Reblog: “Bardzo chciałbym zapomnieć” 2

Przekraczając granice

„La mémoire marocaine”

Wpis z 28 marca 2016 roku

W poprzednim wpisie przybliżyłem Wam pierwsze chwile, które pozostały w mojej pamięci, po utracie czterdziestu trzech lat życia. Dzisiaj, tak jak Wam obiecałem, dalszy ciąg mojej marokańskiej historii.

Po tym jak w końcu dowiedziałem się, że już nie powinienem się bać, i że zaraz dotrę do hotel, myślałem, że może być już tylko lepiej i w pewnym sensie tak było. Załadowawszy mnie ponownie do policyjnego busa marokańscy stróże prawa dowieźli mnie w ciągu kilku minut do mieszczącego się w centrum miasta hotelu. Gdy podeszliśmy wszyscy do recepcji nogi pode mną uginały się z powodu wyczerpania, a moi opiekunowie starali się szybko wyłuszczyć sprawę stojącej za kontuarem recepcjonistce. Niestety pojawił się kolejny problem, bo to oni dostali telefoniczne potwierdzenie gwarancji konsulatu, że opłaty za pokój zostaną uiszczone, hotel takiej informacji nie dostał, więc nie można było mnie zameldować. Całą sytuację wyłuszczył mi polskojęzyczny Marokańczyk, zapewniając jednocześnie żebym się nie denerwował, bo oni już wszystko załatwią. Zaprowadził mnie do stojących w hotelowym lobby foteli i powiedział żebym usiadł, bo już na pewno zostanę w tym miejscu, poprosił też obsługę hotelową o butelkę wody, którą mi przyniesiono, a sam wraz z policjantami próbował załatwić sprawę meldunku. Udało im się to po około 30 minutach, w ciągu których zdążyłem już przysnąć, w całkiem wygodnym fotelu i jego słowa o tym, że już mogę iść do pokoju docierały do mnie jak przez mgłę.

15969-NQV61Z

Po wkroczeniu do pokoju, recepcjonistka, która mnie tam zaprowadziła osobiście, powiedziała mi po angielsku, że za chwilę przyniosą mi jeszcze coś do zjedzenia i spytała, czy mam jakieś życzenia. Nie miałem żadnych poza jednym – paść na łóżko i spać. W czasie około 15 minut czekania na posiłek siedziałem na łóżku, prawie bez ruchu, wpatrując się w jeden punkt na ścianie (nic tam nie było, po prostu mój umysł całkowicie się wyłączył). Gdy kelnerka przyniosła mi dość spora pizzę i życzyła smacznego, kiwnąłem tylko głową. Myślicie pewnie, że rzuciłem się zaraz potem na ten zdawałoby się rarytas dla wygłodzonego człowieka, otóż nie, wcale nie odczuwałem głodu, wziąłem do ręki jeden niewielki kawałek i przeżuwając, poczłapałem do łazienki, gdy spojrzałem w lustro, to się przeraziłem, wtedy pierwszy raz zobaczyłem swoją twarz oraz tors, całe w strupach zakrzepłej krwi i dużych ciemnych siniakach (najgorzej wyglądała głowa i brzuch). Nawet nie miałem siły, aby się umyć, zresztą prawdę powiedziawszy, nawet o tym nie pomyślałem, tak jak stałem doczłapałem do łóżka i rozebrany do połowy, w butach, padłem na nie, nawet nie myśląc o wchodzeniu pod kołdrę.

