Stuart 11

Joanna Trümner

It must have been love but it’s over now
It must have been good but I lost it somehow
It must have been love but it’s over now
From the moment we touched till the time had run out

To musiała być miłość, ale już się skończyła
I musiała być dobra, ale gdzieś się zgubiła
To musiała być miłość, ale już się skończyła
Od chwili, kiedy się dotknęliśmy, do chwili, kiedy przeminął jej czas

 Roxette

Pożegnanie z Iris

Przyjaźń polega na słowach, których nie trzeba wypowiadać, żeby druga, bliska nam osoba wiedziała, co się z nami dzieje i co czujemy. Ian nigdy nie zapytał Stuarta, dlaczego zamazał wpis pod datą 25 maja na ściennym kalendarzu w kuchni grubym, czarnym flamastrem. A Stuart nie dopytywał się, na czyj ślub przyjaciel wybiera się za miesiąc do Anglii. Dopiero, gdy odprowadził Iana na lotnisko, dotarło do niego, w jak beznadziejnej sytuacji się znalazł – zaoszczędzone pieniądze powoli się kończyły, bez podjęcia pracy mógł utrzymać się najwyżej jeszcze przez pół roku, jego wielka miłość stanie za kilka dni na ślubnym kobiercu w Cardiff, a kobieta, o której nieustannie myślał, na pewno czuje się dotknięta i rozczarowana, i nie chce do widzieć na oczy.

W drodze z lotniska do domu poczuł nagle tak silną potrzebę zobaczenia Iris, że wysiadł z kolejki i ruszył w stronę szpitala, w którym pracowała. W głowie układał słowa, od których mógłby zacząć rozmowę i zastanawiał się, czym mógłby wytłumaczyć to, że nie pojawił się na spotkaniu i że nie szukał jej do tej pory.

„A może się jednak ucieszy na mój widok?”, przeszło mu przez głowę. „Przecież tak długo ze sobą rozmawialiśmy, może uda się to jeszcze jakoś wyprostować?” Po dwóch godzinach czekania przed szpitalem wrócił do domu. Ten smutny wieczór, pierwszy wieczór nieobecności Iana, spędził z gitarą i muzyka pomogła mu odpędzić od siebie niedobre myśli aż do chwili, kiedy mieszkający piętro nad nim sąsiad zastukał do drzwi i poprosił o ciszę.

Od tego dnia Stuart codziennie wystawał w bezpiecznej odległości pod szpitalem i z drugiej strony ulicy obserwował opuszczających budynek ludzi. Po kilkunastu dniach rozpoznał w końcu Iris w grupie zajętych rozmową kobiet. Miała na sobie granatową sukienkę w białe groszki i włosy spięte w koński ogon. Stuart nie mógł od niej oderwać wzroku, rzeczywistość przerosła jego wyobrażenia. Iris była ładniejsza i wyglądała na o wiele młodszą od kobiety z obrazu, który nosił w pamięci. „Aż nie chce się wierzyć, że ludzie komuś tak młodemu oddają w ręce swoje życie” – pomyślał, chowając się za róg. „To nie jest moja liga, przecież ja nie mógłbym takiej kobiecie nic zaoferować”, pomyślał w drodze do domu i doszedł do wniosku, że nie będzie jej już więcej szukał.

Berlin Zachodni

Life is what happens to you while you’re busy making other plans.
Życie to to, co się wydarza, kiedy jesteś zajęty robieniem innych planów

John Lennon, Beautiful Boy

Koniec znajomości, która mogłaby przerodzić się w coś o wiele większego, wyzwolił w Stuarcie ukryte siły – kolejnych kilka dni spędził na układaniu planów i stawianiu sobie celów na przyszłe miesiące. Czas było zacząć zarabiać, zdecydował więc, że zacznie szukać pracy w szkole, a karierę muzyczną odłoży na później. Zaczął jednak, tak jak przykazałby mu każdy poradnik rozwiązywania problemów, kupiony za bezcen na wyprzedaży, od pozbywania się zbędnych przedmiotów, porządkowania mieszkania i przestawiania mebli. Był tak zmęczony porządkami, że zasnął, zanim na dworze zrobiło się zupełnie ciemno. Z głębokiego snu obudził go telefon. „To musi być ktoś z Europy, mam nadzieję, że nic złego się nie stało”, pomyślał, szukając po omacku aparatu. W słuchawce usłyszał głos Kate: „Mam właśnie przerwę obiadową i od razu chcę Ci przekazać dobre wiadomości. Udało mi się załatwić dla ciebie kilka koncertów w Berlinie, najlepiej gdybyś tu przyjechał na dwa, albo trzy miesiące. British Council zapłaci za przelot, a mieszkać możesz u mnie. Zastanów się i daj mi koniecznie znać jeszcze w tym tygodniu”. W kilka dni później Stuart oddzwonił do siostry, a pod koniec października wybrał się w drogę do Berlina. Cieszył się na spotkanie z Kate i był ciekaw, co go czeka w nowym mieście i jak publiczność odbierze jego piosenki w nieznanym dla siebie języku. Zajął miejsce w samolocie i z ulgą dostrzegł, że jego współpasażerami podróży są kilkuletni chłopiec, grzecznie rysujący kredkami obrazki w książeczce do malowania, i jego matka.

