Ze świata podręcznych 3

Dalszy ciąg piątkowych wpisów o przemocy wobec kobiet w naszych normalnych cywilizowanych europejskich państwach (a nie w Ruandzie czy Iraku). W ubiegły piątek wpis się nie ukazał, a wierni Czytelnicy wiedzą dlaczego – bo „pierwsze piątki miesiąca” to termin wpisów Romka Brodowskiego. Dziś wracam do tematu.

Ewa Maria Slaska

Równouprawnienie kobiet w policji i milicji

Berlin, czerwiec 2009 (Gdańsk, grudzień 1982)

Gdy wezwałam policję, zaskoczyło mnie, że przyszło w sumie aż sześć osób, w tym jedna kobieta. Uświadomiłam sobie, że zapewne jest jakiś przepis, aby w kontaktach policji z obywatelem uczestniczyły również kobiety, bo zgodnie z zamysłem prawo- i pracodawcy ma to zapewnić równość w traktowaniu. Pochodzę z Polski komunistycznej i równość w traktowaniu przez policję (oczywiście: milicję) przerobiłam na własnej skórze. Zostałam zatrzymana w ramach wielkiej akcji zatrzymań i aresztowań, jaką władze zorganizowały w Gdańsku na pożegnanie stanu wojennego czyli w grudniu 1982 roku. Od stycznia stan wojenny, taki jaki znaliśmy przez cały rok 1982, pozostawał wprawdzie nadal w mocy, ale wiele przepisów zostało zawieszonych. Zanim to jednak nastąpiło, zrobiono nam pokazówkę. W ciągu jednej wieczornej akcji w dzień przed Wigilią 1982 zgarnięto 250 osób. Był to przemiły gest, pozwalający zabrać podejrzanych z samego środka życia rodzinnego – ja akurat mieliłam mak na kutię. Przyszło czterech uzbrojonych „panów”. Najpierw zrobili rewizję czyli przewrócili wszystko do góry nogami (zrobili to nieudolnie i nic nie znaleźli, a zapewniam, że było co znaleźć), a potem zabrali mnie i moją maszynę do pisania, bo przecież coś musieli zabrać wraz ze mną. Gdy już miałam za sobą czekanie na twardym krześle w poczekalni pełnej propagandowych plakatów, wstępne przesłuchanie i inne aresztanckie rozrywki, zostałam wysłana na rewizję osobistą, którą przeprowadziły dwie kobiety – milicjantka i lekarka. Nie były specjalnie brutalne, ale nie można też powiedzieć, że były to osoby delikatne w obejściu. Lekarka mnie obsłuchała, zajrzała mi do gardła  i gdzie indziej, i zadała pytanie, czy jestem zdrowa. „Jestem po serii antybiotyków po ostrym zapaleniu oskrzeli”, odpowiedziałam zgodnie z prawdą. „Nadaje się do zatrzymania w areszcie”, podyktowała kobieta-doktor kobiecie-milicjant.
Wszystko było najzupełniej zgodne z prawem i wytycznymi na rzecz równouprawnienia kobiet, a i dbałości o zdrowie obywatela.

Tym razem niemiecka policjantka jeszcze mniej miała ze mną kontaktu niż obie kobiety z aresztu śledczego na Kurkowej w Gdańsku. Nie zadała mi ani jednego pytania, nawet o to, czy jestem zdrowa. A było o co pytać, w końcu włamał się do mnie facet, który powiedział, że przyszedł mnie zabić, spędziłam z nim cztery godziny i sama się go pozbyłam, żeby zadzwonić po policję. „Mogło mi było coś być”, że się tak wyrażę eufeministycznie-gramatycznie. Nikogo to nie interesowało. Faceci mnie przesłuchiwali, a jak nie umiałam od razu zebrać myśli, żeby im (o 6 rano po nieprzespanej nocy!) sprawnie, poprawnie i logicznie odpowiedzieć na pytania (na przykład, skoro włamywacz powiedział, że chce mnie zabić, to dlaczego mnie nie zabił?), poganiali mnie, a jednocześnie wyciągali sobie wnioski, którymi się jednak ze mną nie dzielili. Zanim się dowiem, jakie to były wnioski minie jeszcze sporo czasu i sporo się w tym międzyczasie zdarzy, powiem więc może już teraz, że uznali, iż wszystko co opowiadam, to jedno wielkie łgarstwo, a tak naprawdę pokłóciłam się z młodszym ode mnie kochankiem i teraz na niego z zemsty donoszę…

