie Tadzio chce iść. Tadzio tymczasem zapominał, jak pytać o ulicę, i zapominał, o jaką.
[Jacek Fedorowicz, „Ja jako wykopalisko”, Warszawa 2011]

Reszta zespołu starała się przeprosić Francuza za kolegę, który wcale nie szuka żadnej ulicy, tylko czasem lubi porozmawiać sobie po francusku.

W Bim-Bomie poznał swoją pierwszą żonę, Barbarę Michałowską i zaczął komponować melodie do swoich piosenek. Miał swój udział w przedstawieniach legendarnego teatrzyku rąk Co-To i powstaniu kabaretu literackiego To-Tu. Był w nim kompozytorem i wykonawcą ballad do przewrotnych tekstów Jerzego Afanasjewa, Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, Ludwika Jerzego Kerna, Andrzeja Waligórskiego. Wkrótce potem Chyła i Michałowska zdecydowali się na występy estradowe. W czasach przedtelewizyjnych były one dość popularne. Wieńczyły wiele oficjalnych akademii, jako tzw. część artystyczna, co dla większości ich uczestników było jedynym kontaktem z masową rozrywką.

Kiedy więc Tadzio Chyła powiedział: ‚Stary. Ty będziesz moim konferansjerem’, odrzekłem, że nie będę bo nie mam najmniejszego zamiaru kiedykolwiek w życiu występować na estradzie. Tadzio nie przyjął tego do wiadomości, tylko długo i cierpliwie tłumaczył mi, na czym polega występ estradowy i czym się różni od występu w teatrze – wspomina Jacek Fedorowicz. No i uległ koledze; jego pierwszy samodzielny „numer estradowy” polegał na parodii śpiewania „po polsku z angielska”, z nienagannym akcentem amerykańskim w polskim tekście, „co dawało efekt dość zabawny”. Z uwagi na zasługi Tadeusza Chyły dla polskiej estrady, towarzysząca mu ekipa zwykła mawiać, że w odróżnieniu od typowej chałtury, oni robią jej wyższą odmianę – „Chyłturę”.

Do legendy estradowej przeszedł występ Tadeusza Chyły na jednym z pierwszych Festiwali Polskiej Piosenki w Opolu. Wspomina Jacek Fedorowicz:

W czasie koncertu w nieosłoniętym podówczas amfiteatrze lunął potworny deszcz. Publiczność wpadła w panikę i mało brakowało, żeby kilka tysięcy ludzi wzajemnie się stratowało. Pełniłem tam funkcję konferansjera. Udało mi się jakoś opanować publiczność, ponieważ wyszedłem na scenę bez parasola i dałem publiczności do zrozumienia, że właściwie nic się nie stało, a że trochę kropi, to nic, koncert za chwilę potoczy się dalej. Wróciłem za kulisy i wyjaśniłem sytuację: gremialnej ucieczki nie będzie, ale pod warunkiem, że ktoś z solistów wyjdzie na estradę. Odpowiedziało mi głuche milczenie. Żadna w gwiazd […] nie miała zamiaru narażać fryzury. Zdając sobie sprawę z grozy sytuacji, wpadłem w szał i obrzuciłem cały skład wykonawczy koncertu stekiem najgorszych wyzwisk. […] usłyszał [to] Chyła, który siedział gdzieś w kącie garderoby ze swoim zespołem. Skrzyknęli się i po chwili już byli na estradzie. Co Tadzio na tej estradzie wyrabiał, nie wiem, wątpię, żeby śpiewał, bo nie przypuszczam, aby ktoś umiał śpiewać pływając. W każdym razie był tam i pokazał publiczności, że nie ma co wiać przed oberwaniem chmury, skoro wykonawcy nie przerywają koncertu.

Kolejnym ucieleśnieniem Chyłtury było założenie w 1968 roku śpiewającego kabaretu Silna Grupa pod Wezwaniem, o czym tak wspominał Kazimierz Grześkowiak:

Siedziałem kiedyś w kawiarni z Tadziem Chyłą, dosiadło do nas takie wielkie, grube, łyse, czyli Jacek Nieżychowski i powiedział: dlaczego wy właściwie nie śpiewacie razem. Popatrzyliśmy sobie w oczy i tak powstała Silna Grupa. Zespół działał cztery lata, o trzy za długo.
[Waldemar Sulisz, „Odyniec”, „Dziennik Wschodni”, 18 sierpnia 1995]

Oprócz Chyły grupę tę tworzyli: Kazimierz Grześkowiak, Jacek Nieżychowski i Andrzej Zakrzewski. Chyła był jej członkiem do 1970 roku.

O jego popularności świadczyły obiegowe dowcipy. Na przykład:

Do sklepu z płytami wchodzi klient i pyta:
– Czy są nagrania Chyły?
– Nie ma – odpowiada sprzedawca.
– A były?
– Też nie ma.

Jego piosenki śpiewała cała Polska. Prywatnie jednak nie wszystko grało. Druga żona Chyły, śliczna Rosjanka Gala, wyjechała do Paryża, gdzie popełniła samobójstwo. W jednej z warszawskich cerkwi odprawiono po jej śmierci mszę żałobną. Załamany Chyła przesadził z alkoholem i podczas nabożeństwa ledwo trzymał się na nogach. Anna, jego trzecia żona, opiekowała się mężem do końca.

