Stuart 15

Joanna Trümner

Let him know that you know best ‘cause after all you do know best
Try to slip past his defense without granting innocence
Lay down a list of what is wrong the things you’ve told him all along
And pray to God he hears you, and pray to God he hears you

Daj mu znać że wiesz najlepiej, bo naprawdę wiesz najlepiej
spróbuj wyminąć jego obronę, nie uznając niewinności
zostaw listę tego, co jest nie tak – rzeczy, o których mu ciągle mówiłeś
i módl się do Boga, by Cię wysłuchał i módl się do Boga, by Cię wysłuchał

The Fray: How to save a life

Przyjaźń

Podczas długiego lotu z Londynu do Sydney Stuart cieszył się na spotkanie z przyjacielem i próbował uspokoić wyrzuty sumienia na myśl o tym, jak rzadko odzywał się do Iana przez ostatnie pół roku. „Przecież o nim nie zapomniałem, po prostu każdy z nas żył swoim życiem. Dla tak długiej przyjaźni jak nasza pół roku niewidzenia nic nie znaczy”, pomyślał w momencie, w którym zobaczył twarz Iana wśród tłumu oczekujących na lotnisku w Sydney.

Bujna, sprawiająca wrażenie nieuczesanej czupryna przyjaciela rzucała się od razu w oczy i Stuart szybko rozpoznał go w tłumie, zdziwił go jedynie nowy styl ubrania Iana – sprane dżinsy i kraciastą koszulę zastąpił beżowy garnitur ze lnu i elegancki brązowy prochowiec. Ten nowy, elegancki, trochę zdystansowany i wyglądający na starszego niż był Ian wywołał w nim dziwne uczucie obcości. „To przecież niemożliwe, żeby ludzie diametralnie mogli się zmienić przez pół roku”, pomyślał Stuart „To jest mój najbliższy przyjaciel, który w międzyczasie przestał ubierać się jak student. Może przez pracę w banku chce wyglądać poważniej, może jako przyszły ojciec chce sobie po prostu dodać przez wygląd kilku lat?” W drodze do mieszkania na północy Sydney w kupionym niedawno przez Iana samochodzie Stuart zadał przyjacielowi pytanie, które od tygodni chodziło mu po głowie: „Kim jest matka Twojego dziecka?” Odpowiedź padła bardzo szybko: „To najbogatsza dziewczyna w północnym Sydney – jak widzisz i ja miałem w końcu trochę szczęścia”. Stuart głośno się roześmiał, myśląc, że właśnie usłyszał jeden z żartów przyjaciela i przypomniał sobie równocześnie wiele sytuacji z ich wspólnej przeszłości, w których to swoiste, sarkastyczne poczucie humoru Iana pomogło mu nabrać dystansu do siebie i problemów. Spojrzał przyjacielowi w twarz, chcąc mu powiedzieć wzrokiem: „bardzo mi ciebie brakowało”, ale wyraz twarzy Iana zmroził go i przekonał o tym, że nie chodziło o żart. „Ma na imię Rita i jest córką szefa klubu jachtowego, w którym dałeś kiedyś kilka koncertów. Ten klub to tylko jego hobby, on zainwestował w nieruchomości w centrum miasta i już nie musi pracować. Historia z Ritą zaczęła się, kiedy byłeś jeszcze w Nowej Zelandii, ale ja długo nie byłem przekonany, że chcę się z kimś na amen związać – ta ciąża mnie zaskoczyła. Widocznie po prostu tak miało być, ślub będzie za miesiąc i bardzo liczę na to, że będziesz moim świadkiem. Mogłem przecież o wiele gorzej wylądować”. Sposób, w jaki przyjaciel opowiadał o swojej dziewczynie, nie podobał się Stuartowi i czuł, jak pogłębia się w nim uczucie obcości, które odczuł na lotnisku.

W mieszkaniu Iana, w którym od dnia wyjazdu Stuarta zmieniło się bardzo niewiele, przyjaciele spędzili cały wieczór na rozmowie. Wypalili kilka skrętów z marihuaną „na cześć spotkania” i w miarę, jak Ianowi rozwiązywał się język, Stuart z coraz większym przerażeniem patrzył na tego aroganckiego mężczyznę, którego do tej pory uważał za swojego najbliższego przyjaciela – przyjaciela, którego teraz interesowały tylko pieniądze i który jego miłość do Meg skomentował słowami: „przeciecież cię nie stać na takie fanaberie”. W tym momencie chciał podejść do przyjaciela, potrząsnąć nim i krzyknąć: „co się z tobą porobiło?”, ale powstrzymał się, wiedział przecież, że to nie ma najmniejszego sensu. Kiedy Ian poszedł spać, Stuart poczuł potrzebę zwierzenia się komuś ze swojego rozczarowania spotkaniem. Wyszedł z domu i chodząc po pustych ulicach Sydney szukał budki telefonicznej, żeby zadzwonić do Meg. W momencie, kiedy wykręcił jej numer, zdał sobie sprawę z tego, że na drugiej półkuli jest wczesne popołudnie i że Meg na pewno jeszcze pracuje, więc nie usłyszy jej głosu. Mimo to sam fakt, że po drugiej stronie świata jest ktoś, kto nie myśli o życiu tak cynicznie i źle jak jego dotychczasowy najbliższy przyjaciel, uspokoił go. Wrócił do domu i długo przewracał się na niewygodnej kanapie w oczekiwaniu na sen. W głowie wirowały dziesiątki pytań: „Czy to możliwe, że przyjaźń się kończy? A może to po prostu nigdy nie była prawdziwa przyjaźń – ja przecież nie wiem, kim ten człowiek właściwie jest? A może on zawsze już był taki, tylko ja się zmieniłem i nagle to widzę? Co teraz może robić Meg? Czy choć przez chwilę pomyślała o mnie? Czy naprawdę przyleci do Sydney?”

