Tajlandia – kraj tysiąca uśmiechów (5)

Zbigniew Milewicz

Okruchy z podróży

taj5Prawdopodobnie najmłodszy motorowerzysta w Tajlandii

O jednym zapomniałem wcześniej napisać, drugie nie pasowało mi do wątku, trzecie było zwykłą ciekawostką, trochę się odłożyło w czasie pichcenia tego reportażu, a że nigdy żadnych resztek ze stołu nie wyrzucam, więc będzie jeszcze jeden krótki tekst z Tajlandii.

Kiedy Tajowie dowiedzieli się, że dni Ramy IX są policzone, skrzyknęli się za pomocą portali społecznościowych i we wtorek gremialnie przywdziali różowe stroje. Kilka lat wcześniej królewscy astrologowie orzekli, że kolor ten będzie pozytywnie wpływał na stan zdrowia popularnego monarchy, on sam nosił go chętnie, więc reakcja ludzi była zrozumiała. Zgodnie z tajską astrologią, opartą w dużej mierze na wpływach hinduskich, z każdym dniem tygodnia związany jest określony kolor: z poniedziałkiem – żółty, wtorkiem – różowy, środą – zielony, czwartkiem – pomarańczowy, piątkiem – niebieski, sobotą – fioletowy, niedzielą – czerwony; wywodzą się one od barw przypisywanych planetom i bóstwom, opiekujących się danym dniem. Astrolog pyta człowieka, w jakim dniu się urodził, ten odpowiada np., że w czwartek i wtedy słyszy, że pomarańczowy jest jego szczęśliwym, urodzinowym kolorem. Monarcha urodził się w poniedziałek, więc kolor żółty był królewski, z flagą monarszą włącznie. Za panowania Ramy IX żółte t-shirty w sklepach kosztowały zatem więcej, niż np. czerwone, podobnie było z owocami na bazarze, cena za żółte arbuzy przewyższała zielone. Dlaczego więc akurat wtorkowy róż miał królowi sprzyjać, tego nie wiem. Kolory w Tajlandii mają swój wymiar polityczny, ruch konserwatystów i rojalistów, zwanych żółtymi koszulami walczy ze zwolennikami odsuniętych od władzy premierów – w 2006r. Thaksina Shinawatry i w 2014r. jego siostry Yingluck Shinawatry, reprezentujących rzesze głównie rolników, spod znaku pro -demokratycznych czerwonych koszul. Czerwień symbolizuje tu ziemię, krew, ale i szczęście.

thaj4-autNa tym koniec, jeżeli chodzi o symbolikę kolorów. Policjantowi w czarnym uniformie, z którym sfotografowałem się przed Walking Street w Pattayi, tak dobrze patrzało z oczu, że nawet przez chwilę się nie zastanawiałem, czy ten kolor ma pozytywną, albo negatywną energię. Najpierw poprosił mnie rutynowo o okazanie komórki, z której robiłem zdjęcia, przejrzał pobieżnie dotychczasowe materiały i nie znalazłszy w nich niczego podejrzanego, niedbale polecił najbliższemu Tajowi, żeby zrobił nam fotkę. Tchnął z tej sceny jakiś znajomy mi, patriarchalny duch PRL-u, naród z władzą, władza z narodem, pod warunkiem, że ten niczego nie knuje… W rozrywkowych miejscach Pattayi policja jest wszędzie, ma swoje posterunki przy większych barach, dyskotekach i nadmorskiej promenadzie, gdzie kwitnie najstarszy zawód świata, ciekawostka – zakazany przez tajlandzkie prawo.

Trzymamy z władzą w Pattayi

Prostytucji nie wolno tutaj jednak uprawiać dopiero od 18 roku życia, więc młodsza młodzież robi to legalnie, a starsze roczniki trudno złapać na gorącym uczynku, bo striptease i petting w lokalach są dozwolone, a co się dzieje później, to oficjalnie wychodzi na jaw tylko w razie ewentualnego okradzenia klienta, albo pobicia czy zabójstwa którejś ze stron. Sama jednak świadomość, że gliny są w pobliżu ma z pewnością istotne, prewencyjne znaczenie.

taj58

Robotnicza sjesta

Widziałem ich w akcji, jak pomagali kolegom z tzw. policji turystycznej, przy zabezpieczaniu wysiadki pasażerów z promu na przystani w Pattayi, pełen profesjonalizm. Była wysoka fala, stateczkiem mocno bujało, wszyscy dzięki ich pomocy wydostali się na ląd szczęśliwie. Tajlandzka policja cieszy się respektem, w Sylwestra zaobserwowałem następujący obrazek: w zatłoczoną do granic możliwości miejską arterię wjeżdża policyjny radiowóz, przez megafon padają dwa krótkie zdania, w chwilę ulica pustoszeje, przejeżdża następny samochód na sygnale, za nim kolejny, po czym ulica znowu się zapełnia. Do dziś się zastanawiam nad tym, gdzie się schowały wtedy tamte wszystkie pojazdy.

taj56

Dar z hostelu trochę mi przypominał Zbyszka Cybulskiego z jego młodych lat…

Nie wiem też do jakiej szuflady włożyć inną zgoła scenę: starszy mężczyzna o europejskim, nobliwym wyglądzie idzie ulicą z tajskim chłopcem za rękę, prowadzi go do lokalu dla transwestytów… lub wieloosobową rodzinę anglojęzycznych turystów na Walking Street: dzieciaki w wieku od przedszkolaka do może trzecioklasisty za bardzo nie mają ochoty obejrzeć pokazu tabledance, ale ojciec przekonuje je, że później pójdą na lody… cóż, może jestem staroświecki.

taj57

Ciekawa reklama u jubilera

Zostały mi też jeszcze różne zdjęcia z tej podróży, częścią chętnie się podzielę. Wojaże kończę w Nowy Rok, odlatując z Bangkoku z powrotem do Europy, znowu via emiraty. A w Monachium celnik obserwuje, jak otwieram walizkę i wyjmuję zimowe rzeczy, żeby się przebrać. Mógłbym powiedzieć mu, że poza paroma podróbami markowych koszul niczego nie przemycam, ale jest tak wcześnie rano, że pewnie nie ma ochoty na rozmowę i tylko patrzy, nawet nie wiadomo, czy służbowo, czy tak sobie z nudów.

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Zbigniew Milewicz i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.