Nasz człowiek w Wietnamie 6

Lech Milewski

Jądro ciemności

Ostatni dzień. Rano, po śniadaniu, Hoc przekazuje grupkę osób w ręce innej firmy – Urban Adventures. Naszym przewodnikiem jest Tan.

Tan

Cel wycieczki – Cu Chi – labirynt tuneli, w których ukrywali się walczący z Amerykanami Wietnamczycy.
Tan wie coś na ten temat – jego ojciec wstąpił do armii w wieku 16 lat i spędził dziesięć lat w tunelach. Sam Tan deklaruje się jako komunista. Weryfikuję więc informacje na temat partii komunistycznej otrzymane od Hoc-a.
– Po osiągnięciu pełnoletności – mówi Tan – każdy Wietnamczyk otrzymuje deklarację członkowską partii. Ale bardzo niewielu ją wypełnia. To jest warunek kariery w administracji państwowej albo w wojsku. Ja się nie zapisałem, wolę pracować tam gdzie chcę.
To zupełnie coś innego, niż to, co powiedział nam Hoc, ale chyba wychodzi na to samo: rządzi dobrana klika, mając do dyspozycji dwie armie – tę prawdziwą, wojskową, i armię posłusznych biurokratów.
– Uniknąłem też służby wojskowej – kontynuuje Tan – Służba wojskowa jest obowiązkowa, ale ja załatwiłem sobie świadectwo lekarskie. Muszę pracować, w Wietnamie nie ma emerytur, dzieci muszą utrzymywać rodziców.
Tak samo postąpił Hoc.


Dojeżdżamy do wioski. Sielska anielska atmosfera. Pani domu zajęta przy produkcji papieru ryżowego. W kotle gotuje się ryżowa masa. Nasza gospodyni nalewa porcję gęstego płynu na patelnię i za kilkanaście sekund podważa patyczkiem cieniutki płat papieru ryżowego.

Papier ryzowy

Układa go na wiklinowym stojaku, żeby wysechł.
– W ciągu dnia zrobi ich tysiąc – wyjaśnia Tan – dostanie za to $40. Równocześnie dogląda gospodarstwa.
Najbardziej widoczne są bardzo towarzyskie świnie.

Swinia

Tan – nasz przewodnik – przygląda się nam bacznie.
– Pięknie i spokojnie, prawda? – Przytakujemy.
– No to dlaczego Amerykanie przylecieli tutaj, 13,000 km od swojego kraju, żeby bombami i napalmem to wszystko zniszczyć?

Miny nam rzedną, ale przecież nie na sielankę tutaj przybyliśmy. Wsiadamy ponownie do autobusu i jedziemy do Ben Duoc, gdzie znajdują się tunele Cu Chi.

– A wiecie, że na początku, pod koniec II Wojny Światowej, CIA popierało Ho Chi Minha? – pyta Tan.
Nie wiedzieliśmy, ale po powrocie do domu sprawdziłem. Zgadza się, wspomniałem o tym w czwartym odcinku, choć nie chodziło wtedy chyba o poparcie komunistów, ale o trzymanie w szachu Francuzów. Czego nie robi się w polityce.

Cu Chi, sieć tuneli o długości ponad 120 km, w których kryli się bojownicy z Północnego (komunistycznego) Wietnamu, a okazjonalnie również miejscowa ludność. Chwilami w tunelach przebywało równocześnie kilkanaście tysięcy ludzi.
Większość tuneli była na głębokości trzech metrów pod ziemią. Gdy Amerykanie rozpoczęli regularne bombardowania tuneli, wykopano następny poziom – 6 metrów pod ziemią. To nie wystarczało dla zabezpieczenia przed 30-tonową bombą zrzuconą z bombowca B-52. Wykopano więc tunele na głębokości 9 metrów pod ziemią.
Tunele były wysokości 130 cm i szerokości 40 cm. Praktycznie uniemożliwiało to amerykańskiemu żołnierzowi w pełnym rynsztunku poruszanie się w tunelu.
Pozostawało bombardowanie i trujące gazy.

Mieszkańcy tuneli wychodzili z nich tylko w nocy. Gorące posiłki mogli szykować tylko na powierzchni ziemi, nad ranem, gdy nad ziemią były gęste mgły. Głównym pożywieniem była tapioka i zielona herbata. Większość mieszkańców tuneli chorowała na malarię, wszyscy byli trawieni przez pasożyty. Bardzo częste były spotkania z jadowitymi wężami, których gniazda łączyły się z tunelami.
Trzeba było skonstruować system wentylacji. Otwory wentylacyjne były starannie zamaskowane, a wokoło sypano pieprz, aby zmylić psy używane przez Amerykanów do wykrywania tuneli.