Im dłużej myślał o swojej dziewczynie, tym bardziej mu jej brakowało. Kochał ją za jej mądrość, poczucie humoru i pozytywne nastawienie do ludzi. Nie lubił jej tajemnic i ciągłego uczucia, że waży na wadze każde z wypowiedzianych przez niego słów. Nie lubił jej perfekcji, sposobu w jaki poprawiała mu szalik, albo przypominała o herbacie, która zbyt długo naciągała, w momencie, kiedy mówił coś naprawdę ważnego, nie cierpiał jej cowieczornego rytuału skrupulatnego zapisywania codziennych wydatków w notesie – w tabelce, składającej się z dwóch rubryk: życie i rozrywki. „Ciekawe w której z rubryk zapisze zakup biletu do Sydney? Albo pójście na koncert lub do teatru?”, pomyślał, czekając na sen. Wiedział, że bardzo ją kocha pomimo tych wszystkich śmiesznostek i rzeczy, które go w niej denerwowały. „Czy kochamy kogoś dla jego zalet, czy też pomimo jego wad?”, zastanawiał się, patrząc na wschodzące nad Sydney słońce.

Następnego dnia Ian zorganizował przyjęcie z okazji przyjazdu przyjaciela. Stuart miał okazję poznać „najbogatszą dziewczynę w północnym Sydney” i nowych znajomych przyjaciela. Rita była ładną, o kilka lat młodszą od Iana dziewczyną, która po kilku semestrach przerwała studia historii sztuki, bo „znudziły ją martwe rzeczy”. Po sposobie, w jaki patrzyła na Iana, widać było, że jest w nim mocno zakochana i szczęśliwa, ale że jest też zadowolona, iż pieniądze ojca sfinansują im wygodne życie. Stuart nie pasował do gości na przyjęciu – młodych ludzi, rozmawiających głównie o finansach, planowanych zakupach i podróżach. Na prośbę Iana pod koniec przyjęcia wziął do ręki gitarę i zaśpiewał kilka nowych piosenek. „Na pewno daleko zajdziesz” – powiedział z podziwem Ian. „Ty też”, pomyślał w duchu Stuart i postanowił, że rola świadka na ślubie przyjaciela będzie jego pożegnalnym prezentem dla tej przyjaźni.

W kilka dni później wybrał się w poszukiwanie pracy do szkół w Sydney. Wyorażał sobie to poszukiwanie prościej, dopiero po kilku tygodniach i wielu rozmowach kwalifikacyjnych udało mu się znaleźć zatrudnienie w jednej z najstarszych, renomowanych szkół w mieście. Problem polegał na tym, że na podjęcie zajęć musiał czekać do rozpoczęcia nowego roku szkolnego pod koniec stycznia, kiedy to dotyczczasowy nauczyciel matematyki przejdzie na emeryturę. „Z czego mam żyć przez prawie pół roku?”, zastanawiał się Stuart. Za pieniądze które przywiózł ze sobą z Anglii mógł przeżyć przez dwa miesiące. Za kilka tygodni miała przyjechać do niego Meg i nie wyobrażał sobie, że nie będzie go wtedy stać na pokazanie jej miasta, pójście do teatru, muzeum albo pubu. Sprawa mieszkania była mniej skomplikowana, bo Ian chciał jak najszybciej przeprowadzić się do domu swojej dziewczyny w lepszej dzielnicy i przekazać mieszkanie Stuartowi. Ale to wszytko kosztowało i Stuart musiał szybko znaleźć jakąkolwiek dorywczą pracę, dzięki której będzie mógł przeczekać do końca stycznia.

