Szopa w salonie 3

Ähnlicher Text vom Łukasz Szopa auf Deutsch HIER

Łukasz Szopa

Alergia nie tylko na piasek

Jest coraz gorzej. Z mężczyznami. Ściślej mówiąc – z ojcami. Ale o tym zaraz, może od początku.

Kilka lat temu rozpisywałem się po niemiecku nad pewnym fenomenem. Chodziło o place zabaw, tu niedaleko, na granicy Kreuzbergu i Alt-Treptow. Jest tu taki fajny plac zabaw, nad kanałem, na wyspie „Lohmühleninsel“ – mojej drugiej naj-ulubionej wyspie Berlina. I chodziło, oczywiście, o mnie. O mnie, siedzącego sobie na placu zabaw, i obserwującego, a i próbującego czytać gazetę. W ostatnim czasie gazet czytam mniej, tym bardziej niemieckich, przerzuciłem się znów bardziej na książki. Ale gdzie ten mój wątek… Aha! No więc lubię, a i wtedy lubiłem, czytać na placu zabaw. Duże, szerokie ławki, słoneczko, kanał, a wrzask dzieciarni czy wyścigi bobby-car to pestka. Przyzwyczaiłem się od niezliczonych wizyt z moimi dziećmi (daaaawno temu…, jakieś cztery czy pięć lat już będzie…), udowadniając – nieskromnie zauważę – że nie tylko kobiety zdolne są do multitaskingu. Że również ja jako facet potrafiłem czytać gazetę, popijać latte machiato, zerkać na jedno-dwoje z własnych dzieci, plus rocznego szkraba, który kluczył między moimi butami, sprawdzając, co zawierają fugi między płytami chodnika. Wreszcie, nie dosyć tego, potrafiłem w tej równoległości obserwować, powiem nawet szczerze – podglądać (!) – kobiety.

No właśnie, dlaczego kobiety? Bo lubię. Ale też iż… niemal nikogo innego nie było.

Obecnie robię podobnie, choć dzieci na plac zabaw już zaciągnąć się nie da. Chodzę z lekturą, z kawką, to czytam, to zerkam na jedną to drugą panią, zmieniam układ „noga na nogę“ (przy tym nadal sprawdzając, czy jakieś baby nie pałęta mi się pod nogami). I tak mam szczęście, że nikt nie zaczął podejrzewać mnie o pedofilstwo: facet + bez dziecka + gazeta + zerka zza gazety. Ale ja naprawdę tylko na piękne kobiety jako przeplataniec do intelektualistycznej lektury – których piękno właśnie na placach zabaw ma swój szczególny charakter. Dużo bardziej pociągający niż ruch kobiecego ciała na dyskotece, na plaży, czy w galerii handlowej. Te kucania po przewrócony rowerek, to schylanie się po łopatkę, ten bieg za brzdącem, który próbuje forsować płotek nad kanałem… Czysta erotyka, te wypięte pośladki, falujące nieregularnie biusty, włosy na wietrze, dłonie formujące wieże w piachu…

Ale dosyć już o pięknie i wdziękach. Ile można. Przerzućmy się na… statystykę (choć zostaniemy przy kobietach). Znów, jak lata temu, postanowiłem sprawdzić – ile mamy tu na placu kobiet, a ilu – mężczyzn. Pora była dobra: bo południe, czyli praktycznie brak mylących statystykę grup z przedszkoli (są na obiedzie). I jak wyszło? Osiem do dwóch. Wliczając mnie – ale ja się nie liczę, czyli osiem do jednego. Hmmm, proporcje dla panów zainteresowanych paniami lepsze niż dla cywila w jakimś kraju w stanie wojny czy w tureckim żeńskim hamamie na Kottbusser Tor (ale to inna historia – jak się tam dostałem…)!

Co gorsza – jest gorzej. Gorzej niż lata temu, gdy procentowo ilość męskiego rodzica, opiekującego się przed południem własnym dzieckiem, była nawet wyższa. I mówimy to w sumie o placu zabaw i dzielnicy, gdzie równouprawnienie powinno niemalże szaleć: tradycja lewicowo-alternatywna, mieszkańcy (nie licząc Turków, choć też tylko ich części) głównie zatrudnieni w freelancerskich branżach turystyczno-restauracyjnej czy medialno-informatyczno-hipsterskiej (o ile nie studenci) – więc idelne warunki do w miarę równego podziału nie tylko dziennego czasu na macierzyński i tacierzyński, ale i – co się z tym łączy – równouprawianego podziału ról, zadań a i kierunku i nasilenia „kariery“ – czy po prostu balansu między życiem rodzinnym, prywatnym (to nie zawsze to samo! he he…), a zawodowym.

Czy jest sens rozpisywać się nad tym, że faceci nie gorzej niż kobiety potrafią grzebać w piasku? Gonić za rowerkami? Zmieniać pieluchy i karmić (butelką! co do piersi to, przyznam, słabo mi to szło). Okej, okej, co do samej ciąży, a i porodu to nadal kobiety mają pewien niemalże monopol, i nie będę nikomu doradzał, kiedy należy odłączyć dzidziusia od piersi (albo i smoczka) – to za niebezpieczne ideologicznie tematy!… Ale plac zabaw? W dodatku w czasach, gdy trudno znaleźć szorstką powierzchnię czy ostry kant (nie to co nasze, metalowe podblokowe „place“ w Polsce swego czasu!), a łykany piasek pewnie zdrowszy od niejednego kleiku? Gdzie ci panowie? Gdzie ci ojcowie? Za słaby zasięg WiFi? A może brak im tupetu i ambicji, by powiedzieć:

– Ja też!

Albo:

– Ja też mogę z dzieckiem na plac zabaw!

