Stuart 23

Joanna Trümner

All of these lines across my face
Tell you the story of who I am
So many stories of where I’ve been
And how I got to where I am
But these stories don’t mean anything
When you’ve got no one to tell them to

Wszystkie te zmarszczki na mojej twarzy
Opowiadają ci historię tego, kim jestem
To opowieści o tym, gdzie byłam
I jak tam dotarłam
Ale te historie nic nie znaczą
Jeżeli nie masz nikogo, komu możesz je opowiedzieć

Brandi Carlile, The Story

Matki

Stuart stał na lotnisku i czekał na matkę Meg. Bardzo się cieszył, że po wielu miesiącach pobytu córki w szpitalu w końcu zdecydowała się na przylot do Australii, wiedział jak bardzo jego dziewczyna czekała na tą wizytę. Równocześnie on sam łapał się na tym, że nie odczuwa zbytniej sympatii do kobiety, którą znał jedynie z fotografii. „Muszę dać jej szansę, przecież przez najbliższy miesiąc będzie ze mną mieszkała”, powtarzał sobie w duchu. Podczas wizyty w szpitalu przed kilkoma godzinami Meg prosiła go o wyrozumiałość dla matki: „To jest moja jedyna rodzina, postaraj się ją zrozumieć. Jeżeli poczujesz, że wypiła kroplę alkoholu, to natychmiast mi powiedz, odeślemy ją z powrotem do Anglii. I niech sobie sama radzi, ja już jej więcej nie pomogę”.

Stuart był tak zajęty myślami, że nie zauważył, kiedy podeszła do niego kobieta tak podobna do Meg, że patrząc na nią widział oczami wyobraźni swoją dziewczynę za dwadzieścia lat. „Liza, mama Meg”, przedstawiła się z uśmiechem nieznajoma. „Ładnie się postarzała, więc można tak przepić pół życia bez żadnych konsekwencji dla zdrowia i wyglądu”, pomyślał, odbierając od niej walizkę.

Na życzenie Lizy z lotniska pojechali prosto do szpitala, Stuart zostawił matkę z córką w pokoju i poszedł na spacer do parku. Przypomniało mu się dzieciństwo w Walton. Nigdy przedtem nie zdawał sobie sprawy z tego, że po latach będą to wspomnienia, do których chętnie się wraca. Przez wiele lat nosił w sobie żal do rodziców o to, że poświęcali mu mało czasu i nie interesowali się jego życiem czy planami. Z biegiem lat miejsce żalu zaczęły zajmować wspomnienia o wspólnie spędzanych świętach i małych, ciepłych gestach matki, którymi starła się przeprosić go za brak czasu. Nieraz w środku nocy budził go odgłos otwieranych drzwi od pokoju i czuł jak matka siada na jego łóżku i głaszcze go po głowie.

Uśmiechnął się na wspomnienie kilku niedzielnych wypraw z ojcem na ryby, możliwych tylko wtedy, kiedy pub był zamknięty.

Była taka wyprawa, że nie złapali ani jednej ryby, a po kilku godzinach wpatrywania się w spławiki, które ani razu nie drgnęły, byli zrezygnowani i bardzo głodni. Wtedy ojciec z niedowierzaniem stwierdził, że przygotowane przez matkę kanapki zostały na stole w kuchni. W bagażniku samochodu znaleźli puszkę szynki, widocznie wypadła z siatki podczas jakichś wielkich zakupów. Tyle, że nie mieli otwieracza do konserw. Obaj na zmianę zmagali się puszką za pomocą znalezionego w lesie kawałka metalu i kamienia. Po ponad godzinnej walce udało im się w końcu, w międzyczasie zgłodnieli tak bardzo, że ta szynka jest do dzisiaj we wspomnieniach Stuarta najsmaczniejszym jedzeniem, jakie kiedykolwiek spożył. Ta „męska wyprawa na ryby” była latami jedną z ulubionych anegdot rodzinnych.

Podczas innej ze wspólnych wypraw na ryby ojciec próbował uświadamiać syna. Z zakłopotaną miną i dziwnym, nieswoim głosem opowiadał mu o tym, jak zmienia się ciało mężczyzny, kiedy kocha kobietę i jak bardzo chce ją do siebie przytulić. Widząc rosnące zakłopotanie ojca Stuart uratował sytuację mówiąc: „Tato, myśmy już o tym rozmawiali w szkole”.

W porównaniu z dzieciństwem Meg miał szczęśliwe dzieciństwo, mógł być dzieckiem, nie musiał ponosić odpowiedzialności za siebie i za rodziców, nie musiał martwić się o pieniądze i tłumaczyć nauczycielom, dlaczego rodzice nie pokazują się w szkole, dlaczego nosi źle wyprane, od lat to samo ubranie, nie czuł się samotny i upokorzony. To cud, że ta dziewczyna po tych doświadczeniach jest tak pozytywnie nastawiona do ludzi. „Może właśnie dlatego tak bardzo chce mieć własne dzieci”. Stuart pomyślał, że przez kilka ostatnich tygodni nie miał ani czasu ani głowy na przygotowanie zaręczyn. „Teraz, kiedy przyjechała Liza będziemy mogli się zmieniać wizytami w szpitalu i zajmę się szukaniem pierścionka”.