Stuart zdecydował się odwiedzić domy starców, w których kiedyś prowadził zajęcia z muzyki. Miał szczęście, w jednym z domów starców na północy miasta pilnie poszukiwano od zaraz kogoś do pomocy. Po podpisaniu umowy Stuart wrócił do mieszkania przyjaciela i podzielił się z nim nowinami: „Ja bym za żadne pieniądze nie podcierał komuś tyłka”, skomentował Ian, kręcąc głową z dezaprobatą. „Ale ja nie mam wyjścia. Poza tym to jest tylko na kilka miesięcy” – odpowiedział Stuart i czuł jak wzrasta w nim złość na samego siebie – złość na to, że tłumaczy się z tak oczywistej rzeczy jak podjęcie pracy. „To już w ogóle możesz zapomnieć o muzyce” – dodał Ian, a Stuart z żalem pomyślał, że prawdziwy przyjaciel – ten Ian, którego pamiętał i którego obraz nosił ciągłe jeszcze w głowie, obróciłby tą sytuację w żart, pocieszyłby go i nie deptałby po jego uczuciach. „Będę świadkiem na jego ślubie, bo jestem tego winien wieloletniej przyjaźni, ale przyszedł czas, żeby nasze drogi się rozstały”, pomyślał po raz nie wiadomo który w ciągu ostatnich dni.

Stuart zaczął więc pracować w domu starców. Nowe zajęcie było dość dobrze płatne i miało kilka plusów – zaczynało się o szóstej rano, a już o trzeciej po południu Stuart był wolny. Wolny, ale tak fizycznie zmęczony dźwiganiem starszych ludzi, przenoszeniem ich z łóżka na fotel, karmieniem, przewijaniem i myciem, że nieraz zasypiał w drodze metrem do domu. Z upływem czasu przyzwyczaił się do wczesnego wstawania i fizycznego zmęczenia, ale nie mógł przyzwyczaić się do tego, co codziennie obserwował w domu starców – do sposobu, w jaki traktowało się tam starych ludzi, mówiąc o nich wyłącznie w osobie trzeciej, jak o kimś, kogo nie ma, kto przestał istnieć. Stuart nigdy nie widział, żeby ktokolwiek z personelu czytał mieszkańcom ośrodka opieki książkę, rozmawiał z nimi, albo próbował zająć ich czymkolwiek, usprawniającym zdolności manualne. Zrozumiał, jak wielkim wydarzeniem w ich życiu były prowadzone wcześniej przez niego zajęcia z muzyki i wyprosił u kierownika ośrodka zgodę na ich kontynuację. Codziennie po śniadaniu grał mieszkańcom ośrodka przez pół godziny na gitarze i z biegiem czasu ten rozpoczynający dzień rytuał stał się dla nich bardzo ważny. Muzyka przypominała im o tym, że w ich niedołężnych ciałach jest jeszcze radość i ciekawość życia, a czas, który pozostał, jest czymś więcej niż czekaniem na śmierć i samotnością.

W trzy tygodnie po rozpoczęciu pracy w domu starców był świadkiem na ślubie Iana. Podczas ubierania się w przywieziony z Anglii, zakupiony na ślub siostry szary garnitur, Stuartowi przeszła przez głowę myśl: „To już drugie małżeństwo, w którym miłość nie gra żadnej roli”. Nie miał zupełnie pomysłu na prezent dla młodej pary, na szczęście z niezręcznej sytuacji wybawił go Ian, proponując żeby zamiast prezentu dał podczas jego wesela krótki koncert. Stuart zaśpiewał piosenki o sile przyjaźni i o szczęściu, jakim jest spotkanie prawdziwej miłości. Z trudnością powstrzymywał swoje emocje, przekonanie o końcu przyjaźni z Ianem i wątpliwości co do małżeństwa byłego przyjaciela. Jego muzyka była tak autentyczna i emocjonalna, że zachwyceni występem goście weselni poprosili go o bis: „Więc muzyka dociera nawet do tych, co wszystko mają, wszystko widzieli i których na wszystko stać” – pomyślał ze zdumieniem. Z ulgą zauważył, że wśród weselnych gości ze strony Iana przyjechali tylko rodzice, nie było tam Ann, przed nią wstydziłby się tego, że jest na etapie życia, w którym zmuszony jest do wykonywania prostej, fizycznej pracy, przed nią wstydziłby się, że cały ten wyjazd do Australii, o którym kiedyś wspólnie marzyli, był na razie niepowodzeniem.

Czas mijał dosyć szybko i przyszedł dzień, w którym odebrał Meg z lotniska. W drodze na lotnisko myślał o niej, cieszył się, że zobaczy swoją dziewczynę, ale równocześnie nie mógł opanować strachu przed tym, że może zapanować między nimi ta sama obcość, co między nim i Ianem. W momencie, kiedy rozpoznał ją w tłumie pasażerów zrozumiał, że jego lęk był niepotrzebny, a jego dziewczyna jest tą osobą, na którą czekał nie tylko od wielu tygodni, ale całe swoje życie.

Cdn

Reklamy

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Joanna Trümner i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s