Zalewamy Facebook sztuką

Ewa Maria Slaska

Dwa Mydlarskie na ścianie

Na Facebooku ktoś zainicjował akcję, mającą ukrócić ilość zalewających nas paskudnych wpisów, hejtów, głupich selfie, zachwytów nad kanapką, kupką, zupką. Jednym słowem mamy się zająć prawdziwymi wartościami. Te oczywiście mogą być różne, ale tym razem chodzi o sztukę. Zasada jest prosta – publikujesz u siebie obraz, a jeśli ktoś go polubi – przydzielasz mu jakiegoś artystę, którego obraz on z kolei publikuje u siebie. I tak dalej. Możesz oczywiście przydzielić „lubiczowi” kogokolwiek, ale jakoś tak jest, że my, ci przydzielający, jednak szukamy jakiegoś związku między tym kimś lubiącym a jakimś artystą.  Tak więc jakiś czas temu polubiłam wpis Agaty Stolarz przedstawiający jeden z obrazów Claude’a Moneta. Agata to Polka mieszkająca tu i tam, myślałam, że w Polsce i we Włoszech, a tymczasem… Darzę wielką sympatią dzieła tego malarza, napisała, zwłaszcza jego pejzaże Normandii, które szczęśliwie mam okazje dość często podziwiać. Dzieło, które wybrałam to Maison Argenteuil. Jego reprodukcję kupiłam w Giverny, myśląc o domu na wsi, na długo przed rozpoczęciem remontu. W tym roku będę sadzić tu róże
Zdjęcie pochodzi z Pinteresta. 

Aha, czyli w Polsce, we Włoszech, w Normandii. Polubiłam wpis, bo lubię Agatę, lubię sztukę, lubię Moneta, lubię Normandię i nawet lubię myśl o domu w Normandii, choć już sama żadnego domu, ani w Normandii, ani gdziekolwiek indziej, już bym nie lubiła. Polubiłam i Agata przydzieliła mi Memlinga, co miało oczywiście sens, skoro jestem z Gdańska.

W wyjaśnieniu napisałam: Sąd Ostateczny Hansa Memlinga, namalowany ok. roku 1470 na zamówienie fundatora z Florencji i zdobyty przez polskich piratów czyli tzw. kaprów. To nieco niewygodna karta z dziejów polskiego muzealnictwa i na stronie muzeum nie ma o tym mowy. Ale to jednak największy skarb muzeum w Gdańsku.

I dodałam, że już kiedyś o tym Memlingu pisałam, a mianowicie TU.

Oczywiście, jak to w tych „łańcuszkach” bywa, Memling dostał sporo lajków, więc teraz to ja przydzielałam „lubiczom” artystów, których mają pokazać. Niektórzy dostali nawet całkiem trudne zadania do wypełnienia i dużo czasu, by się z nimi uporać. Niekiedy w odpowiedzi osoby te wstawiły mi – lub sobie – na FB reprodukcję jakiegoś obrazu czy rzeźby, ale zdarzyło się i tak, że wśród tych, którzy polubili Memlinga znaleźli się moi przyjaciele z Gdańska – Anna i Jacek Mydlarscy. Jacek jest malarzem.

Ania i Jacek to ważni dla mnie ludzie, nie tylko dlatego, że mają na imię tak jak mój syn i synowa :-). Kiedyś, dawno temu, gdy naprawdę, ale to naprawdę nie miałam pieniędzy, kupiłam od Jacka dwa jego obrazy. Ciekawe, że transakcja ta zapadła w pamięć nie tylko mnie, ale i naszej blogowej pisarce, Joannie Trümner (tej od Stuarta), która, okazało się, była przy tym. Ja tego w ogóle nie pamiętałam, ale ona i owszem, i wspomniała o tym, wygłaszając całkiem niedawno laudację o mnie, gdy Ferdynand Domaradzki, prezes Polskiej Rady Związku Krajowego w Berlinie, wręczał mi nagrodę polonijną „Najlepszy z najlepszych”. Joanna napisała, że spodobało się jej, bo widać było, iż mnie na ten zakup nie stać. Szkoda, że było to widać, ale była to oczywiście prawda – nie było mnie stać, ale obrazy mi się podobały, a też chciałam wesprzeć (ja, Polka na emigracji) polskiego artystę z Polski (naonaczas jeszcze peerelowskiej). Uważałam, że my, ci na Zachodzie, takie mamy obowiązki wobec sztuki, artystów i Polski. Na Joannie zrobił wrażenie zakup, na mnie fakt, że przypomniała mi to po wielu wielu latach.

Dodam może jeszcze, że obrazy wisiały u mnie przez dwadzieścia lat w wielu mieszkaniach, zawsze oba razem („dwa Mydlarskie na ścianie”), po czym podarowałam je młodemu człowiekowi z rodziny, żeby miał kawałek prawdziwej sztuki i to jeszcze namalowanej przez kogoś, kogo zna… Od kilku lat obrazy Mydlarskiego nie wędrują już zatem z Ewą Marią Slaską od mieszkania do mieszkania (a miałam ich w Berlinie 14), tylko z Adamem Slaskim (też tu czasem pisuje, były np. takie reportaże z Iranu)…

No i teraz, kilka tygodni po tych „wypominkach” Joanny o mnie i obrazach Jacka Mydlarskiego, Jacek i Anna odzywają się w fejsbukowej zabawie w sztukę! Nie mogłam nie skorzystać z okazji. Natychmiast poprosiłam, żeby mi pokazali najnowsze obrazy… Jacka Mydlarskiego! I pokazali!

Ciekawe, że przez tyle lat nie zmieniłam zdania na temat tych (i takich) obrazów. Uważam, że obrazy bogate treściowo i kolorystycznie świetne są w muzeach, na reprodukcjach lub… u kogoś na ścianie. U siebie chcę mieć dzieła, które pozwolą mi codziennie na nową interpretację, takie bym mogła w nich zobaczyć i chandrę unyńską, i radość o poranku,  moje sprawy i moje uczucia. Obrazy Jacka spełniają wspaniale ten warunek!

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ewa Maria Slaska i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Zalewamy Facebook sztuką

  1. powsinga pisze:

    Te obrazy przypominają mi fotografie morza i nieba, których autorem jest Hiroshi Sugimoto

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.