Wieczór spędził na rozmowie z Lizą. Po wspólnej kolacji miał ochotę na szklankę ginu, w ostatniej chwili zreflektował się i zatrzymał się przed szafą, w której trzymali alkohol. „Przecież nie mogę na jej oczach wypić ani kropli”, pomyślał, zastanawiając się jednocześnie nad tym, że trudne musi być życie towarzyskie bez alkoholu – wyjścia do restauracji, urodziny, sylwestrowe party ze szklanką wody w ręku i dziwną dezaprobatą ludzi dookoła. I wieczne tłumaczenie się – jakby picie alkoholu było obowiązkiem jak chodzenie do pracy czy posiadanie prawa jazdy.

Następnego dnia zostawił Lizę w szpitalu, a sam wybrał się w wędrówkę po sklepach jubilerskich. Obecność Lizy po kilku dniach stała się czymś normalnym, Stuart cieszył się, że znowu wraca do mieszkania, w którym jest posprzątane, gdzie czeka obiad i wyprane ubranie. Zdarzały się jednak chwile, w których czuł niechęć do matki Meg. Kilkakrotnie zaskoczyła go pytaniami, które w jego uszach brzmiały jak pretensje: „Dlaczego nie poszukałeś szpitala, który specjalizuje się w rehabilitacji? Dlaczego nie przydusisz policji, przecież muszą znaleźć sprawcę? Dlaczego tak późno mnie zawiadomiłeś?”

„Zachowuje się tak, jakby chciała nadrobić wszystkie te lata, przez które nie była matką”, pomyślał, obiecując sobie w duchu, że ze względu na Meg postara się nie okazywać swojej niechęci. Widział jak bardzo Meg cieszy się z obecności matki i jak pomaga jej to w powrocie do zdrowia. „Wiesz, czasami mam wrażenie, że dopiero teraz ją tak naprawdę poznaję”, powiedziała mu ostatnio. „I bardzo ją lubię. Zaczęłam ją teraz lepiej rozumieć, teraz pojmuję, jak jej było, kiedy zaszła w ciążę i była zupełnie sama, bo chłopak ją zostawił, a rodzice nie chcieli mieć z nią nic wspólnego – to wszystko ją po prostu przerosło. Ona była przecież dwudziestoletnim dzieciakiem. Wczoraj się dowiedziałam, że mój biologiczny ojciec też mieszka w Sydney. Liza chce się z nim skontaktować i opowiedzieć mu o mnie. Może więc zanim jeszcze wyjdę ze szpitala będę miała i matkę i ojca”.

Podczas kolejnych odwiedzin Stuart oświadczył się Meg i kiedy z niecierpliwością czekał na jej „tak” usłyszał otwieranie drzwi. Do pokoju weszła kilkuosobowa grupa lekarzy i pielęgniarek. Sytuacja była jednoznaczna – bukiet pięknych róż w wazonie i Stuart klęczący przed szpitalnym łóżkiem. Na szczęście gromadka wybuchnęła śmiechem. „Przy tylu świadkach nie możesz się już wycofać”, skomentowała jedna z pielęgniarek. Meg przyjęła jego oświadczyny.

Jeszcze tego samego wieczoru Stuart próbował dodzwonić się do Walton, żeby powiedzieć rodzinie o zaręczynach i planowanym za kilka miesięcy ślubie. W Walton nikt nie odbierał telefonu, udało mu się jednak dodzwonić się do Kate w Berlinie. Podzielił się z nią nowinkami z ostatnich kilku tygodni, w trakcie tej rozmowy odnosił wrażenie, że czasami w ciągu kilku dni może się wydarzyć więcej niż przez lata. Kate też miała kilka nowości, w tym największą – ich matka się zakochała. „Ty sobie nawet nie wyobrażasz jak Eve się wścieka, nie chce z nią rozmawiać. Ciągle jej robi wyrzuty. W jej pojęciu matka powinna zostać ubraną na czarno wdową, albo spalić się po śmierci męża jak kobiety w Indiach, a nie myśleć na starość o amorach. Ale mi się podoba, i dobrze, że nie jest sama. Poznała tego pana się podczas spacerów z psami na plaży, teraz spotykają się tam codziennie. W Walton nie można przecież nic innego robić. Eve jest wkurzona, bo pół miasta o tym mówi. Mama wygląda o dziesięć lat młodziej, farbuje włosy, dba o siebie. Mi się wydaje, że ona teraz żyje bardziej intensywnie niż przez ostatnich kilkanaście lat”. Po długiej rozmowie z Kate Stuart odłożył słuchawkę z uśmiechem na twarzy. „Więc w każdym wieku można się zakochać”, pomyślał przypominając sobie, że i on zawdzięcza swoją miłość wielkiemu, niesfornemu psu.

Dochodziła jedenasta, Stuart dziwił się, dlaczego Liza nie wróciła jeszcze do domu. „Co można tak długo robić w mieście, w którym się nikogo nie zna? A może znowu zaczęła pić?”, pomyślał z przerażeniem. W tym momencie rozległ się dzwonek telefonu: „Chciałam Ci tylko powiedzieć, żebyś na mnie nie czekał, spotkałam się z ojcem Meg i mamy sobie do opowiedzenia trzydzieści lat, nie wiem, ile to może potrwać”. Stuart odłożył słuchawkę i pomyślał, że życie jest pełne niespodzianek.

Cdn

Reklamy

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Joanna Trümner i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s