Jak to wszystko nicią powiązać?

Andrzej Rejman

Powiązania

Antoni Bogusławski             Nić
(o Teresie, fragmenty)

Moja mała córeczka, poetka,
wątły promyk na mrocznym Pawiaku,
wije rymy w półsłowach, pólszeptach,
łuska perły w więziennym przetaku…

Co to będzie? Hymn buntu i burzy?
Co to będzie? Stęskniona śpiewanka?
– Bóg ze słońca wieczystej podróży
złotą nitkę daj jej tego ranka.

***
Jak to wszystko nicią powiązać?
Dwoje młodych, niewiele różniących się wiekiem, Teresa Bogusławska i Antoni Baniewicz żyli obok siebie w przedwojennej i okupacyjnej Warszawie.
W ostatnich latach swego krótkiego życia zostali wystawieni na ciężką próbę walki za Ojczyznę.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Jakże podobni byli do siebie…

Teresa Bogusławska, (rocznik 1929) wstąpiła do tajnego harcerstwa w 1941 roku. Zbiórki odbywały się w mieszkaniach, a także „w terenie”, gdzie dziewczęta ćwiczono w orientowaniu się w mieście, uczono zapamiętywać szlaki ewentualnej ucieczki, wysyłano z przesyłkami do nieznanych osób.
Młode harcerki patrzyły zazdrośnie na chłopców, których – jak podejrzewały – włączano do ciekawszych i bardziej odpowiedzialnych zadań. Postanowiły ich naśladować, wykonując różne akcje „małego sabotażu”. Nie zawsze o akcjach wiedzała drużynowa. A tymczasem dziewczęta, wymknąwszy się z domów przed godziną policyjną, tłukły gdzie trzeba szyby, rozrzucały ulotki, ochlapywały farbą lub jajkami szyldy, wypisywały hasła. Jesienią 1943 roku, zapragnęły dokonać czegoś szczególnego z okazji przyrzeczenia, które właśnie złożyły przed komendantką hufca, Anną Zawadzką. 17 października idąc na imieniny koleżanki natknęły się na kordony policyjne w okolicy skrzyżowania ulic Piusa XI (dziś Piękna) i Kruczej. Usłyszały salwę, jedną, drugą… Tamtego dnia Niemcy rozstrzelali na Piusa dwudziestu zakładników. Dziewczęta były wstrząśnięte. Zamierzały postawić tam krzyż, ale odradzono im to ze względu na zbyt duże niebezpieczeństwo. Zdołały wszakże położyć przed murem kwiaty. Teresa napisała potem tren poświęcony rozstrzelanym, który zatytułowany jest po prostu „17.X.”

Teresa Bogusławska                   17. X.

Stanęli już szeregiem. Jeszcze czas. Za chwilę.
Głowa pęka od myśli natłoczonych huku…
Jakże drogie są płyty warszawskiego bruku
I jakie o tej porze dziwnie lśniące w pyle…
Po kamiennych kwadratach cień wieczoru kroczy…
Kontur płyt pamięć chłonie, bezwolnie, uparcie…
Ot, tak by dobrze było stać tutaj na warcie
W wygodnej rogatywce zsuniętej na oczy…
Lęk…
Lęk zdradziecki, upiorny, nikczemny,
Wewnętrzną, a żelazną przytłaczany wolą
Nagle wypełza zewsząd nieujęty, ciemny…
Jakże drżą nogi, jak ciążą i bolą…
Już czas…
Jak dobrze by zobaczyć tej chwili ostatniej
Jakiś znak siły własnej i pamięci bratniej,
Choćby maleńki skrawek purpurowo-biały…
Już czas…
Stłum, o miasto, codzienną swą wrzawę,
Stań zamarłe w tę chwilę jedyną…
Wszak za Ciebie, za Ciebie to giną!…
Oni giną za Ciebie, Warszawo…
Czy już?…
………………………………………………………
Miota się oficerek, komendant eskorty,
Zapieniony wściekłością, w chodnik wali nogą:
„Ulica obstawiona!? Nie puszczać nikogo!
Stać tu równo! Warować! Warszawskie wy czorty!”
………………………………………………………
Już czas…
Nie myśleć…
Gdyby tak można skłuć bagnetami,
Bić w gotowe do strzału czarne karabiny
I nie czuć w sobie grozy, lęku przed kulami,
Ani bezsiły strasznej jako tej godziny
Już czas…
Daj Matko Boża, polskiemu ludowi
Przeświętą moc wytrwania na płonące dni,
Daj, niechaj się duch jego wzmocni i odnowi,
I niechaj serce jego czystym ogniem lśni…
Już czas …
Śmierć tuż… przebiega tuż…
…………………………………………………………
Salwa …
Warszawo święta! Warszawo…
… to już …

