Subiektywny bardak na skos IV

Tomasz Fetzki

Opuściwszy Warkę mknie Trójka Podróżników bocznymi drogami na północny zachód. Wokół widzą coraz więcej sadów. Nic dziwnego, wszak zbliżają się do Grójca. Viatorka w internecie na smartfonie szuka wiadomości o mieście. Poza tymi o zagłębiu sadowniczym oraz o regionalnych odmianach jabłek niewiele więcej znajduje. Mimo to Viator nie żałuje wizyty w Grójcu, choć na jabłka jeszcze o wiele za wcześnie. Krótko po wjeździe do miasta na wprost oczu Pielgrzyma ukazuje się naprawdę piękny i gustowny mural, wzorowany zapewne na starej fotografii lub rycinie: grójecki rynek i ratusz gdzieś na przełomie XIX i XX wieku. A za chwilę z okien samochodu widać ten sam rynek i ratusz w naturze. Kameralny, czysty, zadbany. Jak zresztą wszystkie odwiedzone dziś miasta i wsie. Gdzie ta Polska w ruinie?

10-lub

Na dokładniejsze zapoznanie z Grójcem czasu oczywiście zabrakło, ale przecież nic nie stoi na przeszkodzie, aby kiedyś tu wrócić. Tymczasem pędzimy w kierunku Żyrardowa.

Viator musi w najgłębszym sekrecie zdradzić, że tak naprawdę całą trasę podróży na skos układał z tą intencją, by odwiedzić miasto Filipa de Girard. To był główny cel, oś, jądro całej rajzy. Albowiem od czasów młodości fascynuje się Pielgrzym (choć jedynie amatorsko) zagadnieniami architektury i urbanistyki, tworzenia miast na surowym korzeniu, dziewiętnastowiecznego budownictwa industrialnego, zagospodarowania przestrzeni miejskiej i temu podobnemi tematami. Już kiedyś zresztą na tym blogu (TU KONKRETNIE) dał upust swym pasjom.

Tym razem Viatorka znajduje mnóstwo informacji o krótkich, ale burzliwych dziejach osady fabrycznej powstałej jako aneks do wielkich zakładów lniarskich. Aż dziw, że tak młode miasto może mieć tak bogatą historię!

11-lub

Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam, nie zawiódł Żyrardów Viatora! Układ urbanistyczny zachowany wspaniale. Poszczególne stylowe budynki z czerwonej cegły sukcesywnie odnawiane. Zakłady lniarskie już nie istnieją, ale budynki fabryczne uratowano, lokując w nich galerię handlową. Zakupów Wędrowiec nie zrobi, ale nie może się powstrzymać od dłuższego spaceru wśród zabudowań żyrardowskiej starówki. Jedynie poczucie obowiązku wyrwało go w końcu z transu, otrzeźwiło, posadziło na nowo za kierownicą.

Gdy Trójka Podróżników na węźle Wiskitki osiągnęła highway, godzina była już taka, że Viator po raz pierwszy tego dnia poczuł ucisk w gardle. Kurde, możemy nie dojechać na czas na koncert Piwnicy pod Baranami… Nie podzielił się jednak swymi przeczuciami, aby defetyzmu nie siać w szeregach. Przycisnął gaz na ile rozsądek pozwolił i auto pomknęło Autostradą Wolności prościutko na zachód. Wrażeń ani skojarzeń na tym etapie podróży nie miał Pielgrzym zbyt wielu. Co innego mu brzmiało w głowie: zdążyć, zdążyć!

Jest jednak pewien wyjątek. Zdarzyło się już wcześniej Viatorowi kilkukrotnie jeździć tędy do Warszawy i z powrotem. Za każdym razem intrygował go pewien kościół, doskonale widoczny z trasy, a znajdujący się w wiosce jakieś dwadzieścia kilka kilometrów na wschód od Konina. Trudno powiedzieć, czemu intrygował. Może dlatego, iż kojarzył się (bezpodstawnie, jak się okazało, choć pewne detale architektoniczne uzasadniają tę asocjację) z Świątynią Miłosierdzia i Miłości – katedrą mariawicką w Płocku? Ostatecznie obecność mariawitów tutaj, w dawnym zaborze rosyjskim, nie byłaby niczym nadzwyczajnym.

