Nasz człowiek w Wietnamie 5

Lech Milewski

Delta Mekongu

Rano obudziło mnie jak zwykle pianie koguta. Tak, we wszystkich dużych miastach, w których się zatrzymywaliśmy, rano piały koguty. W pobliżu hoteli nie było żadnych parków ani ogrodów. Gdzie ludzie je trzymali? Na balkonach?
Przewracam się na drugi bok, gdy słyszę kościelne dzwony. Przecież to niedziela. Wstaję, wyglądam przez okno, ponad dachami sąsiednich budynków góruje kościelna wieża. Zbiegam na dół.
– Jak dojść do tego kościoła w pobliżu?
– Kościoła (church)? Co to znaczy? – pyta recepcjonista.
No tak, wikipedia podaje, że 73% mieszkańców Wietnamu nie deklaruje żadnej religii, 12% to buddyści, 8% chrześcijanie. Co ciekawe w ciągu ostatnich sześć lat ilość wierzących wzrosła o kilka procent. Najwięcej skorzystali buddyści.
Wikipedia wspomina też lokalne religie. Jedną z nich jest Caodaizm – KLIK.
Pamiętam, pamiętam:

Przynajmniej raz w roku caodaiści organizowali festiwal na papieskim dworze w Tanyin, 80 km na północy zachód od Sajgonu, aby świętować rok jaki właśnie przypadł – rok wyzwolenia, albo podboju, lub nawet buddyjski, konfucjański czy chrześcijański (…) Caodaizm, wynalazek urzędnika z Cochin (Indie), był syntezą trzech religi. Papieski dwór był w Tanyin. Papież, kardynałowie płci żeńskiej. Proroctwa na planszy używanej do seansów spirytystycznych. Święty Wiktor Hugo, Chrystus i Budda patrzący z dachu katedry na disneyowską fantazję na temat Wschodu: smoki i węże w technikolorze.

Graham Greene, Spokojny Amerykanin

Ciekawe to, ale ja spieszę w stronę kościoła. Jest!

Kosciol Huyen Sy

Kościół nosi nazwę Huyen Sy. Mimo wczesnej pory (6:20 rano) w środku dużo wiernych.

Kosciol

Nie mam czasu, aby pozostać na całej mszy, zresztą odprawiana jest po wietnamsku. Dzisiaj w programie wycieczka do delty Mekongu.

Mekong – rzeka żywiciel. Rozpoczyna swój bieg w Tybecie. Na swej, liczacej ponad 4,000 km, drodze zbiera minerały i obdarza nimi szczodrze południowy Wietnam. W połączeniu z tropikalnym klimatem stwarza to wymarzone warunki dla rolnictwa. Co najmniej trzy plony w roku.

Dzisiaj jednak frontem do rzeki

Mekong

Na naszej trasie cztery wyspy: Jednorożca, Feniksa, Smoka i Żółwia

Wyspa

Wstępujemy na dwie z nich i odwiedzamy miejscowe farmy i niewielkie zakłady wytwarzające produkty żywnościowe. Na wyspie Jednorożca jest to pasieka oferująca pyszny miód. Niestety produktów pszczelich nie wolno wwozić do Australii. Degustuję więc na miejscu, ile się da. Nic dziwnego, że taki, pachnący miodem, zyskuję sympatię miejscowej maskotki.

Pyton

Wsiadamy do łodzi i przenosimy sie na wyspę Smoka.

Rzeka

To bardzo rozległa wyspa. Trzeba skorzystać z tuk-tuk.

Tuk-tuk

Znowu, podobnie jak kilka dni temu na motocyklach, karkołomne mijanki na wąskich drogach.

Tuk-tuk

Naszym celem jest „coconut factory”, w której każdy element kokosa zostaje pożytecznie wykorzystany. Najbardziej oczywisty efekt to cukierki.

Cukierki
Skoro o kokosach mowa, to załączam swoje kokosowe zdjęcie.

Kokos

Widać, że robione w innym miejscu i o innej porze, ale to moja odpowiedź na pytanie: czy nie obawialiśmy się malarii lub dolegliwości żołądkowych?
Ja bardzo się obawiałem, ale przejechać się na bawole, na rowerze, na łódkach w gęstych zaroślach, być w objęciach węża – tego nie mogłem sobie odmówić.
Podsumowując: to nie są bezpieczne okolice, ale po pierwsze początek marca to najlepsza pora na wizytę, po drugie zaś miałem zaufanie, że organizator wycieczki i nasz przewodnik nie narażą nas na niebezpieczeństwo.

Bez obaw zapuszczamy się ponownie w mokradła. Uwaga: nie zauważyłem ani jednego komara.

Na wodzie

Wracamy do miasta i ponownie odwiedzamy centrum – miejscowa katedra Notre Dame.

Notre Dame

Już wieczór, idziemy więc na ostatni obiad. Intrepid żegna się z nami w restauracji KOTO.

KOTO – Know One, Teach One – w wolnym przekładzie: znasz kogoś (bezrobotnego), ucz go (zawodu) – KLIK.
To też, podobnie jak Intrepid, australijska inicjatywa. Oficjanie żegnamy naszego przewodnika Hoc-a. Robi to w bardzo wzruszający sposób senior naszej grupy – Jack – australijski weteran wojny wietnamskiej.

Pozegnanie

Poza protokołem wręczam Hoc-owi symboliczny prezent od siebie – bumerang. Chciałbym tu jeszcze wrócić, ale równie chętnie zobaczyłbym cię w Australii, nauczę cię rzucać.

Ostatni rzut oka na naszą grupę w komplecie.

Obiad

Zakończenie za tydzień

Reklamy

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Lech Milewski i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s