Przespałem całą noc, obudziło mnie dopiero natarczywe pukanie do drzwi, gdy je otworzyłem zobaczyłem kelnera, który spytał czy przyjdę do restauracji hotelowej na śniadanie, odpowiedziałem, że wolę zjeść w pokoju. Po chwili otrzymałem sandwicha z tuńczykiem i duża szklankę świeżo wyciśniętego soku pomarańczowego. Sok owszem wypiłem, ale kanapki zjadłem tylko kawałek (tak miałem skurczony żołądek, że każdy kęs podchodził mi pod gardło). Ponownie położyłem się do łóżka, zasłoniwszy uprzednio rolety antywłamaniowe – och, jak mnie raziło wcześniej to słońce. Po chwili otrzymałem telefon, gdy niezbyt pewnym głosem powiedziałem halo, usłyszałem poprawną polszczyznę i kobietę, która poinformowała mnie, że jest konsulem RP. Nie potrafiłem wydusić słowa, do oczu napłynęły mi znowu łzy i zacząłem szlochać. Pani konsul spytała, czy u mnie wszystko dobrze i czy hotel opiekuje się mną należycie. Wydukałem, że owszem hotel jest OK, ale ja nic nie pamiętam i jestem przerażony. Zapewniła mnie, że nie mam się obawiać, bo moi przyjaciele już działają i jak najszybciej załatwią mi powrotny lot do Polski, a moja mama i przyjaciółka zadzwonią do mnie jeszcze tego samego dnia. Powiedziała też, że już wiedzą o mojej amnezji i są w kontakcie z polskimi lekarzami, którzy zaraz po powrocie zajmą się moją głową (to najważniejsze) oraz ogólnym stanem zdrowia. Po tej rozmowie zjadłem drugi kawałek, „wczorajszej” pizzy, a potem w oczekiwaniu na zapowiedziane telefony położyłem się na łóżku. Rozmowa z moją przyjaciółką wywołała u mnie kolejna falę szlochu, która zaczęła się po jej stwierdzeniu „Mam na imię… pewnie teraz mnie nie pamiętasz…”, kolejne zapewnienia, że wszystko będzie dobrze i najprawdopodobniej do Polski polecę za cztery dni, trochę podniosły mnie na duchu. Czekając na telefon od mamy znowu drzemałem, ale zacząłem czuć, że coś mnie kłuje w udo. Gdy mu się przyjrzałem zauważyłem, że coś niewielkiego jest w nie wbite, niewiele myśląc, złapałem to w paznokcie i powoli zacząłem to wyciągać, jakie było moje zdziwienie gdy w końcu w moich palcach znalazł się około 3-4 centymetrowy kolec kaktusa. Zacząłem się więc oglądać, ku mojemu zdziwieniu i przerażeniu odnalazłem takich dziewięć. Pod wieczór zacząłem czuć jakiś smród, cholera, to ja tak śmierdzę, zauważyłem, więc zrzuciłem moje jedyne ciuchy i poczłapałem pod prysznic. Potem ległem nago na łóżku przykrywając się kocem. Cała energia psychiczna, którą dały mi rozmowy telefoniczne, gdzieś się ulotniła, znowu zacząłem szlochać z rozpaczy. Brak jakichkolwiek wspomnień, czy choćby kojarzenia twarzy jest straszny i nikomu go nie życzę (czuje się wtedy dużą dezorientację i strach – tak nie boję się tego przyznać, strasznie się bałem).

W ciągu dwóch następnych dni mój stan psychiczny się nie zmienił, spędzałem je na leżeniu, szlochaniu z rozpaczy i spaniu. Moje ciuchy (przypominam, że były to jedyne, które miałem) pokojówki wzięły do prania, telefony od pani konsul trochę podnosiły mnie na duchu, ale tylko na chwilę.

Na trzeci dzień mojego pobytu w hotelu otrzymałem wyprane ciuchy, a wieczorem zadzwoniła pani konsul i poinformowała mnie, że kolejnego dnia będę miał dwie wizyty. Pierwszą osobą, która mnie miała odwiedzić była sekretarka konsula honorowego, która miała mi przynieść bilet na samolot, zapłacić za hotel, oraz zostawić trochę pieniędzy na taksówkę, czy drobne zakupy. Drugą znajoma moich znajomych, która rezyduje w Agadirze i pracuje w jednym z większych polskich biur turystycznych.