To może tłumaczy, dlaczego nikt się mną nie przejmował i nikt nie traktował poważnie swoich obowiązków… No ale ja tego nie wiedziałam i bardzo się dziwiłam… Złożyłam więc skargę i po miesiącu dostałam odpowiedź, że instancje kontrolne nie dopatrzyły się żadnych uchybień w sposobie, w jaki policja potraktowała moją sprawę (a wciąż jeszcze nie wiedziałam, co sobie tak naprawdę myśleli policjanci i co zapisali w protokołach).

***

Mrągowo, lipiec 2017

Nie wiemy, co sobie myśleli policjanci, którzy przyjechali do Zosi, dość, że i nią nikt się nie przejmował i nikt nie traktował poważnie swoich obowiązków. Tak dalece, że Zosia złożyła na nich skargę i założyła stronę na facebooku: Mrągowo bez przemocy.

Na tej specjalnie stworzonej – dodam przez mojego młodszego syna – stronie możecie znaleźć szereg porad wynikających z moich osobistych doświadczeń gdy postanowiłam przestać być ofiarą i powiedziałam dość przemocy domowej. (…) Chcemy żyć w mieście ludzi aktywnych, które może być przyjazne dla swoich mieszańców. Wierzę, że razem skutecznie możemy przeciwdziałać nadaktywności sprawców przemocy i z całego serca dziękuję, że jesteście z nami tej samej myśli. Mrągowo to dobre miejsce do życia

Tak ma być, a na razie jest jednak inaczej.

Znane są mi już personalia i stopnie służbowe policjantów, którzy swoim zachowaniem uniemożliwili mi otrzymanie pomocy zagwarantowanej ustawą o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie – w dniu gdy zostałam ofiarą przemocy w moim mieszkaniu uczestniczący w interwencji patrol policji m.in. nie przyjął naszych zeznań, moich i mojej matki, asystował sprawcy przemocy w poszturchiwaniu mnie i penetracji mieszkania, a na koniec razem ze sprawcą zamknął mnie i moją matkę na klucz w domu.

I tylko skąd wziąć pomysł na to aby obronić się przed agresją i przemocą. A jeśli ja mam z tym problem, to pomyślcie, jaką szansę na to ma moja mama, 88-letnia kobieta, niepełnosprawna i nie wychodząca z domu?? Jaką szansę mają kobiety z mniejszych miast niż nasze Mrągowo, a to jest miasto powiatowe. Co mają robić kobiety na wsiach…?
Warto o tym pisać trzeba o tym mówić. Powiedziałam i powiem tyle razy, aż zadziała ustawa, której nie respektują służby do tego powołane.
Bratanek dokonuje stale przemocy w moim domu, a po 17 latach uznaję, że wszyscy tak naprawdę pomagają sprawcy przemocy, uskrzydlając agresora czynią z niego przestępcę a nas – moją rodzinę – zmuszają do przyjęcia nieustannych tłumaczeń, że przecież musimy zrozumieć, że jest mu ciężko, bo on ma dużo problemów – zatem ja się pytam – czy Państwo sądzą, że my nie mamy problemów? Ustawiczne tłumaczenie sprawców pogłębia patologię i nie rozwiązuje problemu – dlaczego tak jest ? Chcemy żyć w mieście ludzi aktywnych i twórczych, mieście wolnym od przemocy…

(…) Złożyłam zawiadomienie do WKP oraz Prokuratury Rejonowej, składałam już zeznania i na moją prośbę otrzymałam protokół z rozmowy z Panią Prokurator, skorzystałam z prawa złożenia formalnej skargi. Myślę, że warto byśmy wszyscy się uczyli, jak egzekwować swoje prawa, po to powstają ustawy, mamy Konstytucję i to od nas zależy, co się będzie działo z naszą wolnością. Nie widzisz – to nie wiesz, nie słyszysz – to nie musisz nic mówić – bo przecież gdy nie ma sprawy nie trzeba nic robić – im właśnie o to chodzi – aby pozostać bezkarnym. Smutne gdy tę postawę reprezentuje policja. I to oni nas mają chronić, proszą o współdziałanie, by przeciwdziałać patologii i znieczulicy.

Reklamy

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ewa Maria Slaska i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s