22.X.1943
Dokładnie tego samego dnia moja babcia, Małgorzata Doktorowicz-Hrebnicka pisze w swoim dzienniku czasu wojny:

Cudne, pogodne, ciepłe dnie październikowe. Zazłociły się liście, rzeźwiący wietrzyk niesie ostry zapach jesieni. Liście zaczynają opadać… Swoich kartofli wyrosło u nas 6 i pół metra, na kartki dali 2 x 80. Na mieście psy gonią zające. Już od tygodnia tak. Blady strach pełznie po ulicach. Jeżdżą budy. To tu, to tam padają strzały. Nie chybione, o nie!… Co to będzie? W głowie zamęt i rozpacz. Tyle co dzień trwogi i obawy o istoty najdroższe. A polowanie wciąż trwa… Jesienne złote pogodne barwy plami czerwień krwi… Bo liście jesienne bywają też czerwone… Boże, odpuść im, bo nie wiedzą, co czynią!
Tak się niepokoję o Kazika, bo wyszedł na miasto. A tu patrzę na ławeczce w ogródku Kazik siedzi. Już wrócił, a ja nie wiedziałam, bo dopiero co też przyszłam. Nie posiadam się z radości. „Chodź pić mleko” wołam. …

Były to najcięższe miesiące okupacji w Warszawie.
W masowych egzekucjach okupanta ginie w samym mieście co najmniej 1200 niewinnych osób, a w całym dystrykcie – co najmniej kilka tysięcy.

Teresa Bogusławska mieszkała z matką podczas okupacji na Mazowieckiej 19.
W tym samym okresie w odległości kilku minut pieszo od Mazowieckiej pracował na Wareckiej* starszy od niej o sześć lat Antoś Baniewicz – potem Powstaniec Warszawski, ps. „Wilczyński”, uczestnik walk na Żoliborzu, poległy w ostatnim dniu Powstania na Placu Henkla.

Matka Antoniego – Salina Baniewicz tak pisze o synu, we wspomnieniach wydanych w 1948 roku nakładem własnym:

…W nocy w niewielkim dwupokojowym mieszkaniu, gdzie nie można było ani ukryć nikogo, ani nic schować – uczył się, przygotowując do egzaminów w podchorążówce, albo powielał odezwy, ulotki, zarządzenia, biuletyny. A w dzień i wieczorami odbywały się także komplety tajnego nauczania oraz zbiórki kolegów z konspiracji. Dla uzyskania niezbędnego wówczas świadectwa, rzekomo gwarantującego pewne bezpieczeństwo, – pracował ostatnio w biurze Związku Rewizyjnego Spółdzielni (ul. Warecka 11) pośród grona rodaków, gorąco popierających bohaterskie czyny młodzieży polskiej. Cieszył się Antoś wśród nich, jak i przed tym wszędzie, sympatią ogólną i zaufaniem. Lubiono jego dowcip zdrowy, pogodny, wesoły, szczery, jednocześnie wyczuwając w nim powagę i stanowczość przedwcześnie dojrzałego i zahartowanego moralnie człowieka…

(Salina Baniewicz, „Na wołanie moje – nie odzywasz się…” Warszawa 1948)

Taka sama była Tereska Bogusławska:

