Sukienka. Zadanie literackie

 Znalazłam zdjęcie. Łódkowato wygięty, pożółkły kartonik. Wydało mi się tak niezwykłe, że poczułam niedosyt – jego prawdziwa treść i historia wydały mi się zbyt banalne (choć przecież wcale nie są). Publikuję je tu, nie kadrując, nie wyostrzając. Proszę Czytelników o dopisanie do niego historii. I proszę koniecznie podać kolor sukni! Ja odgadłam… Lecz jednak nie, nie odgadłam, ale czytajcie dalej…

 

Pierwszy tekst o sukience nadesłała moja włoska kuzynka Maria:

Sukienka

Widziałam sporo podobnych zdjęć, poniewierały się w jakichś kopertach, pudełkach i szufladach; nieuporządkowane, czasami opisane z drugiej strony jakąś datą. Były również negatywy, myślałam żeby zrobić z nich dobre odbitki, ułożyć je w albumie i dać moim rodzicom w prezencie – nie doszło do tego, negatywy przy okazji jakiejś przeprowadzki, jakiegoś remontu znikły, a szkoda, były na nich wspomnienia z imienin, karnawałowych balów, sylwestrów. Były zdjęcia przyjaciół rodziców i ich znajomych, zdjęcia robione przez Dziadka i znajomych, negatywy wywoływane w łazience i również tam robione odbitki – po takich sesjach łazienka pachniała wywoływaczem i utrwalaczem, specyficznym dziwnym zapachem, który, o tym jeszcze wtedy nie wiedziałam, po latach stał się dla mnie dobrze znany, bo zajmowałam się fotografią przez wiele lat – robiłam to jednak w bardziej profesjonalnych warunkach, nie w łazience.
Bardzo lubiłam patrzeć na Mamę, jak przygotowywała się na te zabawy, jak się malowała – na co dzień chyba nie malowała się, w każdym razie ja tego nie pamiętam, albo nie widziałam, bo robiła to rano przed wyjściem do pracy, a wtedy śpieszyliśmy się wszyscy – z dzieciństwa pamiętam, że bardzo lubiłam dźwięk zamykanej puderniczki, było to dla mnie coś dorosłego, coś magicznego. No i Tata, który zawsze był bardzo elegancki, ze spinkami w mankietach koszuli i krawatem.
Jak wychodzili wieczorem na bal, ja z moją siostrą zostawałyśmy z dziadkami i wtedy po kolacji była okazja do gry w remika zwanego również przez dziadków kukrą, którą oczywiście usiłowałyśmy przeciągnąć jak najdłużej. Czasami, ale bardzo rzadko, graliśmy w madżonga, bo dziadkowie mieli zestaw do tej gry. Bardzo lubiłam te wieczory, były inne, odmienne od codzienności.
Czasami bal odbywał się u nas w domu, wtedy dzień wcześniej smażyliśmy faworki i róże karnawałowe, zabawa była świetna, a przy okazji można było zjeść trochę skawalonego cukru pudru, który Babcia trzymała zwykle wysoko na półce, w załomku kuchni służącym za spiżarnię. Robiliśmy również bezy, chyba Tata był tu specjalistą, pamiętam, że pieczenie nie bardzo się udawało, bo albo wychodziły niedopieczone, albo spalone, ale zawsze były bardzo dobre.
Jak przychodzili goście do naszych rodziców, to ja z moją siostra jechałyśmy spać do drugich dziadków, na Krakowskie Przedmieście, gdzie mieszkanko było malutkie, ale za to bardzo wysokie. Tam Babcia robiła dla nas jakieś smakołyki, była świetną kucharką, a wieczorem wyciągałyśmy z szafy ubrania i buty naszej cioci, (nosiła czółenka na małym obcasie zwane kaczuszki, były wspaniale, oczywiście dla nas za duże, ale zabawa była świetna) i robiłyśmy pokazy mody.
Sukienki, która jest na zdjęciu nie pamiętam zupełnie i nie wiem, jakiego była koloru, jak również nic mi nie przypominają meble ani radio, które widzę na zdjęciu. Nie umiem zupełnie zlokalizować tego zdjęcia, ale jeżeli mam zgadywać, to sukienka mogła być niebieska.

***
A więc jednak nieprawda, nie odgadłam koloru. Podejrzewałam, że sukienka była czerwona i tak też sądziła uwieczniona na zdjęciu Mama kuzynki, czyli, no tak, nie da się już tego ukryć, moja Ciocia. Nie była to jej sukienka, tylko szwagierki, tej, która w opowiadaniu powyżej nosi owe czółenka – kaczuszki… i jednak sukienka wcale nie była czerwona tylko ponoć jasnozielona… Radio znajdowało się w tym małym, ale wysokim mieszkaniu u „drugich Dziadków”.