Po przebudzeniu w piątek postanowiłem, że skoro będę miał dwie wizyty (niestety nie wiedziałem o której) to postaram się jakoś wyglądać. Gdy już się odświeżyłem i ubrałem w czyste ciuchy, doszedłem do wniosku, że muszę spróbować wyjść z pokoju (który stał się moją osobistą twierdzą rozpaczy) podszedłem do drzwi i położyłem rękę na klamce, wtedy dopadł mnie irracjonalny strach. Stałem tak jakiś czas, zanim zebrałem się w sobie i wyszedłem na korytarz, aby udać się na śniadanie. W restauracji, stojąc przy szwedzkim bufecie, usłyszałem dobiegający od strony jednego ze stolików język polski. Zagryzłem wargi i postanowiłem podejść do pary, która przy nim siedziała. Przywitałem się i powiedziałem, że jestem polskim turystą, i że straciłem pamięć, chwilę porozmawialiśmy, a na koniec dziewczyna zaproponowała mi, że jak wieczorem wrócą z wycieczki, na którą się wybierali, to spojrzy na moją ranę na głowie i poprawi mi opatrunek (okazało się że jest pielęgniarką), a pamięć mi pewnie wróci i mam się nie przejmować zbytnio. Po śniadaniu psychicznie podbudowany wróciłem do pokoju i czekałem na wizyty. Pierwsza przyszła sekretarka polskiego konsula honorowego i tu spotkało mnie wielkie zdziwienie, kobieta (bardzo zresztą miła) nie znała ani polskiego, ani angielskiego. Dzięki pomocy recepcjonistki udało się jednak dogadać i wszystko załatwiliśmy. Dowiedziałem się też, że prowadziłem blog, w którym opisywałem moje podróże. Recepcjonistka zaproponowała mi, że mogę skorzystać z hotelowego komputera i zobaczyć, co pisałem. Byłem jej wdzięczny, w końcu jakieś źródło zaczepienia, czegoś się o sobie dowiem. Poszedłem za nią do business room-u, gdzie posadziła mnie przed tak samo wielkim, jak starym monitorem (przeraziłem się, jak się to obsługuje, to też uleciało z mojej głowy wraz z pamięcią). Pracownica hotelu wyczuła moje zdenerwowanie i pomogła mi w obsłudze, oraz uruchomiła mojego bloga, z czasem odkryłem, że przeglądanie go nie jest wcale takie trudne, za to bolesne. Po kilkunastu minutach wpatrywania się w migoczące na ekranie zdjęcia z moich wyjazdów, zaczęła mnie boleć głowa. Poznawanie mojej przeszłości zostało jednak przerwane, zostałem poproszony do recepcji, bo dzwoniono do mnie, była to druga osoba, która miała mnie odwiedzić tego dnia – będę na pół godziny stwierdził miły kobiecy głos. Wróciłem szybko do pokoju i poprawiłem bandaż na głowie, rozdarcia na koszulce postarałem się zamaskować i czekałem. Za chwilę rozbrzmiał w moim pokoju dzwonek telefonu i poinformowano mnie, że mam przyjść do lobby.

Gdy tam dotarłem zobaczyłem młodą ładną dziewczynę, która wyciągnęła na powitanie rękę i przedstawiła się. Chwilę porozmawialiśmy, dowiedziałem się, że pojedzie ze mną w sobotę na lotnisko i pomoże w wylocie, bardzo się z tego ucieszyłem. Po pewnym czasie dziewczyna spytała, czy chciałbym się gdzieś przejść z nią – strach ścisnął mi serce, mam wyjść poza hotel? ale jednocześnie zadziałało poczucie wstydu, kurde, człowieku ładna dziewczyna chce z tobą iść na kawę, a ty się boisz. No i oczywiście zgodziłem się, nie żałowałem tego, była bowiem świetną rozmówczynią i moja psychika się rozluźniła, a ja poczułem się pewniej. Umówiliśmy się na poranek kolejnego dnia, bo linie lotnicze zażyczyły sobie stawiennictwa na odprawie cztery godziny przed wylotem. Okazało się, że nie było to jedyne nasze spotkanie tego dnia. Po południu moja opiekunka zadzwoniła i powiedziała, że konsul poprosiła ją, żeby przeszła się jeszcze ze mną na komisariat, aby uzyskać oficjalne potwierdzenie napadu i kradzieży moich rzeczy. Gdy dotarliśmy na policję, potraktowano nas w typowo marokańskim stylu, tzn. miło wysłuchano naszych tłumaczeń i prośby, ale odmówiono przyjęcia jakiegokolwiek zgłoszenia, ponieważ według nich powinniśmy udać się w tej sprawie do Marakeszu (totalna spychologia). Wróciliśmy wiec do hotelu i pożegnaliśmy się. Pielęgniarka, która miała do mnie dotrzeć jednak się nie zjawiła, więc położyłem się spać.

Kolejny dzień miał być dniem mojego powrotu do Polski i spotkań z przyjaciółmi oraz rodziną.

Myślicie, że tak się stało – no cóż niczego w życiu nie można brać za pewnik, ale o tym napiszę jutro.

Czyli, wiecie już, u mnie za tydzień, Adminka

Reklamy

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Przekraczając granice i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s