Przez lata, gdy mieszkał na innym kontynencie, zapomniał, jak wygląda jesień – ponury, deszczowy dzień i ogołocone z liści drzewa, które zobaczył z okna samolotu podczas lądowania w Berlinie, uzmysłowiły mu, że znalazł się w Europie. Z głośników na lotnisku docierał do niego dziwnie w jego uszach brzmiący, gardłowy język, z którego nie udało mu się zrozumieć ani jednego słowa. Kate odebrała go z lotniska i w drodze do jej mieszkania w dzielnicy Charlottenburg Stuart poczuł, jak powoli ustępuje dziwne uczucie obcości. Z okna taksówki obserwował piękne, stare budynki i ulice pełne młodych ludzi. W chwili, gdy wyjmował gitarę z bagażnika taksówki wiedział już, że będzie szczęśliwy w tym mieście, które w pierwszej chwili sprawiło wrażenie miejsca szarego i ponurego. Kate dzieliła duże mieszkanie na Charlottenburgu z dwoma koleżankami z British Council. Brat zamieszkał w pokoju gościnnym i od chwili, kiedy przekroczył próg mieszkania siostry, czuł się tam jak u siebie w domu. W dzień po jego przylocie do Berlina dziewczyny zorganizowały party i zaprosiły swych nowych przyjaciół. Poznał też Wernera, człowieka przez którego Kate tak dobrze czuła się w tym mieście. Werner był studentem fizyki i jednym z uczniów Kate w British Council. Po kilku minutach rozmowy Stuart złośliwie pomyślał, że lekcje angielskiego prowadzone przez jego siostrę w przypadku Wernera niewiele przyniosły. Nowy chłopak siostry nie przypadł mu do gustu i potwierdził wszystkie uprzedzenia, z którymi Stuart przyjechał do Niemiec. Nie mógł zrozumieć, co jego siostra zobaczyła w tym prawie dwumetrowym, sztywnym mężczyźnie, który nigdy się nie uśmiechał? A Kate, rozmawiająca ze swoim chłopakiem w obcym języku stawała się inną, obcą osobą. Przez cały wieczór unikał rozmowy z Wernerem, za to szybko nawiązał kontakt z pozostałymi gośćmi na imprezie.

Berlin przyjął go bardzo dobrze, z planowanych siedmiu koncertów zrobiło się dwadzieścia, Stuart co drugi dzień występował w pełnych salach, klubach czy restauracjach. Po raz pierwszy od miesięcy miał wrażenie, że idzie właściwą drogą i nie wyobrażał sobie życia bez tych spotkań ze słuchaczami, którzy siedząc w półmroku, w milczeniu słuchali historii, jakie im Stuart opowiadał piosenkami.

Tygodnie do świąt Bożego Narodzenia minęły szybko, Stuart nawiązał wiele znajomości i spędzał przedpołudnia na poznawaniu Berlina, a wieczory na koncertach. W dzień przed wigilią rodzeństwo wspólnie wyjechało do Walton. Rano ulice pokryły się śniegiem i patrząc na to czyste, białe i niepoznane do końca miasto, Stuart poczuł smutek na myśl o tym, że je opuszcza. Z lotniska zadzwonił do rodziców, żeby potwierdzić, że on i Kate będą wieczorem w domu i usłyszał prośbę ojca: „Pomożesz mi kupić choinkę”. „Tylko nie za dużą, ty zawsze przesadzasz, tato”, odpowiedział Stuart pamiętając ostatnie wspólnie spędzane święta, kiedy drzewko z trudnością udało się ustawić w ciasnej jadalni rodziców. Lot z Berlina do Londynu trwał niecałe dwie godziny i w porównaniu z ponad dobową podróżą z Sydney był jak wycieczka za miasto. Mimo to Stuart wsiadał do samolotu pełen dziwnego niepokoju. Kiedy wkrótce po starcie w samolocie na kilka minut zgasło światło, Stuarta zaczęła ogarniać panika.

W czasie, kiedy Kate i Stuart znajdowali się nad Morzem Północnym, ich ojciec dostał zawału serca i zmarł podczas wycierania szklanki po piwie na oczach klientów pubu. Kiedy rodzeństwo dotarło do domu, zastało matkę, Eve i Williama, czekających na samochód pogrzebowy, który miał zabrać z pubu zwłoki ojca. „Dlaczego na nas nie zaczekałeś, tato?”, zapytała bezradnie zapłakana Kate. Stuart natomiast niedługo odczuwał smutek z powodu niespodziewanej śmierci ojca, a zastąpiła go nienawiść do pubu, tego wielkiego życiowego projektu ojca, którego realizacja pochłonęła tyle sił, że stała się najprawdopodobniej główną przyczyną jego śmierci.

Stuart z zawstydzeniem myślał o swojej banalnej i nic nie znaczącej ostatniej rozmowie z ojcem, o tej absurdalnej śmierci wśród podpitych klientów i niepozmywanych szklanek po piwie, i zastanwiał się, dlaczego ojciec z takim uporem nie chciał zrezygnować z prowadzenia pubu i zająć się inną, spokojniejszą i mniej absorbującą pracą. Komu chciał udowodnić, że ten pub zacznie w końcu przynosić duże pieniądze? „A może muzyka jest dla mnie tym samym, czym dla niego była własna knajpa? Może jest to jedna z tych obsesji, które nie przynoszą tylko stracone złudzenia i samotność? Może dziedziczę po nim gen wiecznego nieudacznika?”, zastanawiał się, wiedząc, że są pytania, na które nie ma odpowiedzi.

Cdn.

 

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Joanna Trümner i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s