… odznaczała się żywym temperamentem, energią, śmiałością, nawet zuchwalstwem. Lubiła się bawić i żartować. Jako uczennica gimnazjum im. Cecylii Plater-Zyberk (które w czasie wojny oficjalnie występowało pod szyldem szkoły krawiecko-bieliźniarskiej), była duszą klasy. Zdolna, o wyraźnie określonych zainteresowaniach humanistycznych, a przy tym wrażliwa i delikatna, zwróciła na siebie uwagę polonistki prof. Heleny Młynarskiej. Stale otaczało ją grono koleżanek i był ktoś, kto wzbudził jej pierwsze, młodzieńcze uczucie…

Może się znali…
Jest prawdopodobne, że wielokrotnie przechodzili koło siebie…
Salina Baniewicz po wojnie stara się ocalić od zapomnienia pamięć o synu.
Pisze do niego kilkadziesiąt wzruszających, smutnych wierszy-listów, które już tu kilkakrotnie publikowałem.

Salina Baniewicz          Czy jesteś?

Nie trzeba się spieszyć do obcego domu,
W którym od dawna nikt na mnie nie czeka.
Już niepotrzebna jestem nikomu…
Myśl w przeszłość bezładnie ucieka.
Nie trzeba się martwić, że słota na dworze,
Ani się cieszyć z pięknej pogody.
Obojętnością tęsknotę zamrożę..
Gdzie jesteś – Syneczku młody?
Nie trzeba opieką otaczać Twej doli,
troszcząc się wiernie o Twoje zdrowie.
Jakże tu pusto i serce tak boli…
Gdzie jesteś – kto mi odpowie?
Nie trzeba, jak dawniej, z zapałem się trudzić…
Wolno, bez celu idę przed siebie.
O, jakże ciężko codziennie się budzić,
By stwierdzić, że nie ma Ciebie.
Nie trzeba się dziwić, że w wielkim zamęcie.
Z pamięci rodaków zastałeś skreślony;
Wszak oni o własny dobrobyt zawzięcie
Walczą…, Syneczku rodzony.
Za świętą sprawę zginąłeś w męce,
Lecz Twe marzenia sie nie ziściły.
Nie można tej rany dotykać więcej…
Synku, – tak malo mam siły.
Poległeś w ostatnim, nierównym boju;
Konaleś może długie godziny…
Moja samotność – nie zazna spokoju,
Gdyż nie wiem, czy jesteś, jedyny
Na Twojej nieznanej mogile złożę
Z naszego ogrodu kwiaty pachnąc
I jeszcze raz wówczas zapytam w pokorze –
– gdzie serce jest Twoje…płonące?
1951

A Teresa Bogusławska pisze tego samego roku w którym poległ Antoni – wiersz o Matce:

Teresa Bogusławska           Matce

Spłynie ku Tobie jego Anioł Stróż,
By Ci powiadać o wieczornej porze,
Że mu jest dobrze wśród niebieskich zórz,
Gdzie go uśmiechy błogosławią Boże…
A kiedy zaśniesz, da Ci jasne sny,
I nad Twą głową skrzydła swe roztoczy,
I tchnie synowskim pocałunkiem z mgły…
Na Twe matczyne wypłakane oczy…

Wiersz zatytułowany „Matce” wydany przez ojca autorki Antoniego Bogusławskiego po raz pierwszy tuż po wojnie w Londynie, przetłumaczony został także na język angielski przez L.E.Gielguda (First and Last Poems, Frederick Muller, London 1947)
Wiersze T. Bogusławskiej i inne fakty – na podstawie książki „Wołanie z nocy” –
T. Bogusławska, PAX 1979, wstęp Józef Szczypka

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Andrzej Rejman i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Jak to wszystko nicią powiązać?

  1. drobne wyjaśnienie – „..22.X.1943
    Dokładnie tego samego dnia… „- chodzi o dzień napisania prze Teresę Bogusławską wiersza p.t. „17 X”. – Autorka napisała go pięć dni po opisywanych faktach… 22 października 1943 r. (przyp. aut.)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.