Albo:

– Ja idę z dzieckiem na plac zabaw, potrafię nie gorzej od ciebie (a latte machiato wypij sama)!

Albo:

– Wolę na plac zabaw, świeże powietrze i piękne widoki!…

A może to… matki i kobiety im nie pozwalają? Uważając, że to jednak ich monopol i specjalizacja? Czyżby może to ich zazdrosny strach przed „pięknymi widokami“?…

Nie wiem.

Ale jest gorzej. Kobiety przejmują już nawet męskie domeny!!!

Widzę to nieopodal, zerkając popołudniami na murawę boiska tureckiego klubu piłkarskiego Anadolu Umutspor Kreuzberg (gdzie nota bene przez rok mój syn też kopał w piłę, jako lewy obrońca). Tam też niejedna „Mamma“ i „amme“ dopinguje swoje potomstwo (nie tylko męskie) niemniej ostro i entuzjastycznie niż ojcowie, dodając co chwila fachowe komentarze, jak się ustawić i komu podawać. Z tym że ojców też już mniejszość… Co tu dużo mówić – Untergang des Morgenlandes!…

Albo też, jeśli już potrzeba racjonalnego wytłumaczenia: Dowód, że odzieciałych mężczyzn nęka już nie tylko alergia na piasek, ale i na trawę.

Reklamy

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Łukasz Szopa i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na „Szopa w salonie 3

  1. Pharlap pisze:

    Po pierwsze sygnał dla Adminki – Lohmühleninsel – Wyspa! Barataria???
    Po drugie – mężczyzna z dzieckiem przed południem w dzień powszedni.
    Istotnym czynnikiem jest praca zawodowa. Zajrzałem do statystyk (http://data.worldbank.org/indicator/SL.TLF.CACT.FM.ZS ). Niemcy – w roku 1990 na 100 pracujacych zawodowo mężczyzn przypadało 60 kobiet, w 2016 już 82. Dla porównania – Polska – odpowiednio 76 i 75.
    W takim razie zgadzam się z autorem – na 5 pań powinno przypadać 4 panów.
    Moje obserwacje z pozycji dziadka. Placów zabaw i parków mamy w Melbourne ogromną ilość, poza tym wiele osób ma spore ogrody, więc rzadko spotykam na porannej zabawie z wnuczką więcej niż 3 panie z dziećmi. Głównie matki, bardzo rzadko babcie.
    Przy okazji stwierdzam, że bardzo mało zajmują się swoimi pociechami. Puszczają dziecko do piachu i pogrążają się w rozmowie z inną matką lub w palcowaniu telefonu.
    Te same panie spotykam podczas porannych zakupów w supermarkecie oraz, jeśli zdarzy się, że pójdę na basen, to będą w sąsiedniej sali zawzięcie uprawiać aerobic. Gym organizuje opiekę dla dzieci.

    • Łukasz Szopa pisze:

      Właśnie, wg. statystyk powinno być inaczej, też tak myślałem – i to właśnie w takiej „równouprawnościowej” dzielnicy Berlina!… A tu takie rozczarowanie. Może statystyka obejmuje jakiekolwiek zatrudnienie: czyli że matka, która przedpołudniem jest z dzieckiem, a po południu pracuje przy laptopie jako freelancerka – też jest statystycznie zatrudniona?
      Dodam tylko, że jeszcze gdy chodziłem na place zabaw z dziećmi – nie znosiłem chodzić tam w weekendy. Gdyż – wtedy roiło się tam od tatusiów „weekendowych”, i nie chciałem być postrzegany jak jeden z nich.

  2. ewamaria2013 pisze:

    Natomiast moje obserwacje dotyczą Berlina w weekend rano. Berlin śpi. Porządny berlińczyk w weekend musi się wyspać, to jest zasada nr 1. Potem pójdzie na śniadanie, niewykluczone, że w zestawie rodzinopodobnym, i wtedy dzieci będą. Ale rano, moi panowie, rano, zwłaszcza jak jest zimno, na spacerach są z dziećmi w wózkach sami mężczyźni! Czasem rencista z pieskiem, ale głównie ojcowie z dziećmi, pojedynczo, po dwóch.
    A co do Lohmühle – tak, wiem, znam, wyspa, na pewno się pojawi jako Barataria. Dziękuję za przypomnienie! A pojawi się, bo przydarzyła mi się tam niezwykła intelektualna przygoda z moim wnukiem. Na tej wyspie mają swoją osadę bezdomni. Poszliśmy tam kiedyś na spacer z Antosiem (miał ze trzy lata), który mnie zapytał, co to za ludzie tak mieszkają. Opowiedziałam. Antoś wysłuchał, po czym powiedział, wskazując na stopieńki do sąsiedniego barakowozu: Usiądźmy tu, bo ja muszę pomyśleć.
    Nota bene na tym kanale pokazałam Antosiowi rozwiązanie problemu kwadratury koła. Wrzucaliśmy do kanału stare kostki brukowe (może pozostałość po protestach pierwszomajowych), jako żywo kanciaste, czyli po powierzchniach kwadratowe, a po kanale rozchodziły się koliste kręgi…

    • Łukasz Szopa pisze:

      To ciekawe z tymi porankami i mężczyznami. Bo ja rzeczywiście przed 10:30 nie wychodziłem, no way!… No i stąd w tym roku tak długo czekałem na prawdziwą wiosnę, ciepło, słońce!… Bo tylko jak nogi w piachu to takie lektury i obserwacje na placach zabaw mają swój czar!
      A Lohmühleninsel – to szeroki temat. Niejedno tam można przeżyć, nawet bez dzieci i lektury!… Ale co do bezdomnych i baraków to musimy pogadać, bo tam są różne zakątki o różnych funkcjach na tej wyspie i wokoło…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s