12-lub

To nie mariawici. Wędrowiec po którejś z podróży sprawdził. Kościół jest rzymskokatolicki, ale i tak intryguje. Kryje bowiem mroczną, czarną tajemnicę, w murach, żeby było śmieszniej, pomalowanych kolorkami delikatnymi i słodkimi jak pianka jojo. Wioska nazywa się Chełmno nad Nerem. Tak: TO Chełmno. Kulmhof. Obóz zagłady. A kościół, zajęty przez Niemców, pełnił funkcję stacji obnażenia dla przywożonych tu Żydów, Romów, Polaków, dzieci z czeskich Lidic… Co my komu zrobiliśmy, że historia się na nas uwzięła i tak często i głęboko przeorała ten skrawek kuli ziemskiej? Tak sobie myśli Viator, ale nie mądruje się i swymi refleksjami z Viatorką oraz z Szefową Blogu się nie dzieli. Skupiony jest wszak na szalonej jeździe!

Zdążyli. Pięć minut przed koncertem Viatorka z Viatorem zasiedli w fotelach Filharmonii Zielonogórskiej. Ale przedtem jeszcze pozostawili Szefową Blogu na dworcu kolejowym w Świebodzinie, skąd wygodnie i bezpiecznie dotarła do Berlina.

Opuszczając Świebodzin musiał niestety Viator napotkać wzrokiem monstrualną figurę Chrystusa. Zdjęcia nie zamieścimy, szkoda zdrowia. No co ma Viator poradzić? Udawać, że wszystko gra? Dzieło jest po prostu brzydkie pod względem artystycznym, fatalnie zlokalizowane, a i jego wydźwięk ideologiczny – monumentalizm i opresyjna nachalność – odrzuca Wędrowca. Zwierzył się z planów wrednego opisania tej figury swemu dobremu znajomemu: prezbiterowi katolickiemu rytu łacińskiego, który z Podkarpacia wywędrował do Belgii. To jeden z najinteligentniejszych ludzi, jakich Pielgrzym zna. I lubi. Zatroskał się ten ksiądz, żeby nie profanować figury Chrystusa Króla, bo to dla wielu ludzi w tym kraju jednak miejsce kultu. Obiecał więc Viator prezbiterowi, że wyrazi się oględnie. Bo też i w rzeczy samej nie chce razić uczuć niczyich. Przeciwnie: właściwie to działa na rzecz tych uczuć, jako, że gigantomania tudzież przepych to nie droga ku prawdziwej duchowości. Tym bardziej, że nie Chrystusa, ale ego pewnego proboszcza się tu czci. Wystarczająco oględnie, księże Andrzeju?

Kończy się podróż, czas na obiecaną refleksję historiozoficzną. Dlaczego tyle i tak różnych myśli, skojarzeń, refleksji oraz uczuć wzbudziła w Pielgrzymie ta podróż? Dlaczego każda podróż po kraju uruchamia ten sam mechanizm? Bo to ojczyzna Viatora. Jego miejsce na Ziemi. W pięknie i brzydocie, w dobrych i tragicznych momentach historii, w śladach mądrości i głupoty mieszkańców. Na dobre i na złe. I żaden narodowiec, faszysta czy inny oenerowiec nie będzie Wędrowcowi wystawiał cenzurki patriotyzmu. Za coś innego i wbrew czemuś innemu kochamy ten kraj. Zaś symbolowi falangi najchętniej pokazałby Viator tzw. środkowy palec, ale… nie może: dobre wychowanie to balast i przekleństwo. I tak misterna konstrukcja jest gotowa – to samo zdanie otwiera i zamyka opis podróży. Tylko czy ktoś to doceni?

***

Ja docenię
Podpisano: Szefowa 

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Tomasz Fetzki i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s