Stajemy pod drzewem, na ziemi zeschłe liście.

Liście

Nagle liście się ruszają, spod ziemi wychodzi wietnamski bojownik.

Viet cong

Fotografie, okrzyki zdumienia.
– Kto chce spróbować? – pyta przewodnik.
Jak to kto?

Ochotnik

Schodzę po dwóch bardzo nierównych stopniach i robi się straszno. Nie wiem, gdzie postawić stopę.
– Wyprostuj ręce! – woła przewodnik – bo się zaklinujesz i już nie wyjdziesz!
Prostuję i nie mogę postapić ani kroku. Za wąsko, za nisko, za ciasno.

Ciemność

Jakoś wpełzam pod ziemię, przykrywam wlot tunelu i nawet nie myślę, jak stąd wyjdę. Trudno nie myśleć, gdyż za chwilę zaczynam się dusić z braku świeżego powietrza. Skoro piszę tę relację, to znaczy, że się wydostałem, ale nie wiem jak.

Cóż z tego skoro przewodnik kusi dalej.
– Możecie spróbować przejść 40 metrów tunelem. To łatwe, dla turystów poszerzono je do 70 cm. Na dodatek co 8 metrów są światełka.
No, skoro poszerzono to jestem – ta osoba na zdjęciu, to idący przede mną kolega.

W tunelu

Po dwóch krokach mocno tego żałuję. Niemożliwie zgięty kręgosłup i duszno. Czasami mijamy jakieś odgałęzienia prowadzące w ciemność. Te 40 metrów rozciąga się niemiłosiernie. Wreszcie wyjście.
– A teraz możecie obejrzeć salę porodową, to jest 6 metrów pod ziemią – oznajmia przewodnik.
– Nie, nie, nie!

W pobliżu tuneli jest strzelnica, na której można postrzelać, na przykład z popularnego do dziś AK47. Jest sporo chętnych. Ja nie chcę, z AK47 strzelałem w PRL, 57 lat temu.

AK47

Na zakończenie zwiedzania żołnierski poczęstunek – tapioka i zielona herbata.

Tapioka

Żyć na takiej diecie cały dzień? miesiąc? rok?
Podobno po zakończeniu wojny było sporo przypadków zgonu mieszkańców tuneli, których organizmy nie wytrzymały nieograniczonego dostępu do świeżego powietrza i wody.

Informacja o tunelach Cu Chi tutaj – KLIK.

Wsiadamy do autobusu, cała grupa wraca do miasta, ja wysiadam na postoju taksówek najbliższym lotniska.
Koniec wycieczki. Na lunch zjadam wonton soup, czyli rosół z jarzynami, w którym pływają uszka z krewetkami.

Wonton soup

Ostatnie kroki na lotnisku i podobnie jak na początku…

Na końcu była książka.
Zauważam niewielkie stoisko z książkami. Oczywiście jest Spokojny Amerykanin, ale również…

Wiersze

Ho Chi Minh został w 1942 roku aresztowany przez chiński rząd nacjonalistyczny (Kuomintang) i spędził kilkanaście miesięcy w wielu więzieniach. Jednym z rezultatów był tomik wierszy.
Oto dwa z nich:

Strupy
Czerwień i błękit, jakby szata z brokatu.
Drapiesz je cały dzień, jakbyś grał na gitarze.
Paradujemy w tych bogatych strojach.
Dziwni wirtuozi, zawsze chętni do muzyki.

Sceneria wieczorna
Róża rozkwita i więdnie.
Kwitnie i usycha – obojętnie,
lecz jej zapach atakuje.
Wzbudza gorycz u więźnia.

Tłumaczenie z angielskiego – autor wpisu.

Znowu znajduję się pod opieką Allaha na pokładzie samolotu Malaysian Airlines. Po wielu godzinach lotu na ekranie wyświetla się: 12,718 km od Mekki. W takim razie jestem w Melbourne.

Melbourne

Koniec.

Reklamy

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Lech Milewski i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Nasz człowiek w Wietnamie 6

  1. Pharlap pisze:

    Nagroda dla cierpliwych, którzy doczytali do tego miejsca. Świadkowie mojego zstąpienia do tunelu pokazali efekt końcowy – proszę wyświetlić ten link:

    Toż gdyby to się stało w warunkach wojennych, to Amerykanie by mnie natychmiast wytropili i…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s