W towarzystwie siadał gdzieś z boku, brał gitarę, coś tam brzdąkał, śpiewał. Należał do ludzi uczuciowych, ale tę uczuciowość ukrywał pod kożuchem obojętności – dodaje Ryszard Ronczewski. – Chyłeńka miał ogromne serce. Wszystko, co robił, robił z uczuciem. Tacy ludzie, jak Chyła, występują w jednym egzemplarzu. Nadal jest jeden Wojciech Młynarski. Równie pojedyncza była Agnieszka Osiecka, był też jeden Jacek Kaczmarski. I teraz dołączył do nich Chyłeńka.
[Dorota Abramowicz, „Ballada o Chyłeńce już skończona”, „Dziennik Bałtycki”, 28 lutego 2014]

Przestał występować. Jego muzyka poszła w zapomnienie. W 2008 roku płytę z własnymi wersjami piosenek Silnej Grupy pod Wezwaniem wydał Kazik Staszewski („Silny Kazik pod Wezwaniem”).

W  maju 2014 roku Galeria U w Domu Kultury Stokłosy na warszawskim Ursynowie przygotowała wystawę malarstwa Tadeusza Chyły z okazji jego osiemdziesiątych urodzin. Niestety artysta nie doczekał jej otwarcia. Dwa miesiące wcześniej, 23 lutego 2014, Tadeusz Chyła zmarł.

Znaliśmy go wszyscy z obrazów – pisała w katalogu do wystawy jej kurator Blanka Wyszyńska-Walczak. – Tych utkanych nutami i ciepłym głosem. Każda ze skomponowanych i wykonanych przez niego ballad w wyobraźni słuchacza powoływała do życia kolorowy świat. Sceny odmalowane w ‚Cysorzu co ma klawe życie’, ‚W śnie psa’, ‚Mariolli’ i dziesiątkach innych przenikał subtelny humor i liryczny nastrój. W wywiadach Tadeusz Chyła wielokrotnie podkreślał, że w swojej pracy estradowej czuje się malarzem tworzącym obrazy dla słuchaczy. Nie było to ubieranie w piękne słowa działań artysty, lecz ich rzeczywiste sedno. Albowiem Tadeusz Chyła był z wykształcenia malarzem i osobą o wrażliwości charakterystycznej dla ludzi pędzla. Wystawa ‚Tadeusz Chyła – liryczny kolorysta’ to niezwykła okazja, aby zobaczyć aż czterdzieści płócien artysty. Powstałe na przestrzeni kilkudziesięciu lat obrazy zostały zebrane z kolekcji prywatnych. O niezwykłości tego zbioru decyduje nie tylko przekrojowy charakter, ale przede wszystkim przyczyna powstania dzieł. Przez całe swoje życie malował przede wszystkim z wewnętrznej potrzeby. Kiedyś zwierzył się swojej żonie, że traktuje to zajęcie jak modlitwę. To było jego osobiste widzenie piękna świata, kontakt z absolutem. W warstwie inspiracji i przekazu powstały czysto intymne dzieła, nie zabiegające o odbiorcę i popularność. Takie natężenie osobistego podejścia można odnaleźć wśród malarzy naiwnych, lecz w odróżnieniu od nich Tadeusz Chyła był całkowicie świadomym artystą, tworzącym w pełni dojrzałe dzieła sztuki. Jego obrazy przemawiają do nas językiem lirycznym i subtelnym, obdarzone wysmakowanym kolorytem nabierają lekko magicznego wyrazu. Odnajdziemy w nich świat i wrażliwość, jaką znamy z utworów Tadeusza Chyły barda.

Mało kto wiedział o tym, że Tadeusz Chyła malował obrazy przez całe życie. Nawet koledzy ze studiów jak Jacek Fedorowicz, czy prof. Włodzimierz Łajming nie wiedzieli, że tak było. Jednak w wywiadach Tadeusz Chyła często podkreślał, że bardziej czuje się malarzem niż bardem.

***

Tyle portal culture.pl o artyście, pod którego w czasach swojej młodości, z racji pewnego fizycznego podobieństwa, chętnie się podszywałem. Tadzia już niestety nie ma, ja jeszcze jestem, też Tadeusz – z bierzmowania, ale przecież nie zaśpiewam tak, jak on żadnej jego ballady, choćbym się starał jak nie wiem co.

Tak śpiewał… (zaczynamy od Ballady o mumii, a potem poleci po kolei – w sumie 20 ballad)

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Zbigniew Milewicz i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Tadeusz Chyła

  1. Zbyszek pisze:

    Tych ballad jest w zalaczonym linku ciut mniej, ale kto szuka, ten znajdzie inne…:-)

  2. Krysia pisze:

    Zbyszku jestem bardzo wdzięczna, że mogę z taką przyjemnością i zainteresowaniem, czerpać wiedzę z Twoich publikacji. Pozdrawiam serdecznie.

    • Zbyszek pisze:

      Bardzo dziękuję Krysiu za dobre słowo, choć ta „wdzięczność” mnie trochę peszy😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s