Wspomnienia o mojej Mamie (2)

Janina Kowalska

Lampa

Moi rodzice, Halszka i Wiktor, poznali się w Zamościu w 1921 roku, gdzie mama byla nauczycielką i mieszkała ze starszym bratem. Ojciec byl zawodowym oficerem Wojska Polskiego. Po dwóch latach znajomości, w pięknej Katedrze Zmartwychwstania Pańskiego i św. Tomasza Apostoła w Zamościu, odbył się ich ślub.

Oboje mieli rodziny w Warszawie i nie planowali  pozostania w Zamościu. Ojciec wystąpił z wojska i przeszedl do “cywila”, a mama od nowego roku szkolnego wypowiedziała umowę ze szkołą. Wrócili do Warszawy. Rodzice Wiktora, którzy mieli bardzo duże mieszkanie na ulicy Zgoda w centrum Warszawy, zaproponowali im zamieszkanie w pokoju z osobnym wejściem. Młodzi małżonkowie jednak postanowili „pójść na swoje” i wynajęli pokój sublokatorski. Wkrótce oboje znaleźli pracę i taki układ bardzo im odpowiadał. Oczywiście byli częstymi gośćmi w rodzinnym mieszkaniu na ulicy Zgoda. Przychodzili tam na kolacje, ale też, żeby korzystać z nowoczesnej łazienki. Z zamieszkaniem we własnym mieszkaniu czekali, aż pojawi się dziecko.

Latem rodzice grali w klubie Legia w tenisa. Zresztą w lecie mieszkanie na Zgoda pustoszało, wszyscy wyjeżdżali na urlopy i wakacje, zostawała jedynie pokojowka, żeby pilnować dobytku.

W rok czy dwa po ślubie Halina i Wiktor zaproponowali, że mogą pilnować mieszkania, bo i tak nigdzie nie wyjadą. Oczywiście – lato to przecież najlepszy czas rozgrywek tenisowych. Pokojówka dostała urlop, a młodzi zamieszkali w pustym mieszkaniu.

W wielkim, narożnym pokoju Dziadków u sufitu wisiała lampa – duża, alabastrowa, szaro-różowa misa, mieszcząca kilka żarówek. Brzegi misy były ujęte w mosiężną oprawę. Halszka już od jakiegos czasu widziała, że w misie zbiera się kurz i światła jest coraz mniej. W czasie letniego pobytu w mieszkaniu zwróciła mężowi uwagę na „sprawę lampy”. Wiktor zaproponował, że zdemontuje lampę i będzie można ją dokładnie umyć w wannie. Tak też się stało. Zdemontowali lampę, zdjęli mosiężną oprawę, zanieśli misę do łazienki i napalili w piecu, żeby nagrzać wodę. Ostrożnie włożyli misę do wanny napełnionej ciepłą wodą, Halszka namydloną ściereczką umyła dokładnie misę. Gdy wyjmowała ją ostrożnie z wanny, misa wyślizgnęła się jej z rąk i gruchnęła na dno. Oczywiście rozbiła się na kawałki. Alabaster nie był jednolity, miał ciemniejsze żyłki i wzdłuż tych żyłek misa popękała. Na krzyk Haliny nadbiegł Wiktor, uspokoił żonę i wyłowił z wody wszystkie kawałki. Osuszyli je i ulożyli na stole. “Jutro kupię klej i wszystko skleimy”, spokojnie ocenił ojciec. Następnego dnia dopasowali kawalki do siebie i ostrożnie zaczęli kleić misę. Praca szła wolno, bo trzeba było kleić bardzo dokładnie. Po tygodniu wszystko było sklejone i wysuszone. Wiktor zaczął nakładać mosieżną oprawę, ale… oprawa nie weszła na misę, klej powiekszył bowiem jej objętość.  Znowu napalili w piecu i napuścili gorącej wody do wanny. Włożyli misę i czekali z niepokojem, aż woda rozpuści klej. Po jakimś czasie misa rozpadła się na kawałki. Oboje odetchnęli z ulgą. Znów zaczęło się klejenie i dopasowywanie kawałków do siebie. Teraz bardzo uważali, by warstwa kleju była cienka, ale jednak musiała trzymać kawałki razem. Wszystko byloby dobrze, ale kończyl się czas wakacji. Za tydzień wracali Dziadkowie. Pośpiech i zdenerwowanie nie mógł im jednak przeszkadzać w precyzyjnej pracy. Wszystko się udało, obręcz objęła sklejony alabaster, Wiktor zamontował część elektryczną i powiesił lampę. Na dzień przed powrotem Dziadków wszystko działało nienagannie, tylko młodzi malżonkowie padali ze zmeczęnia. Nikt nigdy się o tym nie dowiedział i nikt nic nie zauważył. Babcia po powrocie spytała Wiktora, czy zdołali odpocząć przez ten czas. Wiktor mruknal TAK i uciekł do ich sublokatorskiego pokoiku.

Od adminki: oczywiście tamtej lampy już nie ma i nie ma żadnego zdjęcia, no bo skąd? Poszukałam w internecie, znalazłam kilka lamp, określanych potocznie „lampa art deco”. Autorka wybrała to zdjęcie i napisała: Misa tej lampy jest bardzo podobna, tylko zawieszenie inne. Metalowa obręcz była umieszczona na brzegu misy; od obręczy wewnątrz misy odchodziło bardzo krótkie zawieszenie i żarówki niewidoczne z dołu; miało się wrażenie, że misa “siedzi” na suficie.

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Janina Kowalska i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.