Informacje o ewamaria2013

Polska pisarka w Berlinie
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ewa Maria Slaska i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Sukienka. Zadanie literackie

  1. Ela Kargol pisze:

    Sukienka jest koloru fiołkowego z bladoróżowym połyskiem, skrojona i uszyta na miarę przez panią Zosię. Materiał cudem ocalony z wojennej pożogi, wydobyty spod gruzów zbombardowanego teatru. Pani Zosia zna się na modzie, ma kilka zachodnich żurnalów, które na wszelki wypadek chowa w w starym schowku w podłodze. Są lata 50 te, schyłek, może początek 60-tych. Stalin już nie żyje.
    Irena wybiera się na bal maturalny. Stop, nie w takim stroju. Irena wcale nie zdawała matury. Jest wykształconą stenotypistką. Wychodząc za mąż za Stefana, lekarza, wdowca dużo od niej starszego, niedługo już będzie panią doktorową,
    Stefan właśnie do niej przyszedł. Pójdą razem na dancing do Klubu Medyka. Przyniósł jej bukiecik fiołków, w sam raz pasujący do jej nowej sukienki.
    Byle jak pstryknął fotkę, źle kadrując i źle ustawiając lampę błyskową. Ale to nic, życie jest znowu piękne. Po stracie żony nie myślał, że jeszcze kiedyś kogoś pokocha. Z jego rodziny nie pozostał nikt i nic. Nawet nie ma żadnego zdjęcia. Może dlatego teraz uwiecznia prawie każdy moment na kliszy. Sam wywołuje,koloruje,a utrwalacza wlewa zawsze trochę więcej do kuwety, bo chce, zeby te fotografie przetrwały wieki.

    Następnego dnia fotka jest już gotowa, jedna z wielu w albumie, który wraz z Ireną, mężem, dwójką ich dzieci opuszczą Polskę w roku 1968.

    Żyło im się w miarę dobrze, nie interesowała ich polityka.
    Stefan z dnia na dzień stracił dobrą posadę w szpitalu wojewódzkim. Dzieciom zaczęto dokuczać w szkole. Irena spakowała tyle, ile mogła i z dokumentem podróży w jedną stronę wyruszyli w nieznane. Zatrzymali się na kilka dni u przyjaciół w Monachium. Z kilku dni zrobiło się kilkanaście lat. Później przeprowadzka do Berlina. Może chcieli być bliżej kraju, z którego ich wygnano, ale w którym przeżyli swoją młodość. Polski nigdy nie odwiedzili. Irena przeżyła męża o prawie 20 lat. Mieszkała przy Veilchenstrasse. Dzieci bardzo dbały o matkę, ale na odległość. „Ratowały świat”.
    Gdy Irena zmarła, wynajęły firmę likwidującą mieszkania do pozbycia się starych mebli, szpargałów, ubrań i innych rupieci. Duży kontener stał przed domem Ireny, a w nim niedbale wrzucony prawie cały dobytek życia tych dwojga ludzi. Tylko jedna z walizek, rzucona ze zbyt dużym rozmachem nie trafiła do pojemnika. Jej zawartość rozsypała się po chodniku i ulicy. Kilka wieczorowych sfatygowanych sukien, zasuszony bukiet fiołków, a ze starego albumu wypadlo kilka zdjęć. Schyliłam się po jedno z nich. Na nim młoda dziewczyna we fiołkowej sukience, a na odwrocie: „Najdroższej Irenie zawsze kochający Stefan”.

  2. Janina Kowalska pisze:

    No to moze ja teraz zabiore glos w sprawie sukni. To ja jestem na tej fotografii, ja Wasza do dzis stra bardzo, ciotuchna. Pod takim pseudonimem pisalam na blogach swoje wojenne i powojenne wspomnienia. Suknia byla wlasnoscia Teresy siostry mojego meza. Tak zdjecie bylo zrobione w mieszkaniu moich tescow, ktore Maria, moja mlodsza corka opisuje jak malenkie, bo i takie bylo. Mnie sie wydawalo, ze suknia i rekawiczki byly czerwone, ale Teresa twierdzi, ze nigdy nie miala czerwonej sukni, ani sukienki. Ponoc suknia byla zielona, jasno zielona, nie oponuje, nie pamietam.Nigdy nikt nie wyrzucal zdjec, lezaly posortowane w opisanych kopertach i z takiej koperty z napisem „Bale i przyjecia”, wyjelam je zeby pokazac Ewie. Z Teresa wymienialysmy sie roznymi ubraniami, bylysmy jednakowego wzrostu i figury. Czesciej ja pozyczalam od Teresy, bo zawartosc jej szafy byla bardziej obfita, niz mojej. Nie jest mozliwe zrobienie albumu, bo w kazdej rodzinie jest pudelko ze zdjeciami, a u nas wszyscy mieli ciagoty do fotografowania i zdjec sa tysiace, nie wiem ile byloby z nich albumow, ale nie zmiescilyby sie w naszym mieszkaniu. Wiele z tych zdjec jest wykorzystane do ilustrowania ksiazek, ktore piszemy i wpisow na roznych blogach.Wracajac jednak do sukni, to ja ja tylko przymierzlam i maz zrobil mi zdjecie. Nigdzie w niej nie bylam. Maria opisuje nasze bale, na typowe bale chodzilismy nie czesto, raczej do znajomych na imieniny, albo na brydza, a jej malej wowczas dziewczynce, wyobraznia pozwolila te wyjscia uznac za balowe. Taka to jest historia fotografii z dawnych lat!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.